„Człowiek musi wiele sobie wybaczyć,
żeby być zdolnym do przebaczenia innym”.
Kiedy czytałam Księgę Diny, stanowiącą pierwszy tom Trylogii Diny targały mną
różnorodne emocje, a postać głównej bohaterki skłoniła do wielu przemyśleń,
nieustannej analizy jej trudnej do jednoznacznego zdefiniowania osobowości. Nie
udało mi się jej jasno określić, stała się dla mnie postacią literacką, którą
darzę skrajnie różnorodnymi uczuciami, a jednak to Dina i jej zaburzony
wewnętrzny świat skradł moje serce, toteż z wielką ciekawością sięgnęłam po Syna szczęścia, który jest kontynuacją wspomnianego cyklu.
„Człowiek miał pokusę, aby zadać sobie pytanie: po co się żyje? Czy tylko dla siebie? Czy żeby być przymusowym świadkiem, który niczego nie zdradzi?” (str. 164)
Dina, matka Beniamina, zraniona jako mała dziewczynka, z bliznami na duszy
uporczywie podąża przez życie — szukając miłości, której nie zaznała — będąc
dzieckiem. Jako żona, matka, kochanka, jednocześnie silna i wrażliwa, kierująca
się w życiu własnymi zasadami kobieta, jest równolegle uosobieniem dobra i
niepokorności, jest także szalenie niebezpieczna. Staje się dla Beniamina
wielkim autorytetem i chociaż jest jego matką, to dla małego chłopca bywa
postacią niedoścignioną. Dina nie poświęca chłopcu należytej uwagi, jest
nieustannie skupiona na własnych emocjach. Beniamin otrzymuje ogromne wsparcie
od innych mieszkańców Reinsnes, od Matki Karen, Stine, Tomasza, czy Andersa, ale to miłości Diny pragnie z całego
serca, doszukuje się jej w każdym najdrobniejszym geście, spojrzeniu czy
rozmowie. Często podąża śladami matki, tropi ją, obserwuje aż pewnego dnia, staje
się mimowolnym świadkiem jej okrutnego czynu, który na zawsze odbija piętno w
jego zagadkowej psychice. Dręczą go groteskowe, pełne lęku sny, staje się
kolejną trudną do określenia postacią, która wzbudza u czytelnika zarazem żal, współczucie, jak i ogromną niechęć.
„Powietrze wydawało się szklanym pyłem, który musiałem wdychać. Ciągle byłem poza samym sobą. Byłem człowiekiem, którego nigdy nie znałem. Jeszcze niepomyślaną myślą. Jeszcze niewykorzystanym dziedzictwem, a zarazem bolesnym wrzodem winy”. (str. 390)
„Lazaret polowy przesycony był krwią, ropą i goryczą. Przenikały one kikuty nóg, gangrenę i okaleczone twarze. Więcej, przepajały nawet samą śmierć”. (str. 275)
Herbjørg Wassmo oczarowała mnie wysublimowanym, kunsztownym stylem i
niecodzienną kreacją bohaterów, ich psychologiczną głębią, oryginalnością, niebanalnością, a także szalenie plastycznymi opisami, które przeniosły mnie na
długie godziny do zamkniętego, surowego XIX wiecznego społeczeństwa w norweskim Reinsnes,
a także do ówczesnego Berlina i Kopenhagi. Poznałam tamtejszych ludzi, ich
mentalność i zwyczaje, posmakowałam wyjątkowo odmiennej od współczesnej,
rzeczywistości. Urzekł mnie chwilami refleksyjny, ale i nasycony intensywnymi
emocjami rytm powieści. Szalenie realne opisy oszałamiają, wywołują
przyśpieszony rytm serca, chwilami zapierając dech. Autorka wykreowała kolejną
skomplikowaną postać, która nieustannie dręczy myśli czytelnika, nie pozwalając
jednoznacznie jej ocenić. Zarówno Księga Diny, jak i Syn szczęścia na długo
zapadną w moją pamięć, w szczególności bohaterowie, tak nieszablonowi,
enigmatyczni, błyskotliwi i wieloznaczni. Słowem, mistrzowskie kreacje, mocno
odbiegające od nieustannie pojawiających się schematów, czy stereotypów w
literaturze. Mam jednak świadomość, że jest to kolejna powieść autorki, która nie musi w identyczny sposób czarować każdego czytelnika bowiem fabuła nie jest łatwa i oczywista, a bohaterowie rodzą niejednolite emocje.
Na uznanie zasługują także role Ewy Partyki i Ewy M. Bilińskiej, które przełożyły obie powieści z języka norweskiego, pięknie odzwierciedlając efektowny styl
pisarki. Za każdym razem, kiedy sięgam po książki Wydawnictwa Smak Słowa,
delektuję się starannością, znakomitą korektą — w tekście nie ma żadnych braków,
niedociągnięć, czy innych błędów — lektura zaspakaja, koi czytelniczą duszę i
daje uczucie znakomicie spędzonego czasu.
„[…] proste, lecz niezbędne słowa należy wymówić nie po to, aby śmierć tego drugiego była lżejsza. Nie, one potrzebne są człowiekowi, żeby mógł kiedyś umrzeć spokojniej". (str. 408).
Syn szczęścia Herbjørg Wassmo to kolejna oryginalna powieść,
skierowana do miłośników literatury skandynawskiej, pełna nieoczywistej treści,
skłaniającej do głębokich refleksji, intensywnych emocji, wysublimowanej namiętności oraz wyjątkowo urzekającego klimatu, który działa na zmysły, sycąc intelektualne zmysły. Czytelnicy poszukujący nieszablonowych,
kunsztownie podanych treści powinni poczuć się ukontentowani. Gorąco polecam i niecierpliwe czekam na trzeci tom!
„Tylko głupcy spędzają życie na praktykach wiary i modlitwach wymyślonych przez ludzi. Liczy się miłość. Jeśli masz miłość, to w niej spełniają się wszystkie modlitwy tej ziemi”. (str. 314)
__________________________________________________________________________________
Kategoria: literatura współczesna
Kategoria: literatura współczesna
Wydawnictwo: Smak Słowa
Seria: Arcydzieła Literatury Norweskiej
Cykl: Trylogia Diny
Tłumaczenie: Ewa M. Bilińska
Rok wydania: 2017
Tłumaczenie: Ewa M. Bilińska
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-64846-84-7
Liczba stron: 558
