piątek, 19 czerwca 2015

Czerwcowy stosik #2 - Literatura sensacyjna!





Kochani wczoraj odebrałam wyczekiwaną paczkę pełną wspaniałych książek. Moja radość była tak wielka, że informacja o niej pojawiła się na facebooku, bowiem musiałam, gdzieś wyrazić swoje emocje ;) Jak już zdążyliście się zorientować, jestem "trochę" uzależniona od książek, toteż każdego miesiąca muszę sprawić sobie odrobinę przyjemności. Tradycyjnie nie udało mi się spełnić wszystkich swoich pragnień czytelniczych, ale w ogólnym rozrachunku jest nie najgorzej! Czuję się prawie usatysfakcjonowana ;) 



Podzieliłam książki na dwie grupy, czyli literaturę sensacyjną i obyczajową. Dzisiaj postanowiłam zaprezentować tę sensacyjną stronę literatury. Natomiast jutro pojawi się drugi stosik, będą w nim głównie książki obyczajowe oraz mała perełka z gatunku literatury podróżniczej. 



***
"Koronkowa robota" - Pierre Lemaire
"Cierpliwość diabła" - Maxime Chattam 
O tych książkach naczytałam się tyle pozytywnych recenzji, że musiałam je mieć! 


***
"Znalezione nie kradzione" -Stephen King
Czytałam wcześniej "Pana Mercedesa" <Moja RECENZJA>, dlatego teraz muszę poznać jego kontynuację :) Cieszę się, że książka jest już u mnie! 
"Buźka" - Sophie Hannah 
Ola z Aleksandrowych myśli tak zachęcająco recenzowała tę powieść, że postanowiłam jej zaufać i też ją przeczytać ;) 



***
"Ukochany z piekła rodem" - Alek Rogoziński
Ta książka w ostatnim czasie pojawiała się dosłownie wszędzie, przeczytałam mnóstwo pochlebnych recenzji, ponadto na blogu Literacki Świat Cyrysi ukazał się wywiad z autorem w bardzo ciekawej formie <klik>, ten wywiad ostatecznie przekonał mnie zakupu tej publikacji. Autor wypadł w nim bardzo interesująco i sympatycznie.
"Więcej czerwieni" - Katarzyna Puzyńska 
Mam już "Motylka" i pomału kompletuję całą serię.  


***
"Umarli mają głos" - Marek Krajewski, Jerzy Kawecki
Vega z Upolowanych stronic tak ciekawie i zachęcająco pisała o tej publikacji, że nie mogłam doczekać się chwili, kiedy książka pojawi się na mojej półce! 


Wszystkie książki zakupiłam na stronie nieprzeczytane.pl. 

W dniu jutrzejszym pojawi się kolejna odsłona, tym razem będzie coś dla miłośników literatury obyczajowej... dlatego serdecznie zapraszam Was jutro! 

Tymczasem proszę dzielcie się w komentarzach swoimi odczuciami i refleksjami na temat prezentowanych książek. Może któraś wpadła Wam w oko? A może już jesteście po lekturze tych publikacji, zapraszam do dyskusji... 


czwartek, 18 czerwca 2015

"Pisane słońcem" - Maciek Roszkowski


Kategoria: literatura podróżnicza
Wydawnictwo: Axis Mundi
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-61432-69-2
Liczba stron: 192


Moja ocena: 8/10


"Podróżując, żyje się tyle razy, ilu ludzi się spotyka, ile historii się słyszy, ile kultur się poznaje. Setki, może tysiące razy. Eksplozja zmysłów, emocji, myśli i duchowych doświadczeń. Czasem doświadczeń jest tak dużo, że nie potrafię wszystkiego ogarnąć, słońce oślepia mnie swoim blaskiem".
Wielu z nas pragnie podróżować, zwiedzać różnorodne zakątki świata, poznawać ludzi i obcą kulturę, odkrywać nowe obszary, dotrzeć w miejsca, gdzie ludzie żyją w zgodzie z naturą, gdzie brak szeroko pojętej cywilizacji, marzą o tym, aby wsłuchać się w odgłosy przyrody i zajrzeć w głąb samego siebie. Ale czy nasze pragnienia są na tyle silne, aby wyruszyć w samotną podróż w nieznane, w głąb własnej duszy? Do tego niezbędna jest odwaga i ogromna determinacja, ale przede wszystkim trzeba mieć w sobie pasję, być obieżyświatem, kimś, dla kogo wędrówka jest sensem życia.

Maciek Roszkowski jest podróżnikiem, w ciągu ostatnich ośmiu lat spędził niemalże dwa lata w podróży po Azji. Przemierzył ten wyjątkowy kontynent wszerz i wzdłuż. Był w Turcji, Iranie, Indiach, Tajlandii, Malezji, Laos, Chinach, Tajwanie, Japonii, Kazachstanie, czy Kirgistanie. Dotarł do miejsc, o których przeciętny człowiek nawet nie słyszał, spotkał i poznał wielu ludzi, obserwował ich codzienne życie i zwyczaje. Przeprowadził tysiące rozmów. Udało mu się przeniknąć do lokalnej społeczności, dokładnie poznać tamtejszą kulturę, liczne legendy oraz zupełnie nowe smaki. Uczestniczył w niezwykłych ceremoniach, doświadczył wielu fascynujących przygód. Poznał świat tropikalnej oraz całkowicie dzikiej przyrody, dotarł do oddalonych i zupełnie zagubionych w świecie wiosek, gdzie wysoko w górach mieszkają ludzie, którzy głęboko wierzą w moc duchów wiatru, jak sam o tym napisał, bywał w zupełnie innym wymiarze czasu.

