Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2019

[RECENZJA] "Dziewczyna z gór" — Małgorzata Warda




"Jestem dziewczyną z gór, o mnie i o Jakubie od lat mówi całe miasteczko…”.

Dziewczynę z gór Małgorzaty Wardy przeczytałam w marcu tego roku, mimo mijającego czasu nie potrafię przestać o niej myśleć. W moim odczuciu autorce udało się stworzyć frapującą fabułę, szalenie refleksyjną, posiadającą swoistą głębię, która wprowadza czytelnika w magiczny, chwilami surowy, ale przede wszystkim wyjątkowo enigmatyczny klimat. Uważam, że to bardzo oryginalna książka, która idealnie wpasowała się w mój czytelniczy gust. 

Od lat cenię twórczość Małgorzaty Wardy nie tylko za warsztat, ale także za niebanalność zagadnień, z którymi odważnie mierzy się w swoich książkach. Dzięki nim powieści autorki stanowią zarówno świetną rozrywkę, jak i powód skłaniający do przemyśleń. Pisarka w sugestywny sposób zwraca uwagę odbiorcy na świat, który go otacza, a przede wszystkim na ludzi, których codzienność bywa skomplikowana, a bieg wydarzeń nie zawsze zrozumiały i zakończony sukcesem.

Nadia, główna bohaterka niniejszej powieści to jedenastoletnia dziewczynka, wychowująca się w tradycyjnym domu, gdzie nie brakuje poczucia bezpieczeństwa. Jej poukładany świat rozpada się w chwili, kiedy zostaje porywana z przyczepy campingowej — stojącej nieopodal domu rodziców — przez młodego mężczyznę. Rzeczywistość dziewczynki w nieoczekiwany sposób zostaje zupełnie odmieniona. Nadia musi przywyknąć do warunków, w których klimat bywa wyjątkowo surowy. Musi nauczyć się żyć w odosobnieniu, w towarzystwie obcego, dorosłego mężczyzny, a także wśród nieodkrytej przyrody i dzikich zwierząt, których do tej pory nie miała okazji poznać. Jedenastolatka jeszcze nie wie, że jej porwanie jest konsekwencją niefortunnych wydarzeń, mających miejsce w dalekiej przeszłości. Jakie tajemnice skrywają zarówno bliscy dziewczynki, jak i obcy mężczyzna? Wreszcie, jaki los czeka przerażoną Nadię, która trafia do starego, opuszczonego domu, gdzieś daleko w górnych partiach bezlitosnych, jednocześnie bajkowych, zapierających dech w piersiach Bieszczad? Tam niebezpieczeństwo czyha za każdym z drzew, sprzyjając tylko tym, którzy doskonale znają ten osobliwy klimat. Koniecznie przekonajcie się sami i zgłębcie tajemnice, które kryją bohaterowie tejże powieści.

Autorka prowadzi akcję dwutorowo, przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami sprzed lat, powoli odsłaniając przed czytelnikiem tajemnice skrywane przez bohaterów. Czytelnik obserwuje bieżące wydarzenia z perspektywy porwanej Nadii, natomiast retrospekcje z przeszłości ukazane są oczami postaci, których tożsamości nie zdradzę, aby nie uchylić nadto zagadkowej części fabuły.

Co urzekło mnie w tej historii? Po pierwsze, panujący w powieści nietuzinkowy, chwilami zjawiskowy tudzież bajkowy klimat, po drugie szalenie nieprzewidywalna i dająca do myślenia fabuła, po trzecie, wilki, które są nieodzownym elementem tejże publikacji, a nade wszystko, nieoczekiwana relacja między porywaczem a jedenastoletnią dziewczynką. To właśnie ten element zupełnie mnie zaskoczył, wywołując ogrom rozmaitych wrażeń.

"To tak, jakbym była w innym świecie: słyszę tylko szum wody, widzę stłumione światło dnia, czuję przeraźliwe zimno, moje ciało krzyczy ze wszystkich sił, ale usta milczą. Próbuję czegoś się uchwycić, bezradnie drapię paznokciami spękany sufit z lodu. Bąbelki powietrza wypadają z moich ust, gdy szarpię się i młócę rękoma. Już brakuje mi tchu, wariuje mi błędnik, ręce i nogi mam coraz bardziej sztywne, powolne…”.

Sięgając po tę powieść, spodziewałam się zupełnie innych emocji, tymczasem otrzymałam książkę nasyconą nie tylko bardzo sugestywnymi opisami wyjątkowej, bieszczadzkiej przyrody, ale przede wszystkim realnymi emocjami, ludzkimi dylematami, które wyzwoliły we mnie ogrom refleksji, do dziś nieustannie zaprzątających moją głowę. Stało się tak za sprawą bohatera, którego miałam darzyć niechęcią, który miał we mnie wywoływać wstręt, tymczasem z każdą kolejną stroną stawał się dla mnie postacią, której przeżycia mnie poruszyły? I tak o to, oblicze porywacza nieustannie intrygowało mnie przez cały czas trwania powieści, wywołując ambiwalentne odczucia. Autorka w bardzo subtelny sposób przedstawiła jego szokującą historię, tworząc bohatera charakteryzującego się imponującą charyzmą, ale i zadziwiająco tajemniczą osobowością. Nadia również jest świetnie wykreowaną postacią, wnoszącą w tę powieść świeży, delikatny powiew. Tymczasem, jakby mogło się wydawać, zaburzona egzystencja małej dziewczynki — wywołała u mnie przemyślenia, których zupełnie się nie spodziewałam. To, co mnie bezustannie trapi, to rozważania, czy dla samej Nadii porwanie było czymś, co nie powinno się wydarzyć, czy może stało się tym, co otworzyło ją na zupełnie inne, ale czy ostatecznie złe doświadczenia? Ogromnie się cieszę, że Małgorzata Warda pracuje nad kolejną częścią, zżyłam się z bohaterami i jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Reasumując, książkę czyta się jednym tchem, a odbiorca doświadcza emocji, które malują się w jego wyobraźni całą paletą barw. Jeżeli lubicie górskie, surowe klimaty, zajmującą i niebanalną fabułę, która wymusza, aby na chwilę się zatrzymać, zastanowić nad otaczającą rzeczywistością, a przede wszystkim nad tym, co tak naprawdę jest dobrem, a co złem? Obowiązkowo przeczytajcie Dziewczynę z gór

