Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egzemplarze recenzenckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egzemplarze recenzenckie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "Carpe diem" – Diane Rose


„Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść”.

Sześćset dni życia, a kontrolę nad Waszym dalszym istnieniem przejmuje ślepy los! Taka perspektywa potrafi odebrać nadzieję i zupełnie przewartościować dotychczasowe priorytety. Co zrobić w tak krótkim czasie? Poddać się — zamknąć w czterech ścianach, odliczać każdy dzień — pogrążając się w coraz większym smutku? Czy żyć pełną piersią — stawiać pewne kroki do przodu, dalej realizować marzenia, celebrować każdy dzień — nie patrząc za daleko w przyszłość? Literacki debiut Diane Rose  Carpe diem w bardzo lekkim, ale niepozbawionym trudnych emocji stylu zwraca uwagę na ludzi, którym przyszło żyć z wyrokiem śmierci — w swoistym zawieszeniu — każdego dnia, czekając na przeszczep. Czy mają prawo do szczęścia — miłości, która może mieć intensywny przebieg, ale bardzo krótki, raniąc przy tym rozkochane serce wyjątkowo boleśnie?
„Byłam egoistką. Byłam okrutna, ale chciałam kochać i być kochana. Chciałam go zatrzymać jak najdłużej, chociaż wiedziałam, że na niego nie zasługuję”. 
Diane Rose – blogerka, recenzentka, studentka, miłośniczka róż herbacianych, a przede wszystkim książkoholiczka. Na co dzień ambitna, impulsywna, zadziorna, obdarzona poczuciem humoru i zdeterminowana w dążeniu do celu. Prowadzi stronę autorską: dianerose.pl oraz blog recenzencki: recenzjezpazurem.pl.

Rosalie Hart, 22-letnia studentka prawa, wydaje się pełną energii, mocno stąpającą po ziemi dziewczyną, która z pasją realizuje swoje ambicje, dba o zdrowie i z wielką determinacją walczy o własną niezależność. Rose mieszka ze starszym bratem, jego żoną i ich dwójką dzieci. Rodzeństwo jest bardzo zżyte, łączy ich wyjątkowa nić porozumienia. Razem dźwigają także ogromny balast, którym jest poważna wada serca u Rosalie. Lekarz bowiem postawił diagnozę, która w brutalny, nagły sposób odebrała dziewczynie nadzieje — oferując jej około 600 dni życia. Jeśli w tym czasie nie znajdzie się dawca serca dla Rose, dziewczyna umrze. Mimo tak surowej diagnozy Rosalie nie użala się nad sobą i chociaż pogodziła się z trudnym losem — nie wierząc, że w tak krótkim czasie pojawi się dawca  nadal studiuje, czerpiąc z życia każdą cenną chwilę. Nie rezygnuje z codziennego joggingu, dba o sylwetkę, z jeszcze większym zaangażowaniem uczęszcza na uczelnię, spotyka się z przyjaciółmi, po prostu żyje! Dziewczyna egzystuje w myśl zasady „carpe diem”, chwytając to, co przyniesie kolejny dzień  nie robiąc planów, nie żywiąc nadziei na odległe jutro. Przecież każdy dzień, może być tym ostatnim, po którym nie doczeka kolejnego wschodu słońca. Pewnego dnia na jej drodze pojawia się 27-letni Daniel, młody, pozbawiony empatii lekarz, stojący przed decyzją o wyborze specjalizacji. Tych dwoje, choć pozornie tak różnych połączy niecodzienne uczucie, tylko czy tajemnica Rose pozwoli im cieszyć się tym niepewnym szczęściem?
„Poznałem odpowiednią dziewczynę, w odpowiednim czasie, w cholernie niesprzyjających okolicznościach. Los jest bardzo niesprawiedliwy”.
Diane Rose, większości znana, jako autorka bloga Recenzje z pazurem, wtargnęła na rynek wydawniczy z książką Carpe diem, stawiając sobie od razu wysoką poprzeczkę. W mojej opinii jest to bowiem debiut, obok którego trudno przejść obojętnie. Historia Rosalie i Daniela nasycona jest nie tylko pełną gamą emocji, daje także bardzo realny obraz trudności, z jakimi zmagają się osoby obciążone chorobą, pozostawiającą małe nadzieje na powrót do zdrowia. To książka, która ma w sobie ikrę i z dużą intensywnością zmusza czytelnika do głębszych refleksji nad ulotnością życia.
„Przyjaźń to największy skarb na świecie, ale tylko wtedy, kiedy możesz się nią dzielić”.
Autorka wykreowała postaci pełne temperamentu, charyzmy, zbudowała fabułę, która prowadzi odbiorcę przez kolejne dni życia nie tylko osoby chorej, ale także tych, którzy są obok niej. Rodzina, bliscy, przyjaciele oni też zmagają się z własnymi dylematami, chcą być wsparciem, ale każdy z nich miewa chwile zwątpienia. Czują frustrację, żal, smutek i ogromny strach, jednak nieustannie duszą w sobie negatywne emocje. Patrzeć i mieć świadomość, że bliska nam osoba toczy nierówną walkę z chorobą, to szalenie bolesne i przygnębiające doświadczenie. Jednak Diane Rose udało się w bardzo przystępny, słodko-gorzki, ale pozbawiony patosu sposób ukazać wszystkie aspekty tego zjawiska. Postacią wzbudzającą ogromną sympatię, dającą nadzieję jest brat Rosalie, James. To jego postawa, nacechowana wyrozumiałością, a także pogodnym usposobieniem i niezwykłą troskliwością, nadaje tej historii lekkości. Ta powieść tętni uczuciami, ma w sobie sporą dawkę humoru, eteryczności, ale i potężną porcję wzruszających momentów. Autorka bowiem wystawiła swoich bohaterów na niebanalną próbę, której niezwykle trudno sprostać — śledziłam ich losy z ogromnym zaciekawieniem, zupełnie tracąc przy tym poczucie czasu. To jedna z tych książek, od której trudno oderwać uwagę. 

