Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2019

[RECENZJA] "Z dna" – Piotr Jastrzębski


„Z dna widać wszystkich. Mało kto jednak dostrzega dno”. 

Piotr Jastrzębski swoją pierwszą samodzielną publikacją Z dna w sposób szalenie lapidarny i odważny ukazał nie tylko osobistą porażkę i ułomność, czyli totalny upadek zmierzający w kierunku zupełnej autodestrukcji, ale przede wszystkim świat ludzi z marginesu społecznego. Niemalże każdego dnia obserwujemy odurzonych, zaniedbanych ludzi  odwracamy od nich wzrok  postrzegając w nich wyłącznie przeciętnych żuli, alkoholików, którzy na własne życzenie stoczyli się na samo dno. Piotr Jastrzębski osobiście doświadczył tego upadku, wcześniej będąc przekonanym — jak każdy z nas — że sam nigdy nie spadnie w czeluści ludzkiej nędzy, upodlenia, nałogu i życia oderwanego od realnego, pełnego zasad społeczeństwa, którego celem nadrzędnym stanie się zdobycie kilku złotych na zakup denaturatu, czy innej odurzającej substancji.


„[…] przecież jestem najlepszy, skazany na sukces”.

Tymczasem każdy z nas jest istotą, mającą swoje granice wytrzymałości. Piotr Jastrzębski tę granicę przekroczył i za sprawą przejrzystej ekspresji, w zwięzły, jednakowoż bardzo dosadny i sugestywny sposób ukazał czytelnikowi świat ludzi egzystujących na marginesie. Ludzi, wegetujących poza świadomością, wyłącznie dla upojenia, pozwalającego na chwilę oderwania od szarej i ponurej rzeczywistości. Niemniej jednak to tylko chwilowa utrata świadomości, wyrywająca ze szponów jaźni, natrętnie przypominającej o bezwzględnej utracie człowieczeństwa.

„Kiedyś tak było, piło się, bo było fajnie, było wesoło. Teraz trochę inaczej. Mam takie wrażenie, że najpierw piłem, żeby było fajnie, miło, trochę wariacko. Dla poprawy samopoczucia, dla odwagi w towarzystwie. Potem zacząłem zapijać kaca. Kolejny etap to picie, żeby nie było źle, tragicznie, koszmarnie. Nie ma to już nic wspólnego z frajdą. To jest picie, by nie czuć się okropnie. I tak dalej. W końcu pijesz i jesteś w piekle. W jakimś koszmarze, w odmętach czarnego dymu. Do trzeźwości droga zamknięta”.

Autor niniejszej publikacji, którą śmiało, można nazwać esencjonalną autobiografią, znakomicie przedstawił przyczynę, przebieg i skutek utraty stabilnego gruntu, który pchnął go w świat nałogu, życia poza prawem, naznaczonego ludzką nędzą i upodleniem. Piotr Jastrzębski z olbrzymią konsekwencją i śmiałością, na przekór wszystkim przedstawił swoją drogę ku bezkresnej destrukcji — depresji, samozniszczenia i pragnienia śmierci. 


Koniecznie przeczytajcie, pozwalając sobie na to, by bliżej poznać wewnętrzny świat społeczności, będącej na samym dnie — może to nie świadomy wybór, a parszywy los, który bezwzględnie łamie wątłą psychikę, rzucając w przepaść ludzkiej nędzy.


„[…] wchodzi się do tej samej rzeki tyle razy, ile razy ma się na to ochotę lub dopóki się nie utonie”.

Nie zapominajmy, że wśród ludzi żyjących na marginesie są jednak ci, którzy chcieliby podążać inną drogą, szukają w sobie śmiałości, aby wyrwać się z tej znużonej i zagubionej społeczności, tylko ilu z nich znajdzie w sobie odwagę, która pozwoli wydostać się z tego osobliwego bagna, odmieniając ich życie? 

Piotr Jastrzębski odnalazł w sobie tę siłę, tym samym wypływając na powierzchnię. Jego życie, choć naznaczone ogromną traumą i wieloletnim, osobliwym doświadczeniem, wreszcie nabrało jaśniejszych barw. Autor niewątpliwie zapłacił najwyższą cenę, tracąc po drodze bliskich i wszystko, co miało dla niego większe znaczenie, ale gdzieś na tej ścieżce, wśród żuli, pustych butelek po dykcie, karaluchów, pluskiew i ulicznej degeneracji, na przekór całemu światu, odnalazł wewnętrzną autonomię, definitywnie żegnając się ze swoim pijackim alter ego. 

Gorąco polecam, to jedna z tych publikacji, która głęboko zapada w pamięć, skłaniając do nieustannej refleksji! 

„Najgorsze, co może nas spotkać na dnie to niespełniona nadzieja”.


 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura faktu / autobiografia
Wydawnictwo: ARW DK MEDIA POLAND sp. z o.o. 
Rok wydania: 2017 
ISBN 978-83-9438-598-9
Liczba stron: 160

Moja ocena: 8/10 


Za zgodę na udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Piotrowi Jastrzębskiemu





środa, 19 października 2016

[RECENZJA] "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" – Witold Szabłowski

Kategoria: literatura faktu

Wydawnictwo: ZNAK
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-240-4318-7
Liczba stron: 384

Moja ocena: 9/10

„Czasy były takie, że z ludzi wszystko, co najgorsze, wychodziło”. 