Dodam, że jestem absolutnie zachwycona tą książką, mogłabym rozmawiać o niej godzinami, dywagując nad genialnie wykreowanym światem przez Małgorzatę Wardę! Szczerze polecam!

"Prawda jest jednak taka, że nie ma jednej dobrej odpowiedzi i nigdy jej nie było”.


 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018 
ISBN 978-83-8123-351-4
Liczba stron: 440
Moja ocena: 9/10 


Książka pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki.

sobota, 1 kwietnia 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "Carpe diem" – Diane Rose


„Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść”.

Sześćset dni życia, a kontrolę nad Waszym dalszym istnieniem przejmuje ślepy los! Taka perspektywa potrafi odebrać nadzieję i zupełnie przewartościować dotychczasowe priorytety. Co zrobić w tak krótkim czasie? Poddać się — zamknąć w czterech ścianach, odliczać każdy dzień — pogrążając się w coraz większym smutku? Czy żyć pełną piersią — stawiać pewne kroki do przodu, dalej realizować marzenia, celebrować każdy dzień — nie patrząc za daleko w przyszłość? Literacki debiut Diane Rose  Carpe diem w bardzo lekkim, ale niepozbawionym trudnych emocji stylu zwraca uwagę na ludzi, którym przyszło żyć z wyrokiem śmierci — w swoistym zawieszeniu — każdego dnia, czekając na przeszczep. Czy mają prawo do szczęścia — miłości, która może mieć intensywny przebieg, ale bardzo krótki, raniąc przy tym rozkochane serce wyjątkowo boleśnie?
„Byłam egoistką. Byłam okrutna, ale chciałam kochać i być kochana. Chciałam go zatrzymać jak najdłużej, chociaż wiedziałam, że na niego nie zasługuję”. 
Diane Rose – blogerka, recenzentka, studentka, miłośniczka róż herbacianych, a przede wszystkim książkoholiczka. Na co dzień ambitna, impulsywna, zadziorna, obdarzona poczuciem humoru i zdeterminowana w dążeniu do celu. Prowadzi stronę autorską: dianerose.pl oraz blog recenzencki: recenzjezpazurem.pl.

Rosalie Hart, 22-letnia studentka prawa, wydaje się pełną energii, mocno stąpającą po ziemi dziewczyną, która z pasją realizuje swoje ambicje, dba o zdrowie i z wielką determinacją walczy o własną niezależność. Rose mieszka ze starszym bratem, jego żoną i ich dwójką dzieci. Rodzeństwo jest bardzo zżyte, łączy ich wyjątkowa nić porozumienia. Razem dźwigają także ogromny balast, którym jest poważna wada serca u Rosalie. Lekarz bowiem postawił diagnozę, która w brutalny, nagły sposób odebrała dziewczynie nadzieje — oferując jej około 600 dni życia. Jeśli w tym czasie nie znajdzie się dawca serca dla Rose, dziewczyna umrze. Mimo tak surowej diagnozy Rosalie nie użala się nad sobą i chociaż pogodziła się z trudnym losem — nie wierząc, że w tak krótkim czasie pojawi się dawca  nadal studiuje, czerpiąc z życia każdą cenną chwilę. Nie rezygnuje z codziennego joggingu, dba o sylwetkę, z jeszcze większym zaangażowaniem uczęszcza na uczelnię, spotyka się z przyjaciółmi, po prostu żyje! Dziewczyna egzystuje w myśl zasady „carpe diem”, chwytając to, co przyniesie kolejny dzień  nie robiąc planów, nie żywiąc nadziei na odległe jutro. Przecież każdy dzień, może być tym ostatnim, po którym nie doczeka kolejnego wschodu słońca. Pewnego dnia na jej drodze pojawia się 27-letni Daniel, młody, pozbawiony empatii lekarz, stojący przed decyzją o wyborze specjalizacji. Tych dwoje, choć pozornie tak różnych połączy niecodzienne uczucie, tylko czy tajemnica Rose pozwoli im cieszyć się tym niepewnym szczęściem?
„Poznałem odpowiednią dziewczynę, w odpowiednim czasie, w cholernie niesprzyjających okolicznościach. Los jest bardzo niesprawiedliwy”.
Diane Rose, większości znana, jako autorka bloga Recenzje z pazurem, wtargnęła na rynek wydawniczy z książką Carpe diem, stawiając sobie od razu wysoką poprzeczkę. W mojej opinii jest to bowiem debiut, obok którego trudno przejść obojętnie. Historia Rosalie i Daniela nasycona jest nie tylko pełną gamą emocji, daje także bardzo realny obraz trudności, z jakimi zmagają się osoby obciążone chorobą, pozostawiającą małe nadzieje na powrót do zdrowia. To książka, która ma w sobie ikrę i z dużą intensywnością zmusza czytelnika do głębszych refleksji nad ulotnością życia.
„Przyjaźń to największy skarb na świecie, ale tylko wtedy, kiedy możesz się nią dzielić”.
Autorka wykreowała postaci pełne temperamentu, charyzmy, zbudowała fabułę, która prowadzi odbiorcę przez kolejne dni życia nie tylko osoby chorej, ale także tych, którzy są obok niej. Rodzina, bliscy, przyjaciele oni też zmagają się z własnymi dylematami, chcą być wsparciem, ale każdy z nich miewa chwile zwątpienia. Czują frustrację, żal, smutek i ogromny strach, jednak nieustannie duszą w sobie negatywne emocje. Patrzeć i mieć świadomość, że bliska nam osoba toczy nierówną walkę z chorobą, to szalenie bolesne i przygnębiające doświadczenie. Jednak Diane Rose udało się w bardzo przystępny, słodko-gorzki, ale pozbawiony patosu sposób ukazać wszystkie aspekty tego zjawiska. Postacią wzbudzającą ogromną sympatię, dającą nadzieję jest brat Rosalie, James. To jego postawa, nacechowana wyrozumiałością, a także pogodnym usposobieniem i niezwykłą troskliwością, nadaje tej historii lekkości. Ta powieść tętni uczuciami, ma w sobie sporą dawkę humoru, eteryczności, ale i potężną porcję wzruszających momentów. Autorka bowiem wystawiła swoich bohaterów na niebanalną próbę, której niezwykle trudno sprostać — śledziłam ich losy z ogromnym zaciekawieniem, zupełnie tracąc przy tym poczucie czasu. To jedna z tych książek, od której trudno oderwać uwagę. 