Bohaterowie stanowią mocną stronę tej historii, ich wewnętrzne portrety są wyraziste, ale nie są przerysowane czy pozbawione wad, przez co wywołują różnorodne emocje. Chwilami złoszczą, wzbudzają brak zrozumienia, rodzą też współczucie i sympatię. Ponadto Diane Rose stosuje zajmującą pierwszoosobową narrację, pozwalając czytelnikowi poznać tę opowieść zarówno z perspektywy Rose, jak i Daniela. Carpe diem niesie w sobie także nietuzinkowe zakończenie, które wywołało moje zdziwienie i pozwoliło poczuć pełną satysfakcję z lektury. Słowem, autorka oddała w ręce czytelników powieść, która nie jest wyłącznie kwintesencją dobrego romansu zbudowanego na emocjach, to także książka z konkluzją, każdy czytelnik podczas lektury niejednokrotnie pogrąży się w zadumie, być może wyciągnie wnioski, wyeliminuje błędy i zmieni nastawienie do życia? Jeśli lubicie powieści podążające nurtem New Adults, pełne intensywnych uczuć, bohaterów zmagających się z trudami codzienności, pogubionych w swych niełatwych decyzjach, koniecznie sięgnijcie po literacki debiut Diane Rose! 
„Każdy ma prawo przeżyć miłość, każdy. Nieważne, ile dni mu zostało…”.
Rekomendując:
Carpe diem to napawający nadzieją, swoistym przesłaniem portret ukazujący istotę rodziny, przyjaźni i miłości. To zadziwiająco emocjonalna powieść, skłaniająca do głębszych refleksji. Dzięki historii Rosalie i Daniela czytelnik odbywa fascynującą duchową podróż, ukazującą nie tylko granice strachu, ale także codzienną wewnętrzną walkę o prawo do odrobiny szczęścia, pokrętnie okraszonego egoizmem. Powieść pełna miłosnych rozterek, ale także bólu, nierównej potyczki z chorobą i gasnącej nadziei. Znakomity debiut, który jednocześnie bawi, niepokoi i wzrusza, rozrywając serce odbiorcy na milion drobnych kawałków. Polecam!
„Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nie opuścisz go, gdy zacznie spadać na dno. Będziesz po prostu robił wszystko, by go stamtąd wyciągnąć”.

 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Videograf SA
Rok wydania: 2017 / PREMIERA: 6 kwietnia 
ISBN 978-83-65315-97-7
Liczba stron: 464
Moja ocena: 8/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Diane Rose oraz:


środa, 29 marca 2017

[RECENZJA PREMIEROWA] "Marlene" – Hanni Münzer



„[…] człowiek musi wątpić, gdyż poszukiwanie prawdy zaczyna się od stawiania pytań. Kto wątpi, ten myśli”.  

Każda wojna odbija piętno w sercach tych, którzy byli zmuszeni się z nią zmierzyć. Pochłania miliony ofiar, wśród nich jest także ludność cywilna. Zaprząta umysł, wyzwala ogrom emocji, w tym instynkt przetrwania, który prowokuje do zachowań dalekich od przekonań i głęboko zakorzenionego stylu bycia. Łamie psychikę i bardzo mocno wpływa na koleje losu. W obliczu wojny ludzie nabierają pokory, szlachetności, niebywałej odwagi, która pozwala im walczyć i pomagać słabszym, wielu też paraliżuje strach, który zmusza ich do biernej akceptacji okrutnej rzeczywistości. Jednak są również tacy, którym wojna odbiera rozum, popychając do nieludzkich zachowań — zupełnie odczłowieczając!
„Sąd Okręgowy w Zweinrücken skazał młodą kobietę na rok ciężkiego więzienia. Przestępstwo jej polegało na tym, że podarowała kanadyjskiemu jeńcowi pomarańczę”. (str. 45)
Marlene Hanni Münzer stanowi kontynuację bestselerowej powieści Miłość w czasach zagłady, którą jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać. Chociaż pierwszy tom zdobywa różnorakie opinie, mimo tego nadal uważam, że to dobra książka i zupełnie nie rozumiem ocen w postaci jednej gwiazdki. Jednak każdy z nas odbiera książki na swój, indywidualny sposób i jak widać, co jednych zachwyca, innych zupełnie nie przekonuje. Taka nasza natura.

Po lekturze drugiego tomu odnoszę wrażenie, że autorka poczyniła niemałe postępy, tworząc powieść, która w mojej opinii pochłania uwagę czytelnika od pierwszej strony, nie pozwalając mu się z niej wydostać, dopóki nie pozna do końca historii bohaterów. Mimo sporej objętości — narracji, która zawiera mnóstwo opisów, nie tylko miejsc czy zdarzeń, ale przede wszystkim emocji — tę opowieść pochłania się niczym dobrze skonstruowany thriller. Zżyłam się z bohaterami, śledząc ich losy z dużym zaangażowaniem, niepokojem i napięciem. Według mnie pisarce udało się zbudować bardzo zajmującą, chwilami poruszającą, bolesną, a nawet szokującą intrygę, wciągając bohaterów w odmęty II wojny światowej. Część akcji rozgrywa się za drutami jednego z największych nazistowskich obozów zagłady Auschwitz-Birkenau. To tam, w jednym z „ekskluzywnych” bloków ląduje główna bohaterka wraz z dwudziestoma innymi więźniarkami oraz enigmatyczną madame Jolantą. Pozostałym skazańcom wydaje się, że kobiety rządzą się tam specjalnymi przywilejami, toteż nienawidzą ich i potępiają. Tymczasem one przeżywają prawdziwą gehennę, każdego dnia zaspokajając nieokiełznaną chuć hitlerowskich esesmanów. A jednak w tych dramatycznych okolicznościach rodzi się miłość, która pewnego dnia zmusza Marlene do podjęcia brzemiennej w skutkach decyzji. Bohaterka bowiem staje w obliczu bezwzględnego dylematu. Czy zdecyduje się zabić ukochanego, aby nieodwracalnie zmienić losy fanatycznej wojny i ocalić życie milionów ludzi?
„Dwadzieścia jeden kobiet, które czują, oddychają, żyją. Jeśli spróbujesz uciec, wszystkie zginą. Zostaniemy rozstrzelane, bez wyjątku, każda z nas. Każda odpowiada życiem za pozostałe”. (str. 199).
W moim odczuciu Hanni Münzer napisała kolejną książkę, w której sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką, nadając tej opowieści bardzo realny wymiar. Autorka wplata w fabułę rozdziały, które nazywa „odpryskami wojny”, zamieszczając w nich autentyczne epizody. Świetnie kreśli na kartach obraz nazistowskiej propagandy, społeczeństwa nasyconego hitlerowską indoktrynacją, szerzącym się antysemityzmem, demagogią, która wyzwalała w niemieckim społeczeństwie ogromną nienawiść, ale i strach. Autorka tą książką zwraca też uwagę na ludzi, którzy potrafili znaleźć w sobie odwagę, jednocześnie wykazując się ogromną empatią i altruizmem. To właśnie te jednostki w ramach pogardy przystępowały do oddziałów ruchu oporu, sprzeciwiającego się rządom Adolfa Hitlera, tym samym narażając się na prześladowanie i tortury często prowadzące do śmierci.