Minęło kilka dni od lektury Sprawiedliwych zdrajców Witolda Szabłowskiego, w mojej głowie nieustannie kłębią się różnorodne myśli — rozważam, porównuję — zastanawiając się, jak napisać tę recenzję, aby zachęcić Was do lektury. We współczesnych czasach największą popularnością cieszy się literatura rozrywkowa i to po nią najczęściej sięgają czytelnicy. Jednak warto, chociaż sporadycznie dać szansę tego typu publikacjom, które mimo szalenie bolesnego, ciężkiego, chwilami przygnębiającego tematu są nie tylko cennym źródłem wiedzy historycznej, ale przede wszystkim pozwalają pamiętać o ludziach, którzy w okresie wojny oddawali życie za naszą suwerenność. Sięgając po dzieła różnych twórców dajemy sobie możliwość spojrzenia na przełomowe zdarzenia z różnych perspektyw. Jak dotąd temat rzezi wołyńskiej udało mi się odrobinę zgłębić za sprawą zbioru opowiadań Nienawiść Stanisława Srokowskiego, nadal pamiętam, jak mocno wstrząsnęła mną tamta książka. Tymczasem publikacja Witolda Szabłowskiego bez wątpienia nie jest próbą powtórzenia wspomnianych opowiadań bowiem, ukazuje zbiorowe ludobójstwo na Wołyniu z innego punktu widzenia, pomaga ustosunkować się do tamtych wydarzeń, wzbudza nie tylko swoisty gniew, smutek i żal, wywołuje także podziw, współczucie, szacunek i odrobinę pokory.

czwartek, 11 sierpnia 2016

[RECENZJA] "Jeszcze żyję..." - Joanna Tlałka-Stovrag

Kategoria: literatura faktu

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Branta
Rok wydania: 2007
ISBN 978-83-60186-51-0
Liczba stron: 164

Moja ocena: 8,5/10

„Nie wiedziałam, że cisza może dźwięczeć, wyć, świstać, a nawet być ostrą bronią, która napada z ukrycia. Cisza, którą ja usłyszałam, miała atakować przez lata”.

Jeszcze żyję… Historia prawdziwa Joanny Tlałki-Stovrag to kolejna publikacja, którą szalenie trudno poddać pragmatycznej ocenie. Dlaczego? Ponieważ autorka z niebywałą otwartością pisze o osobistych refleksjach i słabościach, ukazując zarówno piękne, jak i przykre chwile swojego życia. Opowiada czytelnikom nasyconą różnorodnymi emocjami historię, która porusza swoją autentycznością, uczuciowością i uzasadnionym dramatyzmem. Jednak przede wszystkim obrazuje silne, świadome uczucie, które zostało poddane olbrzymiej próbie. Joanna Tlałka-Stovrag na podstawie własnych, niebagatelnych doświadczeń ukazała niezwykły obraz, przedstawiający miłość pełną kontrastów. A jednak mimo tak wielu zawirowań i odrębności nie została ona pokonana ani przez okrutną, absurdalną wojnę, ani różnice na tle etnicznym, kulturowym, czy religijnym.

wtorek, 2 sierpnia 2016

[RECENZJA] "Miłość, zbrodnia, kara" - Helena Kowalik

Kategoria: reportaż / literatura faktu

Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-287-0210-3
Liczba stron: 416

Moja ocena: 8/10

Zbiór reportaży Miłość, zbrodnia, kara Heleny Kowalik to publikacja, którą trudno poddawać swobodnej ocenie. Autorka przytacza szereg przestępstw, które na przestrzeni lat srodze zapisały się na kartach akt sądowych. Reportaże zawierają najbardziej sadystyczne, wstrząsające czyny karalne, zeznania ludzi — nierzadko pozbawionych wszelkich emocji — którzy dopuścili się zbrodni wyjątkowo okrutnych, nieprawdopodobnych, a także skrajnie wynaturzonych — słowem karygodnych! Jak poddawać ocenie książkę, która nie stanowi fikcji literackiej, która ukazuje autentyczne, do szpiku zwyrodniałe ludzkie życie?

niedziela, 13 grudnia 2015

"Biały szlak" - Łukasz Czeszumski

Kategoria: literatura faktu / reportaż

Wydawnictwo: CL Media
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-941355-0-8
Liczba stron: 440

Moja ocena: 9/10

„Wir łatwych pieniędzy wciąga szybko, ale uciec z niego jest niezmiernie ciężko”.


Liście koki oprócz toksycznych alkaloidów kokainy, wywołujących krótkotrwały efekt stymulujący zawierają wiele składników odżywczych. Stanowią istotne źródło mikroelementów i witamin, zawierają wapń, fosfor, żelazo i witaminę A. Stymulują płuca do większej absorpcji tlenu i są nieodzownym elementem życia niedożywionych Indian, którzy żuli liście krzewu Erythroxylum coca w celu zwiększenia wydolności fizycznej, zmniejszenia głodu i podniesienia nastroju. Jednakże wszystkie pozytywne właściwości, które zawierają liście koki, ulegają zniszczeniu w procesie ich przerobu na kokainę.

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Umarli mają głos" - M. Krajewski, Jerzy Kawecki

Kategoria: literatura faktu
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-240-3403-1
Liczba stron: 304

Moja ocena: 7/10


"Śmierć nie wybiera dnia ataku. Ona pracuje zawsze".

Pomysł na tę dość oryginalną publikację zrodził się w głowie Marka Krajewskiego w czasie wielogodzinnych konsultacji, z których autor korzystał, pisząc kolejne kryminały. Jego guru w dziedzinie medycyny sądowej stał się Jerzy Kawecki, znakomity i uznany biegły sądowy, który we współpracy z prokuratorami wielokrotnie brał udział w wyjaśnianiu wielu zagadkowych i bardzo brutalnych zbrodni na terenie naszego kraju. Marek Krajewski, autor bestsellerowych kryminałów postanowił wykorzystać olbrzymią wiedzę i doświadczenie medyka i tak powstała niniejsza książka.

"Umarli mają głos" autorstwa znakomitego duetu Marka Krajewskiego oraz Jacka Kaweckiego to dość nietypowy zbiór kilkunastu opowiadań. Przedstawia najokrutniejsze i najbardziej zagadkowe historie, które muszę przyznać niejednokrotnie, mrożą krew w żyłach. Chociaż niektóre wydają się zupełnie zwykłe, nawet banalne to wśród nich są również takie, które wstrząsają i wydają się wręcz nieprawdopodobne bowiem, pod hasłem nekrofilia i nekrofagia kryją się najbardziej niepojęte zapędy, których zdrowy człowiek nie jest w stanie sobie uzmysłowić. Kiedy czytałam historię, która opowiadała o cmentarnej bestii, wykopującej zwłoki kobiet w celu zaspokajania osobliwych i niepojętych potrzeb byłam wstrząśnięta i zniesmaczona. Nie mogłam uwierzyć, że coś tak niezrozumiałego wydarzyło się w naszym kraju. Historia, która przypomina niewybredne horrory, miała miejsce, gdzieś nieopodal nas, a finał tej opowieści mnie zaskoczył i pozostawił wiele wątpliwości.

