Kategoria: literatura faktu
|
„Czasy były
takie, że z ludzi wszystko, co najgorsze, wychodziło”.
Minęło kilka dni od lektury Sprawiedliwych zdrajców Witolda
Szabłowskiego, w mojej głowie nieustannie kłębią się różnorodne myśli — rozważam, porównuję — zastanawiając się, jak napisać tę recenzję, aby zachęcić
Was do lektury. We współczesnych czasach największą popularnością cieszy się
literatura rozrywkowa i to po nią najczęściej sięgają czytelnicy. Jednak warto,
chociaż sporadycznie dać szansę tego typu publikacjom, które mimo szalenie bolesnego,
ciężkiego, chwilami przygnębiającego tematu są nie tylko cennym źródłem wiedzy
historycznej, ale przede wszystkim pozwalają pamiętać o ludziach, którzy w
okresie wojny oddawali życie za naszą suwerenność. Sięgając po dzieła różnych twórców dajemy sobie możliwość spojrzenia na przełomowe zdarzenia z różnych perspektyw. Jak dotąd temat rzezi wołyńskiej udało mi
się odrobinę zgłębić za sprawą zbioru opowiadań Nienawiść Stanisława Srokowskiego,
nadal pamiętam, jak mocno wstrząsnęła mną tamta książka. Tymczasem publikacja Witolda Szabłowskiego bez wątpienia nie jest próbą powtórzenia wspomnianych opowiadań bowiem, ukazuje zbiorowe ludobójstwo na Wołyniu z innego
punktu widzenia, pomaga ustosunkować się do tamtych wydarzeń, wzbudza nie
tylko swoisty gniew, smutek i żal, wywołuje także podziw, współczucie, szacunek i odrobinę pokory.