Taką postacią jest Marlene, Niemka urodzona w szlacheckiej rodzinie, jako Anna von Dürkheim, to głównie jej losy śledzimy na kartach powieści. Jest odważną, zdeterminowaną, skłonną do poświęceń, silną kobietą. Od chwili wybuchu wojny walczy przeciwko totalitarnemu rządowi, każdego dnia narażając swoje życie w brawurowym stylu. Bez wątpienia wzbudza podziw i sympatię, chociaż chwilami wydaje się, że jej postać wyjątkowo sprawnie wychodzi z pewnych opresji. Niemniej jednak los doświadcza ją w wyjątkowo okrutny sposób, rodząc u czytelnika szereg rozmaitych emocji. Drugi tom można czytać bez zgłębiania pierwszej części, jednak znajomość Miłości w czasach zagłady, z pewnością pozwoli lepiej zrozumieć przesłanki, którymi kierowali się bohaterowie.
„Zło pochłonęło nie tylko ciała pomordowanych, lecz również wyciągnęło ręce po dusze tych, którzy przeżyli. Bo zło jest wiecznie nienasyconym molochem". (str. 467)
Reasumując, nie jest to książka, która stanowi kompendium wiedzy z przebiegi II wojny światowej, jednak z pewnością oddaje jej realia, ukazując przy tym siłę miłości, przyjaźni i hartu ducha, zwraca też uwagę na wartości, których coraz mniej we współczesnym świecie. Zachęcam do lektury!
„[…] prędzej czy później wojna zawsze zaczyna pożerać własny ogon. Ludzie w końcu zaczynają tęsknić za dobrem i pięknem i budzi się to, co stanowi o człowieczeństwie: silniejszy zaczyna pomagać słabszemu, ten, kto ma wiele, dzieli się z tymi, którzy nie mają nic". (str. 43-44)
  ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna / z wojną w tle 
Cykl: Miłość w czasach zagłady / tom II
Wydawnictwo: Insignis
Przekład: Łukasz Kuć
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-65315-97-7
Liczba stron: 552
Moja ocena: 8,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:

poniedziałek, 27 marca 2017

[RECENZJA] "Chata" – William Paul Young


„Nie jesteś w stanie zobaczyć oczami umysłu tego, czego nie możesz doświadczyć”.

Chata Williama Paula Younga określona mianem bestsellera nr 1, przetłumaczona na pięćdziesiąt języków i sprzedana w ponad 20 milionach egzemplarzy, doczekała się także adaptacji filmowej, tym samym zupełnie przerosła oczekiwania samego twórcy. Przygoda autora z Chatą bowiem zaczęła się od wydrukowania piętnastu książek, głównie w charakterze prezentu dla jego sześciorga dzieci. Tymczasem okazała się osobliwym fenomenem, który wywołał u większości odbiorców falę zachwytu i zdumienia. Dla wielu historia zawarta na kartach tej niewielkiej książki stała się środkiem do osiągnięcia swoistego katharsis. Ta opowieść wywołała także wiele kontrowersji, jako że postać Boga ukazana oczami twórcy chwilami, podważa dogmaty wiary, nie odzwierciedlając światopoglądu wielu ludzi, niejako stojąc w kontrze do treści zapisanych w Biblii

