Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2019

[RECENZJA] "Dziewczyna z gór" — Małgorzata Warda




"Jestem dziewczyną z gór, o mnie i o Jakubie od lat mówi całe miasteczko…”.

Dziewczynę z gór Małgorzaty Wardy przeczytałam w marcu tego roku, mimo mijającego czasu nie potrafię przestać o niej myśleć. W moim odczuciu autorce udało się stworzyć frapującą fabułę, szalenie refleksyjną, posiadającą swoistą głębię, która wprowadza czytelnika w magiczny, chwilami surowy, ale przede wszystkim wyjątkowo enigmatyczny klimat. Uważam, że to bardzo oryginalna książka, która idealnie wpasowała się w mój czytelniczy gust. 

Od lat cenię twórczość Małgorzaty Wardy nie tylko za warsztat, ale także za niebanalność zagadnień, z którymi odważnie mierzy się w swoich książkach. Dzięki nim powieści autorki stanowią zarówno świetną rozrywkę, jak i powód skłaniający do przemyśleń. Pisarka w sugestywny sposób zwraca uwagę odbiorcy na świat, który go otacza, a przede wszystkim na ludzi, których codzienność bywa skomplikowana, a bieg wydarzeń nie zawsze zrozumiały i zakończony sukcesem.

Nadia, główna bohaterka niniejszej powieści to jedenastoletnia dziewczynka, wychowująca się w tradycyjnym domu, gdzie nie brakuje poczucia bezpieczeństwa. Jej poukładany świat rozpada się w chwili, kiedy zostaje porywana z przyczepy campingowej — stojącej nieopodal domu rodziców — przez młodego mężczyznę. Rzeczywistość dziewczynki w nieoczekiwany sposób zostaje zupełnie odmieniona. Nadia musi przywyknąć do warunków, w których klimat bywa wyjątkowo surowy. Musi nauczyć się żyć w odosobnieniu, w towarzystwie obcego, dorosłego mężczyzny, a także wśród nieodkrytej przyrody i dzikich zwierząt, których do tej pory nie miała okazji poznać. Jedenastolatka jeszcze nie wie, że jej porwanie jest konsekwencją niefortunnych wydarzeń, mających miejsce w dalekiej przeszłości. Jakie tajemnice skrywają zarówno bliscy dziewczynki, jak i obcy mężczyzna? Wreszcie, jaki los czeka przerażoną Nadię, która trafia do starego, opuszczonego domu, gdzieś daleko w górnych partiach bezlitosnych, jednocześnie bajkowych, zapierających dech w piersiach Bieszczad? Tam niebezpieczeństwo czyha za każdym z drzew, sprzyjając tylko tym, którzy doskonale znają ten osobliwy klimat. Koniecznie przekonajcie się sami i zgłębcie tajemnice, które kryją bohaterowie tejże powieści.

Autorka prowadzi akcję dwutorowo, przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami sprzed lat, powoli odsłaniając przed czytelnikiem tajemnice skrywane przez bohaterów. Czytelnik obserwuje bieżące wydarzenia z perspektywy porwanej Nadii, natomiast retrospekcje z przeszłości ukazane są oczami postaci, których tożsamości nie zdradzę, aby nie uchylić nadto zagadkowej części fabuły.

Co urzekło mnie w tej historii? Po pierwsze, panujący w powieści nietuzinkowy, chwilami zjawiskowy tudzież bajkowy klimat, po drugie szalenie nieprzewidywalna i dająca do myślenia fabuła, po trzecie, wilki, które są nieodzownym elementem tejże publikacji, a nade wszystko, nieoczekiwana relacja między porywaczem a jedenastoletnią dziewczynką. To właśnie ten element zupełnie mnie zaskoczył, wywołując ogrom rozmaitych wrażeń.

"To tak, jakbym była w innym świecie: słyszę tylko szum wody, widzę stłumione światło dnia, czuję przeraźliwe zimno, moje ciało krzyczy ze wszystkich sił, ale usta milczą. Próbuję czegoś się uchwycić, bezradnie drapię paznokciami spękany sufit z lodu. Bąbelki powietrza wypadają z moich ust, gdy szarpię się i młócę rękoma. Już brakuje mi tchu, wariuje mi błędnik, ręce i nogi mam coraz bardziej sztywne, powolne…”.