Bohaterowie stanowią mocną stronę tej historii, ich wewnętrzne portrety są wyraziste, ale nie są przerysowane czy pozbawione wad, przez co wywołują różnorodne emocje. Chwilami złoszczą, wzbudzają brak zrozumienia, rodzą też współczucie i sympatię. Ponadto Diane Rose stosuje zajmującą pierwszoosobową narrację, pozwalając czytelnikowi poznać tę opowieść zarówno z perspektywy Rose, jak i Daniela. Carpe diem niesie w sobie także nietuzinkowe zakończenie, które wywołało moje zdziwienie i pozwoliło poczuć pełną satysfakcję z lektury. Słowem, autorka oddała w ręce czytelników powieść, która nie jest wyłącznie kwintesencją dobrego romansu zbudowanego na emocjach, to także książka z konkluzją, każdy czytelnik podczas lektury niejednokrotnie pogrąży się w zadumie, być może wyciągnie wnioski, wyeliminuje błędy i zmieni nastawienie do życia? Jeśli lubicie powieści podążające nurtem New Adults, pełne intensywnych uczuć, bohaterów zmagających się z trudami codzienności, pogubionych w swych niełatwych decyzjach, koniecznie sięgnijcie po literacki debiut Diane Rose! 
„Każdy ma prawo przeżyć miłość, każdy. Nieważne, ile dni mu zostało…”.
Rekomendując:
Carpe diem to napawający nadzieją, swoistym przesłaniem portret ukazujący istotę rodziny, przyjaźni i miłości. To zadziwiająco emocjonalna powieść, skłaniająca do głębszych refleksji. Dzięki historii Rosalie i Daniela czytelnik odbywa fascynującą duchową podróż, ukazującą nie tylko granice strachu, ale także codzienną wewnętrzną walkę o prawo do odrobiny szczęścia, pokrętnie okraszonego egoizmem. Powieść pełna miłosnych rozterek, ale także bólu, nierównej potyczki z chorobą i gasnącej nadziei. Znakomity debiut, który jednocześnie bawi, niepokoi i wzrusza, rozrywając serce odbiorcy na milion drobnych kawałków. Polecam!
„Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nie opuścisz go, gdy zacznie spadać na dno. Będziesz po prostu robił wszystko, by go stamtąd wyciągnąć”.

 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Videograf SA
Rok wydania: 2017 / PREMIERA: 6 kwietnia 
ISBN 978-83-65315-97-7
Liczba stron: 464
Moja ocena: 8/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Diane Rose oraz:


niedziela, 19 marca 2017

[RECENZJA] „Nie czas na zapomnienie” – Agnieszka Walczak-Chojecka


„Bywają sny, które nigdy nie powinny się przyśnić, wspomnienia, co ranią pamięć, próżne nadzieje, które odbierają siły”.

Wojna w byłej Jugosławii pochłonęła tysiące niewinnych ofiar, miliony ludzi skazała na emigrację. Odbiła bolesne piętno w sercach i umysłach tych, którym udało się przetrwać. Ci, którzy brali czynny udział we wspomnianym krwawym konflikcie, dopuścili się licznych gwałtów i rozbojów na ludności cywilnej, dokonali straszliwych czystek etnicznych, dając kolejne świadectwo na to, że wojna wyzwala w ludziach najgorsze instynkty…
„W tym piekle liczył się tylko zysk, wszystkie układy, przyjaźnie i pakty pękały jak bańki mydlane. „Oko za oko, ząb za ząb” stało się jedyną regułą”. (str. 34)
„[…] nienawiść budzi w człowieku straszną siłę”. (str. 58).
Nie czas na zapomnienie to kontynuacja bałkańskiej sagi, którą rozpoczął pierwszy tom pt.: Nie czas na miłość. Fabuła książki osadzona jest nadal w XX wieku, w latach 90. Jednakże tym razem powieść koncentruje się na apogeum bałkańskiego konfliktu, ukazując ogromną udrękę, przerażenie społeczeństwa żyjącego w obliczu zagrożenia, w nieustannej trwodze o własne i swoich bliskich życie. Cierpią z głodu, utraty bądź zaginięcia krewnych i przyjaciół, braku perspektyw, wobec stale czyhającego niebezpieczeństwa. Wielu ludzi szuka schronienia poza skonfliktowanym krajem, emigracja wydaje się jedyną sposobnością, aby uchronić się przed perspektywą bezdusznej śmierci. Akcja rozgrywa się zarówno na Bałkanach, jak i w Polsce, gdzie od lat mieszka matka Dragana, uznanego za poległego podczas skoku z mostu w Sarajewie. Jasmina przekonana o śmierci ukochanego w towarzystwie przyjaciela wyrusza w nieznane, próbując po drodze odnaleźć zaginionego ojca. Ostatecznie trafia do domu babci Dragana, gdzie próbuje odnaleźć spokój i odbudować zrujnowane życie. Czy Jasminie uda się zapomnieć o ukochanym, odzyskując utraconą wolność u boku innego mężczyzny? Czy jednak los przygotował dla niej zupełnie inny scenariusz?