Chata to historia ludzi dotkniętych jedną z większych tragedii, jakiej może doświadczyć kochająca się rodzina. Śmierć dziecka niesie ze sobą niewyobrażalny ból, rozpacz i smutek, zaburzając wspólne życie negatywnymi emocjami, które szalenie trudno stłumić. Kiedy Mack wyrusza ze swoimi dziećmi na wspólny weekend w góry, nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji tej podróży. W ostatnim dniu pobytu zostaje porwana jego najmłodsza córka Missy. Po kilku godzinach policja odkrywa, że dziecko zostało uprowadzone przez seryjnego mordercę. Rozpoczyna się pościg, jednak śledczy przegrywają walkę z czasem. Odnajdują ślady krwi małej Missy, wszystkie poszlaki wskazują, że dziecko zostało zamordowane, jednak ciało pozostaje w ukryciu. Mack wraz z dziećmi wraca do domu pogrążony w Wielkim Smutku, oddala się od Boga i najbliższych. Nosi w sercu wielki ciężar związany z poczuciem ogromnej winy, ulega swego rodzaju destrukcji, która zupełnie odbiera mu radość życia. Pewnego dnia otrzymuje list, który jest zaproszeniem od Boga. Mack je przyjmuje i wyrusza w podróż pełną magii, mistycyzmu i refleksji. Czy doświadczy przemiany, poczuje się oczyszczony i skłonny do dalszego, wypełnionego radością i spokojem życia? Czy jednak wizja Boga w spódnicy zupełnie zaburzy jego światopogląd, wrzucając go w jeszcze większą otchłań rozpaczy?
„[…] kiedy zniknęła mała Missy, Wielki Smutek osiadł na jego ramionach jak niewidzialna kołdra. To brzemię zasnuwało mu mgłą oczy, przygniatało plecy. Nawet wysiłki, żeby je zrzucić, były wyczerpujące, jakby jego ręce ugrzęzły w wyblakłych fałdach rozpaczy, a on sam stał się jego częścią. Jadł, pracował, kochał, śnił i bawił się w tym ciężkim odzieniu, garbił się, jakby nosił ołowiany płaszcz, codziennie brnął przez życie z przygnębieniem, które ze wszystkiego wyssało kolor”. (str. 31).
Od dawna chciałam przeczytać tę książkę. Dzięki jej ekranizacji, a także wznowionego wydania w filmowej okładce nadarzyła się okazja, aby poznać opowieść, która rodzi tak wiele sprzecznych emocji. Minęło kilka dni od lektury, jednak nadal nie wiem, jak ocenić tę publikację. Zaznaczę, że zależy mi na obiektywnej opinii, wolnej od własnych przekonań bowiem, jest to jedna z tych książek, która na każdego odbiorcę zadziała w inny sposób. Jednych zachwyci, natomiast u innych wywoła odwrotny skutek. Znajdą się też czytelnicy, dla których Chata będzie kolejną intrygującą, poruszającą, pełną refleksji i metafory historią, która z pewnością nie odmieni w szczególny sposób ich życia, nie wpłynie na utrwalone przekonania, jednak pozostawi subtelny ślad w ich umyśle, dając poczucie osobliwej satysfakcji z lektury. Pewnie do tej ostatniej grupy odbiorców mogłabym się zaliczyć.
„Kłamstwa to małe fortece. W środku czujesz się bezpieczny i silny. Z tych małych twierdz starasz się kierować swoim życiem i manipulować innymi. Ale fortece potrzebują murów, więc je wznosisz. Są nimi usprawiedliwienia twoich kłamstw. Takie jak wtedy, gdy chronisz tych, których kochasz, i próbujesz oszczędzić im cierpienia. To działa, więc nawet kłamiąc, czujesz się w porządku”. (str. 212)
Podczas czytania towarzyszyły mi różnorodne emocje. Powieść w pierwszej części zupełnie pochłonęła moją uwagę, z ogromnym napięciem i przejęciem śledziłam losy głównego bohatera i jego bliskich. Jednak, gdy przyszedł czas na treść nacechowaną teologią, filozofią, badaniem kwestii związanych z Bogiem i wiarą, czy obrazem i znaczeniem Trójcy Świętej, miałam chwile zwątpienia. Jednak nie poddałam się i pozwoliłam sobie na zgłębienie zbudowanego przez autora świata, swoistego raju, w którym znalazł się główny bohater. Podjęłam próbę przyswojenia tej dosyć dyskusyjnej, chwilami nieprzystępnej dla mnie treści i ostatecznie nie żałuję. Autor określa Boga, jako jedynego istniejącego Stwórcę, kochającego wszystkich ludzi, bez względu na przynależność do określonej religii, czy jej zupełny brak. Ukazuje także postać Zbawiciela, który nie odbiera życia naszym bliskim, doświadczając lub wystawiając nas na próbę — jest tylko biernym obserwatorem naszej ziemskiej egzystencji, którą od wieków kreujemy sami. Bóg oddał świat w nasze ręce, pozwolił nam żyć według własnych zasad, nie regulując naszego istnienia w żadnej kwestii. W ludzkiej mentalności często pojawia się bardzo roszczeniowy stosunek do Boga. Kiedy życie kładzie nam kolejne kłody pod nogi, czy doświadcza bolesnymi przeżyciami, często kierujemy swoje pretensje w kierunku Wszechmogącego, oskarżając go za swoje niepowodzenia, czy też ostatecznie odwracając się od niego. William Paul Young w Chacie stosuje ciekawą metaforę, ukazując postać objawiającego się Boga w ciele dobrodusznej czarnoskórej Murzynki, która przywodzi na myśl postać troskliwej matki, czy babci.
„Instytucje, ustroje, ideologie i inne rzeczy wymyślone przez ludzi są wszechobecne i kontakt z nimi jest nieunikniony”. (str. 205)
Chata Williama Paula Younga to według mnie książka skierowana do każdego, bez względu na popieraną ideologię, wyznawaną wiarę, czy jej brak. Nie trzeba być teologiem, czy dobrym znawcą Biblii, aby przyswoić zawartą w niej myśl. To jedna z tych publikacji, która podlega indywidualnej interpretacji — może zachwycać, skłaniać do głębszych refleksji, może jednak też pozostawić pewien niesmak, poprzez negację głęboko zakorzenionych wewnętrznych przekonań. Można ją też potraktować, jako frapującą opowieść nie tylko o Bogu, ale przede wszystkim o ludzkiej tragedii, która rodzi ogromny ból, smutek i nienawiść. To także książka o sile przebaczenia, zrozumienia i miłości oraz o osiągnięciu swoistego kompromisu z własnym sumieniem. Zdecydujcie sami, czy macie odwagę udać się wraz z bohaterem do oddalonej od cywilizacji chaty, gdzie objawia się Trójca Święta w bardzo osobliwej postaci, ukazując Boga, jaki chyba nigdy nie gościł w ludzkiej świadomości...
„Większość z nas ma swoje smutki, nieziszczone marzenia, złamane serca i straty, swoją własną chatę”. 
 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna / z nurtem religijnym 
Wydawnictwo: Nowa Proza
Przekład: Anna Reszka 
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-7534-061-7
Liczba stron: 295
Moja ocena: 7/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:

środa, 22 marca 2017

[RECENZJA] "Chwila na miłość" – Joanna Stovrag


„Serca, które czują tak samo, z czasem, zaczynają bić w jednym rytmie. Wtedy rozdzieliła nas wojna”.

W ubiegłym roku poznałam historię Joanny i Seja za sprawą książki Jeszcze żyję… Historia prawdziwa <klik>, wydanej w 2007 roku. Po latach ta niezwykła opowieść doczekała się wznowienia, w odświeżonej, urzekającej szacie graficznej i pod nowym, subtelnie brzmiącym tytułem, Chwila na miłość. Bardzo się cieszę bowiem ta niebanalna, pełna bólu, smutku, ale także pasji, miłości do bałkańskiej kultury i odradzającej się nadziei opowieść, ma szansę powrócić do życia w sercach czytelników, a także trafić do tych, którym nie udało się poznać pierwszego wydania.

Znając już bałkańską opowieść Joanny Stovrag, planowałam tylko przejrzeć Chwilę na miłość, porównać z pierwszym wydaniem – jednak kolejny raz zatraciłam się w tej wyjątkowo poruszającej, pełnej kontrastów historii. W moim umyśle odżyła opowieść o sile miłości, ale i wojennym koszmarze, ogromnej traumie, jaka dotyka ludzi, którym przyszło żyć w czasach bezwzględnego barbarzyństwa, jakim niewątpliwie był bratobójczy konflikt w byłej Jugosławii. Wojna, która pochłonęła tysiące ofiar, pozostawiając głębokie rany w sercach tych, którym udało się przeżyć. Wielu na zawsze skazała na emigrację, pogłębiając strach przed powrotem do kraju. Autorka opowiada o tamtych wydarzeniach w sposób niebanalny — bardzo plastyczny, obrazowy, intensywny — zamieszczając fragmenty listów, piosenek, mnóstwo wspomnień, fotografii, a także realnych emocji, chwilami szalenie odważnych i intymnych. Ta publikacja głęboko zapada w pamięć, pozostawiając trwały ślad w duszy czytelnika. 
„[…] wybuchła we mnie wojna. Dotąd niewyobrażalna, znana z literatury i filmów. Nie byłam w jej centrum, to nie mnie namierzało celne oko snajpera, ale ja współodczuwałam. […] zostałam na ziemi i czułam, że pętla bezsilności zaciska się na moim oddechu”. (str. 125). 
Podczas lektury towarzyszy bolesna świadomość, że historia opowiedziana przez Joannę Stovrag, to opowieść tętniąca prawdziwym życiem, szczerymi emocjami i szalenie bolesnymi faktami. Chwila na miłość poprzez nietuzinkową narrację, bardzo wyraziście ukazuje skomplikowane uczucie, pełne złych i dobrych emocji, nasycone bólem, smutkiem, ale i ogromną radością oraz wiarą i nadzieją. Prawdziwa miłość bowiem potrafi się obronić nawet w odmętach bezdusznego oblężenia. Ta książka doskonale obrazuje bałkańską wojenną rzeczywistość z lat 90. Jednak opowieść Joanny Stovrag to nie tylko bratobójczy konflikt, to książka ukazująca piękno Bośni i Hercegowiny, Sarajewa i wielu nieznanych bałkańskich zakątków. Pozwalająca oczyma wyobraźni odbyć swoisty spacer przez urokliwe uliczki. Poczuć aromat mocnej kawy i orientalnych smaków, kiedy ten kraj obfitował jeszcze w dobrobyt — przyciągał turystów, zachwycał krajobrazem, historią, kulturą, różnorodnością, kolorytem, a przede wszystkim społeczeństwem żyjącym ponad wszelkie podziały — bez względu na przynależność etniczną, kulturową czy religijną. W dalszej, zaskakującej perspektywie ludność została wystawiona na wielką próbę, brutalnie podzielona, wielu nie sprostało wojennym realiom. Zniszczono mnóstwo domów, zabytków, uśmiercono tysiące ludzi, ale przede wszystkim zrujnowano ludzką psychikę. W sercach tych, którzy przeżyli pozostały głęboko zakorzenione odłamki, pełne bólu, strachu, krwawych obrazów, pamięci o wymordowanych bliskich i przyjaciołach. Autorka niejednokrotnie przywołuje historyczne wydarzenia, które wstrząsają poruszając najczulsze struny wrażliwości. 
„W środku byłam krzykiem! Krzykiem niezgody na powstałą sytuację, krzykiem niedowierzania, lęku i paniki. W świat, w którym poznałam — jak intuicyjnie przeczuwałam — osobę bardzo mi drogą, może moją miłość — wkroczyła wojna”. (str. 123). 
Chwila na miłość Joanny Stovrag to publikacja nasycona nieudawanymi, gwałtownymi emocjami oraz treścią, która w bardzo piękny, ale i szalenie przejmujący, chwilami dramatyczny sposób ukazuje kolejne etapy z życia autorki i jej męża. To historia miłości, która nie powinna przetrwać, a jednak przebyła skomplikowaną drogę i kwitnie do dzisiaj. To książka, która w znakomity, bardzo przystępny sposób przekazuje wiedzę na temat konfliktu zbrojnego w byłej Jugosławii. To także opowieść, która zaraża miłością do kultury i tradycji orientu, bałkańskiego kolorytu, różnorodności i temperamentu. Niesie w sobie mnóstwo cennych wartości, zwracając uwagę na znaczenie rodziny i przyjaciół, którzy w chwili słabości pokazują prawdziwe oblicze. Odwracają się albo dają wsparcie, udzielając cennych wskazówek bądź po prostu są! 

W niniejszej publikacji znajdziecie też takie postaci, jak: Wojciech Tochman, polski reporter, między innymi autor reportażu o postjugosławiańskiej rzeczywistości pt.: Jakbyś kamień jadła, Janina Ochojska, polska działaczka humanitarna oraz nieżyjący już Waldemar Milewicz, dziennikarz, reporter i korespondent wojenny. Gorąco zachęcam do lektury, przeczytajcie i dowiedzcie się, jakie role odegrały wspomniane osoby w życiu Joanny i Seada Stovrag! 
„Często bywa tak, że gotowość do dobrych gestów nie idzie w parze z widoczną dla oka wylewnością. Gorzej, kiedy zewnętrzna piękna i miła maska okazuje się złudą i na próżno szukamy pod nią człowieka”. (str. 138). 
Więcej na temat Joanny Stovrag znajdziecie na stronie: chorwacki.pl. Zachęcam także do śledzenia profilu autorskiego na Facebooku: <klik> 


____________________________________________________________________
Kategoria: literatura piękna 
Wydawnictwo: Replika 
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-7674-572-5
Liczba stron: 368
Moja ocena: 9/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Autorce:


niedziela, 19 marca 2017

[RECENZJA] „Nie czas na zapomnienie” – Agnieszka Walczak-Chojecka


„Bywają sny, które nigdy nie powinny się przyśnić, wspomnienia, co ranią pamięć, próżne nadzieje, które odbierają siły”.

