Los bywa nieprzewidywalny i bardzo przewrotny, dlatego czasem zaskakuje,
doświadczając traumatycznymi epizodami, tym samym zupełnie burząc dotychczasowe życie.
Destabilizuje wewnętrzną równowagę, powodując zachwianie wiary w
ludzi, Boga i świetlaną przyszłość.
„[…] czasem trudno odróżnić magię od zwykłych złudzeń”.
Magia Świąt Bożego Narodzenia działa w szalenie wyjątkowy sposób na większość
ludzi. Wyzwala swoistą euforię i wprowadza nas w cudowny i błogi nastrój,
czujemy się szczęśliwsi, spokojniejsi, bardziej zrelaksowani — zaczynamy
dostrzegać i doceniać bliskich, kochamy jakby mocniej. Oczywiście są wśród nas
wyjątki — ludzie, dla których święta są przykrym bądź nudnym doświadczeniem —
to bardzo smutne, a nawet bolesne, szczęśliwie są w zdecydowanej mniejszości…
"Jeśli jedno z bliźniąt się zrani, drugie będzie
krwawić".
Noah i Jude to rodzeństwo bliźniacze, które cechuje niezwykle głęboka
więź. Potrafią współodczuwać, przenikać się myślami i doznaniami są w pewien
nieokreślony sposób zależni od siebie, nie mogą bez siebie istnieć, dlatego
rozłąka w ich wypadku może stać się bardzo bolesna, wręcz traumatyczna,
natomiast nagły brak porozumienia popycha ich do kuriozalnych zachowań, które
na zawsze odmienią ich życie.
"Z pożądaniem łatwo wygrać. Zwłaszcza gdy jego jedynym orężem jest wzajemny pociąg. O wiele trudniej jest wygrać walkę z własnym sercem".
Przyznaję się, że dotąd nie była mi znana twórczość Colleen Hoover, chociaż jedna z jej książek stoi od dawna na mojej półce. "Maybe Someday" jest pierwszą powieścią autorki, po którą postanowiłam sięgnąć, przede wszystkim dlatego, że książka bierze udział w zacnej akcji Book Tour, zorganizowanej przez Wydawnictwo Otwarte, a do której zaprosiła mnie Ola z Aleksandrowych myśli. Dotychczas niezwykle rzadko sięgałam po tego typu literaturę, jednakże dzięki takim akcjom docierają do mnie publikacje, których być może nigdy bym nie przeczytała. To z pewnością daje mi możliwość poznania innego oblicza literatury, poza tym są to książki, które czyta się niezwykle lekko i przyjemnie, tak też stało się w przypadku niniejszej powieści.
"Maybe someday" to w głównej mierze opowieść Sydney i Ridge'a, dwojga młodych ludzi, którzy w pewnym momencie swojego życia stają w obliczu trudnej decyzji. Każde rozwiązanie wydaje się niewłaściwe i trudne do zaakceptowania. Bez względu na to, jak postąpią, zawsze ktoś będzie cierpiał.
Kiedy sięgałam po tę powieść było we mnie
wiele sprzecznych uczuć, bowiem nie jestem zaciętą miłośniczką literatury
młodzieżowej. Obawiałam się ckliwej historyjki o uczuciu dwojga nastolatków, w
której fabuła będzie się toczyć wyłącznie wokół ich słodkich randek. Nie lubię
czytać książek, w których romans jest jedynym wątkiem. Jednakże
postanowiłam dać szansę tej wysoce ocenianej przez innych czytelników książce,
aby się przekonać, czy i mnie tak mocno oczaruje, tym bardziej, że udało mi się
już wcześniej trafić na kilka perełek w tym gatunku. Urzekła mnie, czy
rozczarowała? O tym opowiem za chwilę…
Eleonora jest nastolatką, która bardzo
wyróżnia się w grupie rówieśników - jest ruda, piegowata, o jasnej karnacji, zawsze
dziwacznie ubrana, nie olśniewa najmodniejszymi ubraniami i młodzieżowymi
gadżetami. Pochodzi z ubogiej rodziny, mieszka w skromnym domu, w jednym pokoju
z pozostałym rodzeństwem. Odtrącona przez ojca, nieakceptowana przez ojczyma,
zastraszona i wyobcowana próbuje odnaleźć swoje miejsce i zrozumieć otaczający
ją świat. Eleonora jest szalenie samotna i nieufna, brakuje jej poczucia
własnej wartości, każdego dnia zmaga się z dyskryminacją wśród rówieśników. Nieustannie wyśmiewana i ignorowana z trudem odnajduje się w szkolnych murach. Pewnego dnia
z pomocą przychodzi chłopak imieniem Park, pozwalając dziewczynie zająć miejsce obok siebie w
szkolnym autobusie. Od tej chwili każdego dnia jeżdżą razem do szkoły, a Park,
jako jedyny zaczyna dostrzegać w Eleonorze coś więcej niż tylko jej dziwaczną
powierzchowność. Odkrywa w niej miłość do literatury i muzyki, coraz mocniej
intryguje go pokręcona osobowość Eleonory. Czy głębsze relacje z tak wyalienowaną i
zbuntowaną nastolatką są w ogóle możliwe? Tego moi Kochani Wam nie zdradzę…
"Zamartwiasz się, bo zrobiłeś coś miłego, podczas gdy inni
się przyglądali." str. 24
Rainbow Rowell w bardzo przystępny i
rzetelny sposób ukazała dylematy i rozterki młodego pokolenia, zwróciła uwagę na
istotny problem związany z odrzuceniem w środowisku rówieśniczym oraz jego wpływ na
rozwój i dalsze życie nastolatków. Ukazała egzystencję w rodzinie dysfunkcyjnej, w której
brak poczucia bezpieczeństwa i wsparcia odbijają się na relacjach w środowisku
rówieśniczym. Autorka pokazała też jak istotną sprawą jest, aby otaczać
wsparciem i zrozumieniem dzieci wychowujące się w domach, gdzie występuje brak miłości,
stabilizacji oraz podstawowych zasad współżycia społecznego.
Ponadto autorce idealnie udało się
odzwierciedlić emocje młodych ludzi, wykreowane przez nią postaci są bardzo
autentyczne i w moim odczuciu absolutnie nieprzerysowane. To nie jest para
idealnych nastolatków, Eleonora i Park są zupełnie różni, zarówno pod względem
wyglądu zewnętrznego, jak i cech charakteru, a jednak mocno się przyciągają,
oboje walczą z wewnętrznymi rozterkami, są rozdarci, ale każdy z zupełnie innego powodu.
Historia została ukazana z perspektywy zarówno Eleonory, jak i Parka dzięki czemu
czytelnik ma możliwość poznać emocje obojga bohaterów. W zasadzie tylko
zakończenie nie wywołało we mnie większych emocji, szkoda, bowiem mogła to być
książka idealna. Niemniej jednak pozostaję pod jej niemałym wrażeniem i nie
żałuję ani jednaj chwili spędzonej z tą powieścią.
"Klęczała jeszcze chwilkę przy chłopcach,
głaskała ich i kołysała, a potem wyszła. Eleonora mogłaby przysiąc, że słyszy
przyspieszone bicie pięciu serc. Każde z nich wstrzymywało szloch. Płakało
do środka". Str. 171
Przyznam się Wam zupełnie szczerze, nie
spodziewałam się, że ta powieść zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie. Dzięki
tej książce wróciłam pamięcią do czasów, kiedy sama byłam nastolatką. I chociaż nastolatką nie jestem już od bardzo dawna, to właśnie ta powieść przypomniała mi, nie tylko
jak przyjemnie nią być, ale także jak trudno w tym wieku być rozumianym przez dorosłych, jak mało istotne dla nich wydają się być problemy młodzieży i jak łatwo
zniszczyć ich psychikę. Jak ważnym jest wychowanie w domu pełnym uwagi i
miłości rodziców, jak niebagatelne jest rozmawianie o uczuciach i codziennych
troskach i jak kluczowa jest przyjaźń oraz miłość.
"(…) jej dom to Forteca
Samotności…" str. 204
Pokochałam Eleonorę mimo jej dziwactw i
często nadętego charakteru, polubiłam Parka za jego dojrzałość i wyrozumiałość.
To kuriozalne, ale w trakcie lektury tej książki chwilami miałam "motylki" w
brzuchu i czułam się jak małolata. Spędziłam z nią cudowne chwile, i nawet
przez moment nie żałowałam, że sięgnęłam po tę powieść. Wróciłam do czasów, kiedy
sama byłam nastolatką, ta książka przywołała wiele pogodnych wspomnień. Okazało
się, że nie jest to banalna historia o miłości dwojga młodych ludzi. Według
mnie ta książka jest znacznie głębsza, zwraca uwagę na ważne kwestie, które
coraz częściej pojawiają się we współczesnym świecie, ta historia skłania do
refleksji i mocno zapada w pamięć.
Reasumując, "Eleonora
& Park" autorstwa Rainbow Rowell, to
słodko-gorzka historia dwojga zupełnie różnych nastolatków, których połączyła
miłość do literatury i muzyki. Mimo tego, iż ta opowieść ma w sobie szczyptę
goryczy to jednak czyta się ją z ogromną przyjemnością i lekkością, wywołuje
uśmiech na twarzy, przyjemnie łaskocze serce, wzrusza, chwilami drażni, ale
przywołuje także wspomnienia. Mimo, iż jest to literatura młodzieżowa to jednak
odnajdzie się w niej zarówno nastolatek, jak również osoba dojrzała i z pewnością na każdego z
nich wpłynie w zupełnie inny sposób. Według mnie to bardzo uniwersalna
historia, która w zależności od wieku wywoła zupełnie inne refleksje. Słowem
opowieść, którą zaserwowała mi autorka nie jest nadto gorzka,
ani przesłodzona, wszystkie składniki wydają się być dobrane idealnie,
pozostawiając po sobie przyjemne wrażenie. Przyznaję, że ta książka
przywołała wiele wspomnień i zupełnie skradła moje serce. Szczerze polecam!
"Trzymanie dłoni Eleonory było jak trzymanie
motyla. Albo bijącego serca. Jak trzymanie czegoś doskonałego i pełnego
życia". Str. 85