Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2016

[RECENZJA] "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" – Witold Szabłowski

Kategoria: literatura faktu

Wydawnictwo: ZNAK
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-240-4318-7
Liczba stron: 384

Moja ocena: 9/10

„Czasy były takie, że z ludzi wszystko, co najgorsze, wychodziło”. 


Minęło kilka dni od lektury Sprawiedliwych zdrajców Witolda Szabłowskiego, w mojej głowie nieustannie kłębią się różnorodne myśli — rozważam, porównuję — zastanawiając się, jak napisać tę recenzję, aby zachęcić Was do lektury. We współczesnych czasach największą popularnością cieszy się literatura rozrywkowa i to po nią najczęściej sięgają czytelnicy. Jednak warto, chociaż sporadycznie dać szansę tego typu publikacjom, które mimo szalenie bolesnego, ciężkiego, chwilami przygnębiającego tematu są nie tylko cennym źródłem wiedzy historycznej, ale przede wszystkim pozwalają pamiętać o ludziach, którzy w okresie wojny oddawali życie za naszą suwerenność. Sięgając po dzieła różnych twórców dajemy sobie możliwość spojrzenia na przełomowe zdarzenia z różnych perspektyw. Jak dotąd temat rzezi wołyńskiej udało mi się odrobinę zgłębić za sprawą zbioru opowiadań Nienawiść Stanisława Srokowskiego, nadal pamiętam, jak mocno wstrząsnęła mną tamta książka. Tymczasem publikacja Witolda Szabłowskiego bez wątpienia nie jest próbą powtórzenia wspomnianych opowiadań bowiem, ukazuje zbiorowe ludobójstwo na Wołyniu z innego punktu widzenia, pomaga ustosunkować się do tamtych wydarzeń, wzbudza nie tylko swoisty gniew, smutek i żal, wywołuje także podziw, współczucie, szacunek i odrobinę pokory.

wtorek, 13 września 2016

[ZAPOWIEDŹ] "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" – Witold Szabłowski


Jeden z najlepszych polskich reporterów rzuca nowe światło na rzeź wołyńską! 


Rzeź wołyńska to nie tylko liczby ofiar i polityczne spory, ale przede wszystkim poruszające historie ludzi. Witold Szabłowski, rusza na Ukrainę, by odnaleźć ostatnich żyjących świadków tamtych wydarzeń. Jako pierwszy szuka odpowiedzi na pytanie: kim byli Ukraińcy, którzy pomogli wówczas Polakom?

Wrogość między ludźmi tliła się jeszcze przed wojną. Ale gdy latem 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaczęli zabijać dziesiątki tysięcy Polaków, ich ukraińscy sąsiedzi musieli wybierać. Jedni pomagali mordować, a czasem nawet zabijali swoje polskie żony i dzieci. Ale inni ryzykowali życie, chowając Polaków na strychach, w schowkach i stodołach. 

piątek, 12 sierpnia 2016

[PRZEDPREMIEROWA RECENZJA] "Wszystkie kolory nieba" - Krystyna Mirek

Kategoria: literatura obyczajowa 

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-240-4312-5
Liczba stron: 390

Moja ocena: 7,5/10


„[…] los pisze scenariusze na oślep. Nie zawsze kieruje się sprawiedliwością”.


Czy ludzie wywodzący się dwóch odmiennych światów mają szansę znaleźć wspólny język? Stworzyć szczęśliwy, stabilny i pełen zrozumienia związek? Jestem przekonana, że tak. Jednak wiele zależy od oczekiwań, indywidualnych cech charakteru, głęboko zakorzenionych przyzwyczajeń, kwestii związanych z umiejętnością poddania się pewnym kompromisom słowem, składa się na to wiele subiektywnych czynników. Jednakże najważniejsza jest siła i dojrzałość rodzącego się uczucia.

poniedziałek, 4 lipca 2016

[WYNIKI KONKURSU] MALOWNICZY ZAKĄTEK!



Drodzy Czytelnicy,

dziś pragnę ogłosić wyniki konkursu, dzięki któremu miałam przyjemność poznać Wasze MALOWNICZE ZAKĄTKI! Cieszę się, że Wydawnictwo ZNAK przeznaczyło aż trzy egzemplarze książki, która stanowi nagrodę w tym konkursie, wybranie jednej odpowiedzi chyba nie byłoby możliwe - i tak miałam z tym niemały kłopot. Wasze ustronne miejsca, w których odpoczywacie, ładując wewnętrzne akumulatory okazały się niezwykle urokliwe  chętnie sama przeniosłabym się do wielu z nich, bodaj na chwilę  znalazłam w nich także cząstkę własnego malowniczego zakątka.

I tak, z wielkim trudem, postanowiłam wyróżnić trzy następujące odpowiedzi na konkursowe pytanie! Nagrodę w postaci książki Nadzieje i marzenia Magdaleny Kordel otrzymują: 

Anonimowy - Anna
Moim najbardziej malowniczym zakątkiem jest bajkowy ogród, w którym z zachwytem obserwuję wszystkie pory roku. Ale jest jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, pełne uroku i wspomnień. Po skrzypiących schodach wchodzę do pokoiku na strychu. Szukam tam ukojenia i spokoju. Na tym starym strychu odnajduję siebie z tamtych lat. Odkurzam tam swoje marzenia i wspomnienia. Siedzę w wiklinowym fotelu, przeglądam stare pamiętniki i zapiski z dawnych lat. Zamykam oczy i ... widzę postać małej zagubionej dziewczynki - to ja. Tu zawsze chowałam się przed całym światem, by w ciszy zakłóconej tylko oddechem starych mebli przenieść się w inny świat, świat marzeń tych spełnionych i jeszcze niespełnionych... Czytam tam książki, słucham muzyki i oglądam z okna tęczowe kolory swojego ogrodu.

Anonimowy - Dominika
Od 13 miesięcy jestem Mamą. Od 13 miesięcy mój malowniczy zakątek do czytania, to nie żadne miejsce, w którym kiedyś szukałabym malowniczego krajobrazu lub spokoju czterech ścian, aby móc w skupieniu oddawać się lekturze. Od 13 miesięcy mój malowniczy zakątek tworzy się tam, gdzie akurat udaje się na drzemkę moja córeczka. Jej bliskość i moje czuwanie przy niej sprawia, że mogę ze spokojem i harmonią ducha oddać się wirowi czytania. Od 13 miesięcy jestem czytelnikiem tam gdzie akurat jest moje małe Serduszko :)

g h-m
Mój /nie mój malowniczy zakątek to prawie stuletnia drewniana chata w górach. Chata mojej przyjaciółki. Chata bez wygód za to z wszechogarniającą ciszą. Chata bez tv, za to z najcudowniejszym widokiem z okna w dużej izbie. Chata na odludziu za to z najsympatyczniejszymi sąsiadami. Chata bez dostępu do cywilizacji za to pozwalająca naładować akumulatory na długi czas. Chata wśród drzewa z dala od miejskiego zgiełku. Chata z duszą. 
W tej chacie, w tej ciszy najpełniej odpoczywam, to tam mogę pomyśleć i odpocząć. to tam jest takie moje choć nie moje miejsce na ziemi.


Wszystkie odpowiedzi konkursowe zasługują na wyróżnienie, jednak byłam zmuszona wybrać tylko trzy, naprawdę nie było mi łatwo. Ogromnie dziękuję Wszystkim uczestnikom za udział, za poświęcony czas i piękne opowiadania. 

Serdecznie gratuluję nagrodzonym  czekam na Wasze dane adresowe, które należy wysłać na wskazany adres mailowy nieterazwlasnieczytam.blog@gmail.com wpisując w tytule MALOWNICZY ZAKĄTEK. Na powyższe dane czekam do czwartku tj. do 7 lipca 2016 roku. Jeśli do tego czasu nie otrzymam Waszych danych adresowych, będą zmuszona wybrać innych Zwycięzców. 

środa, 25 maja 2016

[PRZEDPREMIEROWO] "Nadzieje i marzenia" Magdalena Kordel

Kategoria: literatura obyczajowa 
Cykl: Malownicze - tom 4
Wydawnictwo: Znak
ISBN 978-83-240-4134-3
Liczba stron: 432

PREMIERA: 1 czerwca 2016 r. 

Moja ocena: 8,5/10

„Tylko głupi i bezwzględni nigdy nie poczuli zwątpienia”. 

Każdy z nas posiada marzenia, ale nie wszyscy mamy odwagę, by podjąć trud, który pozwoli je spełnić. Wątpimy w swoje możliwości, marnujemy potencjał, bojąc się rozczarowań, tym samym odbierając sobie szansę na szczęście.

poniedziałek, 23 maja 2016

"Większy kawałek nieba" - Krystyna Mirek

Kategoria: literatura obyczajowa 
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-240-4123-7
Liczba stron: 430

Moja ocena: 7,5/10
„Mały Książę zwykł mawiać, iż jeśli chcesz sprawdzić, czy coś jest twoje, powinieneś puścić to wolno. Wróci, o ile naprawdę należy do ciebie”. 


Życie pisze dla nas przedziwne scenariusze — jednak tylko my możemy mieć wpływ na bieg kolejnych wydarzeń, bo to nasze decyzje, złe  bądź dobre  są odzwierciedleniem naszego losu. Czasem jedno spontaniczne posunięcie zupełnie odmienia dotychczasowe życie, stawiając przed nami nowe wyzwania, doświadczając w pozytywny lub negatywny sposób, a jednak każdy z nas ma szansę skubnąć dla siebie większy kawałek nieba…

piątek, 13 maja 2016

[ZAPOWIEDŹ] "Nadzieje i marzenia" - Magdalena Kordel


Drodzy Czytelnicy,

już 1 czerwca swoją premierę będzie miała książka Magdaleny Kordel "Nadzieje i marzenia".

Zajrzyj do Malowniczego. Tu czas płynie wolniej, a marzenia stają się rzeczywistością.

Magda otrzymuje tajemniczy list z francuskiej kancelarii. Niebawem Malownicze zatrzęsie się od plotek o spadku. Wszyscy będą chcieli wiedzieć, czy z dnia na dzień Magda stanie się bajecznie bogata. Ona jednak ma inne kłopoty. Musi wreszcie odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania: czy chce dalej być z Michałem i jak ma wyglądać ich wspólne życie. Odpowiedź nie jest taka prosta.

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej, gdzieś u podnóża Gór Świętokrzyskich, Sabina ryzykując życie angażuje się w spisek przeciwko zaborcom. Adam kocha ją do szaleństwa i za wszelką cenę stara się uchronić przed niebezpieczeństwem. Przewrotny los jednak chce inaczej.

Co łączy tak odległą historię Sabiny z Magdą? Czy sekret z przeszłości pomoże jej odnaleźć swoje przeznaczenie i spełnić marzenia?

"Podobnie jak moi bohaterowie, ja też mocno wierzę w to, że czasowi trzeba dać czas, by marzenia i nadzieje mogły się ziścić".
Magdalena Kordel

Magdalena Kordel – jest autorką bestsellerowych serii Uroczysko i Malownicze, które sprzedały się już w blisko 100 000 egzemplarzy. Pisać zaczęła, by poradzić sobie z trudną przeszłością, ale szybko okazało się, że jej książki stały się balsamem dla duszy tysięcy czytelników. Razem z Krystyną Mirek założyły Klub Dobrych Emocji  –  miejsce, w którym każdy może się dzielić dobrem.



W serii Malownicze dotychczas ukazały się następujące tytuły:




Dzięki uprzejmości Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak Sp. z o.o. 



tuż przed premierą, będę miała przyjemność przeczytać i dla Was zrecenzować najnowszą powieść Magdaleny Kordel "Nadzieje i marzenia".

Jeszcze w tym miesiącu, w ramach tej samej współpracy pojawi się także moja recenzja najnowszej książki  
Krystyny Mirek "Większy kawałek nieba"która swoją premierę miała 27 kwietnia! 

Mogę Wam też zdradzić, że w czerwcu pojawi się konkurs bowiem dzięki Wydawnictwu Znak, będę miała dla Was nowiutki egzemplarz najnowszej książki Magdaleny Kordel "Nadzieje i marzenia"  może tym razem zamiast tradycyjnego rozdania, będzie odrobinę kreatywniej? 

                                                                                                      

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Umarli mają głos" - M. Krajewski, Jerzy Kawecki

Kategoria: literatura faktu
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-240-3403-1
Liczba stron: 304

Moja ocena: 7/10


"Śmierć nie wybiera dnia ataku. Ona pracuje zawsze".

Pomysł na tę dość oryginalną publikację zrodził się w głowie Marka Krajewskiego w czasie wielogodzinnych konsultacji, z których autor korzystał, pisząc kolejne kryminały. Jego guru w dziedzinie medycyny sądowej stał się Jerzy Kawecki, znakomity i uznany biegły sądowy, który we współpracy z prokuratorami wielokrotnie brał udział w wyjaśnianiu wielu zagadkowych i bardzo brutalnych zbrodni na terenie naszego kraju. Marek Krajewski, autor bestsellerowych kryminałów postanowił wykorzystać olbrzymią wiedzę i doświadczenie medyka i tak powstała niniejsza książka.

"Umarli mają głos" autorstwa znakomitego duetu Marka Krajewskiego oraz Jacka Kaweckiego to dość nietypowy zbiór kilkunastu opowiadań. Przedstawia najokrutniejsze i najbardziej zagadkowe historie, które muszę przyznać niejednokrotnie, mrożą krew w żyłach. Chociaż niektóre wydają się zupełnie zwykłe, nawet banalne to wśród nich są również takie, które wstrząsają i wydają się wręcz nieprawdopodobne bowiem, pod hasłem nekrofilia i nekrofagia kryją się najbardziej niepojęte zapędy, których zdrowy człowiek nie jest w stanie sobie uzmysłowić. Kiedy czytałam historię, która opowiadała o cmentarnej bestii, wykopującej zwłoki kobiet w celu zaspokajania osobliwych i niepojętych potrzeb byłam wstrząśnięta i zniesmaczona. Nie mogłam uwierzyć, że coś tak niezrozumiałego wydarzyło się w naszym kraju. Historia, która przypomina niewybredne horrory, miała miejsce, gdzieś nieopodal nas, a finał tej opowieści mnie zaskoczył i pozostawił wiele wątpliwości.

Jacek Kawecki każdego dnia spotyka się z trudnymi do wyjaśnienia zgonami, których przyczyną są najczęściej brutalnie zbrodnie bądź kuriozalne samobójstwa. Obiektem jego pracy są trupy, ludzkie zwłoki i ich narządy w daleko posuniętym rozkładzie, z których wydobywa się niewyobrażalny fetor. Przyznam się, że nigdy nie mogłam zrozumieć motywacji ludzi wykonujących ten zawód, chociaż ich podziwiam i szanuję bowiem ich praca, wyjaśnia wiele tajemniczych przyczyn śmierci, pomaga ukarać winnych tym samym, pozwalając wielu rodzinom w spokoju opłakiwać swoich bliskich i zupełnie poddać się żałobie.

W tej publikacji za sprawą kunsztu, fachowości i doświadczenia Marka Krajewskiego i Jerzego Kaweckiego poszczególne historie wywołują wzburzenie, chwilami wstrząsają, dosłownie wywracając żołądek czytelnika na lewą stronę, niektóre opowiadania są wyjątkowo niewybredne i bardzo wnikliwe, zawierają treści, które u niejednego, nawet najbardziej odpornego czytelnika spowodują niestrawność, wywołując na twarzy paskudny grymas obrzydzenia. Opisy sekcji zwłok są szalenie sugestywne, sumiennie i szczegółowo opisane, przez co mocno wpływają na psychikę czytelnika. Czytałam tę książkę podczas potwornych upałów, co jeszcze bardziej pobudzało moje zmysły i wyobraźnię, dlatego niemal czułam okrutny fetor ludzkich zwłok, z którym przecież na co dzień spotykają się patolodzy. Trupy i ich wnętrzności to ich chleb powszedni.
"Istota ludzka, po której zgonie ktoś popadł w otchłań rozpaczy, stanowiła dla niego model anatomiczny" str. 102
Reasumując, "Umarli mają głos" M. Krajewskiego i J. Kaweckiego to niewybredny twór, który ukazuje dwanaście autentycznych historii, ludzkich tragedii, najbardziej zagadkowych zgonów oraz jednych z okrutniejszych zbrodni, które wydarzyły się na przestrzeni lat w Polsce. Ta publikacja pokazuje jak ważnym i niezwykle trudnym jest zawód patologa, który niemal każdego dnia ma do czynienia z trupami, czasem w najgorszym stanie rozkładu. Fetor i potworny widok ludzkich zwłok to chleb powszedni patologów, medyków sądowych i chociaż dla wielu to niewyobrażalne, to jednak tym ludziom należy się szacunek, podziw i uznanie bowiem wykonują szalenie ciężką pracę, która kryminologom, prokuratorom pozwala odkryć autentyczną przyczynę śmierci i ukarać tych, którzy dopuścili się potwornych zbrodni. Bez ich pracy, czasem byłby to niemożliwe. Dlatego, jeżeli macie odwagę i chęć zmierzyć się z tą niewybredną i specyficzną publikacją, serdecznie polecam!



 Książka bierze udział w wyzwaniu: 

środa, 3 czerwca 2015

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga

Kategoria: biografie/pamiętniki 
Wydawnictwo: ZNAK
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-240-2882-5
Liczba stron: 288

Moja ocena: 9/10

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga 




"Najtwardszy orzech do zgryzienia - bezradność".

Sięgając po tę publikację wiedziałam, że to nie będzie łatwa i pogodna książka. Po lekturze "Zorkowni", śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z ważniejszych i najtrudniejszych tego typu publikacji, jakie miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać. Bardzo trudno jest mi pisać o "Zorkowni", w zasadzie wypadałoby chyba jednak ją przemilczeć, bowiem ogrom ludzkiego bólu, cierpienia i bezsilności, który wypełnia karty tejże książki jest tak olbrzymi, że nie jest łatwo się z nim oswoić i go zaakceptować. Jest mi ciężko otrząsnąć się po tej lekturze, niby taka krótka, jednakże niezwykle mocna i zupełnie zniewalająca umysł czytelnika. Niemniej jednak ta niebanalna publikacja ma w sobie dobrego ducha, który niesie ludziom cierpiącym chwilowe wytchnienie, daje im nadzieję, uśmiech i dobre słowo, tak zwyczajnie i zupełnie bezinteresownie wyciąga pomocną dłoń, stanowi pocieszenie i oparcie podczas ostatniego tchnienia. Tym dobrym duchem jest p. Agnieszka Kaluga, autorka owej publikacji. 

"Zorkownia" nie jest typową autobiografią autorki, w zasadzie o jej życiu prywatnym dowiadujemy się niewiele, ta książka jest o umierających ludziach przebywających w hospicjach oraz o zdumiewającej pracy, jaką wykonują wolontariusze. Brak mi słów, aby wyrazić szacunek i uznanie dla ludzi podejmujących się tak trudnego zadania, jakim jest pomoc cierpiącym i mającym świadomość tego, że umierają ludziom.

Agnieszka Kaluga jest autorką bloga Zorkownia, który został nagrodzony trzema statuetkami w konkursie Blog Roku 2011. Ta książka została napisana w formie bloga, zawiera krótkie wpisy, niczym migawki z życia autorki, przedstawia jej codzienną pracę w hospicjum, w zasadzie nie traktuje o jej życiu prywatnym. Ukazuje ogrom ludzkiego cierpienia, chorobę, która każdego dnia drąży człowieka zadając mu ból, tym samym zapowiadając rychłą śmierć. Chylę czoła dla działalności pani Agnieszki, nie wiem jak wielką siłę i determinację trzeba mieć w sobie, aby móc zmagać się z tak dużym ludzkim cierpieniem. Wytrwać i nie poddać się? To wydaje się prawie niemożliwe. A jednak ciągle są ludzie, którzy potrafią stawić czoła tak ciężkiej i niewdzięcznej pracy. Agnieszka Kaluga ma tę niezwykłą charyzmę, siłę i odwagę, która wyzwala w niej niebywałą umiejętność zjednywania sobie ludzi, potrafi nawiązywać zdumiewające relacje, jest dla nich ostoją, przyjacielem, kimś zupełnie wyjątkowym, bez kogo nie sposób podążać w kierunku śmierci. Sama straciła córeczkę po 10 dniach od jej narodzin, obiecała jej: "że da radę, że nie utonie". I tak, podjęła się niezwykłego wolontariatu, nie zrezygnowała i dotrzymała słowa! 

Agnieszka Kaluga w szalenie sugestywny sposób wyraża swoje emocje, chwilami tak zwyczajnie i prosto, następnie bardziej poetycko, przytacza wiersze Zbigniewa Herberta, Wisławy Szymborskiej czy Czesława Miłosza. To jedna z tych książek, która porusza czytelnika do głębi, nie pozostawia obojętnym i bardzo głęboko zapada w pamięć. Trudno uwolnić myśli o tej książki. "Zorkownia" na zawsze pozostanie w mojej głowie i sercu. 

Reasumując, "Zorkownia" autorstwa Agnieszki Kalugi to bardzo poruszająca i bolesna książka o ludzkim cierpieniu i śmierci, ale także o niezwykłych ludziach, którzy mają tę niebywałą siłę, odwagę i dystans, aby nieść pomoc, wsparcie oraz pocieszenie ludziom chorym i umierającym. Ta książka zakrada się w umysł czytelnika i nie pozwala się od niego uwolnić, zupełnie obezwładnia, chwilami aż boli i przytłacza, ale ma w sobie także iskierkę nadziei, miłości i ogrom ludzkiej dobroci. Jeżeli macie odwagę i siłę, aby zmierzyć się z "Zorkownią" to oczywiście gorąco polecam, bowiem to bardzo ważna i cenna książka, która ukazuje wielką odwagę i szlachetność oraz to, co niestety nieuniknione. 
"Pacjenci są oddzieleni od bliskich, ich ciała zmienia choroba, seks staje się coraz odleglejszym wspomnieniem, ostatnim razem. Proces żałoby już trwa - po zdrowiu, sprawności, witalności, po seksie. Ciało przestaje być intymne, staje się własnością publiczną, pacjentem. Otwiera się je z chirurgiczną precyzją, zaszywa, nakłuwa, naprawia. Pozbawia".  

 

sobota, 14 marca 2015

Małe zbrodnie małżeńskie - E.E. Schmitt - Istota małżeństwa w pigułce...

Kategoria: Utwór dramatyczny 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 97



"Małe zbrodnie małżeńskie"
Eric-Emmanuel Schmitt

"Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem". str. 87
Swoją przygodę z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta rozpoczęłam od krótkiego opowiadania „Oskar i Pani Róża”, ta niewielkich rozmiarów książeczka okazała się opowieścią po brzegi wypełnioną emocjami, życiową mądrością i pięknym przesłaniem. Dlatego sięgnęłam po kolejne opowiadanie autora i było to „Dziecko Noego”, które w moim odczuciu było niezwykle mądre, refleksyjne i kształcące. Następnie w moje ręce wpadła „Tajemnica Pani Ming” i tym krótkim opowiadaniem E.E. Schmitt oczarował mnie już w zupełności. W zasadzie delektowałam się każdym fragmentem tej osobliwej opowieści. Autor w fascynujący i bardzo wysublimowany sposób wyraża swoje myśli, może dla wielu będą to banały, jednak ja czytam jego opowiadania z niezwykłym przejęciem. E.E. Schmitt, to w moim odczuciu znakomity mistrz pióra, który za każdym razem mnie wzrusza, czaruje, urzeka i wprawia w wyjątkowy nastrój.

Czy podobało mi się kolejne spotkanie z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta? Czy „Małe zbrodnie małżeńskie” są utworem godnym uwagi? W moim odczuciu zdecydowanie tak. Chociaż to nietypowy utwór, bo napisany w formie sztuki teatralnej. Rzadko sięgam po dramaty, dlatego na początku mimo sympatii do autora miałam wątpliwości, czy to dzieło spełni moje oczekiwania. A jednak zostałam kolejny raz oczarowana, powiem nawet więcej, nabrałam wielkiej ochoty na tego typu literaturę.

„Małe zbrodnie małżeńskie” zaciekawiły mnie od pierwszego akapitu i z każdą kolejna stroną potęgowały moją ciekawość. W tym krótkim opowiadaniu autor przedstawił świetny portret psychologiczny zagubionego w codziennej egzystencji małżeństwa. Takich małżeństw dookoła nas jest wiele, być może niejeden czytelnik będzie mógł nawet identyfikować się z głównymi bohaterami tej sztuki. Autor ukazał kwintesencję roli kobiety i mężczyzny w związku partnerskim. Myślę, że każdy z nas będzie mógł odnaleźć odrobinę siebie w sylwetkach bohaterów.

„Mam dwa mózgi. Nowoczesny i staroświecki. Nowoczesny szanuje twoją wolność, upaja się tolerancją, wykazuje zrozumienie. Staroświecki chce mieć cię na wyłączność, nie ma zamiaru się z nikim dzielić […] Jest jak gad o żółtych i przenikliwych oczach, czai się we mnie, czujny, niezmordowany...” str. 83

Bohaterowie tego dramatu to Lisa – malarka oraz jej mąż Gilles – pisarz. Małżeństwo, poznajemy podczas jednego z wieczorów, w którym Lisa próbuje przywrócić pamięć swojemu małżonkowi, pamięć, którą mężczyzna utracił z powodu urazu głowy. W początkowej fazie tej dyskusji małżonkowie nie są wobec siebie zupełnie szczerzy, maskując swoje prawdziwe uczucia, każdy z nich próbuje osiągnąć swój zamierzony cel. Dokąd zaprowadzi ich ta przedziwna rozmowa, jakie wnioski z niej wyciągną? Tego dowiedzcie się sami, sięgając po ten wspaniały utwór. 

"Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością". str. 73 

Podsumowując, „Małe zbrodnie małżeńskie” nie dla wszystkich mogą okazać się pozycją godną uwagi,  przede wszystkim dlatego, że jest to dramat, czyli rodzaj sztuki na granicy teatru i literatury, nie każdemu taka forma może się spodobać. Dla mnie jednak było to ciekawe doświadczenie, które mnie zachęciło, a nie odwiodło od sięgania po takie dzieła. Ten krótki utwór ukazuje prawdziwą naturę kobiety i mężczyzny, ich przewrotność, szaleństwo i częstą niekonsekwencję. Efekt złych i dobrych wyborów, konieczność wzajemnego zaufania i szacunku, bez którego żaden związek nie jest w stanie przetrwać.

„Mężczyźni grzeszą egoizmem, kobiety egocentryzmem”. Str. 93


Schmitt w ten krótki dramat wplótł mnóstwo cennych spostrzeżeń, ukazał istotę małżeństwa, obnażył jego wady i zalety, świetnie pokazał rolę mężczyzny i kobiety w związku małżeńskim, uchwycił istotne szczegóły z życia każdego z nas, tym samym otworzył nam oczy na ważne kwestie, które mają ogromny wpływ na kondycję każdego związku partnerskiego. Tolerancja, szczera rozmowa, zaufanie i szacunek, wzajemne okazywanie uczuć, to wartości bez których żadne małżeństwo nie jest w stanie przetrwać. Dla wielu to pewnie banał, ale jakże wiele związków kuleje z powodu braku tych podstawowych fundamentów. 

Chociaż autor ma wielu przeciwników, a jego filozofia jest kojarzona wyłącznie z truizmem i sztucznością, jednak w moim odczuciu E.E. Schmitt to mistrz słowa i cennych spostrzeżeń, którego utwory odzwierciedlają rzeczywistość, być może czasem ukazują ją w krzywym zwierciadle, jednakże doskonale obnażają ludzką naturę. Z całym przekonaniem sięgnę po kolejne dzieła autora, cieszę się, że na mojej półce stoi jeszcze kilka nieprzeczytanych książek tego mistrza, pewnie niebawem ponownie zatopię się w kolejnym jego utworze. 

„Rozkład miłości! Termity! Te owady, które zżerają belki domów. Nie widać ich, nie słychać, chrupią się spokojnie, aż tu któregoś dnia dom się wali. Wszystko spróchniało w środku, zanim się ktokolwiek zorientował. Cały szkielet, struktura, wszystko, co miało podpierać ściany, przestało istnieć! Tak wygląda nasze małżeństwo! Lenistwo zastąpiło miłość, przyzwyczajenia zajęły miejsce uczuć, ze zewnątrz wygląda jak dom, jednak kolumny nie są już z drzewa a z kartonu”. Str. 79 


Moja ocena: 8/10


piątek, 6 marca 2015

Dziecko Noego - E.E. Schmitt

Kategoria: Literatura piękna 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 130



"Dziecko Noego" - Eric-Emmanuel Schmitt


To było moje drugie spotkanie z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta. Przyznam, że chwile spędzone nad tym krótkim opowiadaniem były szalenie wzruszające i rozwijające. 

Książka „Dziecko Noego” to niezwykła, a zarazem prawdziwa historia małego, żydowskiego chłopca, któremu w okresie II wojny światowej na terenie Belgii przyszło ukrywać się przed reżimem nazistów. Z dala od rodziców, pod opieką heroicznego, katolickiego księdza, małych chłopiec imieniem Joseph odkrywa swoją inność, uczy się tolerancji i poszukuje swojej własnej tożsamości. Wspaniała i wzruszająca historia ukazana oczami małego chłopca. Każdy powinien przeczytać to opowiadanie, bez względu na wyznanie oraz poglądy, po to aby wyciągnąć właściwe wnioski, gdyż książka skłania do refleksji i nie pozostawia obojętnym. 

„Dziecko Noego” E.E. Schmitta to książka, która w efekcie zmierza do obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Konflikt izraelsko-palestyński, zapoczątkowany przez naród izraelski, którego efektem jest śmierć niewinnych ludzi, jest tak samo okrutny i haniebny jak ten, którego dopuścili się naziści w okresie II wojny światowej.

Gorąco zachęcam do przeczytania tej wzruszającej historii opartej na prawdziwych wydarzeniach. Książki Erica-Emmanuela Schmitta są niezwykle mądre i refleksyjne, wzruszają ale i kształcą. Bez wątpienia warto po nie sięgać.

„Dziś rano poszliśmy z Rudim pospacerować po ścieżkach lasu, który w Izraelu nosi jego imię. „Las ojca Ponsa” liczy dwieście siedemdziesiąt jeden drzewek symbolizujących dwieście siedemdziesięcioro jeden dzieci, które uratował. Przy starszych pniach rosną teraz młode krzaki. 
- Spójrz, Rudi, wyrośnie więcej drzew, to już nie będzie nic znaczyło… - To normalne, Joseph. Ile masz dzieci? Czworo. A wnucząt? Pięcioro. Ratując cię, ojciec Pons uratował dziewięć osób. W moim wypadku dwanaście. W następnym pokoleniu będzie ich jeszcze więcej. Za kilka wieków okaże się, że ocalił miliony ludzkich istot. - Jak Noe.”

Moja ocena: 9/10

czwartek, 5 marca 2015

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku - R. Ligocka

Kategoria: autobiografia 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 351




"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"
Roma Ligocka 


„Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej to autobiografia autorki, która jest bardzo intymna i działa w niezwykły sposób na naszą wyobraźnię. W trakcie czytania towarzyszy nam ciągły strach, smutek i wstręt do niemieckich żołnierzy, którzy w tak okrutny i brutalny sposób traktowali Żydów w okresie II wojny światowej. 

Autorka, jako mała dziewczynka przebywała w Getcie Krakowskim wraz z rodzicami i babcią, gdzie panowały makabryczne warunki, a  ludzie każdego dnia zmagali się z głodem i strachem. Pewnego dnia Niemcy na oczach małej Romy zabierają jej babcię, z którą jest bardzo związana, a w późniejszym czasie do domu nie wraca również jej ojciec. Dziewczynka pozostaje jedynie z matką. Przez cały okres trwania wojny Roma wraz z mamą jest zmuszona ukrywać się przed Niemcami. Autorka wychowywała się w braku poczucia bezpieczeństwa, ciągłym strachu i ogromnej samotności, otoczona wyłącznie światem dorosłych, w ogromnej tęsknocie za beztroskimi zabawami z dziećmi. Opisy brutalnych wysiedleń Żydów z Getta, są wstrząsające. Roma Ligocka opowiada o maleńkich dzieciach, ludziach starszych, chorych, nie nadających się do pracy, którzy są niepotrzebni i odrzucani, jak worki wypełnione starociami, często zabijani na oczach wszystkich. 

"To było pożyczone życie, pożyczone dzieciństwo u pożyczonej rodziny, u której miałam nawet pożyczoną babcię". 

Po zakończeniu wojny autorce oraz innym Żydom nadal nie jest łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mimo wolności, po tak traumatycznych przeżyciach ci ludzie i tak pozostają więźniami własnej przeszłości i strachu, są jak dzikie, zastraszone zwierzęta, wypuszczone nagle z klatek. Dzieci, którym odebrano beztroskie dzieciństwo nie potrafią zawierać nowych przyjaźni, są nieufne, zagubione i bezradne. W zasadzie nie mogą liczyć na dorosłych, którzy sami są zdezorientowani i nieporadni. Do tego po wojnie wszędzie panuje całkowity chaos. Kiedy Roma Ligocka opisuje swoje losy po zakończeniu wojny, książka staje się jeszcze bardziej ciekawa i emocjonująca, nie sposób się od niej oderwać. Dla Romy, która wychowała się w czasie okupacji, ciągłego strachu i braku poczucia bezpieczeństwa, ku rozpaczy swej matki komunizm nagle wydaje się prosty i zrozumiały. Zachwyca ją, bo jest w nim miejsce dla każdego, nagle przestaje mieć znaczenie, że jest żydówką. Staje się małą aktywistką. Przez wiele lat zmaga się z ranami z przeszłości i zupełnie przestaje sobie radzić z własnym życiem. Po wielu latach autorka zdaje sobie również sprawę, iż psychiczne rany ofiar Holokaustu ranią również ich dzieci. Autobiografia Pani Romy Ligockiej jest niebywale wstrząsająca i pełna negatywnych uczuć i przekonań, dorosłe życie autorki jest pasmem niepowodzeń w sferze emocjonalnej, jednakże sukcesy na płaszczyźnie zawodowej oraz oddanie jej syna daje jej motywację do rozpoczęcia nowego, lepszego życia.  

Na początku wojny w całym województwie krakowskim mieszkało około 225 tysięcy Żydów, po zakończeniu wojny uratowało się zaledwie 15 tysięcy, głównie dzięki pomocy Polaków, choć groziła za to kara śmierci. Książka jest między innymi formą podziękowania i wyrażenia wdzięczności wobec ludzi, którzy narażali własne życie, by ocalić innych. Gorąco polecam zapoznanie się z tą autobiografią. W moim odczuciu książka zasługuje na najwyższą ocenę.

Moja ocena: 10/10 



poniedziałek, 2 marca 2015

Pomóc Jani - M. Schofield

Literatura faktu - autobiografia 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 352


"Pomóc Jani. 
Dziewczynka pogrążona w obłędzie
i walka o jej ocalenie" 

Michael Schofield 

"W dzisiejszych czasach, gdy nie ma się nic do powiedzenia, dyżurną diagnozą jest autyzm; kiedy byłem mały taką dyżurna diagnozą była nadpobudliwość".  

Michael Schofield w tej pozycji w szalenie otwarty i szokujący sposób ukazuje walkę o życie swojej małej córeczki. Książka napisana jest łatwym i bardzo przystępnym językiem i mimo, tego, że czytało mi się ją dosyć lekko, to niejednokrotnie szokowała mnie do granic możliwości i ściskała mocno za gardło. Sama mam córeczkę i jestem wdzięczna losowi, że nie muszę każdego dnia borykać się z takimi problemami i dylematami, z jakimi zmagali się rodzice Jani.

Główną bohaterką tej opowieści jest mała dziewczynka imieniem Jani, która od urodzenia przysparza rodzicom niemałych kłopotów. Kiedy w domu pojawia się kolejne dziecko, Jani staje się zagrożeniem dla życia małego niemowlaka. Zrozpaczeni rodzice starają się za wszelką cenę znaleźć przyczynę jej zachowania, niestety droga do postawienia jednoznacznej diagnozy jest bardzo długa i niezwykle stresująca. Początkowo żaden specjalista nie potrafił stwierdzić, iż dziecko w wieku 4 lat może chorować na jedną z bardziej zagadkowych chorób umysłu, jaką jest schizofrenia. Michael Schofield i jego żona przeżyli piekło zanim postawiono ostateczną diagnozę, niestety po jej ogłoszeniu ich życie wcale nie staje się łatwiejsze, gdyż dziewczynka jest bardzo oporna na podawane leki. Niestety los kolejny raz wystawia życie tych niezwykłych ludzi na ogromną próbę.

"Nie mogę zmienić tego, co stało się w przeszłości. Mogę jedynie iść do przodu i starać się być takim ojcem, jakiego Jani potrzebuje". 

„Pomóc Jani” to znakomita i bardzo wzruszająca książka o bolesnej walce o dobro i szczęście swojego dziecka, o niezwykłej i pięknej miłości rodzicielskiej, która potrafi stawić czoło największym przeciwnościom losu. Problem poruszony w tej powieści jest bardzo trudny, w szczególności, dlatego, iż dotyczy małego dziecka, niemniej jednak książkę polecam z czystym sumieniem, jest świetnie napisana i w niesłychany sposób uczy nas pokory.

Moja ocena: 9/10