„Zamykam krajobraz
Okaleczonego miasta
Powiekami
Spływa mi do wewnątrz
Cienką stróżką
Jeszcze nie wie,
Że stąd nie ma
Ucieczki”. (str. 139).
„Bo życzliwość obcych ludzi nigdy nie wydaje się tak bezbrzeżna, jak miłość najbliższej rodziny, a krajobrazy w obcych stronach tak piękne, jak te za oknem własnego domu”. (str. 330).
Agnieszka Walczak-Chojecka bardzo zgrabnie łączy fikcję literacką z faktami historycznymi, zupełnie zacierając granicę między własną wyobraźnią a autentycznymi epizodami. Nie czas na zapomnienie to nasycona dynamicznie rozwijającą się akcją powieść, wydobywająca z czytelnika pełną paletę emocji. Ta książka chwilami przeraża, przypominając odbiorcy, jak wielkim okrucieństwem i bezwzględnością nacechowany był bratobójczy konflikt na Bałkanach. Autorka stworzyła nie tylko rzeczywisty, ale i wyjątkowo poruszający klimat kreując historię Jasminy i Dragana. Wplatając w fabułę bardzo krwawe, okrutne wydarzenia takie, jak między innymi zniszczenie Starego Mostu w Mostarze, czy masakry na targu Markale i w okolicach Srebrnicy pisarka daje świadectwo, które może stanowić swoisty hołd pamięci o ludziach, którzy zostali wymordowani w wyjątkowo okrutny sposób. Ta książka ma w sobie dotkliwy przekaz, ukazujący nie tylko potęgę zła, czy też bolesność tkwiących w sercu odłamków nieustannie przypominających o traumie, ale i siłę nadziei, miłości, która stoi ponad wszelkimi podziałami. Zarówno opisy wojennej rzeczywistości, jak i narracja stanowią o ekspresyjnych umiejętnościach autorki. Książkę czyta się z zapałem, nieustannym niepokojem i napięciem, ta historia zapada mocno w pamięć, szarpie emocje, porusza do głębi i zaskakuje siłą przekazu. 
„Mosty... Dwa brzegi rzeki wydają się ze sobą związane na zawsze. Nagle pęka betonowa wstęga i brzegi stają się odległe, jakby nigdy wcześniej nie dzieliły wspólnego losu. Tak jak ludzie, których jeszcze przed chwilą łączyło silne uczucie, a teraz nie chcą pamiętać swoich imion. Przyjaźń, która zmieniła się w chęć zemsty, miłość przemieniona w nienawiść...”. (str. 10). 

Nie czas na zapomnienie Agnieszki Walczak-Chojeckiej to poruszająca powieść, która w zajmujący sposób przybliża dramatyzm wojny w byłej Jugosławii. Pisarka nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu, opisując prawdziwe wydarzenia, pozostawia czytelnikowi miejsce na własne refleksje. Mimo że fabuła porusza bolesne tematy, książkę czyta się z ogromną swobodą bowiem autorce, udało się utrzymać lekki, chociaż chwilami bardzo dosadny styl. Ta książka nasycona jest także miłością do teatru, poezji i muzyki, można w niej znaleźć ujmujące fragmenty wierszy i piosenek. Zakończenie jest kwintesencją tego, czego szukamy w literaturze, zaskakuje i wzmaga apetyt, aby sięgnąć po kolejny tom. Skusicie się? 
„Wszyscy patrzyli na Bałkany obojętnie, odwracali oczy, by nie widzieć, że krew płynie już nie strumykiem, a całą rzeką”. (str. 195).
„Wojna zabrała im wszystkim młodość, miłość, a w zamian dała tylko poranioną pamięć. Niezależnie od tego, jak nazywali swojego Boga, w którą stronę zwracali twarz przy modlitwie i czy w ogóle robili znak krzyża, wszyscy byli przegranym pokoleniem”. (str. 368). 
________________________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa 

Wydawnictwo: FILIA
Cykl: saga bałkańska / tom II 
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-8075-200-9
Liczba stron: 384
Moja ocena: 7,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:



czwartek, 16 marca 2017

[RECENZJA] "Był sobie pies" – W. Bruce Cameron


„Sensem całego mojego życia było kochać go, być z nim i go uszczęśliwiać”.

Psy darzą ludzi uczuciem bezwarunkowym! Więź, która rodzi się między psem a człowiekiem, jest jedną z bardziej niezwykłych, dlatego warto o nią dbać. Bez wątpienia każdy doceniony pupil odwdzięczy się w dwójnasób, odda swoje psie serce, nie żądając nic w zamian. Miłość bijąca z psich oczu, gestów jest wartością bezcenną. Jednak należy pamiętać, że to my, ludzie kształtujemy psią osobowość, pies w naszym domu to nie zabawka, to żywa istota, która czuje, przywiązuje się, wymaga od nas olbrzymiej cierpliwości i odpowiedzialności... 

Był sobie pies W. Bruce'a Camerona to powieść, którą odebrałam emocjami, zresztą jak każdą inną książkę, która ukazuje niezwykłe wnętrze czworonogich pupili. Jednak w tym przypadku autor posłużył się niebanalną, pierwszoosobową narracją, nadając psim bohaterom cechy ludzkie. Udzielił im głosu, dzięki któremu czytelnik ma niepowtarzalną okazję przenieść się do pomerdanego świata, do wyjątkowej włochatej psychiki. Odebrać świat psimi bodźcami, umysłem, który nie zawsze potrafi ogarnąć skomplikowany ludzki świat, pełen niezrozumiałych emocji i zachowań.

Wyjątkowość tej publikacji kryje się w oryginalnym pomyśle na fabułę, która ukazuje duszę jednego psa, odradzającego się w kolejnych psich wcieleniach. I tak, w pierwszej kolejności poznajemy psa Toby'ego, urodzonego przy nieoswojonej matce. Szczeniak zaczyna stawiać pierwsze kroki na wolności, w której człowiek postrzegany jest, jako potencjalny wróg. Jednak z czasem trafia do schroniska, w którym po raz pierwszy poznaje namiastkę ludzkiej natury. To doświadczenie okazuje się pomocne, kiedy Toby odradza się w ciele golden retrievera i z czasem trafia do domu, w którym otrzymuje imię Bailey. Tam nawiązuje nadzwyczajną więź z chłopcem imieniem Ethan. To właśnie ta psia osobowość dominuje resztę powieści, w której Bailey najpierw podąża u boku ukochanego chłopca, zdobywając nowe umiejętności, uczestnicząc w różnorodnych przygodach, nabywając doświadczeń, które w przyszłych wcieleniach stają się atutem, stanowiącym o jego nieprzeciętności. Kolejne uosobienie to owczarek niemiecki — suczka Elli, pracująca, jako pies topiący w policji. Jej historia poruszyła mnie do łez, oczarowała niebywałą psią osobowością oraz płynącą z niej mądrością. Na koniec poznajemy labradora retrievera o śmiesznym imieniu Koleżka, dzięki tej opowieści będę uważniej się przyglądała samotnie wędrującym  psom w mojej okolicy…
„Psy nie mogą decydować o tym, gdzie mieszkają; o moim losie decydowali ludzie”.

Opowieść nasycona jest różnorodnymi emocjami, które wywołują falę uczuć. Chwilami szalenie zabawnych, prowokujących głośny śmiech, momentami refleksyjnych, uzmysławiających wyjątkowość naszych czworonożnych przyjaciół. Bywa też bardzo smutno i wzruszająco, czego skutkiem jest potok płynących z oczu łez. To szalenie uczuciowa, pogodna i chwytająca za serce powieść, pełna przygód i zabawnych sytuacji, po którą obowiązkowo powinien sięgnąć każdy zwolennik psiej natury. Niewątpliwie na kartach odnajdziecie nie tylko cząstkę siebie, ale przede wszystkim bogactwo cech swojego psiego towarzysza. Tę powieść można czytać na głos swoim dzieciom, dzielić się nią ze swoimi bliskimi lub oddawać się lekturze w ciszy, przeżywając wraz z bohaterami ich radości i smutki.

Był sobie pies to powieść, po którą warto sięgnąć bowiem autor, ukrył w niej wiele mądrości, otwierających umysł człowieka, pozwalających spojrzeć na otaczający nas świat psimi oczyma. Wykreowana przez twórcę, szalenie trafna psia rzeczywistość uświadamia, ułatwia dostrzec błędy, które popełniamy — często nieświadomie — a których skutkiem jest ogromny chaos powstający w głowach naszych czworonogów. Ponadto niniejsza książka posiada cenny dar, który niewykluczone, pomoże złagodzić ból po stracie ukochanego pupila, jako że pozostawia iskierkę nadziei, iż piękne wnętrze towarzyszącego nam przez lata przyjaciela, odrodzi się w kolejnym wcieleniu… Gorąco polecam!

„[…] porażka nie wchodzi w grę, jeśli jedyne, co potrzeba do osiągnięcia sukcesu, to włożenie w coś więcej wysiłku”.

____________________________________________________________________
Kategoria: literatura współczesna / obyczajowo-przygodowa

Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-65506-98-6
Liczba stron: 392
Moja ocena: 8,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:



Książka została zekranizowana!
W tym roku film ukazał się na ekranach polskich kin! 


sobota, 25 lutego 2017

[RECENZJA] "Madonny z ulicy Polanki" – Joanna Marat


Sięgając po Madonny z ulicy Polanki Joanny Marat, spodziewałam się lektury eterycznej, zabawnej i zupełnie niezobowiązującej, tymczasem otrzymałam coś zupełnie odmiennego. Autorka absolutnie mnie zaskoczyła bowiem książka mimo dostrzegalnej nuty humoru, nie jest lekturą, którą czyta się lekko i bez zaangażowania — to jedna z tych powieści, które na długo pozostawiają ślad w umyśle czytelnika.

Joanna Marat – warszawianka i gdańszczanka. Laureatka konkursu na opowiadanie kryminalne Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2010. Debiutowała w 2011 roku w antologii Zaułki zbrodni, samodzielnie zaś powieścią obyczajową Grzechy Joanny. Jej opowiadanie Kaplica Jedenastu Tysięcy Dziewic zostało wyróżnione w konkursie „Literacka podróż po Gdańsku”. W ubiegłym roku ukazał się jej pierwszy kryminał zatytułowany Monogram. Autorkę inspirują ludzie, stare fotografie i strzępki zasłyszanych rozmów. 
„Przede wszystkim on był mężczyzną. A mężczyźnie wolno robić nawet to, co jest zabronione. Tak jest ten świat urządzony i nic się na to nie poradzi”. (str. 189)

Madonny z ulicy Polanki to opowieść o niełatwych dziejach kilku pokoleń, które odciskają piętno na losach kolejnych potomków. Obserwujemy życie różnych kobiet, które za sprawą nieprzychylności losu zmagają się z życiowymi porażkami. Obok każdej z nich egzystują mężczyźni, którzy częściej bywają ograniczeniem niż wsparciem. Tłem większości wydarzeń jest przede wszystkim Gdańsk i jego kamienica przy ulicy Polanki, gdzie mieszkańcy wiodą pozornie spokojne życie, jednak za drzwiami ich mieszkań rozgrywają się ich osobiste, głęboko skrywane dramaty. 