Jacek Kawecki każdego dnia spotyka się z trudnymi do wyjaśnienia zgonami, których przyczyną są najczęściej brutalnie zbrodnie bądź kuriozalne samobójstwa. Obiektem jego pracy są trupy, ludzkie zwłoki i ich narządy w daleko posuniętym rozkładzie, z których wydobywa się niewyobrażalny fetor. Przyznam się, że nigdy nie mogłam zrozumieć motywacji ludzi wykonujących ten zawód, chociaż ich podziwiam i szanuję bowiem ich praca, wyjaśnia wiele tajemniczych przyczyn śmierci, pomaga ukarać winnych tym samym, pozwalając wielu rodzinom w spokoju opłakiwać swoich bliskich i zupełnie poddać się żałobie.

W tej publikacji za sprawą kunsztu, fachowości i doświadczenia Marka Krajewskiego i Jerzego Kaweckiego poszczególne historie wywołują wzburzenie, chwilami wstrząsają, dosłownie wywracając żołądek czytelnika na lewą stronę, niektóre opowiadania są wyjątkowo niewybredne i bardzo wnikliwe, zawierają treści, które u niejednego, nawet najbardziej odpornego czytelnika spowodują niestrawność, wywołując na twarzy paskudny grymas obrzydzenia. Opisy sekcji zwłok są szalenie sugestywne, sumiennie i szczegółowo opisane, przez co mocno wpływają na psychikę czytelnika. Czytałam tę książkę podczas potwornych upałów, co jeszcze bardziej pobudzało moje zmysły i wyobraźnię, dlatego niemal czułam okrutny fetor ludzkich zwłok, z którym przecież na co dzień spotykają się patolodzy. Trupy i ich wnętrzności to ich chleb powszedni.
"Istota ludzka, po której zgonie ktoś popadł w otchłań rozpaczy, stanowiła dla niego model anatomiczny" str. 102
Reasumując, "Umarli mają głos" M. Krajewskiego i J. Kaweckiego to niewybredny twór, który ukazuje dwanaście autentycznych historii, ludzkich tragedii, najbardziej zagadkowych zgonów oraz jednych z okrutniejszych zbrodni, które wydarzyły się na przestrzeni lat w Polsce. Ta publikacja pokazuje jak ważnym i niezwykle trudnym jest zawód patologa, który niemal każdego dnia ma do czynienia z trupami, czasem w najgorszym stanie rozkładu. Fetor i potworny widok ludzkich zwłok to chleb powszedni patologów, medyków sądowych i chociaż dla wielu to niewyobrażalne, to jednak tym ludziom należy się szacunek, podziw i uznanie bowiem wykonują szalenie ciężką pracę, która kryminologom, prokuratorom pozwala odkryć autentyczną przyczynę śmierci i ukarać tych, którzy dopuścili się potwornych zbrodni. Bez ich pracy, czasem byłby to niemożliwe. Dlatego, jeżeli macie odwagę i chęć zmierzyć się z tą niewybredną i specyficzną publikacją, serdecznie polecam!



 Książka bierze udział w wyzwaniu: 

piątek, 31 lipca 2015

"Znajdź mnie" - Michelle Knight, Michelle Burford

Kategoria: literatura faktu
Wydawnictwo: ZNAK Literanova
Tłumaczenie: Dorota Malina
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-240-2601-2
Liczba stron: 304

Moja ocena: 9/10




"Niewidzialna - taka się czułam przez niemal cztery tysiące dni…" 


Patrzę na ten migający kursor i mocno zastanawiam się, jakich słów użyć, aby przedstawić dramat kobiety, która zdecydowała się podzielić tak traumatycznymi i bolesnymi doświadczeniami? Tak sobie myślę, że może tę książkę najlepiej byłoby jednak przemilczeć?