Sięgając po tę powieść, spodziewałam się zupełnie innych emocji, tymczasem otrzymałam książkę nasyconą nie tylko bardzo sugestywnymi opisami wyjątkowej, bieszczadzkiej przyrody, ale przede wszystkim realnymi emocjami, ludzkimi dylematami, które wyzwoliły we mnie ogrom refleksji, do dziś nieustannie zaprzątających moją głowę. Stało się tak za sprawą bohatera, którego miałam darzyć niechęcią, który miał we mnie wywoływać wstręt, tymczasem z każdą kolejną stroną stawał się dla mnie postacią, której przeżycia mnie poruszyły? I tak o to, oblicze porywacza nieustannie intrygowało mnie przez cały czas trwania powieści, wywołując ambiwalentne odczucia. Autorka w bardzo subtelny sposób przedstawiła jego szokującą historię, tworząc bohatera charakteryzującego się imponującą charyzmą, ale i zadziwiająco tajemniczą osobowością. Nadia również jest świetnie wykreowaną postacią, wnoszącą w tę powieść świeży, delikatny powiew. Tymczasem, jakby mogło się wydawać, zaburzona egzystencja małej dziewczynki — wywołała u mnie przemyślenia, których zupełnie się nie spodziewałam. To, co mnie bezustannie trapi, to rozważania, czy dla samej Nadii porwanie było czymś, co nie powinno się wydarzyć, czy może stało się tym, co otworzyło ją na zupełnie inne, ale czy ostatecznie złe doświadczenia? Ogromnie się cieszę, że Małgorzata Warda pracuje nad kolejną częścią, zżyłam się z bohaterami i jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Reasumując, książkę czyta się jednym tchem, a odbiorca doświadcza emocji, które malują się w jego wyobraźni całą paletą barw. Jeżeli lubicie górskie, surowe klimaty, zajmującą i niebanalną fabułę, która wymusza, aby na chwilę się zatrzymać, zastanowić nad otaczającą rzeczywistością, a przede wszystkim nad tym, co tak naprawdę jest dobrem, a co złem? Obowiązkowo przeczytajcie Dziewczynę z gór

Dodam, że jestem absolutnie zachwycona tą książką, mogłabym rozmawiać o niej godzinami, dywagując nad genialnie wykreowanym światem przez Małgorzatę Wardę! Szczerze polecam!

"Prawda jest jednak taka, że nie ma jednej dobrej odpowiedzi i nigdy jej nie było”.


 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018 
ISBN 978-83-8123-351-4
Liczba stron: 440
Moja ocena: 9/10 


Książka pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki.

sobota, 25 lutego 2017

[RECENZJA] "Madonny z ulicy Polanki" – Joanna Marat


Sięgając po Madonny z ulicy Polanki Joanny Marat, spodziewałam się lektury eterycznej, zabawnej i zupełnie niezobowiązującej, tymczasem otrzymałam coś zupełnie odmiennego. Autorka absolutnie mnie zaskoczyła bowiem książka mimo dostrzegalnej nuty humoru, nie jest lekturą, którą czyta się lekko i bez zaangażowania — to jedna z tych powieści, które na długo pozostawiają ślad w umyśle czytelnika.

Joanna Marat – warszawianka i gdańszczanka. Laureatka konkursu na opowiadanie kryminalne Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2010. Debiutowała w 2011 roku w antologii Zaułki zbrodni, samodzielnie zaś powieścią obyczajową Grzechy Joanny. Jej opowiadanie Kaplica Jedenastu Tysięcy Dziewic zostało wyróżnione w konkursie „Literacka podróż po Gdańsku”. W ubiegłym roku ukazał się jej pierwszy kryminał zatytułowany Monogram. Autorkę inspirują ludzie, stare fotografie i strzępki zasłyszanych rozmów. 
„Przede wszystkim on był mężczyzną. A mężczyźnie wolno robić nawet to, co jest zabronione. Tak jest ten świat urządzony i nic się na to nie poradzi”. (str. 189)

Madonny z ulicy Polanki to opowieść o niełatwych dziejach kilku pokoleń, które odciskają piętno na losach kolejnych potomków. Obserwujemy życie różnych kobiet, które za sprawą nieprzychylności losu zmagają się z życiowymi porażkami. Obok każdej z nich egzystują mężczyźni, którzy częściej bywają ograniczeniem niż wsparciem. Tłem większości wydarzeń jest przede wszystkim Gdańsk i jego kamienica przy ulicy Polanki, gdzie mieszkańcy wiodą pozornie spokojne życie, jednak za drzwiami ich mieszkań rozgrywają się ich osobiste, głęboko skrywane dramaty. 

Anna jest kobietą skrytą i niedostępną, mieszka w Szwecji wraz z dużo starszym partnerem, jednak zmęczona niełatwym związkiem, brakiem porozumienia i spójnej wizji ich przyszłości wraca do Polski, gdzie w wynajmuje mieszkanie i podejmuje walkę o swoją zagrożoną przyszłość.

Weronika to kobieta wycofana, o niskim poczuciu własnej wartości, wdowa prowadząca samotne życie, jednak wdaje się w przypadkowy romans z enigmatycznym sąsiadem, w wyniku którego jej życie nabiera osobliwych barw.

Małgorzata pełna temperamentu rozwódka, właścicielka kamienicy przy ulicy Polanki, na co dzień dziennikarka w lokalnym brukowcu, tkwi w skomplikowanym związku z żonatym mężczyzną.

Maciej, trzydziestoletni kawaler, maminsynek z wrodzoną nieśmiałością do kobiet, pracuje jako lekarz onkolog, każdego dnia zmaga się z ludzkimi dramatami. Mieszka wraz z matką, jego marzeniem jest związek z Anną.

Joanna Marat w znakomitym stylu kreśli na kartach zróżnicowane postaci, które pojawiają się bez pośpiechu, regularnie sycąc fabułę sowimi historiami. Z biegiem czasu wszystkie wątki łączą się w jedną spójną całość, ukazując przewrotność ludzkiego losu. Fabuła naznaczona jest skomplikowanymi związkami, zaburzonymi rodzinnymi relacjami, które w znamienny sposób naznaczają przyszłość bohaterów. Książka w pełni angażuje umysł czytelnika bowiem ilość wykreowanych postaci, złożoność ich życiowych perypetii, a także nagromadzenie dramatycznych wydarzeń, które chwilami przenoszą czytelnika do odległych czasów, zmuszają czytelnika do pełnej koncentracji, próby zrozumienia podejmowanych przez bohaterów decyzji. Ponadto niełatwa narracja, w której dialogi są rzadkością, powoduje, że książka staje się wymagającą lekturą — bolesną, smutną i drażliwą — jednakże okraszoną subtelnym humorem, chwilami błyskotliwym sarkazmem. To szalenie wartościowa publikacja, napisana ze smakiem i wyczuciem, zawiera wyjątkowo trafne spostrzeżenia o charakterze kulturowym i społecznym. Ta publikacja nastraja swoistą melancholią, zaskakuje, stawiając przed czytelnikiem pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Po raz pierwszy zetknęłam się z prozą Joanny Marat, po lekturze czuję się zaintrygowana, dlatego z ogromną ciekawością sięgnę po inne książki pisarki.
„Bił ją w obecności syna. I mówił, żeby ten patrzył i się uczył. To były jedyne lekcje wychowawcze, jakich udzielał swojemu jedynakowi. Teraz procentowały. Piotrek trzymał ją mocno za podbródek. Bardzo bolało. Będą siniaki albo nawet złamie jej kark. Całe życie jakiś mężczyzna ją tłukł. I tak już miało zostać. Była typem ofiary. Od dziecka”. (str. 322)

______________________________________________________________________
Kategoria:
 literatura współczesna 

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-8097-006-9
Liczba stron: 480
Moja ocena: 8/10 



Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:




wtorek, 25 października 2016

[RECENZJA] "Świat Ruty" – Iwona Żytkowiak

Kategoria: literatura współczesna

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-8069-464-4
Liczba stron: 296

Moja ocena: 8/10
„Świat nie wybacza inności”.