Przewracając kolejne karty tej książki czytelnik odbywa swoistą podróż przez rozległą Azję, ale przede wszystkim wędruje w głąb ludzkiego umysłu, bowiem ten nietypowy zbiór wspomnień z podróży autora w głównej mierze opiera się na relacjach międzyludzkich, a nie wyłącznym opisie okolicznych zabytków czy otaczającej przyrody. Książkę czyta się bardzo lekko i przyjemnie, chociaż Maciek Roszkowski pisze chwilami dość poetycko, używając metafor, tym samym skłaniając czytelnika do wielu refleksji, zastanowienia się nad sensem życia oraz roli człowieka w otaczającym nas świecie. "Pisane słońcem" to w moim odczuciu publikacja, która nie jest typowym reportażem czy opisem wspomnień z podróży, to stosunkowo nietypowa książka, z której dość intensywnie wypływa filozofia życia autora. Ale bez obaw, czytelnik ma również możliwość poznać kilaka ciekawostek charakterystycznych dla danego obszaru. Niewątpliwą zaletą niniejszej publikacji jest opisanie tej fascynującej podróży w kilkunastu rozdziałach, przy czym każdy rozdział poświęcony jest innemu zakątkowi Azji. To daje możliwość sięgania po tę książkę w każdej wolnej chwili, wybierając sobie dowolny kraj, w celu bliższego poznania.

To, co najmocniej utkwiło w mojej pamięci, po lekturze tej książki to obraz Chin i Japonii.

Chiny to kraj, który zawsze stanowił dla mnie zagadkę. Dlatego zasmuciły mnie i zszokowały opisy niecodziennych bazarów, na których można kupić w zasadzie wszystko od produktów spożywczych po wszelkie usługi.
"Wszystko dzieje się wprost na ulicy i nikt nie robi skandalu, że jak to tak facetowi rwą zęba bez znieczulenia, kiedy niedaleko świnie chrumkają, psy czekają na rzeź, fryzjerzy tną włosy, pomidory sprzedawane są na kilogramy, stoiska z ulicznym jedzeniem wciąż produkują kolejne potrawy, a faceci kopcą z jakichś strasznie długich tub tytoń". Str. 106
To przede wszystkim te psy tak mocno mnie zasmuciły i zszokowały… tutaj chciałbym zacytować pewien fragment:
"Wchodząc na bazar w Laomeng, zostaję ogłuszony przez gdakające kury, kwaczące kaczki, chrumkające świnie, muczące bawoły. Kupuje się je, aby zabrać do domu i samemu zabić, po czym ugotować czy usmażyć. Jednak nie byłoby w tym nic aż tak szokującego, gdyby obok tych "tradycyjnych" w naszym mniemaniu zwierząt hodowlanych nie sprzedawano… psów. Takiego psa można sobie kupić, żeby w domu zjeść. Widząc to zaczynam się zastanawiać, kto tu jest dziwny. Czy Europejczycy, którzy potrafią zajadać wieprzowinę, uczestnicząc przez to w okrutnym skądinąd mordowaniu w rzeźni całkiem inteligentnej i emocjonalnie rozwiniętej świni, jednocześnie drapiąc swojego Reksia za uchem? Czy może Chińczycy potrafiący zjeść niemal wszystko, bez rozróżniania na zwierzęta, które się kocha i tuli, i te, które się traktuje jak przedmiot i zjada?" str. 104-105

Japonia
, o której
pisze autor, to naród niezwykle zdyscyplinowany i zgodny, który zachwyca niebywałą organizacją i sprawnym radzeniem sobie w obliczu kataklizmów. Natomiast mnie urzekła opowieść o nieznanym mi dotąd gatunku sztandarowych kogutów Japonii, których długość ogona sięga nawet kilkunastu metrów.

Warto wspomnieć o samym wydaniu tejże publikacji, której niezwykły zapach bardzo intensywnie unosi się w trakcie przewracania kolejnych stron. Dodatkowo książka zawiera mnóstwo ciekawych fotografii, które pozwalają jeszcze mocniej wyobrazić sobie miejsca, które odwiedził Maciek Roszkowski. Słowem to bardzo starannie wydana publikacja. Kolejnym atutem jest różnorodność opisywanych miejsc, myślę, że każdego czytelnika zachwyci inny obszar. Kto wie… może po lekturze tej książki zapragniecie wybrać się do któregoś z opisywanych regionów? Natomiast, czego zabrakło mi w tej książce? Przede wszystkim znacznie bardziej rozbudowanej opowieści, bowiem śmiało mogę pokusić się na określenie tej publikacji, jako literatury podróżniczej w pigułce. Autor odwiedził tak wiele wspaniałych i nieznanych dla większości czytelników miejsc, a ich opis zawarł zaledwie na 192 stronach, to dla mnie zdecydowanie za mało. Chciałabym znacznie więcej przeczytać o Indiach, Malezji i Laos, czy też o Chinach i Japonii… Maćkowi Roszkowskiemu z pewnością udało się rozbudzić mój apetyt. 