Chociaż to niełatwe zadanie, niemniej jednak postanowiłam podzielić się z Wam emocjami, które towarzyszyły mi podczas lektury tej szokującej i dotkliwej publikacji, bez wątpienia zasługuje na to autorka tejże opowieści. To bardzo smutne i wstrząsające, że historia opowiedziana przez Michelle Knight nie jest jedynym tego typu epizodem, na całym świecie, nawet w tym momencie są kobiety bezzasadnie więzione, a co gorsza wiezione są również dzieci. Myślę, że ta książka może stanowić doskonałą przestrogę, aby nigdy nie ufać przypadkowo spotkanym ludziom, nawet jeżeli są oni nam w minimalnym stopniu znani. Myślę, że bardzo ważne jest, aby rozmawiać na ten temat z bliskimi i przestrzegać dzieci, przecież one tak łatwo dają się zwieść…
"Mogę sobie wyobrazić ból, jaki przeżywa matka zaginionego dziecka - jak to jest nie wiedzieć, gdzie jest albo przez jakie męczarnie przechodzi nasza pociecha…" str. 181
Michelle Knight główna bohaterka tej opowieści przeszła przez piekło na ziemi. Wychowywana w rodzinie patologicznej, w braku poczucia bezpieczeństwa, molestowana seksualnie przez krewnego, jako nastolatka postanowiła uciec z domu. Wbrew pozorom, życie na gigancie było znacznie bardziej znośne, niż te wśród bliskich. Jednakże po kilku miesiącach Michelle zostaje zmuszona do powrotu do domu, gdzie nadal brak odpowiedniej opieki, miłości rodzicielskiej i wsparcia. Dla tak młodej dziewczyny takie życie jest niczym innym, jak drogą przez mękę, ból i poniżenie. Jednakże trudne dzieciństwo było niczym porównaniu z tym, co miało nadejść. Jako młoda kobieta i mama, ciągle walczy z przeciwnościami losu i jakby tego zagubienia, cierpienia i smutku było mało pewnego dnia, zostaje porwana przez ojca swojej koleżanki.
"W życiu nie powinnam wsiadać do tej ciężarówki - powiedziałam. Nigdy nie daję się podwozić nieznajomym, ale on uśpił moją czujność, bo to tata Emily". Str. 184
Od tej chwili Michell doświadcza wyłącznie poniżenia, cierpienia oraz niewyobrażalnych potworności, których wprost nie sposób sobie wyobrazić. Przez ponad dziesięć lat jest więziona w domu chorego oprawcy, każdego dnia katowana, poniżana, gwałcona i głodzona.
"Spadam w ciemności, spadam bardzo szybko, mam bolesne blizny i potłuczone serce. Jestem sparaliżowana. Jak mogłam nie rozpoznać wszystkich znaków i nie zorientować się, o co chodzi, zanim było za późno? Teraz wiem, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Jestem sparaliżowana". Str. 191
Kiedy przewracałam kolejne karty tej książki nieustannie nasuwała mi się myśl, że chyba wolałabym umrzeć, niż przechodzić przez tak potworne męki. Czy potraficie sobie wyobrazić sytuację, w której przez ponad dziesięć lat jesteście podstępnie więzieni i upokarzani, całkowicie ograniczeni i pozbawieni możliwości decydowania o własnych potrzebach oraz higienie osobistej? Skuci łańcuchami oraz gwałceni i bici każdego dnia? Bo ja nie! Jednak Michelle dzięki niezłomności i sile charakteru przetrwała bowiem, miała dla kogo żyć. Tą iskierką był jej syn, o którym rozmyślała każdego dnia, a ta myśl pozwoliła jej przetrwać niewyobrażalną gehennę.
"Czekam na tę szczególną chwilę, kiedy znów będę wolna, a w moim życiu nie będzie już zmartwień, bólu ani łez. Chcę po prostu być szczęśliwa. Chcę słyszeć wokół siebie śmiech i nie czuć już bólu. Kiedyś nadejdzie wyjątkowy dzień, w którym zacznę żyć jak ten piękny motyl. I już nie będzie mi smutno". Str. 175
Lektura tej publikacji była dla mnie ogromnym wyzwaniem, bo i jak z obojętnością czytać o tak nieludzkim traktowaniu młodej kobiety przez lubieżnego i koszmarnego oprawcę? Moje emocje były na granicy wytrzymałości bowiem, była to jedna z bardziej wstrząsających książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Byłam wściekła, zdegustowana i poruszona, czułam niemalże fizyczny ból, którego doświadczyła autorka tej książki. Mój umysł i ciało było chwilami sparaliżowane i pogrążone w cierpieniu i smutku bowiem sama jestem kobietą i nie wyobrażam sobie, aby doświadczać tak wielkiej udręki. Jest to kolejna przeczytana przeze mnie publikacja, która ukazuje najgorsze zezwierzęcenie człowieka, dla którego nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia.
"Wydaje mi się, że człowiek musi w pewnym sensie umrzeć, żeby przetrwać coś takiego" str. 117
Reasumując, "Znajdź mnie" autorstwa Michelle Knight to szokująca i bolesna opowieść, która przekracza granice ludzkiego wyobrażenia. Niemniej jednak cieszę się, że ją przeczytałam bowiem ta publikacja poza okrucieństwem i potężną traumą ukazuje siłę i niezłomność ludzkiego charakteru, ogromną wolę życia mimo tak wielkich przeciwności losu. Michelle Kinight tą publikacją udowadnia, że pamięć o bliskich może odrobinę wyciszyć ból i smutek oraz dać trochę ukojenia, że warto żyć nadzieją w lepsze jutro, nie poddawać się tylko walczyć bowiem w końcu nadejdzie wybawienie. Książka ku przestrodze, skłaniająca do refleksji nad człowieczeństwem bowiem, gdzie leży granica, która definiuje, że jesteśmy już gorsi od zwierząt? W jaki sposób unikać takich sytuacji? Wreszcie jak wrócić do normalnego życia, po tak traumatycznych doświadczeniach? W mojej głowie nadal kotłuje się mnóstwo myśli i ciągle nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak przejść przez taki koszmar! Jeżeli macie siłę i odwagę zmierzyć się z tą historią, gorąco polecam!
"Mówią, że czas leczy rany, ale tutaj to chyba nieprawda… Po tym koszmarze już nigdy nie wyzdrowieję". Str. 257

 Książka bierze udział w wyzwaniu: 

Kolejny rozdział. Blog pożeraczki książek <klik>






środa, 27 maja 2015

"Ślady małych stóp na piasku" - Anne-Dauphine Julliand


Kategoria: literatura faktu 
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Tłumaczenie: Sylwia Filipowicz
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-7516-474-9
Liczba stron: 226

Moja ocena: 8,5/10


"Ślady małych stóp na pisaku" - Anne-Dauphine Julliand


"To niewyobrażalne: Thaïs odchodziła cichutko, a my nawet nie dostrzegaliśmy powagi sytuacji. I nie przez zaniedbanie, ale z powodu nieświadomości". str. 59

Ta książka chwilę postała na mojej półce zanim ostatecznie postanowiłam po nią sięgnąć. Biorąc ją do ręki wiedziałam, że przede mną ogromna dawka emocji, zwłaszcza tych przykrych i poruszających. Po lekturze tej publikacji, potrzebowałam kilku dni, aby się zdystansować, odrobinę ochłonąć i wyciszyć, bowiem ta niedługa książka porusza bardzo poważną i bolesną kwestię. Nieuleczalna choroba to okrutny i bezwzględny wyrok, który nie pozostawia żadnej nadziei na beztroskie i długie życie małego dziecka. 

Leukodystrofia metachromatyczna, kiedy przeczytałam tę skomplikowaną nazwę nie miałam najmniejszego pojęcia o istnieniu tej choroby, tym bardziej nie zdawałam sobie sprawy, jak potworne skutki niesie za sobą to schorzenie. Jest to choroba układu nerwowego uwarunkowana genetycznie, na którą dotychczas nie znaleziono skutecznej metody leczenia. Ogrom szkód, jakie wyrządza leukodystrofia metachromatyczna, jest szokujący, bowiem jak wyobrazić sobie kilkuletnie dziecko, które traci umiejętność chodzenia, przełykania, następnie przestaje mówićwidzieć, słyszeć, do tego każdego dnia choremu towarzyszy potworny ból! Jedynym sposobem na porozumiewanie się z własnym dzieckiem jest komunikacja niewerbalna, w wypadku Thaïs bardzo utrudniona ze względu na zastraszający postęp choroby. 
"Nasze życie jest ciągłym pasmem oczekiwania, nagłych zwrotów akcji, złych niespodzianek. Huśtawką: od radości do rozczarowania". Str. 97
Jak żyć i radzić sobie w sytuacji, kiedy otrzymujemy tak wstrząsającą diagnozę od lekarza, który badał nasze dziecko?  Co począć, kiedy dowiadujemy się, że choroba jest tak mocno zaawansowana, iż w zasadzie nie ma cienia nadziei na jej wyleczenie? Nie ma prostych i zadowalających odpowiedzi na te pytania. To okrutne i niesprawiedliwe, że na świecie jest tak wiele chorych i umierających dzieci. Osobiście jest mi bardzo trudno sobie wyobrazić, sposobność odnalezienia wewnętrznej siły, aby przetrwać tak dramatyczne wydarzenia. Przyglądanie się cierpieniu własnego dziecka oraz potworna bezsilność to koszmar, który trudno byłoby mi znieść. 
"Miłość sprawia, że stajemy się bezbronni. Zatem robię, co mogę, byleby tylko nie pokochać mojego dziecka. To kwestia samoobrony". Str. 37
Nie pokuszę się o streszczanie tej książki, jeżeli macie ochotę dowiedzieć się o dramatycznych losach rodziny uwikłanej w walkę z tą nieludzką i bezlitosną chorobą, sięgnijcie po "Ślady małych stóp na pisaku" autorstwa Anne-Dauphine Julliand. Serdecznie polecam, to bardzo poruszająca i mądra książka, która ukazuje siłę niezwykłych ludzi, ich determinację, cierpliwość i odwagę, niebanalną miłość, która dodaje wiary w sens ludzkiego istnienia.

"Śladami małych stóp" to jedna z tych książek, gdzie podczas lektury łzy same napływają do oczu, a serce rozdziera ogromny żal, w głowie pozostaje chaos i przeraźliwy smutek. To jedna z tych historii, które ukazują jak kruche i krótkie bywa ludzkie życie, jak szybko można utracić spokój i szczęście, ale pokazuje również, jak mocna i wytrwała potrafi być ludzka psychika, pod warunkiem, że dookoła nas nie brakuje serdecznych i chętnych do pomocy ludzi. Bez wsparcia nie sposób udźwignąć tak potężnego bólu i cierpienia, jakiego doświadczają rodzice po śmierci ukochanego dziecka.
"Jak to możliwe? Thaïs jest pozbawiona dosłownie wszystkiego. Nie może się ruszać, mówić, słyszeć, śpiewać, śmiać się, widzieć. A nawet płakać. Ale umie kochać. Robi tylko to, ze wszystkich swoich sił. Mimo niepełnosprawności, bólu, cierpienia". Str. 220
Tymczasem, przede mną "Wyjątkowy dzień" kolejna powieść Anne-Dauphine Julliand, książka stoi już na półce mojej prywatnej biblioteczki, niebawem po nią sięgnę... 





niedziela, 8 marca 2015

Na marginesach życia... - Piotr Matysiak

Kategoria: Literatura faktu  
Wydawnictwo: Nakom
Rok wydania: 2014 
Liczba stron: 326



"Na marginesach życia.
Zapiski kuratora sądowego"

Piotr Matysiak

„Gdy mnie ktoś zapytał: „Kuratorze, czym jest margines życia, ale taki szczyt szczytów?, bez wahania przytoczyłbym tę sprawę. Katowanie dzieci i gwałcenie własnej matki – nie znam mocniejszych spraw, chyba  że duszenie na oczach dzieci”. 

„Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego” autorstwa Piotra Matysiaka, to zbiór opowiadań, które powstały w oparciu o codzienną, niezwykle niewdzięczną pracę kuratora sądowego wydziału rodzinnego. Książka ta została napisana przez człowieka, który jest obdarzony niespotykanym powołaniem do niesienia pomocy ludziom znajdującym się na, tak zwanym marginesie życia. Ludziom, których codzienna egzystencja najczęściej opiera się wyłącznie o instynkt przetrwania, gdzie nie obowiązują żadne normy. Niestety nasze społeczeństwo przesiąknięte jest niewyobrażalną patologią. Piotr Matysiak tą niebanalną  publikacją ukazuje, jak bardzo dysfunkcyjne jest nasze społeczeństwo i robi to w bardzo dosadny i bezkompromisowy sposób, nie ubarwiając mocno zaburzonej ludzkiej egzystencji, ani własnych spostrzeżeń. Być może dla wielu osób ta książka przez bardzo wulgarny i wymowny styl wypowiedzi, będzie trudna do zniesienia, jednakże w mojej opinii bez takiego języka nie można było w sposób rzetelny i obiektywny ukazać beznadziejności naszego systemu, autentycznej patologii oraz bardzo trudnej pracy ludzi, wykonujących ten zawód. Gdyby książka została napisana pięknym i wysublimowanym stylem nie ukazałaby w miarodajny sposób zjawiska patologii. Autor często określa swoich podopiecznych mianem patoli czy meneli, można byłoby powiedzieć, że tym samym odziera ich z  godności i człowieczeństwa, ale jak mówić o ich godności i człowieczeństwie, jeżeli molestują seksualnie własne dzieci, stosują przemoc fizyczną i psychiczną względem swoich bliskich, kobiety będące w ciąży nadużywają alkoholu, nigdy nie trzeźwiejąc, tym samym skazując jeszcze nienarodzone dziecko na upośledzenie? Nie dziwię się, że autor tak dobitnie i soczyście wyraził swoje spostrzeżenia. Tylko taka forma oddaje prawdziwość i beznadziejność zjawiska, jakim jest całkowita demoralizacja społeczeństwa dotkniętego patologią. Niestety kurator odwiedzający domy swoich podopiecznych musi wykazać się wysoką kulturą osobistą i utrzymać swoje emocje na właściwym poziomie, chociaż bez wątpienia nie jest to łatwe zadanie.

„- Bo widzisz ona jest w ciąży. Czwarty miesiąc, a podobno chleje już od tygodnia – relacjonuje, co ustalił z sąsiadami. […]  to, że jest w ciąży, gówno ją obchodzi. Jak będzie rodziła to pewnie w amoku alkoholowym, a dziecko przyjdzie na świat z uzależnieniem od alkoholu i fasem, czyli alkoholowym zespołem płodowym – uszkodzone, upośledzone, zachlane jak mamusia. […] Dlatego jestem za przymusową sterylizacją takiego elementu. Mam w dupie poprawność polityczną i dziesięć przykazań”. Str. 133-134

Ten wysoce wymowny i bezwzględny zbiór mini reportaży w bardzo dosadny sposób ukazuje beznadziejność ludzkiego życia, olbrzymią przemoc, alkoholizm, molestowanie seksualne w każdej postaci, kazirodztwo, niewyobrażalne ubóstwo, ludzką bezradność i utopię, codzienną wegetację rodzin dysfunkcyjnych, krótko mówiąc całkowitą demoralizację oraz upośledzone ludzkie umysły. Mówiąc kolokwialnie - totalne bagno.

