| Kategoria: literatura współczesna Wydawnictwo: Oficynka Rok wydania: 2013 ISBN 978-83-62465-71-2 Liczba stron: 448 Moja ocena: 9/10 |
Stara Słaboniowa i spekładuchy Joanny
Łańcuckiej stanowi wyjątkowo oryginalną ofertę na rynku wydawniczym, dotychczas
nie spotkałam się z powieścią opartą na polskich wierzeniach ludowych, w
których aż kipi od różnorodnych tworów, równolegle powieść nie traci istotnej dozy realizmu. Dzięki tej publikacji przeniosłam się na kilka dni do zupełnie
innego wymiaru. Książka, posiada wyjątkowy klimat, chwilami abstrakcyjny,
magiczny, archaiczny, niepokojący, ale także zabawny, doskonale obnażający
ludzkie przywary — jednocześnie mocno odbiegający od realiów współczesnego
świata. Takiej wsi, jak Capówka z pewnością nie ma już w
teraźniejszej Polsce.
Akcja rozgrywa się w małej wsi Capówka nieopodal Chmielowa, gdzieś na
wschodzie Polski, w której bogobojna społeczność wiedzie senny żywot. Jednak
nad tę iluzoryczną harmonię nadciągają nieczyste moce, wyłaniając się z każdego
zakątka wioski — atakują, drażnią, gardzą, drwią, siejąc ogromny strach wśród wiejskiej
społeczności. Mieszkańcy Capówki zostaną poddani próbie, która
zweryfikuje siłę ich wiary, odwagi i sprytu, niektórych z nich opęta niespotykana chuć, której nie zdołają okiełznać nawet najbardziej pobożni mieszkańcy wsi.
W tej właśnie osadzie, w niedużej, skromnie urządzonej chatce mieszka tytułowa
Stara Słaboniowa — modelowa wiejska baba z chustą na głowie,
uchodząca za miejscową wiedźmę rzucającą uroki. Teofila Słaboniowa posiada
bogaty bagaż doświadczeń, na którego dnie ukryty jest pewien uciążliwy sekret. Chociaż bardzo zaradna, jednak wyjątkowo samotna — trochę zgryźliwa, surowa, pewna
siebie i swych poglądów, mimo tego skora do wszelkiej pomocy. Słaboniowa żyje
w zgodzie z Matką Naturą i absolutnie nie poddaje się wszelkim, trapiącym wioskę
zmorom. Umiejętnie, z wyjątkowym sprytem, odwagą walczy z pojawiającymi się demonami,
jednak czy zdoła pokonać tak rozsierdzone, wszechobecne zło? I jaka tajemnica
nie pozwala Słaboniowej zaznać duchowej równowagi?
Kolejny czynnik, który stanowi o oryginalności tej publikacji to wykorzystanie
dawnych wierzeń ludowych. Czytając tę opowieść, spotykamy postaci
zaczerpnięte z mitologii słowiańskiej, pojawiają się Kozły, Kikimory,
Strzygi, Czarownice, Zmory — czytelnik doświadcza także opętania, uczestnicząc
w egzorcyzmach. Dzięki tym elementom powieść posiada swoisty klimat niepokoju,
a książkę czyta się niczym starodawną baśń czy przypowieść. Są jeszcze dialogi,
doskonale odzwierciedlające regionalne odmiany polszczyzny, charakteryzujące
się dużą odrębnością od ogólnie stosowanego języka, przede wszystkim w zakresie
fonetyki i leksyki.
„– Sum, Anecia, na świecie takie rzeczy złe, że człowiek tego ludzkim rozumem ogarnąć nie zdoła”. (str. 356)
„Nie kazali, bo tera dzieci sum chowane bezsztresowo. Znaczy się niczego dzieckom kazać nie można, a i uderzyć tyż nie wolno. […] No i rozwodzo się tera ludzie na potęgie. A bo i nie wszystkie ślub kościelny bioro. A jak ino ślub w urzędzie, to i rozwód łatwiej wziunć”. (str. 322)
Stara Słaboniowa i spiekładuchy Joanny Łańcuckiej to w
mojej opinii znakomity debiut literacki, szalenie niekonwencjonalny,
błyskotliwy i wybornie skrojony. Autorka wykreowała zadziwiające, osobliwe
postaci oraz historię, która wyróżnia się niecodziennym klimatem.
Lektura książki pozwoliła mi przenieść się do minionej epoki, gdzie magia, zielarstwo, wszechobecne gusła, oraz
konserwatywna wiara stanowiły silny element codziennego życia. Ta publikacja doskonale obnaża ludzkie antagonizmy, rozgoryczenie, zwątpienie wynikające z
zaściankowych poglądów i braku otwarcia na pojawiający się postęp. Ponadto opowieść owiana jest tajemnicą, którą czytelnik odkrywa sam, odsłaniając poszczególne elementy misternie skonstruowanej fabuły. Jestem pod
wrażeniem wyobraźni i kunsztu pisarki, dlatego niecierpliwie czekam na kolejne
jej dzieła.
Ta książka ze względu na swoją oryginalność może nie przypaść do gustu
wszystkim czytelnikom, dla mnie jednak stanowiła pokaźną odmianę,
uzmysławiając, że właśnie tego typu literatura najbardziej zaspokaja moje
czytelnicze zapędy. Minęło kilka dni od lektury, a ja ciągle tkwię pod jej
gigantycznym urokiem. Nie omieszkam także pochylić czoła przed Wydawcą — Oficynka kolejny raz udowadnia, że jej podopieczni to znakomita liga debiutantów.
„[…] pamięć ludzka jest przecie krótka. Choć wiem, że wy, ludzie, ażeby zachować o sobie dobre mniemanie, ażeby nie zapuścić się zbyt głęboko w swoje jestestwo, ażeby nie odkryć, kim naprawdę jesteście, jakie pokłady zepsucia i ciemnych mocy w sobie nosicie, ażeby nie widzieć swojej prawdziwej twarzy pokrytej wrzodami zakazanych żądz i ropiejącymi ranami zawiści, wykorzystujecie ten cudowny dar skrojony na waszą miarę przez wielkiego mistrza krawca, dar zapomnienia”. (str. 301)
