Wielu z nas pragnie podróżować, zwiedzać różnorodne zakątki
świata, poznawać ludzi i obcą kulturę, odkrywać nowe obszary, dotrzeć w
miejsca, gdzie ludzie żyją w zgodzie z naturą, gdzie brak szeroko pojętej
cywilizacji, marzą o tym, aby wsłuchać się w odgłosy przyrody i zajrzeć w głąb samego siebie.
Ale czy nasze pragnienia są na tyle silne, aby wyruszyć w samotną podróż w
nieznane, w głąb własnej duszy? Do tego niezbędna jest odwaga i ogromna determinacja,
ale przede wszystkim trzeba mieć w sobie pasję, być obieżyświatem, kimś, dla
kogo wędrówka jest sensem życia.
Maciek Roszkowski jest podróżnikiem, w ciągu ostatnich ośmiu
lat spędził niemalże dwa lata w podróży po Azji. Przemierzył ten wyjątkowy kontynent
wszerz i wzdłuż. Był w Turcji, Iranie, Indiach, Tajlandii, Malezji, Laos,
Chinach, Tajwanie, Japonii, Kazachstanie, czy Kirgistanie. Dotarł do miejsc, o
których przeciętny człowiek nawet nie słyszał, spotkał i poznał wielu ludzi, obserwował
ich codzienne życie i zwyczaje. Przeprowadził tysiące rozmów. Udało mu się przeniknąć
do lokalnej społeczności, dokładnie poznać tamtejszą kulturę, liczne legendy oraz
zupełnie nowe smaki. Uczestniczył w niezwykłych ceremoniach, doświadczył wielu
fascynujących przygód. Poznał świat tropikalnej oraz całkowicie dzikiej
przyrody, dotarł do oddalonych i zupełnie zagubionych w świecie wiosek, gdzie
wysoko w górach mieszkają ludzie, którzy głęboko wierzą w moc duchów wiatru,
jak sam o tym napisał, bywał w zupełnie innym wymiarze czasu.
Przewracając kolejne karty tej książki czytelnik odbywa swoistą
podróż przez rozległą Azję, ale przede wszystkim wędruje w głąb ludzkiego
umysłu, bowiem ten nietypowy zbiór wspomnień z podróży autora w głównej mierze opiera się na relacjach międzyludzkich,
a nie wyłącznym opisie okolicznych zabytków czy otaczającej przyrody. Książkę
czyta się bardzo lekko i przyjemnie, chociaż Maciek Roszkowski pisze chwilami dość
poetycko, używając metafor, tym samym skłaniając czytelnika do wielu
refleksji, zastanowienia się nad sensem życia oraz roli człowieka w otaczającym
nas świecie. "Pisane słońcem" to w moim odczuciu publikacja, która
nie jest typowym reportażem czy opisem wspomnień z podróży, to stosunkowo
nietypowa książka, z której dość intensywnie wypływa filozofia życia autora. Ale
bez obaw, czytelnik ma również możliwość poznać kilaka ciekawostek charakterystycznych
dla danego obszaru. Niewątpliwą zaletą niniejszej publikacji jest opisanie tej
fascynującej podróży w kilkunastu rozdziałach, przy czym każdy rozdział poświęcony
jest innemu zakątkowi Azji. To daje możliwość sięgania po tę książkę w każdej
wolnej chwili, wybierając sobie dowolny kraj, w celu bliższego poznania.
To, co najmocniej utkwiło w mojej pamięci, po lekturze tej
książki to obraz Chin i Japonii.
Chiny to kraj, który zawsze stanowił dla mnie zagadkę.
Dlatego zasmuciły mnie i zszokowały opisy niecodziennych bazarów, na których
można kupić w zasadzie wszystko od produktów spożywczych po wszelkie usługi.
"Wszystko dzieje się wprost na ulicy i nikt nie robi skandalu, że jak to tak facetowi rwą zęba bez znieczulenia, kiedy niedaleko świnie chrumkają, psy czekają na rzeź, fryzjerzy tną włosy, pomidory sprzedawane są na kilogramy, stoiska z ulicznym jedzeniem wciąż produkują kolejne potrawy, a faceci kopcą z jakichś strasznie długich tub tytoń". Str. 106
To przede wszystkim te psy tak mocno mnie zasmuciły i
zszokowały… tutaj chciałbym zacytować pewien fragment:
"Wchodząc na bazar w Laomeng, zostaję ogłuszony przez gdakające kury, kwaczące kaczki, chrumkające świnie, muczące bawoły. Kupuje się je, aby zabrać do domu i samemu zabić, po czym ugotować czy usmażyć. Jednak nie byłoby w tym nic aż tak szokującego, gdyby obok tych "tradycyjnych" w naszym mniemaniu zwierząt hodowlanych nie sprzedawano… psów. Takiego psa można sobie kupić, żeby w domu zjeść. Widząc to zaczynam się zastanawiać, kto tu jest dziwny. Czy Europejczycy, którzy potrafią zajadać wieprzowinę, uczestnicząc przez to w okrutnym skądinąd mordowaniu w rzeźni całkiem inteligentnej i emocjonalnie rozwiniętej świni, jednocześnie drapiąc swojego Reksia za uchem? Czy może Chińczycy potrafiący zjeść niemal wszystko, bez rozróżniania na zwierzęta, które się kocha i tuli, i te, które się traktuje jak przedmiot i zjada?" str. 104-105
Japonia, o której pisze autor, to naród niezwykle zdyscyplinowany i zgodny, który zachwyca niebywałą organizacją i sprawnym radzeniem sobie w obliczu kataklizmów. Natomiast mnie urzekła opowieść o nieznanym mi dotąd gatunku sztandarowych kogutów Japonii, których długość ogona sięga nawet kilkunastu metrów.
Warto wspomnieć o samym wydaniu tejże publikacji, której
niezwykły zapach bardzo intensywnie unosi się w trakcie przewracania kolejnych
stron. Dodatkowo książka zawiera mnóstwo ciekawych fotografii, które pozwalają
jeszcze mocniej wyobrazić sobie miejsca, które odwiedził Maciek Roszkowski. Słowem to bardzo starannie wydana publikacja. Kolejnym
atutem jest różnorodność opisywanych miejsc, myślę, że każdego czytelnika
zachwyci inny obszar. Kto wie… może po lekturze tej książki zapragniecie wybrać
się do któregoś z opisywanych regionów? Natomiast, czego zabrakło mi w tej
książce? Przede wszystkim znacznie bardziej rozbudowanej opowieści, bowiem śmiało mogę pokusić się na określenie tej publikacji, jako literatury podróżniczej w pigułce. Autor odwiedził tak wiele wspaniałych i
nieznanych dla większości czytelników miejsc, a ich opis zawarł zaledwie na 192
stronach, to dla mnie zdecydowanie za mało. Chciałabym znacznie więcej
przeczytać o Indiach, Malezji i Laos, czy też o Chinach i Japonii… Maćkowi Roszkowskiemu z pewnością udało się rozbudzić mój apetyt.
Reasumując "Pisane słońcem" autorstwa Maćka
Roszkowskiego to książka podróżnicza, jednakże jest to publikacja zupełnie
nietypowa. Oprócz opisu fascynujących miejsc oraz kliku ciekawostek z obszaru dalekiej
Azji, książka niesie w sobie niecodzienną opowieść, nasyconą ludzkimi emocjami, wzajemnymi
relacjami oraz filozofią i osobistymi refleksjami autora. Stanowi swoistą
podróż w głąb samego siebie. Jeżeli lubicie literaturę, która niesie w sobie kilka
ciekawostek, a zarazem skłania do refleksji, koniecznie sięgnijcie po tę
książkę.
"Ciężko mi sobie wyobrazić, kim byłbym teraz bez swoich podróży. Kimś uboższym, o węższych horyzontach, z mylnym wyobrażeniem, że Europa czy w ogóle świat zachodni to epicentrum świata. (…) Słońce świeci. Widziałem je wiele razy, w różnych miejscach. Promienie, które wysyła, starałem się uchwycić, opisać, zrozumieć… Słońce nie zawsze świeci jednak w zenicie. Czasem ledwie unosi się nad horyzontem." Str. 6
Za możliwość przeczytania książki "Pisane słońcem"
dziękuję autorowi Panu Maćkowi Roszkowskiemu.
Dziesięć miesięcy podróży zamieszczone w dziesięciu minutach...
Zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu!