Wojna w byłej Jugosławii pochłonęła tysiące niewinnych ofiar, miliony ludzi skazała na emigrację. Odbiła bolesne piętno w sercach i umysłach tych, którym udało się przetrwać. Ci, którzy brali czynny udział we wspomnianym krwawym konflikcie, dopuścili się licznych gwałtów i rozbojów na ludności cywilnej, dokonali straszliwych czystek etnicznych, dając kolejne świadectwo na to, że wojna wyzwala w ludziach najgorsze instynkty…
„W tym piekle liczył się tylko zysk, wszystkie układy, przyjaźnie i pakty pękały jak bańki mydlane. „Oko za oko, ząb za ząb” stało się jedyną regułą”. (str. 34)
„[…] nienawiść budzi w człowieku straszną siłę”. (str. 58).
Nie czas na zapomnienie to kontynuacja bałkańskiej sagi, którą rozpoczął pierwszy tom pt.: Nie czas na miłość. Fabuła książki osadzona jest nadal w XX wieku, w latach 90. Jednakże tym razem powieść koncentruje się na apogeum bałkańskiego konfliktu, ukazując ogromną udrękę, przerażenie społeczeństwa żyjącego w obliczu zagrożenia, w nieustannej trwodze o własne i swoich bliskich życie. Cierpią z głodu, utraty bądź zaginięcia krewnych i przyjaciół, braku perspektyw, wobec stale czyhającego niebezpieczeństwa. Wielu ludzi szuka schronienia poza skonfliktowanym krajem, emigracja wydaje się jedyną sposobnością, aby uchronić się przed perspektywą bezdusznej śmierci. Akcja rozgrywa się zarówno na Bałkanach, jak i w Polsce, gdzie od lat mieszka matka Dragana, uznanego za poległego podczas skoku z mostu w Sarajewie. Jasmina przekonana o śmierci ukochanego w towarzystwie przyjaciela wyrusza w nieznane, próbując po drodze odnaleźć zaginionego ojca. Ostatecznie trafia do domu babci Dragana, gdzie próbuje odnaleźć spokój i odbudować zrujnowane życie. Czy Jasminie uda się zapomnieć o ukochanym, odzyskując utraconą wolność u boku innego mężczyzny? Czy jednak los przygotował dla niej zupełnie inny scenariusz?

„Zamykam krajobraz
Okaleczonego miasta
Powiekami
Spływa mi do wewnątrz
Cienką stróżką
Jeszcze nie wie,
Że stąd nie ma
Ucieczki”. (str. 139).
„Bo życzliwość obcych ludzi nigdy nie wydaje się tak bezbrzeżna, jak miłość najbliższej rodziny, a krajobrazy w obcych stronach tak piękne, jak te za oknem własnego domu”. (str. 330).
Agnieszka Walczak-Chojecka bardzo zgrabnie łączy fikcję literacką z faktami historycznymi, zupełnie zacierając granicę między własną wyobraźnią a autentycznymi epizodami. Nie czas na zapomnienie to nasycona dynamicznie rozwijającą się akcją powieść, wydobywająca z czytelnika pełną paletę emocji. Ta książka chwilami przeraża, przypominając odbiorcy, jak wielkim okrucieństwem i bezwzględnością nacechowany był bratobójczy konflikt na Bałkanach. Autorka stworzyła nie tylko rzeczywisty, ale i wyjątkowo poruszający klimat kreując historię Jasminy i Dragana. Wplatając w fabułę bardzo krwawe, okrutne wydarzenia takie, jak między innymi zniszczenie Starego Mostu w Mostarze, czy masakry na targu Markale i w okolicach Srebrnicy pisarka daje świadectwo, które może stanowić swoisty hołd pamięci o ludziach, którzy zostali wymordowani w wyjątkowo okrutny sposób. Ta książka ma w sobie dotkliwy przekaz, ukazujący nie tylko potęgę zła, czy też bolesność tkwiących w sercu odłamków nieustannie przypominających o traumie, ale i siłę nadziei, miłości, która stoi ponad wszelkimi podziałami. Zarówno opisy wojennej rzeczywistości, jak i narracja stanowią o ekspresyjnych umiejętnościach autorki. Książkę czyta się z zapałem, nieustannym niepokojem i napięciem, ta historia zapada mocno w pamięć, szarpie emocje, porusza do głębi i zaskakuje siłą przekazu. 
„Mosty... Dwa brzegi rzeki wydają się ze sobą związane na zawsze. Nagle pęka betonowa wstęga i brzegi stają się odległe, jakby nigdy wcześniej nie dzieliły wspólnego losu. Tak jak ludzie, których jeszcze przed chwilą łączyło silne uczucie, a teraz nie chcą pamiętać swoich imion. Przyjaźń, która zmieniła się w chęć zemsty, miłość przemieniona w nienawiść...”. (str. 10). 

Nie czas na zapomnienie Agnieszki Walczak-Chojeckiej to poruszająca powieść, która w zajmujący sposób przybliża dramatyzm wojny w byłej Jugosławii. Pisarka nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu, opisując prawdziwe wydarzenia, pozostawia czytelnikowi miejsce na własne refleksje. Mimo że fabuła porusza bolesne tematy, książkę czyta się z ogromną swobodą bowiem autorce, udało się utrzymać lekki, chociaż chwilami bardzo dosadny styl. Ta książka nasycona jest także miłością do teatru, poezji i muzyki, można w niej znaleźć ujmujące fragmenty wierszy i piosenek. Zakończenie jest kwintesencją tego, czego szukamy w literaturze, zaskakuje i wzmaga apetyt, aby sięgnąć po kolejny tom. Skusicie się? 
„Wszyscy patrzyli na Bałkany obojętnie, odwracali oczy, by nie widzieć, że krew płynie już nie strumykiem, a całą rzeką”. (str. 195).
„Wojna zabrała im wszystkim młodość, miłość, a w zamian dała tylko poranioną pamięć. Niezależnie od tego, jak nazywali swojego Boga, w którą stronę zwracali twarz przy modlitwie i czy w ogóle robili znak krzyża, wszyscy byli przegranym pokoleniem”. (str. 368). 
________________________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa 

Wydawnictwo: FILIA
Cykl: saga bałkańska / tom II 
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-8075-200-9
Liczba stron: 384
Moja ocena: 7,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:



czwartek, 16 marca 2017

[RECENZJA] "Był sobie pies" – W. Bruce Cameron


„Sensem całego mojego życia było kochać go, być z nim i go uszczęśliwiać”.