Anna jest kobietą skrytą i niedostępną, mieszka w Szwecji wraz z dużo starszym partnerem, jednak zmęczona niełatwym związkiem, brakiem porozumienia i spójnej wizji ich przyszłości wraca do Polski, gdzie w wynajmuje mieszkanie i podejmuje walkę o swoją zagrożoną przyszłość.

Weronika to kobieta wycofana, o niskim poczuciu własnej wartości, wdowa prowadząca samotne życie, jednak wdaje się w przypadkowy romans z enigmatycznym sąsiadem, w wyniku którego jej życie nabiera osobliwych barw.

Małgorzata pełna temperamentu rozwódka, właścicielka kamienicy przy ulicy Polanki, na co dzień dziennikarka w lokalnym brukowcu, tkwi w skomplikowanym związku z żonatym mężczyzną.

Maciej, trzydziestoletni kawaler, maminsynek z wrodzoną nieśmiałością do kobiet, pracuje jako lekarz onkolog, każdego dnia zmaga się z ludzkimi dramatami. Mieszka wraz z matką, jego marzeniem jest związek z Anną.

Joanna Marat w znakomitym stylu kreśli na kartach zróżnicowane postaci, które pojawiają się bez pośpiechu, regularnie sycąc fabułę sowimi historiami. Z biegiem czasu wszystkie wątki łączą się w jedną spójną całość, ukazując przewrotność ludzkiego losu. Fabuła naznaczona jest skomplikowanymi związkami, zaburzonymi rodzinnymi relacjami, które w znamienny sposób naznaczają przyszłość bohaterów. Książka w pełni angażuje umysł czytelnika bowiem ilość wykreowanych postaci, złożoność ich życiowych perypetii, a także nagromadzenie dramatycznych wydarzeń, które chwilami przenoszą czytelnika do odległych czasów, zmuszają czytelnika do pełnej koncentracji, próby zrozumienia podejmowanych przez bohaterów decyzji. Ponadto niełatwa narracja, w której dialogi są rzadkością, powoduje, że książka staje się wymagającą lekturą — bolesną, smutną i drażliwą — jednakże okraszoną subtelnym humorem, chwilami błyskotliwym sarkazmem. To szalenie wartościowa publikacja, napisana ze smakiem i wyczuciem, zawiera wyjątkowo trafne spostrzeżenia o charakterze kulturowym i społecznym. Ta publikacja nastraja swoistą melancholią, zaskakuje, stawiając przed czytelnikiem pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Po raz pierwszy zetknęłam się z prozą Joanny Marat, po lekturze czuję się zaintrygowana, dlatego z ogromną ciekawością sięgnę po inne książki pisarki.
„Bił ją w obecności syna. I mówił, żeby ten patrzył i się uczył. To były jedyne lekcje wychowawcze, jakich udzielał swojemu jedynakowi. Teraz procentowały. Piotrek trzymał ją mocno za podbródek. Bardzo bolało. Będą siniaki albo nawet złamie jej kark. Całe życie jakiś mężczyzna ją tłukł. I tak już miało zostać. Była typem ofiary. Od dziecka”. (str. 322)

______________________________________________________________________
Kategoria:
 literatura współczesna 

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-8097-006-9
Liczba stron: 480
Moja ocena: 8/10 



Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:




czwartek, 16 lutego 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści" tom II – Joanna Jax


„Z życiem nie należało się cackać, świat nie lubi słabeuszy i filozofów, ale ludzi czynu”.


Otchłań nienawiści stanowi drugą część sześciotomowej sagi Zemsta i przebaczenie. Już podczas lektury pierwszego tomu <Narodziny gniewu> moimi uczuciami targały różnorodne doznania, tymczasem w kontynuacji autorka nie odpuszcza, serwując swoim czytelnikom kolejną burzę emocji. Joanna Jax powtórnie ukazuje dzieje czwórki bohaterów, rzucając ich w epicentrum wojennej zawieruchy, gdzie każdy dzień przynosi nowe wyzwania — zaskakuje, wpychając ich w bezmiar nazistowskiego piekła. Narastający strach i bezsilność potęgują w nich wzburzenie i coraz silniejsze uczucie zagrożenia życia — chcąc przetrwać — muszą stanąć oko w oko z radykalnym okupantem, przewartościować własne zasady i stać się równie bezwzględnym i podstępnym graczem.