„Jest nerwowy, bo mało zarabia. Jakoś to znosiła. Nie przeczuwała, że z biegiem lat będzie coraz gorzej. Uderzenia z otwartej ręki. Później pięści. Nie pamięta nawet, kiedy ukrywała pierwsze siniaki. Za każdym razem wierzyła, że to już ostatni raz. Gdy chodziła poobijana, sąsiedzi i znajomi odwracali się. Każdy udawał, że nic nie widzi. […] Ksiądz na kazaniu często mówił, że małżeństwo jest w doli i niedoli, że trzeba cierpieć czasem, bo Bóg tak chce. Małżeństwo to sakrament, którego trzeba się trzymać za wszelką cenę. I ona nosiła to brzemię ofiary, modląc się do Boga żeby dał jej siłę, bo są dzieci i dla nich żyje […]”. Str. 23

Nie jest łatwo odnosić się do tego typu literatury, która traktuje o tak trudnym i bolesnym zjawisku, jakim jest szeroko pojęta patologia. To jedna z tych książek, podczas których od czasu do czasu należy się zatrzymać, aby odetchnąć, zdystansować się i zastanowić nad sensem życia oraz otaczającym nas światem. Ta publikacja całkowicie obnaża niezrozumiałą naturę człowieka, gdzie ludzkie okrucieństwo sięga samego dna. Dlatego w mojej opinii autorowi należy się uznanie i szacunek, nie tylko za napisanie tej książki, chociaż wykazał się niezwykłą odwagą, aby w tak bezkompromisowy sposób przedstawić ten olbrzymi problem. Aprobata i podziw należy się przede wszystkim za siłę i niezłomność umysłu do wykonywania tak trudnego i niestety niedocenianego zawodu, jakim jest praca kuratorów sądowych, szczególnie tych pracujących w wydziałach rodzinnych, gdzie ogromna odpowiedzialność jest gigantycznym obciążeniem dla psychiki.

„Dlaczego, kurwa, muszę udawać, że to nie robi na mnie żadnego wrażenia? Bo jestem, kurwa, jebany sąd, patrzący na wszystko z góry, mimo że nie zgadzam się z tym, co przewija mi się przed oczami każdego dnia? Niech jeden z drugim, zamiast czytać suche fakty i notatki, przyjdzie tu i sam popatrzy – jak wygląda prawdziwe życie. Bądź twardy, jebany kuratorze, bądź twardy. To twoja praca”. Str. 147

Bardzo dosadne, ale jakże prawdziwe. Każdy z nas jest istotą, która ma swoje granice wytrzymałości. W tym zawodzie przekraczane są one niemalże każdego dnia. Kurator wchodząc do domów swoich podopiecznych niejednokrotnie, jest narażony na przykry i obrzydliwy widok osób sprawujących opiekę nad małoletnimi, na widok brudnych, głodnych i całkowicie zaniedbanych, a także bitych dzieci, przy tym każdego dnia naraża swoje życie i zdrowie. Taka praca musi odbić się negatywnie na psychice. A jednak kuratorom nie jest obojętny los ich podopiecznych, dlatego każdego dnia, z pełnym poświęceniem i ogromnym zaangażowaniem wykonują tę żmudną i niewdzięczną pracę, często poświęcając im więcej czasu niż swoim bliskim.  Całe szczęście w tym zawodzie bywają również chwile radości, kiedy byli podopieczni spotkani po wielu latach okazują się ludźmi, którzy rozpoczęli życie zgodne z ogólnie przyjętymi zasadami społecznymi. Dla takich momentów warto wykonywać ten ciężką pracę. 

Na końcu książki zawarta jest informacja, mówiąca o tym, że powstanie część druga, w której zawarte będą opowiadania o kurateli karnej. Mam nadzieję, że stanie się to w niedługim czasie, bez wątpienia po nią sięgnę. 

Czy polecam "Na marginesach życia" P. Matysiaka? Z całym przekonaniem tak, ale ostrzegam bowiem to bardzo trudna i szokująca pozycja. 

„Czym się różni kura od kuratora? Kura znosi jajka, a kurator zniesie wszystko”. Str. 321 

Moja ocena: 10/10 


„Sumienie. Zastanawialiście się kiedykolwiek, jak wygląda sumienie ludzi, dla których najważniejsze są instynkty – zwłaszcza przeżycia? Czy mają taki sam szacunek do zwierząt, jak wy? Czy szanują innych, tak jak wy to robicie? Nie. Ich postrzeganie świata jest specyficzne. To, co dla was jest złe, obrzydliwe i straszne – dla nich jest normą. Normą środowiska w którym przyszło im żyć. Str. 158-159 

czwartek, 26 lutego 2015

Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu - R.Isaacson

Literatura faktu - Seria: Zbliżenia 
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 384




„Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu” - Rupert Isaacson
 
Ta pozycja to piękna i wzruszająca książka napisana przez ojca autystycznego chłopca.

Rupert Isaacson wraz z żoną Kristin wyruszyli w niezwykłą i magiczną podróż na Syberię, do oddalonej mongolskiej wioski, krainy szamanów, dzikich koni i reniferów oraz nieskażonej przyrody, aby uleczyć o swojego syna Rowana.

Pomysł Ruperta dla wielu wydawałby się absurdalny i szalony, jednak po przeczytaniu tej książki nie mam wątpliwości o słuszności jego decyzji i jestem pełna podziwu dla wytrwałości, cierpliwości oraz woli walki o zdrowie Rowana. Czytając tę książkę miałam możliwość poczuć i poznać to, z czym zmagają się rodzice dzieci zmagających się z autyzmem, czyli całościowym zaburzeniem rozwoju. Dzieci autystyczne sprawiają wrażenie odciętych od 
świata rzeczywistego, odizolowanych i zamkniętych głęboko w sobie, są bardzo wrażliwe, nadpobudliwe i często nieprzewidywalne. Rodzice dzieci autystycznych muszą wykazać się niebywałą cierpliwością, spokojem i wytrwałością. Rupert i Kristin podjęli wiele prób uzdrowienia swojego syna Rowana, niestety żadna nie przyniosła oczekiwanego efektu, dlatego wyruszyli do Mongolii, gdzie tylko cud mógł ozdrowić chorego chłopca.

„Opowieść ojca” Ruperta Isaacsona to książka nie tylko o autyzmie, ale przede wszystkim o ogromnej miłości, poświęceniu i przekraczaniu własnych granic. Książka jest przejmująca, chwilami nawet przerażająca i przykra, ale daje nadzieję i pozwala wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Czytając tę powieść miałam możliwość znaleźć się w niezwykłym miejscu, wśród szamanów i ludzi żyjących w zgodzie z naturą. Wraz z Rowanem i jego rodzicami odbyłam interesującą podróż w miejsca, do których pewnie nigdy nie uda mi się dotrzeć. Byłam świadkiem niezwykłych zdarzeń i zjawisk. Doświadczyłam wielu emocji związanych z trudami takiej podróży. Dlatego szczerze zachęcam do przeczytania tej książki, nie jest ona łatwa i zawsze lekka w odbiorze, ale mimo wszystko warto, chociażby tylko oczami wyobraźni doświadczyć tego, z czym zmagali się bohaterowie tej powieści.

Moja ocena: 8/10

Szczeniak.Jak labrador ocalił chłopca z ADHD - Liam Creed

Literatura faktu - Seria: Zbliżenia 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 288


"Szczeniak. Jak labrador ocalił
chłopca z ADHD" -  Liam Creed


Na tę książkę natknęłam się zupełnie przypadkiem, i kiedy wpadła w moje ręce to zobaczyłam na okładce pięknego szczeniaka w postaci małego labradorka. Od razu wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Wiadomym jest, iż jestem wielką miłośniczką psów, a w szczególności psów rasy labrador retriever, toteż żadna książka z labradorem na okładce nie może zostać przeze mnie pominięta. Do tego, kiedy przeczytałam, że jest to również książka o chłopcu z ADHD tym bardziej nie mogłam jej odłożyć na bok. Bardzo lubię czytać książki o ludziach upośledzonych, trudnych czy odbiegających od ogólnie przyjętych norm, gdyż poszerza to moje horyzonty, zmienia światopogląd i pozwala odpowiednio postrzegać ludzi pokrzywdzonych przez los. Dzięki takim książkom łatwiej rozmawiać z ludźmi cierpiącymi z powodu swojej odmienności, łatwiej im pomagać, czy po prostu ich zrozumieć, aby przypadkiem, czy zwyczajnie nieświadomie ich nie skrzywdzić, bądź np. źle ocenić. Wielu ludziom przez niewiedzę zdarza się nieodpowiednio kogoś potraktować, wręcz nawet skreślić uważając go za przypadek beznadziejny, czy też niemożliwy do zrozumienia. 

Tak właśnie było z bohaterem książki pt. „Szczeniak. Jak labrador ocalił chłopca z ADHD” autorstwa L. Creed’a. Chłopiec imieniem Liam od małego doprowadzał swoich bliskich do obłędu. Nauczyciele oraz środowisko rówieśnicze całkowicie spisało go na straty, uważając, że Liam jest zwyczajnie trudny, konfliktowy i nie do zniesienia. Tym czasem okazuje się, że chłopiec choruje na ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Do tego jest wyjątkowo trudnym przypadkiem. Na szczęście nie wszyscy w pełni skreślają chłopca. Jeden z nauczycieli Liama daje chłopcu szansę proponując udział w programie telewizyjnym. Celem programu jest pokazanie jak tzw. „dzieci trudne” radzą sobie ze szkoleniem małych i niesfornych labradorów, aby wykształcić je na psy niosące pomoc i oparcie ludziom niepełnosprawnym. Udział Liama w tym programie daje chłopcu zupełnie nowe możliwości i zmienia jego dotychczasowe zachowanie. Powodem zmiany jest niezwykła przyjaźń, jaka rodzi się między Liamem, a jego podopiecznym - psem labradorem zwanym Areo.  Chłopiec zupełnie inaczej zaczyna postrzegać otaczający go świat, nawiązuje nowe przyjaźnie z rówieśnikami i w końcu daje powody do dumy swoim rodzicom. 

Książkę czyta się bardzo lekko i przyjemnie, gdyż napisana jest z punktu widzenia chłopca dotkniętego syndromem ADHD. Jest niezwykle ciepła i daje wielką nadzieję, uczy, aby nie przekreślać ludzi, tylko dawać im szansę na poprawę, nawet jeżeli dzieje się to przy pomocy mniej konwencjonalnych metod, ale podobno cel uświęca środki. W końcu na każdego jest jakiś sposób, trzeba tylko go lepiej poznać, spróbować zrozumieć i dobrze poszukać, a na pewno znajdziemy skuteczną metodę. W tym przypadku był to pies. Z doświadczenia wiem, że psy czasem sprawiają cuda, mój labek niejednokrotnie swoim niewinnym spojrzeniem spowodował, iż złamałam swoje zasady. 

Jedyne, czego zabrakło mi w tej książce to większej ilości opisów przygód związanych z tymi szalonymi psiakami. Labradory potrafią niesamowicie rozbawić, ale i wyprowadzić z równowagi niemalże każdego, wtedy książka byłaby bardziej zabawna, tym czasem cała historia skupia się głównie na chłopcu z syndromem ADHD. Niemniej jednak gorąco zachęcam do zapoznania się z tą pozycją, w trakcie jej czytania będzie na pewno miło, momentami zabawnie, czasem wzruszająco, ale i bardzo pouczająco. Polecam.

Moja ocena: 7/10

wtorek, 24 lutego 2015

Nienawiść - Stanisław Srokowski

Kategoria: literatura faktu - historia, opowiadania kresowe 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Liczba stron: 263 



"Nienawiść" - Stanisław Srokowski 

„Moja pamięć, wyobraźnia i emocje rozwijały się i kształtowały w atmosferze wojny, gwałtu i straszliwych mordów. Od wczesnych lat dziecinnych wsłuchiwałem się w głosy, które mówiły o strachu, bólu i cierpieniu […] Mordy ukraińskich nacjonalistów, płonące wsie, gwałty i najokrutniejsze zbrodnie dokonywane na niewinnych ludziach były na porządku dziennym”. Str. 247

Aby napisać kilka słów o tej publikacji musiałam najpierw nabrać do niej trochę dystansu, gdyż książka ta całkowicie mnie przeraziła, zszokowała i totalnie poraziła swoją treścią. Zdecydowanie głęboko zapadnie w moją pamięć, zostawiając dotkliwą ranę w moim sercu. Czytanie tej książki wywoływało ból, dostarczało uczucia przerażenia, swoistej udręki, wprost raniło moją duszę.


„Nienawiść” autorstwa Stanisława Srokowskiego to książka, która jest świadectwem okrutnego ludobójstwa, jakie miało miejsce w okresie II wojny światowej na Wołyniu, Podolu i Pokuciu. Książka składa się z kilkunastu opowiadań, kolejne historie niosą za sobą coraz większe okrucieństwo oraz eskalację nienawiści. Ta lektura całkowicie odbiera wiarę w człowieka i podważa sens ludzkiego życia.  W książce przedstawione są prawdziwe wydarzenia, ale czym dalej brnęłam w te opowieści, tym bardziej nie mogłam uwierzyć, że coś tak okrutnego, barbarzyńskiego mogło wydarzyć się w naszym kraju. Autor opisuje niewyobrażalną nienawiść ukraińskich nacjonalistów względem ludzi mieszkających w latach 1939-1945 na polskich Kresach. W tamtym czasie dochodziło tam do dantejskich scen, palono całe wioski, w nieludzki, sadystyczny sposób mordowano mężczyzn, kobiety i dzieci.

„O świcie gruchnęła wieść, że wielu Polaków spalono żywcem, wielu zginęło od kul, a ich mienie poszło z dymem […] Wystraszeni ludzie biegali jedni do drugich, naradzając się, co robić. Domy ukraińskie nagle odgrodziły się od polskich zamkniętymi furtkami i głuchym milczeniem, jakby jakaś zaraza panowała”. Str. 129

W tamtym czasie na Kresach Polacy każdego dnia przechodzili przez gehennę, ukraińscy nacjonaliści przelewali każdego dnia wiele niewinnej krwi, robili to w wyjątkowo zwyrodniały, okrutny sposób, bez żadnych zahamowań, czy wyrzutów sumienia. Cierpienie, przerażenie ginących ludzi opisane przez autora jest porażające! 

„W gęstwinie zboża płonęli żywcem ludzie – kobiety, starcy i dzieci; nad polami niosły się przejmujące jęki i płacz. […] Ciemna i wielka skarga wzniosła się do Boga, lecz On milczał. Żywe żagwie biegały po polu, rzucały się na ziemię i tarzały między płomieniami. A z boków, gdzie stali z widłami i siekierami ponuro patrzący mężczyźni, rozległ się dziki rechot”. Str. 134

Stanisław Srokowski – poeta, prozaik dramaturg, krytyk literacki, tłumacz. Urodzony na Kresach, już dawno nosił się za zamiarem opublikowania zbioru opowiadań, w których bezkompromisowo i niezwykle szczerze opisuje wydarzenia, które miały miejsce  w latach 1939-1945 na Wołyniu, Podolu i Pokuciu. Jednakże publikacja została wstrzymana, gdyż w tamtym czasie inwigilacja działała w perfekcyjny sposób i książka została objęta cenzurą. W ówczesnych czasach Stanisław Srokowski wydał cykl kresowych eposów, jednakże z powodu cenzury nie udało mu się w nich zamieścić okrutnych zdarzeń, o których możemy przeczytać dopiero w tym zbiorze opowiadań. Na tę pozycję złożyły się historie, które wyrosły z relacji rodziców, dziadków, krewnych, znajomych i sąsiadów autora, ale także osób zupełnie mu nieznanych.

„Chodzili wokół niej jak zgłodniałe wilki, pytali czy nie rozumie, co czeka takie osoby jak ona, a ona na to, że chyba jej nie zamordują, tak jak mordują niewinne polskie dzieci, albo nie spalą jej żywcem, jak to robią z polskimi kobietami. Ani nie zgwałcą i piersi nie utną, jak to robią z Polakami”. Str. 145

Reasumując, treść zawarta na kartach tej publikacji jest wyjątkowo trudna w odbiorze, gdyż cechuje ją ogromne okrucieństwo względem niewinnych ludzi. Przedstawia świat nieprawdopodobnej nienawiści i zbrodni. Jak pisze autor polskie Kresy zrodziły takich gigantów literatury, jak Mickiewicz, Słowacki, Herbert i Miłosz, ale przede wszystkim stały się ziemią katorgi i straszliwych mordów. „Nienawiść” to chyba jedna z bardziej przerażających książek jakie miałam możliwość przeczytać, równie mocno wstrząsał mną chyba tylko reportaż Wojciecha Tochmana, który także odnosił się do zajadłego ludobójstwa, jakie miało miejsce w Rwandzie 1994 roku. Nie polecam książki osobom o wrażliwej psychice, delikatnej duszy, gdyż opisy mordów dokonywanych na niewinnych istotach są wyjątkowo brutalne i dosadne.  Książka z całą pewnością jest olbrzymim zastrzykiem wiedzy na temat tamtych wydarzeń, oddaje hołd bestialsko zamordowanym, niewinnym ludziom, ukazuje również mniej znaną historię naszego kraju, niezwykle bolesną i  trudną do przyswojenia.  

„Niestety, Europa nie ma pojęcia, co się działo na Kresach i prawie nic nie wie o wymordowaniu przez bandy UPA od 100 do 300 tysięcy obywateli polskich. Europa nic nie wie o kulminacji antypolskiej akcji w niedzielę 11 lipca 1943 roku, kiedy UPA zaatakowała na Wołyniu jednocześnie 167 miejscowości i wymordowała w ciągu kilku godzin tysiące Polaków. Ze szczególnym okrucieństwem dokonano serii mordów w Porycku. Była to akcja świadoma, dobrze zorganizowana i jedna z najokrutniejszych w dziejach człowieka.” Str. 251

Moja ocena: 8/10