Reasumując "Pisane słońcem" autorstwa Maćka Roszkowskiego to książka podróżnicza, jednakże jest to publikacja zupełnie nietypowa. Oprócz opisu fascynujących miejsc oraz kliku ciekawostek z obszaru dalekiej Azji, książka niesie w sobie niecodzienną opowieść, nasyconą ludzkimi emocjami, wzajemnymi relacjami oraz filozofią i osobistymi refleksjami autora. Stanowi swoistą podróż w głąb samego siebie. Jeżeli lubicie literaturę, która niesie w sobie kilka ciekawostek, a zarazem skłania do refleksji, koniecznie sięgnijcie po tę książkę.
"Ciężko mi sobie wyobrazić, kim byłbym teraz bez swoich podróży. Kimś uboższym, o węższych horyzontach, z mylnym wyobrażeniem, że Europa czy w ogóle świat zachodni to epicentrum świata. (…) Słońce świeci. Widziałem je wiele razy, w różnych miejscach. Promienie, które wysyła, starałem się uchwycić, opisać, zrozumieć… Słońce nie zawsze świeci jednak w zenicie. Czasem ledwie unosi się nad horyzontem." Str. 6

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! (+1,4)



Za możliwość przeczytania książki  "Pisane słońcem"
dziękuję autorowi Panu Maćkowi Roszkowskiemu.





Dziesięć miesięcy podróży zamieszczone w dziesięciu minutach... 
Zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu!



wtorek, 16 czerwca 2015

"Krucha jak lód" - JODI PICOULT


Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Rok wydania: 2013
ISBN 978-83-7839-546-1
Liczba stron: 613


Moja ocena: 9/10


"Dostałam dokładnie to, czego z całych sił pragnęłam: cudowną córeczkę. Czy mogłabym więc się zdobyć na wyznanie, że jesteś największym cudem, ale też największym trudem mojego życia?" 


Osteogenesis imperfecta, czyli zespół samoistnej łamliwości kości jest chorobą o podłożu genetycznym, charakteryzuje się ogromną ilością złamań kości, począwszy od okresu życia płodowego. Osoby z OI w ciągu życia doświadczają setek złamań, często nie mogą chodzić, mają zdeformowane stawy, osłabione mięśnie, zniekształcony kręgosłup oraz kości czaszki, czyli ogólną wadę postawy. Ich wygląd zewnętrzny wyróżnia się między innymi filigranową i niską budową ciała oraz niebieskim zabarwieniem twardówek oka. Dodatkowo u osób z OI mogą pojawić się problemy z oddychaniem, występuje tendencja do powstawania dużych blizn, siniaków, tętniaków itp. Natomiast rozwój umysłowy u ludzi dotkniętych zespołem samoistnej łamliwości kości bywa ponadprzeciętny. Słyszałam już o tym zaburzeniu, jednak do chwili, kiedy nie przeczytałam książki "Krucha jak lód" autorstwa J. Picoult nie miałam wyczerpującej wiedzy o jego objawach i przebiegu oraz o tym, jak dokładnie wygląda życie ludzi dotkniętych tą okrutną i bolesną chorobą. Niestety nie opracowano jeszcze skutecznych systemów leczenia przyczynowego, dlatego pozostają wyłącznie objawowe metody terapii. 
"Życie z osteogenesis imperfecta od samego urodzenia jest nieustającym pasmem trudności, ciągłych rehabilitacji, terapii i operacji, słowem: jest to życie pełne cierpienia". Str. 442
 "Zrozumiałam wtedy, dlaczego nie płaczesz, chociaż bardzo boli: czasem o bólu trzeba milczeć, bo nie da się go wypowiedzieć". Str. 43
Charlotte i Sean O'Keefe, jak każdy rodzic pragnęli mieć zdrowe i szczęśliwe dziecko, jednakże w zaawansowanym cyklu ciąży, jak grom z jasnego nieba spadła na nich szokująca wiadomość, mianowicie ich córeczka ma urodzić się z poważną chorobą, która zagrozi jej istnieniu, bądź spowoduje, iż jej życie wypełni się bólem i wieloma wyrzeczeniami. Kiedy na świat przychodzi ich upragnione dziecko, wcześniejsza diagnoza staje się faktem, a dotychczasowe, poukładane i spokojne życie rodziny nabiera zupełnie innego rytmu, staje się pasmem wielu niepowodzeń i przykrości, wypełnia się bezradnością, strachem oraz codzienną walką o bezpieczeństwo i zdrowie ich małej córeczki Willow. Zupełnie zagubieni i oddani opiece nad najmłodszą, chorą córką zapominają o jej starszej siostrze Amelii, która wkraczając w wiek dojrzewania sama potrzebuje uwagi, zrozumienia i wsparcia ze strony rodziców. Zdesperowani i przytłoczeni codziennością decydują się na kontrowersyjny krok, który wywołuje lawinę nieporozumień, tymczasem między nimi wyrasta niewidzialny mur, który zupełnie przysłania rozgrywający się obok nich dramat ich starszej córki.
"Wiesz co? Ty masz w życiu dokładnie przesrane, a jakoś nigdy cię to nie dołuje. A ja nawet nie potrafię się cieszyć, kiedy spotyka mnie coś dobrego. Jestem żałosną kretynką". Str. 539 
Jodi Picoult w tej powieści zastosowała nietuzinkową narrację, chyba jeszcze nie czytałam książki, w której bohaterowie przez cały czas zwracają się do kluczowej postaci, w tym przypadku chorej dziewczynki, jakby opowiadali jej tę historię ze swojego punktu widzenia. Autorka udzieliła głosu większości bohaterów tejże opowieści, tym samym dała czytelnikowi możliwość poznania tej historii z szerszej perspektywy, pozwoliła wejść w głąb umysłu każdego z bohaterów, poznać ich refleksje, odczucia i motywacje, podjąć próbę zrozumienia każdego z nich. Ta historia bywa szalenie kontrowersyjna i szokująca, trafia niezwykle boleśnie w serce czytelnika, pobudza do poważnych refleksji na temat słuszności aborcji oraz życia w rodzinie dysfunkcyjnej. Zmusza do odpowiedzi na pytanie, czy cel uświęca środki? Każdy z nas po lekturze tej książki mocno się zastanowi, czy można sądzić kogoś, samemu nie doświadczając tak trudnych wyborów? Bowiem łatwo jest stać obok i oceniać innych, w chwili, kiedy nasze życie toczy się spokojnym i nieskomplikowanym trybem, bez większych przeszkód. Przyznaję się, że sama niejednokrotnie byłam zbulwersowana postępowaniem niektórych bohaterów, próbowałam postawić się w ich sytuacji i ostatecznie doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie wiem, jak ja postąpiłabym w podobnych okolicznościach. Jodi Picoult udało się stworzyć niezwykle autentyczną historię, ukazując dylematy i rozterki zwykłych ludzi, uniknęła tworzenia superbohaterów, którym w życiu wszystko się udaje, którzy panują nad emocjami bez względu na okoliczności. Osobiście bardzo lubię literaturę, w której brak cukierkowej fabuły, gdzie wykreowane postaci są szalenie prawdziwe, ulegają emocjom, popełniają błędy, które niosą za sobą poważne konsekwencje, bowiem dokładnie tak wygląda prawdziwe życie.
"Chciałabym wiedzieć, czy istnieje różnica pomiędzy porządną matką a dobrą matką. (…) Porządna matka zawsze podąża krok w krok za swoim dzieckiem. (…) Za dobrą matką dziecko chce iść samo". Str. 345
 (…) płakałaś, a ja w żaden sposób nie mogłam ci pomóc". Str. 163 
Reasumując, "Krucha jak lód" autorstwa Jodi Picoult jest powieścią szalenie poruszającą, nasyconą emocjami i trudnymi wyborami. To książka o ogromnej sile miłości rodzicielskiej, o wyższości dobra dziecka nad innymi aspektami życia codziennego, o trudnej walce o utrzymanie spójności w rodzinie, o przyjaźni, która została wystawiona na ciężką próbę, ale także o ciężkich wyborach, które ostatecznie nie przynoszą satysfakcji i ukojenia. Mimo dużej objętości, książkę czyta się z zaciekawieniem, wypiekami na twarzy i przyspieszonym biciem serca. W zasadzie w trakcie lektury tej powieści nie znalazłam czasu na nudę, natomiast samo zakończenie pozostawiło mnie w kompletnym zdumieniu. Autorka pięknie opisała emocje, obnażyła ludzkie niedoskonałości, ukazała moralne dylematy, z jakimi zmaga się rodzina dysfunkcyjna, czy też rodzina, która dowiaduje się, iż dziecko, które ma przyjść na świat będzie upośledzone. Zmusiła czytelnika do zastanowienia się nad zagadnieniem związanym z aborcją, w którym momencie można uznać, że dziecko, które znajduje się jeszcze w łonie matki jest na tyle ułomne i zaburzone, że nie powinno się dopuścić do jego narodzin? Gdzie jest wyraźna granica niedoskonałości?
"To, co można złamać - czy to będzie kość, serce czy też przysięga - można złożyć z powrotem, ale to nigdy już nie będzie jedna całość". Str. 611

Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Jodi Picoult. W mojej biblioteczce stoi jeszcze wiele książek tej autorki, z pewnością przeczytam je wszystkie, bowiem ta pisarka wpłynęła w niezwykły sposób na moją psychikę, skłoniła mnie do zastanowienia się nad moralnymi aspektami niezwykle trudnych decyzji, ukazała skutki braku czujności i zagubienia się w codziennym życiu, ale przede wszystkim skłoniła mnie do jeszcze większego szacunku i podziwu dla rodzin dysfunkcyjnych oraz ludzi zmagających się z wszelkimi ułomnościami, zwróciła moją uwagę na ich codzienną walkę o niezależność i zwyczajność.

"Są kobiety, które urodziły upośledzone dzieci i potem do końca życia zadają sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby oszczędzić im cierpień. I są takie matki, które podjęły inną decyzję, a teraz, patrząc na nasze pociechy widzą w nich swoje maleństwa, których nigdy nie poznały". Str. 254


Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam opasłe tomiska 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! (+3,7)

czwartek, 11 czerwca 2015

Czerwcowy stosik #1 - Egzemplarze recenzenckie





Moja radość jest ogromna, bowiem w tym tygodniu zostałam obdarowana takimi oto książkami, dodam, że są to egzemplarze recenzenckie. 




"Kiedy cię poznałam" - Cycelia Ahern - książkę otrzymałam od autorki bloga Lustro Rzeczywistości, bardzo się cieszę, bowiem byłam ciekawa twórczości tej autorki, teraz będę miała okazję przekonać się, czy i mnie zachwyci proza Cecyli Ahern. Angeliko jeszcze raz bardzo dziękuję za książkę i zaufanie :) 


***
"Pisane słońcem"- Maciek Roszkowski - autor zwrócił się do mnie z prośbą o zrecenzowanie jego książki, propozycję przyjęłam z wielką radością, bowiem publikacja zalicza się do literatury podróżniczej, po takie książki zawsze sięgam z ogromną przyjemnością i ciekawością. Bardzo dziękuję Panu Maćkowi Roszkowskiemu za egzemplarz książki z dedykacją i autografem.






Jak tylko uporam się z powieścią J. Picoult, odkładam na bok książki z mojego czerwcowego stosiku i natychmiast zabieram się za lekturę tych powieści. Dlatego w najbliższym czasie na moim blogu w pierwszej kolejności pojawią się recenzje książek: "Pisane słońcem" M. Roszkowskiego oraz "Kiedy cię poznałam" C. Ahern. 


Czytaliście którąś z tych książek? Proszę podzielcie się uwagami w komentarzach. 


środa, 10 czerwca 2015

"Milcząca siostra" - Diane Chamberlain

Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-7961-167-6
Liczba stron: 454

Moja ocena: 7/10


To nie mój umysł jest chory... tylko moja dusza". 

Zaintrygowana pozytywnymi opiniami na temat twórczości Diane Chamberlain pomału gromadziłam w swoim księgozbiorze jej powieści. W chwili obecnej brakuje mi tylko dwóch książek, dlatego uznałam, iż najwyższy czas, aby poznać prozę tak mocno docenionej przez wielu czytelników pisarki. Zaczęłam od "Milczącej siostry", czyli najnowszej powieści w dorobku autorki. Czy moje pierwsze spotkanie z jej prozą mnie urzekło? I tak i nie… 
W związku z tym mam ogromny dylemat, jak ocenić tę książkę, bowiem moje odczucia są odrobinę sprzeczne. Ale od początku…

Riley MacPherson, główną bohaterkę tej powieści poznajemy w bardzo przykrych dla niej okolicznościach, czyli po śmierci jej ukochanego ojca. Matka i siostra dziewczyny nie żyją już od dawna, natomiast brat, którego relacje ze zmarłym ojcem były zaburzone, każdego dnia zmaga się z własnymi demonami, tym samym prowadząc pustelnicze i bezbarwne życie. Riley przyjeżdża do rodzinnego domu, aby uporządkować i zamknąć wszystkie sprawy majątkowe. Po odczytaniu testamentu dziewczyna postanawia sprzedać dom, jednak wcześniej musi uporać się z nagromadzonymi przez lata przedmiotami oraz rodzinnymi pamiątkami. W trakcie pobytu w rodzinnej miejscowości Riley przez przypadek odkrywa, iż jej siostra prawdopodobnie nie popełniła samobójstwa, tylko je upozorowała. Podążając tym śladem odsłania kolejne, szokujące sekrety skrywane od wielu lat przez jej ojca.
"Wiem, że kłamstwa zaszkodziły wszystkim w naszej rodzinie (...). Kiedy dorastasz w domu, w którym skrywa się straszliwa tajemnica, czujesz jej brzemię, nawet jeśli pozostaje niewypowiedziana. To cię zżera. Mąci w głowie. Każe wątpić, czy kiedykolwiek zdołasz uporządkować swój obraz świata" str. 448
Przyznaję, że książkę czyta się bardzo sprawnie i z ogromnym zaciekawieniem, natomiast ilość tajemnic zawartych na kartach tej książki jest tak duża, że aż nieprawdopodobna. Właśnie, dlatego jest mi tak trudno ocenić tę powieść, bowiem autorce z pewnością udało się wymyślić bardzo zajmującą historię, która mocno przyciąga uwagę czytelnika i trudno odłożyć tę lekturę na bok. Niemniej jednak mam wrażenie, że nagromadzenie pewnych faktów z przeszłości jest przekombinowane, przez co książka traci na autentyczności. Ponadto główna bohaterka, która odkrywa owe tajemnice wydaje się je przyjmować z nadmiernym opanowaniem i zrozumieniem, co w prawdziwym życiu wydaje się nierealne. Niestety sama Riley nie wzbudziła również mojej wielkiej sympatii, w moim odczuciu, jak na główną bohaterkę jest postacią zbyt mało wyrazistą, bardzo trywialną i chociaż w pewnym sensie było mi jej trochę żal, to w ostateczności nie wzbudzała we mnie wielkich emocji. Wykształcona i wykonująca zawód psychologa Riley sprawia wrażenie bardzo naiwnej, nieporadnej i zagubionej kobiety, której według mnie brakowało charyzmy, entuzjazmu i stanowczości. Ostatecznie książkę przeczytałam z zaciekawieniem, zakończenie pewnie dla wielu będzie zaskakujące, jednak mnie czegoś w nim zabrakło, nie powiem, czego, bowiem obawiam się, że tym samym zdradzę za dużo szczegółów.  


Reasumując, "Milcząca siostra" Diane Chamberlain to bardzo wciągająca i tajemnicza powieść, którą czyta się z lekkością i ogromnym zaciekawieniem. Połączenie wątku obyczajowego z sensacyjnym było dla mnie ciekawym rozwiązaniem, ponadto fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, w czasie przeszłym i teraźniejszym, taka forma bardzo trafia w mój gust czytelniczy. Autorka zastosowała interesującą narrację, bowiem książka napisana jest z perspektywy dwóch bohaterek, to kolejny element, który bardzo lubię, według mnie tak napisane powieści zawsze dają ciekawszy obraz przedstawionej historii. Mimo wad, które wymieniłam wcześniej, lektura tej książki nie była dla mnie nudna i męcząca, czytałam ją z zainteresowaniem, a nawet napięciem. "Milcząca siostra" stanowi ciekawą rozrywkę, przy lekturze tej powieści można oderwać się od rzeczywistości i przenieść w zupełnie inny świat, gdzie wszystko sprawia wrażenie iluzji owianej rodzinnymi sekretami.

Ostatecznie nie zraziłam się do twórczości Diane Chamberlain, bowiem z tą książką spędziłam całkiem przyjemne chwile, niewątpliwie wkrótce sięgnę po kolejne powieści autorki.

"Każdy nosi jakąś bliznę (...). Jedni dlatego, że walczyli z ciężką chorobą. Inni, bo stracili dziecko lub zranił ich ktoś, kogo kochali. Niektórzy mają to nieszczęście, że nabawiają się blizn w wyniku utraty całej rodziny. Chociaż z drugiej strony... (...) niekiedy mają to szczęście że znajdą nową". str. 449 



Książka bierze udział w wyzwaniu: 

sobota, 6 czerwca 2015

"Na wysokim niebie" - Danuta Awolusi

Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2013
ISBN 978-83-62405-30-5
Liczba stron: 271


Moja ocena: 8/10


"Trzeba się trzymać kurczowo tego, co dobre, bo możemy stracić nawet to".

Sięgając po debiutancką powieść Danuty Awolusi nie przypuszczałam, że będzie to lektura, która tak bardzo pochłonie moją uwagę, już od pierwszych stron zupełnie zatraciłam się w tej książce. Ta publikacja wyciągnęła ze mnie całych wachlarz emocji, bowiem na przemian smuciła mnie, szokowała, ale dawała mi także poczucie nadziei, radości oraz ogromnego wzruszenia.

Każdemu z nas dzieciństwo powinno kojarzyć się z okresem beztroskiej zabawy, miłością oraz poczuciem bezpieczeństwa. Niestety życie pisze różne scenariusze i nie każde dziecko ma to szczęście, aby przeżywać tak sielskie i pełne radości chwile. Ania, mała bohaterka tejże książki odkąd sięga pamięcią jest zmuszona, aby sama zadbać o własne bezpieczeństwo i radzić sobie w trudnych sytuacjach.  Odrzucona przez rówieśników, bez wsparcia rodziców oraz grona nauczycielskiego, zagubiona i zupełnie oderwana od rzeczywistości odnajduje spokój i zapomnienie w literaturze, dzięki uprzejmości znakomitej i obdarzonej niezwykłą empatią bibliotekarki. Pewnego dnia poznaje chłopca imieniem Tobiasz, który mimo wspaniałych i kochających rodziców sprawia wrażenie bardzo samotnego, przygnębionego i równie mocno wyobcowanego. Ania zaprzyjaźnia się z chłopcem i odkrywa tajemnicę, która jest przyczyną zachowania Tobiasza. Od tej chwili łączy ich wyjątkowa przyjaźń, która przynosi im ukojenie, daje mnóstwo radości i ma na nich zbawienny wpływ.
"Dzieci takie jak Tobiasz nie były urocze ani słodkie, ani nawet rozczulające. Były żałosne i dostawały za to srogie baty od losu". Str. 92
Muszę przyznać, że ta niewielkich rozmiarów książka sprawiła, że zupełnie zatraciłam się w świecie małych bohaterów tejże historii. Danucie Awolusi udało się stworzyć szalenie autentyczną fabułę, chwilami tak prawdziwą, że zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie napisała tej książki na podstawie własnych wspomnień i doświadczeń. Książkę czyta się z niezwykłą lekkością i przyjemnością, ale także z irytacją i oburzeniem. Chwilami miałam ściśnięte gardło, a w moim oku zakręciła się nie jedna łza, byłam także potwornie zła na obojętność rodziców Ani, oraz zachowanie nauczycieli. Aczkolwiek w tej powieści występują także bardzo pozytywne postaci, które obdarzyłam ogromną sympatią. Pokochałam Anię, za jej prostolinijność, siłę i odwagę oraz nietuzinkowy charakter, polubiłam także postać Sabiny - bibliotekarki za jej mądrość, empatię i wyrozumiałość oraz Maksymiliana, który stał się dla Ani autorytetem, kimś, kto okazał jej uwagę i uzmysłowił istotę nauki i literatury.

Mimo, iż narratorem jest mała dziewczynka, to jednak jest to książka, którą powinien przeczytać każdy, bez względy na wiek. Idealna dla młodzieży, pedagogów oraz rodziców. Według mnie powinna być lekturą obowiązkową w szkołach, bowiem ta książka ma w sobie niezwykłą wartość. Uczy pokory i szacunku, ukazuje jak wielkie znaczenie w życiu każdego człowieka ma prawdziwa przyjaźń, miłość, wsparcie, jak ważnym jest, aby dookoła nas byli ludzie, którzy w chwili słabości wskażą nam właściwą drogę. To jedna z tych książek, która mocno chwyta za serce, skłania do refleksji i nie pozwala o sobie zapomnieć. Mimo trudnego i przykrego tematu ta publikacja nie pozostawia po sobie wyłącznie uczucia smutku, bowiem ma w sobie wiele ciepła i cennych spostrzeżeń, uczy wyrozumiałości i wrażliwości na ludzką krzywdę, ukazuje prawdziwe życie, ludzkie radości i dramaty.

"Na wysokim niebie"
 to szalenie poruszająca powieść, po brzegi wypełniona ludzkimi emocjami. To książka o wielkiej samotności i odrzuceniu, ale także o istocie autorytetów, wspaniałej przyjaźni, miłości do literatury, o poszukiwaniu własnej drogi i o odkrywaniu samego siebie. To bardzo cenna i mądra lektura, którą powinien przeczytać każdy. Cieszę się, że ta książka stoi na mojej półce, niebawem przekażę ją mojej córce, mam nadzieję, że i dla niej będzie wspaniałym i cennym przeżyciem. Z czystym sumieniem polecam!  

"Dzieci. Nikt nie potrafi nienawidzić tak paskudnie, jak dzieci. Młodość daje pewne przywileje - żadnego zakłamania i obłudy. Wszystkie demony są na wierzchu, odkryte aż do momentu, kiedy pojawia się przekonanie, że warto założyć maskę". str. 11


Książka bierze udział w wyzwaniu:


środa, 3 czerwca 2015

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga

Kategoria: biografie/pamiętniki 
Wydawnictwo: ZNAK
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-240-2882-5
Liczba stron: 288

Moja ocena: 9/10

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga 




"Najtwardszy orzech do zgryzienia - bezradność".

Sięgając po tę publikację wiedziałam, że to nie będzie łatwa i pogodna książka. Po lekturze "Zorkowni", śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z ważniejszych i najtrudniejszych tego typu publikacji, jakie miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać. Bardzo trudno jest mi pisać o "Zorkowni", w zasadzie wypadałoby chyba jednak ją przemilczeć, bowiem ogrom ludzkiego bólu, cierpienia i bezsilności, który wypełnia karty tejże książki jest tak olbrzymi, że nie jest łatwo się z nim oswoić i go zaakceptować. Jest mi ciężko otrząsnąć się po tej lekturze, niby taka krótka, jednakże niezwykle mocna i zupełnie zniewalająca umysł czytelnika. Niemniej jednak ta niebanalna publikacja ma w sobie dobrego ducha, który niesie ludziom cierpiącym chwilowe wytchnienie, daje im nadzieję, uśmiech i dobre słowo, tak zwyczajnie i zupełnie bezinteresownie wyciąga pomocną dłoń, stanowi pocieszenie i oparcie podczas ostatniego tchnienia. Tym dobrym duchem jest p. Agnieszka Kaluga, autorka owej publikacji. 

"Zorkownia" nie jest typową autobiografią autorki, w zasadzie o jej życiu prywatnym dowiadujemy się niewiele, ta książka jest o umierających ludziach przebywających w hospicjach oraz o zdumiewającej pracy, jaką wykonują wolontariusze. Brak mi słów, aby wyrazić szacunek i uznanie dla ludzi podejmujących się tak trudnego zadania, jakim jest pomoc cierpiącym i mającym świadomość tego, że umierają ludziom.

Agnieszka Kaluga jest autorką bloga Zorkownia, który został nagrodzony trzema statuetkami w konkursie Blog Roku 2011. Ta książka została napisana w formie bloga, zawiera krótkie wpisy, niczym migawki z życia autorki, przedstawia jej codzienną pracę w hospicjum, w zasadzie nie traktuje o jej życiu prywatnym. Ukazuje ogrom ludzkiego cierpienia, chorobę, która każdego dnia drąży człowieka zadając mu ból, tym samym zapowiadając rychłą śmierć. Chylę czoła dla działalności pani Agnieszki, nie wiem jak wielką siłę i determinację trzeba mieć w sobie, aby móc zmagać się z tak dużym ludzkim cierpieniem. Wytrwać i nie poddać się? To wydaje się prawie niemożliwe. A jednak ciągle są ludzie, którzy potrafią stawić czoła tak ciężkiej i niewdzięcznej pracy. Agnieszka Kaluga ma tę niezwykłą charyzmę, siłę i odwagę, która wyzwala w niej niebywałą umiejętność zjednywania sobie ludzi, potrafi nawiązywać zdumiewające relacje, jest dla nich ostoją, przyjacielem, kimś zupełnie wyjątkowym, bez kogo nie sposób podążać w kierunku śmierci. Sama straciła córeczkę po 10 dniach od jej narodzin, obiecała jej: "że da radę, że nie utonie". I tak, podjęła się niezwykłego wolontariatu, nie zrezygnowała i dotrzymała słowa! 

Agnieszka Kaluga w szalenie sugestywny sposób wyraża swoje emocje, chwilami tak zwyczajnie i prosto, następnie bardziej poetycko, przytacza wiersze Zbigniewa Herberta, Wisławy Szymborskiej czy Czesława Miłosza. To jedna z tych książek, która porusza czytelnika do głębi, nie pozostawia obojętnym i bardzo głęboko zapada w pamięć. Trudno uwolnić myśli o tej książki. "Zorkownia" na zawsze pozostanie w mojej głowie i sercu. 

Reasumując, "Zorkownia" autorstwa Agnieszki Kalugi to bardzo poruszająca i bolesna książka o ludzkim cierpieniu i śmierci, ale także o niezwykłych ludziach, którzy mają tę niebywałą siłę, odwagę i dystans, aby nieść pomoc, wsparcie oraz pocieszenie ludziom chorym i umierającym. Ta książka zakrada się w umysł czytelnika i nie pozwala się od niego uwolnić, zupełnie obezwładnia, chwilami aż boli i przytłacza, ale ma w sobie także iskierkę nadziei, miłości i ogrom ludzkiej dobroci. Jeżeli macie odwagę i siłę, aby zmierzyć się z "Zorkownią" to oczywiście gorąco polecam, bowiem to bardzo ważna i cenna książka, która ukazuje wielką odwagę i szlachetność oraz to, co niestety nieuniknione. 
"Pacjenci są oddzieleni od bliskich, ich ciała zmienia choroba, seks staje się coraz odleglejszym wspomnieniem, ostatnim razem. Proces żałoby już trwa - po zdrowiu, sprawności, witalności, po seksie. Ciało przestaje być intymne, staje się własnością publiczną, pacjentem. Otwiera się je z chirurgiczną precyzją, zaszywa, nakłuwa, naprawia. Pozbawia".  

 

wtorek, 2 czerwca 2015

CZERWIEC - stosik lektur do przeczytania!



Chociaż czerwiec zapowiada się bardzo intensywnie (praca oraz codzienne obowiązki zajmują mi wiele czasu), to jednak mam nadzieję, że uda mi się poprawić wynik z poprzedniego miesiąca. Część książek przeniosłam z majowego stosiku, to te których nie zdążyłam przeczytać, kilka książek dodałam. Gdyby udało się zrealizować cały plan, byłoby genialnie! Jednakże to oczywiście jest nierealne, aczkolwiek chcąc mieć wybór, aby sięgać po książki zgodnie z nastrojem wybrałam więcej lektur. Ostatecznie stosik prezentuje się tak: 


1. "Na wysokim niebie" - Danuta Awolusi <RECENZJA> 271 str.
2. "Najpiękniejsza na niebie" - Małgorzata Warda <RECENZJA> 280 str.
3. "Finezja uczuć" - Aneta Krasińska 
4. "Eleonora & Park" - Rainbow Rowell
5. "Razem będzie lepiej" - Jojo Moyes  
6. "Mróz" - Marcin Ciszewski 
7. "Przyjaciele zwierząt" - Anton Marklund <RECENZJA> 312 str.
8. "Żółte ptaki" - Kevin Powers <RECENZJA> 285 str.
9. "Lektor" - Barnhard Schlink 
10. "Maminsynek" - Natasza Socha 
11. "Krucha jak lód" - Jodi Picoult <RECENZJA> 613 str.
12. "Milcząca siostra" - Diane Chamberlain <RECENZJA> 454 str.
13. "Dlaczego ona?" - Barbara Sęk 



Książką "Na wysokim niebie" D. Awolusi rozpoczęłam swoje czytelnicze wyzwanie w nowym miesiącu. Kolejną powieścią, po którą bez wątpienia sięgnę będzie "Milcząca siostra" Diane Chamberline, bowiem taka byłą prośba mojej córci, która lubi jak opowiadam jej o przeczytanych książkach, a ta interesuje ją najbardziej ;) 

Dalsza kolejność nie została jeszcze ustalona ;) Jak podoba się Wam mój czerwcowy stosik? Piszcie w komentarzach, które książki już za Wami, a które macie ochotę przeczytać? Co polecacie, a może odradzacie? Czekam na Wasze sugestie! 

Oczywiście Wszystkim Molom książkowym, życzę zaczytanego czerwca! 




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Podsumowanie miesiąca - maj 2015!




Maj to jeden z moich ulubionych miesięcy! Po pierwsze to miesiąc, w którym obchodzę urodziny, po drugie przyroda pięknie budzi się do życia, w moim ogródku zaczynają kwitnąć azalie i rododendrony, intensywność kolorów tych kwiatów zwyczajnie mnie fascynuje. Ponadto przestaje być szaro i smutno, a natura zaczyna malować piękne obrazy, wreszcie jest kolorowo, a ja z każdym kolejnym dniem nabieram energii i optymizmu.

Myślałam, że maj będzie miesiącem, w którym przeczytam mnóstwo książek, mój zapał w chwili, kiedy wybierałam majowe lektury był olbrzymi! Ostatecznie udało mi się przeczytać 9 powieści, czyli tyle samo, ile przeczytałam w kwietniu. Niestety doba nadal jest dla mnie za krótka. Ostatecznie nie jest najgorzej, bowiem od stycznia do maja przeczytałam 46 książek, jest duża szansa, że uda mi się zrealizować plan, którym jest przeczytanie 100 książek w ciągu roku. 

Tak prezentował się mój majowy stosik: 


A takie książki udało mi się przeczytać: 

 1. "Ene, due, śmierć" - M. J. Arlidge <Moja recenzja>
 2. "Nie oddam dzieci" - K. Michalak <Moja recenzja>
 3. "Uwikłanie" - Z. Miłoszewski - <Moja recenzja>
 4. "Ziarno prawdy" - Z. Miłoszewski <Moja recenzja>
 5. "Gniew" - Z. Miłoszewski <Moja recenzja>
 6. "Pierwsza na liście" - M. Witkiewicz <Moja recenzja>
 7.  "Ślady małych stóp na piasku" - Anne-Dauphine Julliand <Moja recenzja>
 8. "Zorkownia" - Agnieszka Kaluga <Moja recenzja>

oraz książka, której nie było w stosiku, egzemplarz recenzyjny od Wydawnictwa ZNAK Horyzont, za który jeszcze raz bardzo dziękuję

 9. "Dziewczyny z Syberii" - Anna Herbich <Moja recenzja>


W rezultacie przeczytałam 2920 stron, czyli statystycznie czytałam ok. 94 strony dziennie! ;) 

Książki, których nie udało mi się przeczytać w maju, przenoszę na następny miesiąc, jednak dołożę do nowego stosiku jeszcze kilka pozycji.



Natomiast ilość książek, które dołączyły do mojego księgozbioru w tym miesiącu, był bardzo zadowalający, bowiem wzbogaciłam się o 33 książki. Takiemu wynikowi sprzyjały moje urodziny oraz Dzień Mamy ;) 












W maju postanowiłam od czasu do czasu oderwać się od książek, po to, aby zadbać o swoją formę fizyczną, bowiem po zimie jest z nią dosyć kiepsko... ;) 

W tej kwestii nie osiągnęłam oszałamiających wyników, ale ostatecznie przebyłam chodząc, troszkę biegając 40,11 km i spaliłam przy tym 3 867 kcal ;) Nie tak wiele, ale plan na czerwiec jest ambitniejszy! Mam nadzieję, że wsparcie mojego męża będzie tak mocne, że zdecydowanie poprawię ten wynik... trzymajcie kciuki! 



A w ostatni dzień maja natura namalowała na niebie taki oto piękny obraz (widok z mojego balkonu): 





I tak, w skrócie wyglądał kolejny miesiąc na moim blogu :) 


Pozdrawiam ciepło i dziękuję Wszystkim za odwiedziny i komentarze 
Agnieszka Kolanowska
 Nie teraz - właśnie czytam...