Ponownie obserwujemy wydarzenia wpływające na losy kluczowych postaci: Juliana Chełmickiego, Emila Lewina, Hanki Lewinówny oraz Alicji Rosińskiej. Jednak żaden ze znanych nam bohaterów nie jest już tym samym człowiekiem. Czasy zagłady odbijają piętno w sercu każdego z nich, często zmuszając do przyjęcia postaw niezgodnych z wyznawanymi wartościami. Polska nie jest już miejscem, gdzie mogą czuć się bezpiecznie, z każdej strony atakuje ich bezlitosny najeźdźca, roztaczając wokół nich perfidną zasadzkę. W obronie własnej suwerenności podejmują próbę przechytrzenia wroga, łamiąc własne przekonania, stają się przebiegłymi strategami. Czy bezlitosne czasy holokaustu zrujnują pielęgnowaną latami miłość i przyjaźń? 
„Miłość jest prosta — jeśli kogoś kochasz, zrobisz wszystko, żeby uchronić tę osobę przed całym złem świata”.
Pisarka kolejny raz wybornie łączy fikcję literacką z historyczną przeszłością, ukazując skomplikowane losy bohaterów, okupowaną Warszawę  w której każdy wydaje się potencjalnym wrogiem, nazistowskie metody działania  przed którymi trudno się uchronić, życie ludzi na prowincji  gdzie wróg atakuje bez ostrzeżenia, żydowskie getto  w którym w bezduszny sposób giną ludzie bez względu na wiek, czy status społeczny, radziecki temperament  który podstępnie próbuje przejąć kontrolę nad osłabionymi terenami, wreszcie ludzki heroizm, ale i jego ułomność   gdzie miłość i przyjaźń w obliczu wojennej rzeczywistości stanowią swoistą iskrę, dającą siłę, aby podnieść się i walczyć o przetrwanie.
„Teatr jednego aktora — odgrywanie roli silnej osoby, gdy chciało się wyć z tęsknoty, bohaterki, gdy serce ze strachu waliło jak oszalałe, męczennicy, gdy korzystało się z uroków życia z okupantem, patriotki gotowej oddać życie za ojczyznę, gdy tak bardzo i za wszelką cenę chciało się żyć”.
Autorka oddając w ręce czytelników pierwszy tom, wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Stąd pojawiła się we mnie nutka obawy, czy druga część okaże się równie emocjonująca i intrygująca, jak wstęp do wspomnianej sagi? Muszę pochylić głowę i przyznać, że Joanna Jax nie tylko podołała trudnemu zadaniu, według mnie stworzyła powieść, która budzi jeszcze intensywniejsze emocje. Wykreowała szalenie realną rzeczywistość, a także bohaterów, którzy nie są zlepkiem tych samych cech, nieustannie ewoluują, są różnorodni, chwilami nieprzewidywalni, niejednoznaczni, a przy tym niesłychanie prawdziwi. Wywołują rozmaite uczucia, często zaskakują, jednak nie sposób się do nich nie przywiązać. Otchłań nienawiści zabrała mnie w kolejną epicką podróż po meandrach ludzkiego losu, ukazała bezduszne oblicze wojennego terroru, a nieoczekiwane zwroty akcji niejednokrotnie wywołały obawę, smutek, wzruszenie, a także zdumienie. W trakcie lektury towarzyszyło mi nieustanne napięcie i trwoga o losy bohaterów — nie mogę się doczekać kolejnych tomów, jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą ich dalsze dzieje.

Rekomendując:
Joanna Jax bezwzględnie komplikuje losy bohaterów, wikłając ich w wojenną zawieruchę. To znakomita kontynuacja sagi, w której fikcja literacka misternie łączy się z historią, gdzie wojna, miłość i przyjaźń wysuwają się na pierwszy plan, nie dając wytchnienia bohaterom. Nasycona dramatyzmem i brawurą, uporczywie wzrusza i niepokoi, konsekwentnie wystawiając emocje czytelnika na wielką próbę. Tym razem wszyscy bohaterowie noszą osobliwe maski, pod którymi ukrywają nie tylko własną tożsamość, ale przede wszystkim stan umysłu, wzmagającą się nienawiść i strach, które w czasach zagłady chwilami przyjmują bezduszną postać. Fascynująca opowieść, w której nieklarowna rzeczywistość zaczyna przeistaczać się w hitlerowski koszmar! Polecam!
„Jeśli kogoś kochasz, nie wahasz się ani przez moment, czy ratować mu życie”.
________________________________________________________________________
Kategoria: powieść historyczna / obyczajowa  

Wydawnictwo: Videograf SA. 
Cykl: Zemsta i przebaczenie / tom II
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-7835-538-0 
Liczba stron: 376

Moja ocena: 9/10 


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję:

czwartek, 8 grudnia 2016

[RECENZJA] "Dziewczyna, która przepadła" – Katarzyna Misiołek

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa

Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-287-0420-6
Liczba stron: 464

Moja ocena: 8,5/10


„Nie ma gorszej rzeczy niż samotność. Człowiek pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami prędzej czy później wariuje…”. 


Izolacja, samotność, tęsknota za bliskimi, wreszcie strach, ból, upokorzenie, zdumiewające okrucieństwo, które odbiera poczucie godności, kradnie umysł i duszę — to emocje, które towarzyszyły głównej bohaterce przez ponad osiem lat życia w odosobnieniu, wyłącznie w towarzystwie psychopaty, który każdego dnia czerpał radość z patrzenia na ponadludzką udrękę.


"Potwór o twarzy człowieka, człowiek o duszy potwora”. (str. 142)

Dziewczyna, która przepadła
Katarzyny Misiołek stanowi kontynuację niedawno recenzowanej przez mnie książki Ostatni dzień roku. Była to według mnie szalenie sugestywna powieść, której lektura naruszyła mój wewnętrzny spokój, wywołała szereg różnorodnych uczuć, skłaniając do wielu refleksji. Zabrała mnie do świata ludzi przeżywających udrękę związaną z tęsknotą, niepewnością, swoistą dezorientacją, życiem w ciągłym strachu na skutek zaginięcia bliskiej osoby. Dziewczyna, która przepadła bez wątpienia okazała się równie emocjonalną, jednak bardziej przerażającą historią bowiem odzwierciedla najbardziej niepokojące kobiece lęki. To kolejna intrygująco skrojona powieść, która w tym wypadku stanowi dobrze opracowany portret psychologiczny ofiary i jej kata, z tym że kata poznajemy wyłącznie z perspektywy ofiary. Gdyby autorka wprowadziła rozdziały, w których czytelnik miałby możliwość zgłębić postać oprawcy, śledząc wydarzenia z jego punktu widzenia, obnażające jego motywy postępowania, a także towarzyszące mu emocje, byłaby to dla mnie powieść idealna.