Psy darzą ludzi uczuciem bezwarunkowym! Więź, która rodzi się między psem a człowiekiem, jest jedną z bardziej niezwykłych, dlatego warto o nią dbać. Bez wątpienia każdy doceniony pupil odwdzięczy się w dwójnasób, odda swoje psie serce, nie żądając nic w zamian. Miłość bijąca z psich oczu, gestów jest wartością bezcenną. Jednak należy pamiętać, że to my, ludzie kształtujemy psią osobowość, pies w naszym domu to nie zabawka, to żywa istota, która czuje, przywiązuje się, wymaga od nas olbrzymiej cierpliwości i odpowiedzialności... 

Był sobie pies W. Bruce'a Camerona to powieść, którą odebrałam emocjami, zresztą jak każdą inną książkę, która ukazuje niezwykłe wnętrze czworonogich pupili. Jednak w tym przypadku autor posłużył się niebanalną, pierwszoosobową narracją, nadając psim bohaterom cechy ludzkie. Udzielił im głosu, dzięki któremu czytelnik ma niepowtarzalną okazję przenieść się do pomerdanego świata, do wyjątkowej włochatej psychiki. Odebrać świat psimi bodźcami, umysłem, który nie zawsze potrafi ogarnąć skomplikowany ludzki świat, pełen niezrozumiałych emocji i zachowań.

Wyjątkowość tej publikacji kryje się w oryginalnym pomyśle na fabułę, która ukazuje duszę jednego psa, odradzającego się w kolejnych psich wcieleniach. I tak, w pierwszej kolejności poznajemy psa Toby'ego, urodzonego przy nieoswojonej matce. Szczeniak zaczyna stawiać pierwsze kroki na wolności, w której człowiek postrzegany jest, jako potencjalny wróg. Jednak z czasem trafia do schroniska, w którym po raz pierwszy poznaje namiastkę ludzkiej natury. To doświadczenie okazuje się pomocne, kiedy Toby odradza się w ciele golden retrievera i z czasem trafia do domu, w którym otrzymuje imię Bailey. Tam nawiązuje nadzwyczajną więź z chłopcem imieniem Ethan. To właśnie ta psia osobowość dominuje resztę powieści, w której Bailey najpierw podąża u boku ukochanego chłopca, zdobywając nowe umiejętności, uczestnicząc w różnorodnych przygodach, nabywając doświadczeń, które w przyszłych wcieleniach stają się atutem, stanowiącym o jego nieprzeciętności. Kolejne uosobienie to owczarek niemiecki — suczka Elli, pracująca, jako pies topiący w policji. Jej historia poruszyła mnie do łez, oczarowała niebywałą psią osobowością oraz płynącą z niej mądrością. Na koniec poznajemy labradora retrievera o śmiesznym imieniu Koleżka, dzięki tej opowieści będę uważniej się przyglądała samotnie wędrującym  psom w mojej okolicy…
„Psy nie mogą decydować o tym, gdzie mieszkają; o moim losie decydowali ludzie”.

Opowieść nasycona jest różnorodnymi emocjami, które wywołują falę uczuć. Chwilami szalenie zabawnych, prowokujących głośny śmiech, momentami refleksyjnych, uzmysławiających wyjątkowość naszych czworonożnych przyjaciół. Bywa też bardzo smutno i wzruszająco, czego skutkiem jest potok płynących z oczu łez. To szalenie uczuciowa, pogodna i chwytająca za serce powieść, pełna przygód i zabawnych sytuacji, po którą obowiązkowo powinien sięgnąć każdy zwolennik psiej natury. Niewątpliwie na kartach odnajdziecie nie tylko cząstkę siebie, ale przede wszystkim bogactwo cech swojego psiego towarzysza. Tę powieść można czytać na głos swoim dzieciom, dzielić się nią ze swoimi bliskimi lub oddawać się lekturze w ciszy, przeżywając wraz z bohaterami ich radości i smutki.

Był sobie pies to powieść, po którą warto sięgnąć bowiem autor, ukrył w niej wiele mądrości, otwierających umysł człowieka, pozwalających spojrzeć na otaczający nas świat psimi oczyma. Wykreowana przez twórcę, szalenie trafna psia rzeczywistość uświadamia, ułatwia dostrzec błędy, które popełniamy — często nieświadomie — a których skutkiem jest ogromny chaos powstający w głowach naszych czworonogów. Ponadto niniejsza książka posiada cenny dar, który niewykluczone, pomoże złagodzić ból po stracie ukochanego pupila, jako że pozostawia iskierkę nadziei, iż piękne wnętrze towarzyszącego nam przez lata przyjaciela, odrodzi się w kolejnym wcieleniu… Gorąco polecam!

„[…] porażka nie wchodzi w grę, jeśli jedyne, co potrzeba do osiągnięcia sukcesu, to włożenie w coś więcej wysiłku”.

____________________________________________________________________
Kategoria: literatura współczesna / obyczajowo-przygodowa

Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-65506-98-6
Liczba stron: 392
Moja ocena: 8,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:



Książka została zekranizowana!
W tym roku film ukazał się na ekranach polskich kin! 


środa, 8 marca 2017

[RECENZJA] "Pewna pani z telewizji" – Anna Mentlewicz




Przemysł rozrywkowy daje ogromne możliwości, prestiż, sławę, otwiera wyjątkową drogę do kariery, jednak bywa także szalenie zdradliwy, bezwzględny, naraża na nieustanny stres i wymaga wielu kompromisów. Bardzo łatwo spaść z samego szczytu, czy stracić stabilny grunt pod nogami — niestety wzloty wymagają znacznie większego zaangażowania — silnej osobowości, pewności siebie — po upadku bardzo trudno się podnieść. Praca w tak zwanym show-biznesie to ciągłe balansowanie na cienkiej linie, utrzymanie się na niej przez długi okres, graniczy z cudem…

środa, 1 marca 2017

[RECENZJA PREMIEROWA] "Gniew i świt" – Renée Ahdieh


"Miłość jest siłą samą w sobie […]. Z miłości ludzie doświadczają tego co niewyobrażalne… I często dokonują niemożliwego".

Czytelnicy, którzy zdążyli odrobinę poznać moje upodobania czytelnicze, pewnie będą zaskoczeni, że sięgnęłam po książkę należącą do nurtu Young Adults. A jednak bywają takie momenty, kiedy kieruję swoją uwagę na publikacje dedykowane tak zwanej dorosłej młodzieży. Zwykle przyciąga mnie intrygujący opis, bądź olbrzymia popularność danej powieści. Czasem kończy się ogromnym rozczarowaniem, ale zdarza się, że książki z tej serii po prostu kradną moje serce, jak Eleonora & Park Rainbow Rowell, czy Oddam ci słońce Jandy Nelson.  

W przypadku powieści Gniew i świt Renée Ahdieh moją uwagę przyciągnęła sentencja na okładce książki: "Poruszająca wyobraźnię historia inspirowana Księgą tysiąca i jednej nocy". I o tę księgę chodzi! Wychowałam się na baśniach Hansa Christiana Andersena i Braci Grimm, jako nastolatka z wypiekami na twarzy śledziłam losy bohaterów wspomnianej Księgi tysiąca i  jednej nocy. Któż nie zna opowieści o Aladynie, Ali Babie, latającym dywanie czy sprytnej Szecherezadzie? Nie miałam wątpliwości, że chcę jeszcze raz odbyć niezapomnianą podróż do magicznego świata Orientu, pełnego kalifów, dżinów, wezyrów, zaklęć i królewskich komnat! I chociaż początek książki nie był zachwycający to jednak ostatecznie, udało mi się przenieść do wykreowanego przez autorkę świata magii i zupełnie zatracić w lekturze!
"Sto istnień za jedno, które odebrałeś. "Jedno życie, jeden świt".
Chalid, osiemnastoletni kalif Chorosanu znany jest wszystkim mieszkańcom królestwa z bezwzględności i wyjątkowego okrucieństwa. Każdej nocy pojmuje za żonę nową dziewczynę, a tuż po świcie owija jej szyję jedwabnym szalem, odbierając kolejne młode życie. Jednak pewnego dnia to nie Chalid wybiera następną ofiarę, tym razem przychodzi do niego szesnastoletnia Szahrzad, chcąc dobrowolnie zostać jego oblubienicą. Jest w niej mnóstwo odwagi i determinacji, aby pomścić śmierć przyjaciółki. Planuje podstępem zwieść kalifa i ujść z życiem po to, aby wyzwolić królestwo spod rządów bezdusznego władcy. Będąc w pałacu Szahrzad poznaje prawdziwe oblicze króla, jej plan zemsty zaczyna przybierać odmienną postać, a krzywda niewinnych istnień nabiera innego znaczenia. Czy dziewczynie uda się zrealizować zdradziecki pomysł i ujść z życiem, oddając cześć przypadkowym ofiarom kalifa?

Po lekturze pierwszych stron czułam w głowie mały chaos, brakowało mi pewnego rodzaju głębi, która wprowadziłaby mnie w obcy świat Chorosanu.  Czułam się zagubiona i nie do końca przekonana do stylu Renée Ahdieh. Jednakże czym głębiej brnęłam w ten dziwny, ale jakże niezwykły baśniowy klimat, tym większe było moje zaskoczenie. Zaczęłam się zatracać w magicznej krainie, po to by zupełnie zapomnieć o złym wrażeniu, którego doświadczyłam na początku lektury.  I tak na kilka godzin przeniosłam się do świata fantazji, w której swe skrzydła rozpościera wszechobecna magia i orientalny przepych, gdzie swoim niepowtarzalnym pięknem zachwycają egzotyczne ogrody, wyobraźnię pobudzają wypełnione bogactwem królewskie komnaty i stroje, a niepowtarzalny klimat, pełen tajemnic i zaklętych miejsc pozwala zupełnie oderwać się od rzeczywistości. 

Gniew i świt to przede wszystkim bajka, która opowiada o trudnej miłości, zdradzie, trudnych wyborach, które bez względu na podjętą decyzję, niosą za sobą niepożądane skutki. Ta niepozorna powieść pozwoliła mi wrócić do młodzieńczego świata nasyconego fantazją, poddałam się jej urokowi i spędziłam z nią niezapomniane chwile. Nie mogę się doczekać kontynuacji bowiem finał tej historii zupełnie mnie zaskoczył. I chociaż książka nie jest arcydziełem literackim, to warto po nią sięgnąć, dać się ponieść jej niewątpliwemu wdziękowi. Nasycić serce baśniowymi realiami, światem wypełnionym księżniczkami, fakirami, dżinami, klątwami i wielkimi władcami, których serca bywają twarde jak głaz, dopóki nie otuli ich powiew realnej miłości, wypełnionej zapachem róż i subtelnym dotykiem. Dajcie się porwać tej opowieści, a poczujecie magię, która na długo nasyci Wasz umysł wyjątkowym klimatem! Polecam! 

"[…] niektóre sekrety są bezpieczniejsze za drzwiami zamkniętymi na klucz".



__________________________________________________________________________________
Kategoria:
 literatura młodzieżowa 
Wydawnictwo: Filia 

Seria: Gniew i świt / Tom I  
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek 
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-8075-202-3
Liczba stron: 558
Moja ocena: 7,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję: