Kategoria: Utwór dramatyczny
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 97
"Małe zbrodnie małżeńskie"
Eric-Emmanuel Schmitt
"Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem". str. 87

Swoją przygodę z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta
rozpoczęłam od krótkiego opowiadania „Oskar i Pani Róża”, ta niewielkich rozmiarów książeczka okazała się opowieścią po brzegi wypełnioną emocjami, życiową mądrością
i pięknym przesłaniem. Dlatego sięgnęłam po kolejne opowiadanie autora i było
to „Dziecko Noego”, które w moim odczuciu było niezwykle mądre, refleksyjne i kształcące.
Następnie w moje ręce wpadła „Tajemnica Pani Ming” i tym krótkim opowiadaniem
E.E. Schmitt oczarował mnie już w zupełności. W zasadzie delektowałam się
każdym fragmentem tej osobliwej opowieści. Autor w fascynujący i bardzo wysublimowany
sposób wyraża swoje myśli, może dla wielu będą to banały, jednak ja czytam jego
opowiadania z niezwykłym przejęciem. E.E. Schmitt, to w moim odczuciu znakomity mistrz pióra, który za każdym razem mnie wzrusza, czaruje,
urzeka i wprawia w wyjątkowy nastrój.
Czy podobało mi się kolejne spotkanie z twórczością
Erica-Emmanuela Schmitta? Czy „Małe zbrodnie małżeńskie” są utworem godnym uwagi? W moim
odczuciu zdecydowanie tak. Chociaż to nietypowy utwór, bo napisany w formie
sztuki teatralnej. Rzadko sięgam po dramaty, dlatego na początku mimo sympatii
do autora miałam wątpliwości, czy to dzieło spełni moje oczekiwania. A jednak
zostałam kolejny raz oczarowana, powiem nawet więcej, nabrałam wielkiej ochoty
na tego typu literaturę.
„Małe zbrodnie małżeńskie” zaciekawiły mnie od pierwszego
akapitu i z każdą kolejna stroną potęgowały moją ciekawość. W tym krótkim
opowiadaniu autor przedstawił świetny portret psychologiczny zagubionego w
codziennej egzystencji małżeństwa. Takich małżeństw dookoła nas jest wiele, być
może niejeden czytelnik będzie mógł nawet identyfikować się z głównymi
bohaterami tej sztuki. Autor ukazał kwintesencję roli kobiety i mężczyzny w
związku partnerskim. Myślę, że każdy z nas będzie mógł odnaleźć odrobinę siebie
w sylwetkach bohaterów.
„Mam dwa mózgi. Nowoczesny i staroświecki. Nowoczesny
szanuje twoją wolność, upaja się tolerancją, wykazuje zrozumienie. Staroświecki
chce mieć cię na wyłączność, nie ma zamiaru się z nikim dzielić […] Jest jak
gad o żółtych i przenikliwych oczach, czai się we mnie, czujny, niezmordowany...” str.
83
Bohaterowie tego dramatu to Lisa – malarka oraz jej mąż Gilles – pisarz. Małżeństwo, poznajemy
podczas jednego z wieczorów, w którym Lisa próbuje przywrócić pamięć swojemu
małżonkowi, pamięć, którą mężczyzna utracił z powodu urazu głowy. W początkowej fazie tej dyskusji małżonkowie
nie są wobec siebie zupełnie szczerzy, maskując swoje prawdziwe uczucia, każdy z nich próbuje osiągnąć swój zamierzony cel. Dokąd
zaprowadzi ich ta przedziwna rozmowa, jakie wnioski z niej wyciągną? Tego dowiedzcie się sami, sięgając po ten wspaniały utwór.
"Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością". str. 73
Podsumowując,
„Małe zbrodnie małżeńskie” nie dla wszystkich mogą okazać się pozycją godną
uwagi, przede wszystkim dlatego, że jest
to dramat, czyli rodzaj sztuki na granicy teatru i literatury, nie każdemu taka forma może się spodobać. Dla mnie jednak było to ciekawe doświadczenie, które
mnie zachęciło, a nie odwiodło od sięgania po takie dzieła. Ten krótki utwór
ukazuje prawdziwą naturę kobiety i mężczyzny, ich przewrotność, szaleństwo i
częstą niekonsekwencję. Efekt złych i dobrych wyborów, konieczność wzajemnego
zaufania i szacunku, bez którego żaden związek nie jest w stanie przetrwać.
„Mężczyźni grzeszą egoizmem, kobiety egocentryzmem”. Str. 93
Schmitt w ten krótki dramat wplótł mnóstwo cennych
spostrzeżeń, ukazał istotę małżeństwa, obnażył jego wady i zalety, świetnie
pokazał rolę mężczyzny i kobiety w związku małżeńskim, uchwycił istotne szczegóły
z życia każdego z nas, tym samym otworzył nam oczy na ważne kwestie, które mają
ogromny wpływ na kondycję każdego związku partnerskiego. Tolerancja, szczera rozmowa, zaufanie
i szacunek, wzajemne okazywanie uczuć, to wartości bez których żadne małżeństwo
nie jest w stanie przetrwać. Dla wielu to pewnie banał, ale jakże wiele związków
kuleje z powodu braku tych podstawowych fundamentów.
Chociaż autor ma wielu
przeciwników, a jego filozofia jest kojarzona wyłącznie z truizmem i sztucznością,
jednak w moim odczuciu E.E. Schmitt to mistrz słowa i cennych spostrzeżeń,
którego utwory odzwierciedlają rzeczywistość, być może czasem ukazują ją w krzywym
zwierciadle, jednakże doskonale obnażają ludzką naturę. Z całym przekonaniem sięgnę po kolejne dzieła autora, cieszę się, że na mojej półce stoi jeszcze kilka nieprzeczytanych książek tego mistrza, pewnie niebawem ponownie zatopię się w kolejnym jego utworze.
„Rozkład
miłości! Termity! Te owady, które zżerają belki domów. Nie widać ich, nie
słychać, chrupią się spokojnie, aż tu któregoś dnia dom się wali. Wszystko
spróchniało w środku, zanim się ktokolwiek zorientował. Cały szkielet,
struktura, wszystko, co miało podpierać ściany, przestało istnieć! Tak wygląda
nasze małżeństwo! Lenistwo zastąpiło miłość, przyzwyczajenia zajęły miejsce
uczuć, ze zewnątrz wygląda jak dom, jednak kolumny nie są już z drzewa a z
kartonu”. Str. 79
Moja ocena: 8/10