„Czuć nieograniczoną władzę nad drugim człowiekiem, to niemal stawiać się w roli Boga”. (str. 36).
Tym razem śledzimy wydarzenia z perspektywy zaginionej Moniki, która jak się dowiadujemy, została podstępnie porwana, a następnie przetrzymywana w domu na odludziu. Przez ponad osiem lat przeżywała potworną gehennę — odcięta od rzeczywistości, zamknięta w małym, obskurnym pokoju, każdego dnia maltretowana psychicznie i fizycznie przez obłąkanego szaleńca. Monika nosi w sercu także wstydliwą tajemnicę, która wywołuje wyrzuty sumienia, swego rodzaju złość, stanowiącą dla jej stłamszonej psychiki dodatkowe obciążenie.

Katarzyna Misiołek ponownie zabiera czytelnika w bardzo intymną podróż, ukazując poprzez narrację pierwszoosobową umysł kobiety stopniowo odzieranej z istoty człowieczeństwa, której ciało i dusza zostają wystawione na wielką próbę. Przez wiele lat okradana z godności i moralnych zasad, w konsekwencji doznaje trwałego okaleczenia. Wewnętrzna walka Moniki została zobrazowana w bardzo wiarygodny sposób, tym samym odzwierciedlając doskonały obraz zniewolonej ofiary, która mimo walki, nieustannie przegrywa ze swym oprawcą, nierzadko tracąc poczucie własnej wartości, szacunku. Rodzi się w niej wiele sprzecznych emocji, które wyzwalają w niej tęsknotę, złość, wstyd i poczucie zupełnej porażki.



Ta historia to wyłącznie fikcja literacka, jednak napisana w bardzo rzeczywisty sposób. Wiarygodne, plastyczne opisy, realistyczne dialogi, a także dobrze wykreowane postaci sprawiają, że książkę czyta się, jak opowieść opartą na prawdziwych wydarzeniach. Fabuła została podzielona na kilka rozdziałów, dzięki temu przed oczami odbiorcy wyłania się zróżnicowany obraz, ukazujący tę historię w szerszym wymiarze. Pisarka kreśli na kartach kilka portretów ofiary. Po pierwsze ilustruje kobietę, której zostaje odebrana wolność, która okrutnie dręczona zmaga się nie tylko z bezwzględnym oprawcą, ale przede wszystkim z wewnętrznym lękiem, narastającą paniką, chwilami obojętności, wkradającą się w jej umysł stagnacją, głębokim upokorzeniem, a także stopniowym odczłowieczeniem, odbierającym jej poczucie godności. Następnie pisarka doskonale rysuje portret pokrzywdzonej, odzwierciedlający trudny moment wyzwolenia, w którym uwaga otoczenia koncentruje się na jej sensacyjnym odnalezieniu. Zderzenie z rzeczywistością — mimo wielkiej euforii — okazuje się trudnym do zniesienia przeżyciem. Dodatkowo Monika wpada w kuriozalną pułapkę — w której mimo wolności — zaczyna ponowne czuć się więźniem, osobliwym zakładnikiem wstydliwej przeszłości. Czy zdoła wyswobodzić się z niewidzialnej złotej klatki i czy normalne życie, po tak traumatycznych doświadczeniach jest w ogóle możliwe? Wreszcie, czy jej bliscy zdołają wyrzucić z siebie uzasadniony lęk o jej przyszłość?
„W świecie, w którym czyhają na człowieka dosłownie setki zagrożeń, nie trzeba być ocalałą z piekła, żeby zrozumieć, że niepokój będzie nam towarzyszyć już zawsze…”. (str. 431). 
Jeśli lubicie wyraziste opowieści, które pozwalają wejść głęboko w psychikę bohatera, poczuć i zmierzyć się jego skomplikowanymi emocjami, koniecznie sięgnijcie po tę książkę, która w znakomity sposób odzwierciedla zawiłe, dotkliwe, chwilami szokujące doznania stłamszonej, poniżonej kobiety. Ponadto autorka za pośrednictwem ofiary kreśli wiarygodny portret zaburzonego oprawcy, a jego osąd pozostawia odbiorcy. 

To jedna z tych książek, które zmuszają do refleksji, stawiając przed czytelnikiem trudne pytania, czy istnieją przesłanki tłumaczące tak bezwzględne, nieludzkie traktowanie drugiego człowieka? Jak daleko można się posunąć, gnębiąc żywą, przerażoną istotę i jak wiele męki jesteśmy w stanie znieść?  Macie odwagę zmierzyć się z tak sugestywną, chwilami przerażającą, niepokojącą i okrutnie osobistą historią? Ja się odważyłam i chociaż wielokrotnie targała mną złość, a nawet nienawiść względem tak brutalnego dręczyciela, to przeżyłam także chwile wzruszenia, smutku i współczucia. Słowem Katarzyna Misiołek stworzyła kolejną powieść, która niemalże idealnie wpisała się w mój czytelniczy gust.  
„Toczy nas zgnilizna zwana życiem. Przeżera nam trzewia, sączy w nas truciznę, dzień po dniu odbiera marne resztki złudzeń […] Dostojewski powiedział kiedyś, że jeśli diabeł nie istnieje, a stworzył go człowiek, to stworzył go na własny obraz i podobieństwo”. (str. 107-108).

 Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu: