Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autobiografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2019

[RECENZJA] "Z dna" – Piotr Jastrzębski


„Z dna widać wszystkich. Mało kto jednak dostrzega dno”. 

Piotr Jastrzębski swoją pierwszą samodzielną publikacją Z dna w sposób szalenie lapidarny i odważny ukazał nie tylko osobistą porażkę i ułomność, czyli totalny upadek zmierzający w kierunku zupełnej autodestrukcji, ale przede wszystkim świat ludzi z marginesu społecznego. Niemalże każdego dnia obserwujemy odurzonych, zaniedbanych ludzi  odwracamy od nich wzrok  postrzegając w nich wyłącznie przeciętnych żuli, alkoholików, którzy na własne życzenie stoczyli się na samo dno. Piotr Jastrzębski osobiście doświadczył tego upadku, wcześniej będąc przekonanym — jak każdy z nas — że sam nigdy nie spadnie w czeluści ludzkiej nędzy, upodlenia, nałogu i życia oderwanego od realnego, pełnego zasad społeczeństwa, którego celem nadrzędnym stanie się zdobycie kilku złotych na zakup denaturatu, czy innej odurzającej substancji.


„[…] przecież jestem najlepszy, skazany na sukces”.

Tymczasem każdy z nas jest istotą, mającą swoje granice wytrzymałości. Piotr Jastrzębski tę granicę przekroczył i za sprawą przejrzystej ekspresji, w zwięzły, jednakowoż bardzo dosadny i sugestywny sposób ukazał czytelnikowi świat ludzi egzystujących na marginesie. Ludzi, wegetujących poza świadomością, wyłącznie dla upojenia, pozwalającego na chwilę oderwania od szarej i ponurej rzeczywistości. Niemniej jednak to tylko chwilowa utrata świadomości, wyrywająca ze szponów jaźni, natrętnie przypominającej o bezwzględnej utracie człowieczeństwa.

„Kiedyś tak było, piło się, bo było fajnie, było wesoło. Teraz trochę inaczej. Mam takie wrażenie, że najpierw piłem, żeby było fajnie, miło, trochę wariacko. Dla poprawy samopoczucia, dla odwagi w towarzystwie. Potem zacząłem zapijać kaca. Kolejny etap to picie, żeby nie było źle, tragicznie, koszmarnie. Nie ma to już nic wspólnego z frajdą. To jest picie, by nie czuć się okropnie. I tak dalej. W końcu pijesz i jesteś w piekle. W jakimś koszmarze, w odmętach czarnego dymu. Do trzeźwości droga zamknięta”.

Autor niniejszej publikacji, którą śmiało, można nazwać esencjonalną autobiografią, znakomicie przedstawił przyczynę, przebieg i skutek utraty stabilnego gruntu, który pchnął go w świat nałogu, życia poza prawem, naznaczonego ludzką nędzą i upodleniem. Piotr Jastrzębski z olbrzymią konsekwencją i śmiałością, na przekór wszystkim przedstawił swoją drogę ku bezkresnej destrukcji — depresji, samozniszczenia i pragnienia śmierci. 


Koniecznie przeczytajcie, pozwalając sobie na to, by bliżej poznać wewnętrzny świat społeczności, będącej na samym dnie — może to nie świadomy wybór, a parszywy los, który bezwzględnie łamie wątłą psychikę, rzucając w przepaść ludzkiej nędzy.


„[…] wchodzi się do tej samej rzeki tyle razy, ile razy ma się na to ochotę lub dopóki się nie utonie”.

Nie zapominajmy, że wśród ludzi żyjących na marginesie są jednak ci, którzy chcieliby podążać inną drogą, szukają w sobie śmiałości, aby wyrwać się z tej znużonej i zagubionej społeczności, tylko ilu z nich znajdzie w sobie odwagę, która pozwoli wydostać się z tego osobliwego bagna, odmieniając ich życie? 

Piotr Jastrzębski odnalazł w sobie tę siłę, tym samym wypływając na powierzchnię. Jego życie, choć naznaczone ogromną traumą i wieloletnim, osobliwym doświadczeniem, wreszcie nabrało jaśniejszych barw. Autor niewątpliwie zapłacił najwyższą cenę, tracąc po drodze bliskich i wszystko, co miało dla niego większe znaczenie, ale gdzieś na tej ścieżce, wśród żuli, pustych butelek po dykcie, karaluchów, pluskiew i ulicznej degeneracji, na przekór całemu światu, odnalazł wewnętrzną autonomię, definitywnie żegnając się ze swoim pijackim alter ego. 

Gorąco polecam, to jedna z tych publikacji, która głęboko zapada w pamięć, skłaniając do nieustannej refleksji! 

„Najgorsze, co może nas spotkać na dnie to niespełniona nadzieja”.


 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura faktu / autobiografia
Wydawnictwo: ARW DK MEDIA POLAND sp. z o.o. 
Rok wydania: 2017 
ISBN 978-83-9438-598-9
Liczba stron: 160

Moja ocena: 8/10 


Za zgodę na udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Piotrowi Jastrzębskiemu





niedziela, 13 marca 2016

"Sekrety francuskiej kuchareczki" - Marie-Morgane Moёl

Kategoria: autobiografa/kulinaria

Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Ischim Odorowicz
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-6517-045-3
Liczba stron: 352

Moja ocena: 6,5/10

Sięgając po „Sekrety francuskiej kuchareczki” Marie-Morgane Moёl miałam pewne obawy, czy książka wpasuje się w mój czytelniczy gust. Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać inną publikację autorki, mianowicie „Całą prawdę o Francuzkach” i po lekturze tejże książki pozostał przyjemny smak i pewna ciekawość względem twórczości tej autorki. Styl, rzetelne i intrygujące podejście do tematu oraz doza wyważonego humoru, działały na plus podczas lektury wspomnianej książki, dlatego ostatecznie postanowiłam poznać zupełnie inne oblicze twórczości Marie-Morgane Moёl.

czwartek, 25 lutego 2016

[PRZEDPREMIEROWO] "Wytańczyć marzenia" - Michaela De Prince

Kategoria: autobiografa

Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Alicja Laskowska
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-6517-045-3
Liczba stron: 267

Premiera: 26.02.2016

Moja ocena: 7,5/10

„Wśród wszystkich błogosławieństw, jakich doświadczyłam była też duża dawka nadziei”.

Kiedy czytam tego typu publikacje zazwyczaj na myśl nasuwa mi się podobna refleksja, mianowicie cieszę się ogromnie i jestem wdzięczna losowi, że urodziłam się w Polsce, że żyję w czasach pokoju i względnej stabilizacji. Michaela De Prince nie miała takiego szczęścia, gdyż urodziła się w zachodniej Afryce w skonfliktowanym południowo-wschodnim Sierra Leone, jej wczesne dzieciństwo na zawsze naznaczyło ją traumatycznymi wspomnieniami, odciskając piętno, które przez długie lata ciążyło na życiu i rozwoju małej, zagubionej dziewczynki. 

środa, 3 czerwca 2015

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga

Kategoria: biografie/pamiętniki 
Wydawnictwo: ZNAK
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-240-2882-5
Liczba stron: 288

Moja ocena: 9/10

"Zorkownia" - Agnieszka Kaluga 




"Najtwardszy orzech do zgryzienia - bezradność".

Sięgając po tę publikację wiedziałam, że to nie będzie łatwa i pogodna książka. Po lekturze "Zorkowni", śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z ważniejszych i najtrudniejszych tego typu publikacji, jakie miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać. Bardzo trudno jest mi pisać o "Zorkowni", w zasadzie wypadałoby chyba jednak ją przemilczeć, bowiem ogrom ludzkiego bólu, cierpienia i bezsilności, który wypełnia karty tejże książki jest tak olbrzymi, że nie jest łatwo się z nim oswoić i go zaakceptować. Jest mi ciężko otrząsnąć się po tej lekturze, niby taka krótka, jednakże niezwykle mocna i zupełnie zniewalająca umysł czytelnika. Niemniej jednak ta niebanalna publikacja ma w sobie dobrego ducha, który niesie ludziom cierpiącym chwilowe wytchnienie, daje im nadzieję, uśmiech i dobre słowo, tak zwyczajnie i zupełnie bezinteresownie wyciąga pomocną dłoń, stanowi pocieszenie i oparcie podczas ostatniego tchnienia. Tym dobrym duchem jest p. Agnieszka Kaluga, autorka owej publikacji. 

"Zorkownia" nie jest typową autobiografią autorki, w zasadzie o jej życiu prywatnym dowiadujemy się niewiele, ta książka jest o umierających ludziach przebywających w hospicjach oraz o zdumiewającej pracy, jaką wykonują wolontariusze. Brak mi słów, aby wyrazić szacunek i uznanie dla ludzi podejmujących się tak trudnego zadania, jakim jest pomoc cierpiącym i mającym świadomość tego, że umierają ludziom.

Agnieszka Kaluga jest autorką bloga Zorkownia, który został nagrodzony trzema statuetkami w konkursie Blog Roku 2011. Ta książka została napisana w formie bloga, zawiera krótkie wpisy, niczym migawki z życia autorki, przedstawia jej codzienną pracę w hospicjum, w zasadzie nie traktuje o jej życiu prywatnym. Ukazuje ogrom ludzkiego cierpienia, chorobę, która każdego dnia drąży człowieka zadając mu ból, tym samym zapowiadając rychłą śmierć. Chylę czoła dla działalności pani Agnieszki, nie wiem jak wielką siłę i determinację trzeba mieć w sobie, aby móc zmagać się z tak dużym ludzkim cierpieniem. Wytrwać i nie poddać się? To wydaje się prawie niemożliwe. A jednak ciągle są ludzie, którzy potrafią stawić czoła tak ciężkiej i niewdzięcznej pracy. Agnieszka Kaluga ma tę niezwykłą charyzmę, siłę i odwagę, która wyzwala w niej niebywałą umiejętność zjednywania sobie ludzi, potrafi nawiązywać zdumiewające relacje, jest dla nich ostoją, przyjacielem, kimś zupełnie wyjątkowym, bez kogo nie sposób podążać w kierunku śmierci. Sama straciła córeczkę po 10 dniach od jej narodzin, obiecała jej: "że da radę, że nie utonie". I tak, podjęła się niezwykłego wolontariatu, nie zrezygnowała i dotrzymała słowa! 

Agnieszka Kaluga w szalenie sugestywny sposób wyraża swoje emocje, chwilami tak zwyczajnie i prosto, następnie bardziej poetycko, przytacza wiersze Zbigniewa Herberta, Wisławy Szymborskiej czy Czesława Miłosza. To jedna z tych książek, która porusza czytelnika do głębi, nie pozostawia obojętnym i bardzo głęboko zapada w pamięć. Trudno uwolnić myśli o tej książki. "Zorkownia" na zawsze pozostanie w mojej głowie i sercu. 

Reasumując, "Zorkownia" autorstwa Agnieszki Kalugi to bardzo poruszająca i bolesna książka o ludzkim cierpieniu i śmierci, ale także o niezwykłych ludziach, którzy mają tę niebywałą siłę, odwagę i dystans, aby nieść pomoc, wsparcie oraz pocieszenie ludziom chorym i umierającym. Ta książka zakrada się w umysł czytelnika i nie pozwala się od niego uwolnić, zupełnie obezwładnia, chwilami aż boli i przytłacza, ale ma w sobie także iskierkę nadziei, miłości i ogrom ludzkiej dobroci. Jeżeli macie odwagę i siłę, aby zmierzyć się z "Zorkownią" to oczywiście gorąco polecam, bowiem to bardzo ważna i cenna książka, która ukazuje wielką odwagę i szlachetność oraz to, co niestety nieuniknione. 
"Pacjenci są oddzieleni od bliskich, ich ciała zmienia choroba, seks staje się coraz odleglejszym wspomnieniem, ostatnim razem. Proces żałoby już trwa - po zdrowiu, sprawności, witalności, po seksie. Ciało przestaje być intymne, staje się własnością publiczną, pacjentem. Otwiera się je z chirurgiczną precyzją, zaszywa, nakłuwa, naprawia. Pozbawia".  

 

piątek, 3 kwietnia 2015

"Moje życie z OCD" - Laura Akkot - Chaos i szaleństwo...niezwykła walka z chorobą!

Kategoria: literatura faktu / autobiografia 
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 
Rok wydania: 2014 
Liczba stron: 56


"Moje życie z OCD" -Laura Akkot 


"… egzystuję, a nie żyję".


Do przeczytania książki Laury Akkot skłoniła mnie bardzo pochlebna opinia autorki, bloga Subiektywnie o książkach. 

"Moje życie z OCD" autorstwa Laury Akkot, to niezwykle krótka książeczka, która jest bardzo specyficzną autobiografią autorki. Przyznam się, że nawet nie przypuszczałam, iż ta niewielkich rozmiarów lektura, w zasadzie bardziej przypominająca broszurkę może mieć tak silny i wyrazisty przekaz. Bowiem w tych kilku rozdziałach autorce udało się w bardzo przystępny i niezwykle sugestywny sposób ukazać ten szalenie istotny problem, jakim jest egzystencja ludzi zmagających się z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, mówiąc potocznie nerwicą natręctw. Jednakże o ile o nerwicy natręctw słyszałam i wydawało mi się, że doskonale orientuję się, na czym polega to zaburzenie, to jednak ta książka uświadomiła mi, że tak naprawdę zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z istoty problemu, moja wiedza rzekłabym była bardzo płytka i niewystarczająca. Cieszę się ogromnie, że trafiłam na tę książkę, gdyż dostarczyła mi ona wiedzy, dzięki której będę bardziej czujna, aby źle nie ocenić kogoś, kto być może zmaga się z tym zaburzeniem.  
"Papka z mózgu, nic nie wiem, nic nie pamiętam ze studiów, żadnego wykształcenia, żadnej wiedzy" str. 53
Powiem Wam zupełnie szczerze, że chwilami byłam wręcz zdumiona, jak irracjonalne i niezrozumiałe może być zachowanie osoby zmagającej się z tym kuriozalnym zaburzeniem, bo czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, że mimo spierzchniętych i spuchniętych ust, czy wysuszonej i podrażnionej skóry nie sięgnięcie po krem nawilżający w obawie o to, że pozostawi na Was wyłącznie brud? Albo w sytuacji, kiedy trzeba sięgnąć do torebki, po bilet, nie zrobicie tego tylko, dlatego, że czujecie, iż Wasze ręce są brudne i tym samym ubrudzicie czystą torebkę? Czy też perspektywa spędzenia trzech godzin w łazience, gdzie poświęcacie się czynności związanej wyłącznie z myciem rąk? Dla osób, które każdego dnia nie mają do czynienia z nerwicą natręctw takie zachowania wydają się zupełnie nielogiczne i trudne do zaakceptowania.
"… jechałam gdzieś autobusem. Gdy wysiadłam, na twarzy usiadła mi mucha… i wsiadałam do najbliższego autobusu powrotnego, by umyć się w domu". Str. 30 
Laura Akkot tą krótką książką, uświadomiła mi i pokazała, jak ogromne brzemię nosi na swoich barkach osoba zmagająca się z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi. Z każdą kolejną przeczytaną stroną byłam coraz bardziej zszokowana, przerażona i zaskoczona, a w mojej głowie potęgował się osobliwy chaos, wynikający z trudnych, niezwykle przykrych i często absurdalnych doświadczeń autorki. Byłam pełna podziwu dla jej męża, który dzielnie znosił nielogiczne, wręcz paranoiczne zachowania bohaterki i niezłomnie wspierał ją niemalże każdego dnia. Podziwiam również autorkę za jej wolę walki i niezwykłą odwagę, aby podzielić się z czytelnikami tak dotkliwymi i ciężkimi przeżyciami. Najbardziej przerażała mnie jej bezsilność, która dla każdego z nas jest niezwykle deprymująca i zupełnie odbiera chęć do działania, bowiem, jak w chwilach zupełnej bezradności podnieść się i stawić czoło przeciwnościom losu? Kiedy całe życie, wszystkie jego aspekty podporządkowane są wyłącznie chorobie? Chorobie, która zupełnie odbiera godność, niszczy nie tylko zdrowie psychiczne, ale także fizyczne, pomału wyniszcza cały organizm i mocno destabilizuje wszystkie dziedziny życia codziennego. To szalenie trudne i ciężkie do zniesienia, dlatego tak ważne jest wsparcie ze strony bliskich, całe szczęście Laura Akkot mogła liczyć na pomoc i niezwykłą cierpliwość ze strony swojego męża, chyba bez niego jej życie zupełnie straciłoby sens.
"Nie myślę, bo myślenie boli, nie analizuję, nie czuję i dlatego mój nastrój jest lepszy". Str. 47
Reasumując, ta niewielkich rozmiarów książka, jest bardzo ważnym i swoistym apelem do nas wszystkich, abyśmy nie oceniali ludzi zbyt pochopnie, dobrze się zastanówmy, zanim osądzimy drugiego człowieka, bo być może jego dziwne zachowanie wynika nie z jego złego charakteru, ale z choroby, której zupełnie nie znamy. Z tą krótką, ale niezwykle emocjonalną książką powinien zapoznać się dosłownie każdy, to ważna i potrzebna lektura, która otwiera nasze umysły, w doskonały sposób uczy pokory, dostarcza niezbędnej wiedzy na temat samego zaburzenia, ale także pobudza do głębokiej refleksji i mocno zapada w pamięć. Gorąco zachęcam do jej przeczytania. Książka ma niespełna sześćdziesiąt stron, jej lektura zajmie Wam bardzo mało czasu, ale z pewnością poszerzy Wasze horyzonty i pozwoli wejść w głąb mocno zaburzonej psychiki, chociażby po to, aby się przekonać z jak ogromną udręką, każdego dnia zmaga się bohaterka tej książki. Jak niesłychanie niewdzięczna jest jej walka z chorobą, walka, która niestety nie daje gwarancji pełnego sukcesu. Mam wrażenie, że życie Laury Akkot, to prawdziwy koszmar, pasmo nieszczęść i udręki na granicy absurdu, to bardzo przykre i niezrozumiałe, że tak trudno jest leczyć to zaburzenie, bo leki niestety nie dają pełnego ukojenia, wyciszają natręctwa, ale działają przygnębiająco, powodują senność i apatię, takie życie to według mnie dramat. 

"Mam takie dziwne wrażenie, że okres "piekła" "wyczyścił mi pamięć", pozapominała wiele rzeczy, czuję się dokładnie tak, jakby mój mózg został pokrojony na drobne kawałki i je wymieszano, a moja wiedza i moja inteligencja gdzieś zniknęły. Tak jakby mnie wyczyszczono i muszę na nowo nauczyć się żyć". Str. 50
 "Leki - moje ukojenie, moje zniewolenie". Str. 54



Moja ocena: 8,5/10 


czwartek, 5 marca 2015

Dobre dziecko - R. Ligocka

Kategoria: autobiografia 
Wydawnictwo : Wydawnictwo Literackie 
Liczba stron: 285



"Dobre dziecko" - Roma Ligocka 


„Dobre dziecko” Romy Ligockiej, to kolejna niezwykle smutna, poruszająca i bardzo osobista autobiografia autorki. Tym razem mamy okazję poznać wspomnienia z okresu, kiedy Roma Ligocka miała około 12 lat. W zasadzie cała autobiografia przedstawiona jest z perspektywy dziecka, co powoduje, że czytelnik ma możliwość przeniknięcia w rozterki i świadomość małej, zagubionej, a chwilami wręcz niepokornej dziewczynki. Autorka wplata w tę biografię, również pamiętnik swojej babci Anny Abrahamowej, dzięki któremu mamy możliwość przybliżyć sobie dzieje rodziny, w której wychowywała się matka Romy. 


„Dobre dziecko” to przede wszystkim  książka o braku porozumienia między matką i córką. Ich skomplikowane relacje wynikały z niezwykle trudnych doświadczeń z okresu II wojny światowej, kiedy to Roma wraz z matką zmuszone były do ukrywania się w różnych miejscach przed reżimem Niemieckim. Ponadto trudny czas, w jakim przyszło im żyć po zakończeniu wojny spowodował, iż wewnętrzny ból i rozdarcie pogłębiły się, co w konsekwencji bardzo skomplikowało życie małej dziewczynki oraz jej matki. Mimo, ich wzajemnej miłości z każdym dniem oddalają się od siebie, co prowadzi do różnych nieszczęśliwych, często zupełnie niepotrzebnych zdarzeń.

„Dobre dziecko” to, także książka o braku poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia, ogromnej samotności i strachu przed utratą najbliższej osoby, o trudach wyrzucania z pamięci traumatycznych przeżyć, o dylematach życia codziennego, trudnych wyborach, a także o braku umiejętności wybaczania.

Książka pokazuje, jak ważnym elementem w życiu każdego z nas jest zwykła rozmowa z bliskimi, bez której problemy tylko się nawarstwiają i prowadzą do braku porozumienia. Każdy, kto przeczytał „Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku” powinien sięgnąć po kolejną część autobiografii autorki. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. 

Moja ocena: 8/10

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku - R. Ligocka

Kategoria: autobiografia 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 351




"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"
Roma Ligocka 


„Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej to autobiografia autorki, która jest bardzo intymna i działa w niezwykły sposób na naszą wyobraźnię. W trakcie czytania towarzyszy nam ciągły strach, smutek i wstręt do niemieckich żołnierzy, którzy w tak okrutny i brutalny sposób traktowali Żydów w okresie II wojny światowej. 

Autorka, jako mała dziewczynka przebywała w Getcie Krakowskim wraz z rodzicami i babcią, gdzie panowały makabryczne warunki, a  ludzie każdego dnia zmagali się z głodem i strachem. Pewnego dnia Niemcy na oczach małej Romy zabierają jej babcię, z którą jest bardzo związana, a w późniejszym czasie do domu nie wraca również jej ojciec. Dziewczynka pozostaje jedynie z matką. Przez cały okres trwania wojny Roma wraz z mamą jest zmuszona ukrywać się przed Niemcami. Autorka wychowywała się w braku poczucia bezpieczeństwa, ciągłym strachu i ogromnej samotności, otoczona wyłącznie światem dorosłych, w ogromnej tęsknocie za beztroskimi zabawami z dziećmi. Opisy brutalnych wysiedleń Żydów z Getta, są wstrząsające. Roma Ligocka opowiada o maleńkich dzieciach, ludziach starszych, chorych, nie nadających się do pracy, którzy są niepotrzebni i odrzucani, jak worki wypełnione starociami, często zabijani na oczach wszystkich. 

"To było pożyczone życie, pożyczone dzieciństwo u pożyczonej rodziny, u której miałam nawet pożyczoną babcię". 

Po zakończeniu wojny autorce oraz innym Żydom nadal nie jest łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mimo wolności, po tak traumatycznych przeżyciach ci ludzie i tak pozostają więźniami własnej przeszłości i strachu, są jak dzikie, zastraszone zwierzęta, wypuszczone nagle z klatek. Dzieci, którym odebrano beztroskie dzieciństwo nie potrafią zawierać nowych przyjaźni, są nieufne, zagubione i bezradne. W zasadzie nie mogą liczyć na dorosłych, którzy sami są zdezorientowani i nieporadni. Do tego po wojnie wszędzie panuje całkowity chaos. Kiedy Roma Ligocka opisuje swoje losy po zakończeniu wojny, książka staje się jeszcze bardziej ciekawa i emocjonująca, nie sposób się od niej oderwać. Dla Romy, która wychowała się w czasie okupacji, ciągłego strachu i braku poczucia bezpieczeństwa, ku rozpaczy swej matki komunizm nagle wydaje się prosty i zrozumiały. Zachwyca ją, bo jest w nim miejsce dla każdego, nagle przestaje mieć znaczenie, że jest żydówką. Staje się małą aktywistką. Przez wiele lat zmaga się z ranami z przeszłości i zupełnie przestaje sobie radzić z własnym życiem. Po wielu latach autorka zdaje sobie również sprawę, iż psychiczne rany ofiar Holokaustu ranią również ich dzieci. Autobiografia Pani Romy Ligockiej jest niebywale wstrząsająca i pełna negatywnych uczuć i przekonań, dorosłe życie autorki jest pasmem niepowodzeń w sferze emocjonalnej, jednakże sukcesy na płaszczyźnie zawodowej oraz oddanie jej syna daje jej motywację do rozpoczęcia nowego, lepszego życia.  

Na początku wojny w całym województwie krakowskim mieszkało około 225 tysięcy Żydów, po zakończeniu wojny uratowało się zaledwie 15 tysięcy, głównie dzięki pomocy Polaków, choć groziła za to kara śmierci. Książka jest między innymi formą podziękowania i wyrażenia wdzięczności wobec ludzi, którzy narażali własne życie, by ocalić innych. Gorąco polecam zapoznanie się z tą autobiografią. W moim odczuciu książka zasługuje na najwyższą ocenę.

Moja ocena: 10/10 



wtorek, 3 marca 2015

I boję się snów - W. Półtawska

Kategoria: Lietratura faktu - autobiografia
Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła  
Liczba stron: 206



"I boję się snów" - Wanda Półtawska  



Sięgnęłam po książkę Pani Wandy „I boję się snów”, ponieważ lubię czytać książki dotyczące historii zwłaszcza tej z okresu wojny, zachęciły mnie również pozytywne opinie na jej temat. Istotnie nie zawiodłam się na tej pozycji. 


Wspomnienia Pani Wandy Półtawskiej z okresu II wojny światowej są niesłychanie przejmujące i bardzo szokujace. Pani Wanda w genialny sposób obrazuje nam wydarzenia z tamtego okresu, do tego sama jest niezwykłą osobą o niebywałej odwadze i sile. Autorka w swoich wspomnieniach wnikliwie opisuje nam czas, kiedy przebywała w areszcie, gdzie była torturowana przez Gestapo, a następnie została zesłana do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Panowały tam makabryczne warunki i wszechobecna śmierć, a każdy dzień wydawał się wiecznością. Był to obóz dla kobiet, które każdego dnia musiały zmagać się z ciężką pracą fizyczną, strachem, zmęczeniem oraz notorycznym głodem. Ponadto przebywające tam więźniarki, jak również autorka były poddawane bestialskim eksperymentom medycznym. Jednakże w obliczu tej wszechobecnej pogardy i codziennego poniżania wśród więźniarek występowały przejawy niezwykłej serdeczności, która przywracała im wiarę w człowieka.

W trakcie czytania tej pozycji byłam mocno poruszona, zwłaszcza w chwilach, kiedy autorka opisywała nieludzkie doświadczenia, jakich dopuszczano  się względem kobiet. To zdumiewające, że wydarzenia opisane w tej książce są prawdziwe.  Niestety wojna to zgoda na bezlitosne okrucieństwo względem ludzkości. Cieszę się, że żyję w czasach, kiedy panuje pokój i mimo przeszkód, z jakimi muszę zmagać się każdego dnia doceniam, że żyję w wolnym kraju. Ludzie, którzy żyli w okresie, kiedy toczyła się wojna musieli wykazać niezwykłą siłę zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Podziwiam ich odwagę bowiem potrafili podjąć walkę, bronić własnej godności, człowieczeństwa, a także walczyć w obronie słabszych. Polecam przeczytanie wspomnień Pani Wandy Półtawskiej, to kolejna książka, która skłania do refleksji i uczy pokory względem otaczających nas ludzi i świata.

Moja ocena: 9/10


poniedziałek, 2 marca 2015

Wszystkim, których kochałem - M. Gray

Powieść biograficzna - wojenna 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Liczba stron: 416 



"Wszystkim, których kochałem" - Martin Gray 


Martin Gray już na wstępie podaje, iż książka przedstawia jego dzieje, które były wyjątkowo tragiczne i niesłychanie poruszające. 

„… chcę opisać swoje życie, nasze życie. Aby gdy wreszcie któregoś dnia pęknie mi czaszka, inni wiedzieli – i by życie moich bliskich pozostało żywe.” Str. 10

Przedstawione losy głównego bohatera i jego najbliższych w tej powieści rzeczywiście nieustannie mną wstrząsały i powodowały, że odczuwałam niemal fizyczny ból. Przykre, a nawet przerażające jest to, że niektórzy ludzie są zdolni do tak bezdusznych czynów względem drugiego człowieka.  Okres II wojny światowej był dla milionów ludzi czasem niebywale okrutnym. Marcin Grajewski urodził się w Polsce i był Żydem. Do 14 roku życia wiódł poukładane, bezpieczne i szczęśliwe dzieciństwo, które wraz z rozpoczęciem wojny zostało brutalnie przerwane. 

„Trzeba było żyć, nauczyć się walczyć o jedzenie i wodę, jak zwierzęta. Ulice roiły się od bestii.” Str. 16

Spędziłam nad tą książką każdą wolną chwilę. Mimo, iż znane są mi losy Żydów z okresu II wojny światowej byłam niejednokrotnie zdumiona i wstrząśnięta nieludzkim okrucieństwem. Wciąż zdumiewa mnie fakt, że wojna i wszelkie konflikty potrafią wyzwolić w ludziach najgorsze instynkty i całkowicie ich odczłowieczyć. Główny bohater nierzadko, aby ocalić własne życie, musiał znieczulić swoją psychikę na otaczające go bestialstwo względem drugiego człowieka. 

„To prawda, że stałem się nieczuły, że mogę nie zatrzymując się przejść obok umierającego. Bo zrozumiałem, że aby go pomścić, muszę żyć – ażeby żyć, trzeba umieć nie zatrzymywać się, nauczyć się patrzeć, jak on umiera. Znieczulica to jedyna broń, jaką rozporządzam.” Str. 60

Żydzi, to naród wyjątkowo udręczony w okresie II wojny światowej. Najpierw odebrano im wolność, następnie umieszczano w gettach, tam pozbawiano ich godności, traktowano gorzej jak zwierzęta, odebrano im najbliższych, a na koniec pozbawiano ich życia. Miliony Żydów zostało wywiezionych do obozów zagłady, gdzie bez sentymentów masowo ich wymordowano. Kobiety, dzieci, ludzie starsi od razu kierowani byli do komór gazowych, skąd wynoszono ich martwych, ograbiano jeszcze ze złotych zębów, a następnie zakopywano w zbiorowych mogiłach. Czy można gorzej potraktować drugiego człowieka?

Historia losów Martina Graya jest nieprawdopodobna. Sama książka rzeczywiście wstrząsa i to niezwykle mocno. Jeden człowiek i tyle nieszczęść? To zdecydowanie za dużo. Niemniej jednak Martin Gray przez cały okres trwania II wojny światowej niesamowicie sprytnie i sprawnie potrafił wyswobodzić się z każdej opresji. To istotnie zdumiewa i zakrawa na wyczyny wyjęte z dobrego filmu sensacyjnego z udziałem Jamesa Bonda. Zdania na temat prawdziwości wszystkich przedstawionych zdarzeń są podzielone. Część osób uważa, iż dzieje M. Graya nie do końca są prawdziwe ze względu na niezwykłe nagromadzenie zdarzeń, które wydają się nieprawdopodobne. Sama niejednokrotnie miałam poczucie, że główny bohater wydaje się osobą urodzoną w tzw. czepku, gdyż posiadał niebywałe szczęście w tym całym dramacie, którym była wojna. W moim odczuciu był wręcz superbohaterem, szczególnie wtedy, kiedy opisywał swój pobyt w getcie. Udawało mu się w niezwykły sposób przechytrzyć wszystkich strażników i każdego dnia opuszczać getto, by znów do niego powrócić. Jego ucieczki z Pawiaka, czy Szucha są zadziwiające.  O ile same dzieje M. Graya z okresu II wojny światowej wydają się być fikcją literacką lub połączeniem losów różnych ludzi z tego okresu, o tyle całe przedstawione tło historyczne związane z dziejami Żydów, gettem i obozami zagłady są szalenie prawdziwe, znane nam z lekcji historii czy pamiętników osób, którym udało się przeżyć.

Podsumowując, książka bez wątpienia warta przeczytania. Nie wszystko wydaje się być fikcją, jest w tej historii mnóstwo prawdy, ogromnego bólu i smutku. Ta książka niesłychanie wstrząsa, wręcz szokuje, otwiera oczy i powoduje, że trzeba się na chwilę zatrzymać, aby przemyśleć sens i istotę życia. 

„… psy tej samej rasy, tresowane, by zabijać, rzucały się na ludzi i rozdzierały im podbrzusza. Ale kto był dziką bestią, człowiek czy pies? Z psa, tak jak z człowieka, można zrobić wszystko. Nie ma rasy ani nikczemnych ludzi, ani psów, ale są ludzie, którzy stali się oprawcami, i ci, którzy ich tego nauczyli. Może istnieją społeczeństwa, które produkują więcej ludobójców niż inne.” Str. 168-169

Moja ocena: 7/10

Pomóc Jani - M. Schofield

Literatura faktu - autobiografia 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 352


"Pomóc Jani. 
Dziewczynka pogrążona w obłędzie
i walka o jej ocalenie" 

Michael Schofield 

"W dzisiejszych czasach, gdy nie ma się nic do powiedzenia, dyżurną diagnozą jest autyzm; kiedy byłem mały taką dyżurna diagnozą była nadpobudliwość".  

Michael Schofield w tej pozycji w szalenie otwarty i szokujący sposób ukazuje walkę o życie swojej małej córeczki. Książka napisana jest łatwym i bardzo przystępnym językiem i mimo, tego, że czytało mi się ją dosyć lekko, to niejednokrotnie szokowała mnie do granic możliwości i ściskała mocno za gardło. Sama mam córeczkę i jestem wdzięczna losowi, że nie muszę każdego dnia borykać się z takimi problemami i dylematami, z jakimi zmagali się rodzice Jani.

Główną bohaterką tej opowieści jest mała dziewczynka imieniem Jani, która od urodzenia przysparza rodzicom niemałych kłopotów. Kiedy w domu pojawia się kolejne dziecko, Jani staje się zagrożeniem dla życia małego niemowlaka. Zrozpaczeni rodzice starają się za wszelką cenę znaleźć przyczynę jej zachowania, niestety droga do postawienia jednoznacznej diagnozy jest bardzo długa i niezwykle stresująca. Początkowo żaden specjalista nie potrafił stwierdzić, iż dziecko w wieku 4 lat może chorować na jedną z bardziej zagadkowych chorób umysłu, jaką jest schizofrenia. Michael Schofield i jego żona przeżyli piekło zanim postawiono ostateczną diagnozę, niestety po jej ogłoszeniu ich życie wcale nie staje się łatwiejsze, gdyż dziewczynka jest bardzo oporna na podawane leki. Niestety los kolejny raz wystawia życie tych niezwykłych ludzi na ogromną próbę.

"Nie mogę zmienić tego, co stało się w przeszłości. Mogę jedynie iść do przodu i starać się być takim ojcem, jakiego Jani potrzebuje". 

„Pomóc Jani” to znakomita i bardzo wzruszająca książka o bolesnej walce o dobro i szczęście swojego dziecka, o niezwykłej i pięknej miłości rodzicielskiej, która potrafi stawić czoło największym przeciwnościom losu. Problem poruszony w tej powieści jest bardzo trudny, w szczególności, dlatego, iż dotyczy małego dziecka, niemniej jednak książkę polecam z czystym sumieniem, jest świetnie napisana i w niesłychany sposób uczy nas pokory.

Moja ocena: 9/10 


sobota, 28 lutego 2015

Dymy nad Birkenau - S. Szmaglewska

Literatura faktu - autobiografia, obozy koncentracyjne, II wojna światowa
Wydawnictwo: Książka i Wiedza 
Liczba stron: 287

"Dymy nad Birkenau"
Seweryna Szmaglewska
 


Jeszcze żadna z przeczytanych dotąd przeze mnie książek związanych z tematyką II wojny światowej oraz obozami koncentracyjnymi nie zostawiła tak wielkiego śladu w mojej psychice i nie dostarczyła tak szokujących doznań. 

„Dymy nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej to bardzo trudna i szokująca lektura, o której niełatwo pisać. Autobiografia autorki jest szalenie smutna, wstrząsająca, wręcz makabryczna. Przedstawia losy milionów śmiertelników skazanych na pobyt w obozach koncentracyjnych na terenie Oświęcimia. Bardzo trudno zrozumieć i wyobrazić sobie codzienny koszmar ludzi, którzy zmuszeni byli przebywać w lagrach. Warunki, w jakich musieli bytować, były dramatyczne. W obozach panował brud, smród, głód, brak wody i sanitariatów oraz fachowej opieki medycznej. Ludzie każdego dnia zmagali się z takimi chorobami jak: tyfus plamisty, czerwonka, świerzb, zapalenie stawów, zapalenie płuc, gruźlica, malaria. Do tego notoryczny brak wody, przez który więźniowie nie mieli możliwości dbać o higienę osobistą czy czystość ubrań i bielizny powodował, iż skazani zmagali się z wszawicą i  plagą pluskiew. W trakcie czytania tej książki ciarki przechodziły po moich plecach, momentami odczuwałam wstręt, obrzydzenie i gniew, chciało mi się krzyczeć. Ciągły strach, walka o przetrwanie, ciężka praca ponad siły, choroby, insekty, wieczny głód i pragnienie oraz wszechobecna śmierć to koszmar z jakim przyszło zmagać się więźniom obozów koncentracyjnych każdego dnia. Tym ludziom odebrano człowieczeństwo i obdarto ich z godności. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia w takich warunkach, to potworne i przerażające. 

 „Przeciętna śmiertelność obu obozów kobiecych osiąga w okresie jesieni i zimy 1943/1944 liczbę trzystu zmarłych dziennie.” Str. 200

Z książki dowiadujemy się również o transportach milionów ludzi, głównie Żydów, w tym kobiet z małymi dziećmi, których najpierw ograbiono z wartościowych rzeczy, a następnie nieświadomych kierowano prosto do komór gazowych, po czym ich ciała palono w krematoriach.

„Nie można pomóc im, żeby przestali być stadem baranów pozwalających się zabijać, żeby rzucili się do gardeł, do oczu oprawców. Wolno jednak zbierać przedmioty zbytku, połamane tabliczki czekolady, zdeptane wianki fig. Nie mogąc być bratem, można być hieną.” Str. 217

Autorce w doskonały sposób udało się przedstawić wszystkie zatrważające fakty. Dzięki tej książce wszelkie zbrodnie popełnione przez nazistów nigdy nie zostaną zapomniane. W trakcie czytania tej lektury niejednokrotnie zapierało mi dech w piersiach, ta książka odbiera mowę, wstrząsa i niestety przygnębia. Śledząc wydarzenia opisane w tej pozycji odczuwałam ogromny ból, rozpacz, przerażenie i strach tych ludzi.  To bardzo ciężka lektura, o której nie można zapomnieć, to książka dla ludzi o bardzo odpornej psychice. Ja po przeczytaniu tej pozycji musiałam zrobić sobie przerwę z tematyką wojenną, ponieważ moja psychika i dusza została totalnie zmiażdżona i poraniona. 


Mimo tego, iż treść tej lektury jest bardzo trudna i szokująca, to jednak obowiązkowo należy się nią zapoznać, chociażby, po to żeby poszerzyć swoją wiedzę, ale przede wszystkim dlatego, aby nigdy nie zapomnieć o ludziach, którym przyszło zmierzyć się z okrucieństwem, jakim była II wojna światowa. Ta książka to świadectwo, które ukazuje okrucieństwo i niedorzeczność wojny, to hołd dla niewinnych ludzi, którzy zginęli w nieludzkich i absurdalnych okolicznościach. 

Moja ocena: 10/10 


piątek, 27 lutego 2015

Dzień w którym umilkły głosy - K.Steel i C. Berman

Literatura faktu - autobiografia 
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 267


"Dzień, w którym umilkły głosy"
 Ken Steel i Claire Berman

Na tę książkę natknęłam się jakiś czas temu na portalu lubimyczytac.pl, zapoznałam się z opisem oraz opiniami na jej temat i od razu wiedziałam, że powinnam ją przeczytać. W końcu udało mi się ją upolować w bibliotece. Już po przeczytaniu pierwszych stron wiedziałam, że to był dobry wybór. Książka pochłonęła mnie tak bardzo, że zarwałam przez nią dwie noce nie mogąc się od niej oderwać.

„Dzień, w którym umilkły głosy” K.Steele’a i C. Berman to niezwykłe studium psychologiczne schizofrenika paranoidalnego. Autor w bardzo przystępny i zrozumiały sposób ukazuje codzienne zmagania osoby chorej umysłowo.

Ken Steele, jako 14 letni chłopiec po raz pierwszy usłyszał w swojej głowie głosy, głosy które uporczywie nakłaniały go do czynów samobójczych. Działo się to w latach 60-tych, kiedy to schizofrenia dla wielu zwykłych ludzi była jeszcze czymś nieznanym i wstydliwym, przed czym należy uciekać. Wtedy schizofrenia była wielką niewiadomą, czymś co budziło ogromny strach, w tamtych czasach ludzi którzy chorowali umysłowo, najprościej było izolować, aby nie stanowili zagrożenia dla społeczeństwa, mimo iż w głównej mierze byli zagrożeniem dla samych siebie. 

Tak było w przypadku Kena, głównego bohatera tej opowieści, który w chwili osiągnięcia pełnoletniości pozostał bez wsparcia najbliższych. Rodzice nie radząc sobie z chorobą i zachowaniem syna wysłali go do innego miasta, aby jako pełnoletnia osoba rozpoczął własne, „dorosłe” życie. Ken przez wiele lat zmagał się z chorobą żyjąc w swoim zdeformowanym świecie, w nieustającej psychozie i walce z wewnętrznymi demonami, podejmował kolejne próby samobójcze, nie mając wsparcia osób mu najbliższych. Przez lata samotnej egzystencji przybywał w wielu szpitalach i ośrodkach dla umysłowo chorych, a jego doświadczenia były zatrważające.

„Czy oni nie rozumieją, że jestem chory – chory na głosy, chory na siebie, chory na wszystko? Zatrzymajcie świat, próbowałem wysiąść. Znów mi się nie udało.”

Ta autobiografia momentami jest wyjątkowo osobista. Podziwiam autora za niezwykłą odwagę, której niewątpliwie mu nie brakowało, gdyż opisał najintymniejsze szczegóły ze swojego bardzo trudnego życia. Całe szczęście Ken Steele na swojej drodze spotkał kilku mądrych, przejmujących się losem chorych umysłowo ludzi. Ludzi, którzy pomogli mu opanować chorobę, która w pełni przejęła nad nim kontrolę i rozpocząć normalne, poukładane życie.

„Dzisiaj inaczej zdefiniowałbym schizofrenię – jako biologiczne zaburzenie mózgu, z którym można sobie poradzić przy właściwym leczeniu farmakologicznym i psychoterapii, z jednoczesnym wsparciem ze strony rodziny i osób w podobnej sytuacji". 


Ta książką pokazuje, jak ważne dla ludzi chorych umysłowo jest wsparcie osób najbliższych, zrozumienie i tolerancja. Nie bójmy się, pomagajmy im, bo w obecnych czasach przy odpowiednim wsparciu i terapii ci ludzie mogą normalnie żyć, pracować, a nawet założyć własne rodziny. 

Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą autobiografią. Niewątpliwie jest to lektura, która otwiera nasz umysł na zupełnie inny, nierzeczywisty, pełen złudzeń i głosów świat. 

Jedna z lepszych książek jakie miałam okazje przeczytać. 

Moja ocena: 10/10 



poniedziałek, 23 lutego 2015

Uratować Sprite’a - M. R. Levin

Autobiografia
Wydawnictwo: Esprit 
Liczba stron: 201



„Uratować Sprite’a” - Mark R. Levin 

„Często słyszę, jak ludzie mówią o związku między człowiekiem a psem jak o relacji między właścicielem i zwierzakiem domowym. Jednak każdy, kto kocha psy, będzie mógł udowodnić, że nie jest to dokładny opis takiego związku. Pepsi jest nieodłączną częścią naszej rodziny i życia. Jego życie jest związane z naszym. […] Złote rybki, żółwie i chomiki to zwierzęta domowe. Psy to rodzina.” Str. 24

Po przeczytaniu książki Marka R. Levina pt. „Uratować Sprite’a” musiałam chwilę odetchnąć i nabrać do niej dystansu, gdyż byłam kompletnie wyczerpana emocjonalnie. I pewnie zrozumieć to zmęczenie może tylko drugi, podobny do mnie wielbiciel psów. Dla wielu takie emocje, których przyczyną jest psiak nie zostaną w pełni zrozumiane. Mnie ogromnie poruszają tego typu historie, gdyż doskonale potrafię wczuć się w emocje, jakie przedstawia autor, bowiem sama mam psa, który jest nieodłączną częścią mojej rodziny i nie wyobrażam sobie, jak ja przeżyję ten moment, w którym będę musiała pożegnać się z moim ukochanym psiakiem. Niestety ta chwila jest już chyba dosyć bliska. Nie wiem jak ja i moi najbliżsi poradzimy sobie bez jego obecności, jedno jest pewne odejście naszego psa złamie nasze serca. 
„Ci z nas, których psy są już stare, ciągle ćwiczą swój umysł, by, na co dzień nie dać się porwać całej gamie emocji, by nie myśleć o nieuniknionym końcu związku z ukochanymi zwierzętami. Starasz się docenić radość i miłość chwili obecnej. Jednak żal jest nieunikniony i zaczyna się wtedy, kiedy twój pies okazuje pierwsze symptomy odchodzenia, bez względu na twoje starania, by je zwalczyć.” 



Bardzo trudno odnieść mi się do tej książki, ponieważ autor w doskonały sposób ujął wszystko to, co jest we mnie, wszystkie radości i smutki, obowiązki i przyjemności związane z posiadaniem psa. Na pewno podziwiam takich ludzi jak Pan Levin i jego najbliżsi, gdyż dzięki ich ogromnej empatii, dobroci i wspaniałomyślności powstają wspaniałe domy właśnie dla tych psiaków, które zostały odrzucone z różnych powodów przez ludzi. Psy, które często zaznały tylko samych złych doświadczeń ze strony człowieka, potrafią w niezwykły sposób odwdzięczyć się za odrobinę zainteresowania. Wystarczy dać im troszkę czułości, kawałek ciepłego miejsca i miskę jedzenia. To naprawdę nie wiele, niestety nie każdego na to stać. Okrucieństwo względem zwierząt ze strony człowieka jest niewyobrażalne i często niezwykle bestialskie. Dla wielu pies, który jest stary i chory, przestaje być psem atrakcyjnym, dlatego najprościej się go pozbyć. Ciekawe, jaki byłby świat gdyby w ten sposób traktować swoją mamę, tatę, babcię czy dziadka? A przecież psy to też istoty żywe, które czują, przywiązują się i kochają ludzi w fantastyczny sposób. Dlatego cieszę się, że na świecie mimo wszystko jest mnóstwo ludzi, którzy kochają swoje zwierzęta bez względu na ich wiek, stan zdrowia czy wygląd i troszczą się o nie jak o swoich najbliższych. 

„Nasze biedne psy nie są w stanie powiedzieć nam, jak się czują, co się z nimi dzieje, co chcą, żebyśmy dla nich zrobili. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, nigdy nie będziemy pewni, czy podejmujemy za nie słuszne decyzje, i przez co one przechodzą. My ludzie musimy wytrzymać ten ból serca, bo jest on częścią naszych stosunków z psami.” Str. 106

Podsumowując, „Uratować Sprite’a” Marka R. Levina to wyjątkowo emocjonalna książka, która porusza czytelnika do granic możliwości. Ukazuje cudowne uczucie, jakie rodzi się między psem, a człowiekiem. Ja przez kilka dni po przeczytaniu tej pozycji nie mogłam się pozbierać i napisać czegoś sensownego, autor zrobił to za mnie pisząc tę książkę. Zgadzam się z każdym zdaniem napisanym przez Pana Levina, myślę i czuję dokładnie tak samo. Istotnie jest to jedna z piękniejszych książek o naszych czworonożnych przyjaciołach. Ta pozycja będzie zajmowała to szczególne miejsce w moim sercu, obok takich książek jak „Życie z Merlem” oraz mojej ukochanej powieści „Marley i ja”. Gorąco zachęcam do jej przeczytania, szczególnie tych, którzy szczerze kochają swoje psy. 

„Czas dany nam na tej ziemi nigdy nie jest wystarczająco długi, żeby dzielić go w pełni z bliskimi ani żeby przygotować nasze serca na pożegnanie.” Str. 91

Moja ocena: 10/10


Pozdrawiam Wszystkich czytelników, a szczególnie tych zakręconych na punkcie psiaków :)






niedziela, 22 lutego 2015

Monidło. Życie po Kato-tacie - Halszka Opfer

Kategoria: Autobiografia  
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 224

„Monidło. Życie po Kato-tacie” - Halszka Opfer 


„Monidło. Życie po Kato-tacie” przedstawia dalsze losy Halszki Opfer. Początek tej autobiografii to przypomnienie tego, co wydarzyło się w okresie dzieciństwa Halszki, według mnie kompletnie niepotrzebne. Ale chyba tylko do tego mogę się przyczepić. Dalsza część książki, to już dorosłe życie Halszki Opfer, które nadal wstrząsa, szokuje, a nawet paraliżuje czytelnika, bowiem wypełnione jest dalszymi, koszmarnymi zdarzeniami. Nie chcę oceniać postępowania i zachowania bohaterki, które przyznam chwilami potwornie mnie irytowało. Halszka Opfer w wieku dziecięcym została bardzo zraniona, przecież była molestowana seksualnie przez ojca, odtrącona przez matkę, wyśmiewana przez rówieśników, dręczona i wielokrotnie poniżana, jej dzieciństwo to prawdziwa gehenna. Dlatego wszystko, przez co przeszła w okresie dorastania, odbiło się ogromnym piętnem na dalszym losie dziewczyny i stąd pewnie jej irracjonalne zachowanie oraz nieprawdopodobna naiwność. Człowiek, który nie doświadczył tak wielkiej traumy w życiu, nie jest chyba w stanie pojąć, jak dorosła kobieta, może podejmować tak tragiczne w skutkach decyzje, które dla nas są w pełni przewidywalne.


Uważam, że autorka absolutnie nie zasługuje na krytykę za złe i fatalne w skutkach wybory, którymi naraziła siebie na dalsze cierpienie. I choć chwilami wywoływała we mnie wzburzenie, to mimo wszystko jest we mnie współczucie i żal. Niestety dorosłość, której tak pragnęła okazała się równie przykra jak jej dzieciństwo. To bardzo smutne, że jeden człowiek narażony jest na tak wiele złego. W zasadzie trudno przewidzieć, jak zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji, mając za sobą tak wiele przykrych doświadczeń. Myślę, że Halszka Opfer, potraktowała tę książkę, jako swoistą spowiedź, która być może przyniosła jej ulgę, dała czas na zastanowienie i wyciągnięcie wniosków. Mam nadzieję, że od momentu wydania tej książki Halszka Opfer, wyciągnęła stosowne wnioski i nigdy już nie dopuściła w swoim życiu do tak bolesnych zdarzeń.

„Przemoc towarzyszy mi od narodzin do dziś. Staram się i staram, żeby zniknęła z mojego życia. Niestety jestem, zbyt słaba. Strach paraliżuje moje wysiłki. Po raz kolejny próbuję wydostać się z tego błędnego koła. Będę robić wszystko, aby nauczyć się określić swoje granice i aby inni zaczęli mnie szanować! Tym razem się nie poddam i będę walczyć do skutku!” str. 220 

Moja ocena: 7/10