Świat Ruty Iwony Żytkowiak, to książka niełatwa, dalece odbiegająca od tradycyjnych powieści obyczajowych, to bardzo szczególna proza o niecodziennym klimacie, który łączy ze sobą czasy współczesne z dotkliwą przeszłością. To także jedna z tych publikacji, która rodzi mnóstwo różnorodnych emocji — niepokoi, smuci, chwilami doskwiera i mocno zapada w pamięć. Ukazuje inność, budzącą tak wiele niesłusznych doznań, osądów, czy też nieuzasadnionego strachu. Ogromnie cenię sobie tego typu literaturę, bardzo nieoczywistą, emanującą magią słów, szalenie prawdziwą, a jednak chwilami psychodeliczną, metafizyczną, nacechowaną niebanalną treścią.

środa, 23 grudnia 2015

"Wielkie kłamstewka" - Liane Moriarty

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Kobiety to czytają
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-8069-067-7
Liczba stron: 494
Moja ocena: 8,5/10

„Żyjemy, żeby kłamać, czy kłamiemy, żeby żyć?”


Kłamstwo — czyli przekazywanie informacji niezgodnych ze stanem faktycznym — to zabrzmi potwornie, ale bez niego trudno byłoby żyć. Kłamiemy niemalże codziennie z różnych powodów, często błahych, jednakże niejednokrotnie wielu z nas oszukuje w przypadku poważniejszych kwestii. Czasem wyłącznie po to, aby nie narazić kogoś na przykrość i cierpienie, nierzadko ze strachu bądź w obawie o spokój czy życie innych, ale wielu korzysta z kłamstwa, aby manipulować, dominować, szantażować tylko po to, aby osiągnąć zamierzony cel, z którego można czerpać niemałe zyski. Czy kłamstwo bywa nieszkodliwe, czy jednak zawsze niesie za sobą przykre konsekwencje?

piątek, 30 października 2015

"Dziewiętnaście minut" - Jodi Picoult

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Katarzyna Kasterka
Rok wydania: 2011
ISBN 978-83-7648-689-5
Liczba stron: 688
Moja ocena: 9/10


„Bez ciebie jestem nikim”.


Dzieci oraz młodzież bywają wyjątkowo okrutne i bezwzględne, potrafią napiętnować i szkalować w szalenie dobitny i przykry sposób. Słabsze jednostki, odznaczające się mniejszą atrakcyjnością, o odmiennych zwyczajach, wyznaniach, orientacji seksualnej czy kolorze skóry, czyli te, które znacząco odstają od popularnej młodzieży szkolnej, są niezwykle łatwym i kuszącym kąskiem dla pewnej siebie, zblazowanej i często źle wychowanej młodzieży. Jest też grupa dzieciaków, które nie chcąc znaleźć się wśród wyszydzanego i potępianego grona rówieśników, ulegają wpływom silniejszych, bardziej popularnych, często dużo starszych kolegów i koleżanek.

wtorek, 27 października 2015

"Słowa pamięci" - Rowan Coleman

Kategoria: literatura współczesna / obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Kobiety to czytają
Tłumaczenie: Agnieszka Barbara Ciepłowska
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-8069-020-2
Liczba stron: 400

Moja ocena: 7,5/10
„Cały świat rozsypał się w drobiazgi”.

Pamięć bywa ulotna niczym ptak czy czas, który przemija bezpowrotnie — to zupełnie naturalne i nieuniknione. Niemniej jednak spróbujcie sobie wyobrazić sytuację, w której zaczynacie zapominać podstawowe słowa, czytanie książek stanowi dla Was olbrzymi problem, nie pamiętacie twarzy ukochanych osób oraz swojego wieku, nie jesteście w stanie sprostać opiece nad własnymi dziećmi, podstawowe czynności wydają się być niezwykle trudnym w realizacji wyzwaniem, a w Waszych głowach jest wyłącznie chaos i dezorientacja? Dla mnie to brzmi wyjątkowo przerażająco i przytłaczająco. A jednak dookoła nas jest wielu ludzi, którzy zapadają na chorobę Alzheimera, tym samym każdego dnia 
doświadczają wielu przykrych i trudnych do zaakceptowania zdarzeń. To schorzenie zaburza pamięć, orientację, język, rozumienie, zdolność uczenia się oraz oceny sytuacji, na domiar tego osoby dotknięte tą chorobą z każdym dniem odczuwają coraz większe otępienie i zagubienie. Wszystko, co dotychczas było znajome, bliskie, dające poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa nagle staje się nieznane, toteż wzbudza coraz większy lęk, powodując uczucie odosobnienia i swoistego zamętu. Alzheimer jest chorobą neurodegeneracyjną, wyjątkowo okrutną, podstępną i przykrą w skutkach, na domiar tego diagnoza stanowi, nieunikniony i niezaprzeczalny wyrok śmierci bowiem jest schorzeniem postępującym i absolutnie nieuleczalnym.

„[…] kawałki mojego mózgu zaczęły znikać”. Str. 273

wtorek, 16 czerwca 2015

"Krucha jak lód" - JODI PICOULT


Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Rok wydania: 2013
ISBN 978-83-7839-546-1
Liczba stron: 613


Moja ocena: 9/10


"Dostałam dokładnie to, czego z całych sił pragnęłam: cudowną córeczkę. Czy mogłabym więc się zdobyć na wyznanie, że jesteś największym cudem, ale też największym trudem mojego życia?" 


Osteogenesis imperfecta, czyli zespół samoistnej łamliwości kości jest chorobą o podłożu genetycznym, charakteryzuje się ogromną ilością złamań kości, począwszy od okresu życia płodowego. Osoby z OI w ciągu życia doświadczają setek złamań, często nie mogą chodzić, mają zdeformowane stawy, osłabione mięśnie, zniekształcony kręgosłup oraz kości czaszki, czyli ogólną wadę postawy. Ich wygląd zewnętrzny wyróżnia się między innymi filigranową i niską budową ciała oraz niebieskim zabarwieniem twardówek oka. Dodatkowo u osób z OI mogą pojawić się problemy z oddychaniem, występuje tendencja do powstawania dużych blizn, siniaków, tętniaków itp. Natomiast rozwój umysłowy u ludzi dotkniętych zespołem samoistnej łamliwości kości bywa ponadprzeciętny. Słyszałam już o tym zaburzeniu, jednak do chwili, kiedy nie przeczytałam książki "Krucha jak lód" autorstwa J. Picoult nie miałam wyczerpującej wiedzy o jego objawach i przebiegu oraz o tym, jak dokładnie wygląda życie ludzi dotkniętych tą okrutną i bolesną chorobą. Niestety nie opracowano jeszcze skutecznych systemów leczenia przyczynowego, dlatego pozostają wyłącznie objawowe metody terapii. 
"Życie z osteogenesis imperfecta od samego urodzenia jest nieustającym pasmem trudności, ciągłych rehabilitacji, terapii i operacji, słowem: jest to życie pełne cierpienia". Str. 442
 "Zrozumiałam wtedy, dlaczego nie płaczesz, chociaż bardzo boli: czasem o bólu trzeba milczeć, bo nie da się go wypowiedzieć". Str. 43
Charlotte i Sean O'Keefe, jak każdy rodzic pragnęli mieć zdrowe i szczęśliwe dziecko, jednakże w zaawansowanym cyklu ciąży, jak grom z jasnego nieba spadła na nich szokująca wiadomość, mianowicie ich córeczka ma urodzić się z poważną chorobą, która zagrozi jej istnieniu, bądź spowoduje, iż jej życie wypełni się bólem i wieloma wyrzeczeniami. Kiedy na świat przychodzi ich upragnione dziecko, wcześniejsza diagnoza staje się faktem, a dotychczasowe, poukładane i spokojne życie rodziny nabiera zupełnie innego rytmu, staje się pasmem wielu niepowodzeń i przykrości, wypełnia się bezradnością, strachem oraz codzienną walką o bezpieczeństwo i zdrowie ich małej córeczki Willow. Zupełnie zagubieni i oddani opiece nad najmłodszą, chorą córką zapominają o jej starszej siostrze Amelii, która wkraczając w wiek dojrzewania sama potrzebuje uwagi, zrozumienia i wsparcia ze strony rodziców. Zdesperowani i przytłoczeni codziennością decydują się na kontrowersyjny krok, który wywołuje lawinę nieporozumień, tymczasem między nimi wyrasta niewidzialny mur, który zupełnie przysłania rozgrywający się obok nich dramat ich starszej córki.
"Wiesz co? Ty masz w życiu dokładnie przesrane, a jakoś nigdy cię to nie dołuje. A ja nawet nie potrafię się cieszyć, kiedy spotyka mnie coś dobrego. Jestem żałosną kretynką". Str. 539 
Jodi Picoult w tej powieści zastosowała nietuzinkową narrację, chyba jeszcze nie czytałam książki, w której bohaterowie przez cały czas zwracają się do kluczowej postaci, w tym przypadku chorej dziewczynki, jakby opowiadali jej tę historię ze swojego punktu widzenia. Autorka udzieliła głosu większości bohaterów tejże opowieści, tym samym dała czytelnikowi możliwość poznania tej historii z szerszej perspektywy, pozwoliła wejść w głąb umysłu każdego z bohaterów, poznać ich refleksje, odczucia i motywacje, podjąć próbę zrozumienia każdego z nich. Ta historia bywa szalenie kontrowersyjna i szokująca, trafia niezwykle boleśnie w serce czytelnika, pobudza do poważnych refleksji na temat słuszności aborcji oraz życia w rodzinie dysfunkcyjnej. Zmusza do odpowiedzi na pytanie, czy cel uświęca środki? Każdy z nas po lekturze tej książki mocno się zastanowi, czy można sądzić kogoś, samemu nie doświadczając tak trudnych wyborów? Bowiem łatwo jest stać obok i oceniać innych, w chwili, kiedy nasze życie toczy się spokojnym i nieskomplikowanym trybem, bez większych przeszkód. Przyznaję się, że sama niejednokrotnie byłam zbulwersowana postępowaniem niektórych bohaterów, próbowałam postawić się w ich sytuacji i ostatecznie doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie wiem, jak ja postąpiłabym w podobnych okolicznościach. Jodi Picoult udało się stworzyć niezwykle autentyczną historię, ukazując dylematy i rozterki zwykłych ludzi, uniknęła tworzenia superbohaterów, którym w życiu wszystko się udaje, którzy panują nad emocjami bez względu na okoliczności. Osobiście bardzo lubię literaturę, w której brak cukierkowej fabuły, gdzie wykreowane postaci są szalenie prawdziwe, ulegają emocjom, popełniają błędy, które niosą za sobą poważne konsekwencje, bowiem dokładnie tak wygląda prawdziwe życie.
"Chciałabym wiedzieć, czy istnieje różnica pomiędzy porządną matką a dobrą matką. (…) Porządna matka zawsze podąża krok w krok za swoim dzieckiem. (…) Za dobrą matką dziecko chce iść samo". Str. 345
 (…) płakałaś, a ja w żaden sposób nie mogłam ci pomóc". Str. 163 
Reasumując, "Krucha jak lód" autorstwa Jodi Picoult jest powieścią szalenie poruszającą, nasyconą emocjami i trudnymi wyborami. To książka o ogromnej sile miłości rodzicielskiej, o wyższości dobra dziecka nad innymi aspektami życia codziennego, o trudnej walce o utrzymanie spójności w rodzinie, o przyjaźni, która została wystawiona na ciężką próbę, ale także o ciężkich wyborach, które ostatecznie nie przynoszą satysfakcji i ukojenia. Mimo dużej objętości, książkę czyta się z zaciekawieniem, wypiekami na twarzy i przyspieszonym biciem serca. W zasadzie w trakcie lektury tej powieści nie znalazłam czasu na nudę, natomiast samo zakończenie pozostawiło mnie w kompletnym zdumieniu. Autorka pięknie opisała emocje, obnażyła ludzkie niedoskonałości, ukazała moralne dylematy, z jakimi zmaga się rodzina dysfunkcyjna, czy też rodzina, która dowiaduje się, iż dziecko, które ma przyjść na świat będzie upośledzone. Zmusiła czytelnika do zastanowienia się nad zagadnieniem związanym z aborcją, w którym momencie można uznać, że dziecko, które znajduje się jeszcze w łonie matki jest na tyle ułomne i zaburzone, że nie powinno się dopuścić do jego narodzin? Gdzie jest wyraźna granica niedoskonałości?
"To, co można złamać - czy to będzie kość, serce czy też przysięga - można złożyć z powrotem, ale to nigdy już nie będzie jedna całość". Str. 611

Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Jodi Picoult. W mojej biblioteczce stoi jeszcze wiele książek tej autorki, z pewnością przeczytam je wszystkie, bowiem ta pisarka wpłynęła w niezwykły sposób na moją psychikę, skłoniła mnie do zastanowienia się nad moralnymi aspektami niezwykle trudnych decyzji, ukazała skutki braku czujności i zagubienia się w codziennym życiu, ale przede wszystkim skłoniła mnie do jeszcze większego szacunku i podziwu dla rodzin dysfunkcyjnych oraz ludzi zmagających się z wszelkimi ułomnościami, zwróciła moją uwagę na ich codzienną walkę o niezależność i zwyczajność.

"Są kobiety, które urodziły upośledzone dzieci i potem do końca życia zadają sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby oszczędzić im cierpień. I są takie matki, które podjęły inną decyzję, a teraz, patrząc na nasze pociechy widzą w nich swoje maleństwa, których nigdy nie poznały". Str. 254


Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam opasłe tomiska 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! (+3,7)

środa, 10 czerwca 2015

"Milcząca siostra" - Diane Chamberlain

Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-7961-167-6
Liczba stron: 454

Moja ocena: 7/10


To nie mój umysł jest chory... tylko moja dusza". 

Zaintrygowana pozytywnymi opiniami na temat twórczości Diane Chamberlain pomału gromadziłam w swoim księgozbiorze jej powieści. W chwili obecnej brakuje mi tylko dwóch książek, dlatego uznałam, iż najwyższy czas, aby poznać prozę tak mocno docenionej przez wielu czytelników pisarki. Zaczęłam od "Milczącej siostry", czyli najnowszej powieści w dorobku autorki. Czy moje pierwsze spotkanie z jej prozą mnie urzekło? I tak i nie… 
W związku z tym mam ogromny dylemat, jak ocenić tę książkę, bowiem moje odczucia są odrobinę sprzeczne. Ale od początku…

Riley MacPherson, główną bohaterkę tej powieści poznajemy w bardzo przykrych dla niej okolicznościach, czyli po śmierci jej ukochanego ojca. Matka i siostra dziewczyny nie żyją już od dawna, natomiast brat, którego relacje ze zmarłym ojcem były zaburzone, każdego dnia zmaga się z własnymi demonami, tym samym prowadząc pustelnicze i bezbarwne życie. Riley przyjeżdża do rodzinnego domu, aby uporządkować i zamknąć wszystkie sprawy majątkowe. Po odczytaniu testamentu dziewczyna postanawia sprzedać dom, jednak wcześniej musi uporać się z nagromadzonymi przez lata przedmiotami oraz rodzinnymi pamiątkami. W trakcie pobytu w rodzinnej miejscowości Riley przez przypadek odkrywa, iż jej siostra prawdopodobnie nie popełniła samobójstwa, tylko je upozorowała. Podążając tym śladem odsłania kolejne, szokujące sekrety skrywane od wielu lat przez jej ojca.
"Wiem, że kłamstwa zaszkodziły wszystkim w naszej rodzinie (...). Kiedy dorastasz w domu, w którym skrywa się straszliwa tajemnica, czujesz jej brzemię, nawet jeśli pozostaje niewypowiedziana. To cię zżera. Mąci w głowie. Każe wątpić, czy kiedykolwiek zdołasz uporządkować swój obraz świata" str. 448
Przyznaję, że książkę czyta się bardzo sprawnie i z ogromnym zaciekawieniem, natomiast ilość tajemnic zawartych na kartach tej książki jest tak duża, że aż nieprawdopodobna. Właśnie, dlatego jest mi tak trudno ocenić tę powieść, bowiem autorce z pewnością udało się wymyślić bardzo zajmującą historię, która mocno przyciąga uwagę czytelnika i trudno odłożyć tę lekturę na bok. Niemniej jednak mam wrażenie, że nagromadzenie pewnych faktów z przeszłości jest przekombinowane, przez co książka traci na autentyczności. Ponadto główna bohaterka, która odkrywa owe tajemnice wydaje się je przyjmować z nadmiernym opanowaniem i zrozumieniem, co w prawdziwym życiu wydaje się nierealne. Niestety sama Riley nie wzbudziła również mojej wielkiej sympatii, w moim odczuciu, jak na główną bohaterkę jest postacią zbyt mało wyrazistą, bardzo trywialną i chociaż w pewnym sensie było mi jej trochę żal, to w ostateczności nie wzbudzała we mnie wielkich emocji. Wykształcona i wykonująca zawód psychologa Riley sprawia wrażenie bardzo naiwnej, nieporadnej i zagubionej kobiety, której według mnie brakowało charyzmy, entuzjazmu i stanowczości. Ostatecznie książkę przeczytałam z zaciekawieniem, zakończenie pewnie dla wielu będzie zaskakujące, jednak mnie czegoś w nim zabrakło, nie powiem, czego, bowiem obawiam się, że tym samym zdradzę za dużo szczegółów.  


Reasumując, "Milcząca siostra" Diane Chamberlain to bardzo wciągająca i tajemnicza powieść, którą czyta się z lekkością i ogromnym zaciekawieniem. Połączenie wątku obyczajowego z sensacyjnym było dla mnie ciekawym rozwiązaniem, ponadto fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, w czasie przeszłym i teraźniejszym, taka forma bardzo trafia w mój gust czytelniczy. Autorka zastosowała interesującą narrację, bowiem książka napisana jest z perspektywy dwóch bohaterek, to kolejny element, który bardzo lubię, według mnie tak napisane powieści zawsze dają ciekawszy obraz przedstawionej historii. Mimo wad, które wymieniłam wcześniej, lektura tej książki nie była dla mnie nudna i męcząca, czytałam ją z zainteresowaniem, a nawet napięciem. "Milcząca siostra" stanowi ciekawą rozrywkę, przy lekturze tej powieści można oderwać się od rzeczywistości i przenieść w zupełnie inny świat, gdzie wszystko sprawia wrażenie iluzji owianej rodzinnymi sekretami.

Ostatecznie nie zraziłam się do twórczości Diane Chamberlain, bowiem z tą książką spędziłam całkiem przyjemne chwile, niewątpliwie wkrótce sięgnę po kolejne powieści autorki.

"Każdy nosi jakąś bliznę (...). Jedni dlatego, że walczyli z ciężką chorobą. Inni, bo stracili dziecko lub zranił ich ktoś, kogo kochali. Niektórzy mają to nieszczęście, że nabawiają się blizn w wyniku utraty całej rodziny. Chociaż z drugiej strony... (...) niekiedy mają to szczęście że znajdą nową". str. 449 



Książka bierze udział w wyzwaniu: 

sobota, 18 kwietnia 2015

"Lśnienie" - Stephen King - Prawdziwe zjawisko psychiczne czy hipnoza grupowa?


Kategoria: powieść grozy/horror 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2009
ISBN 978-83-7648-809-7 
Liczba stron: 520 


"Lśnienie" - Stephen King 


"Na wprost - kto wie, jak daleko - strzela w niebo jeszcze wyższa góra, a jej poszarpany wierzchołek - zaledwie zarys - otaczała teraz aureola zachodzącego słońca. (…) W przejrzystym powietrzu wyobraźnia jakby nagle budziła się do życia i wymykała spod władzy rozumu, toteż osoba patrząca obserwowała bezradnie, jak sama spada coraz niżej i niżej, podczas gdy niebo i stoki zmieniają swe położenie, kręcąc powoli młynki, krzyk wypływa z ust niczym leniwy balonik, włosy i sukienka wydymają się…". str. 76

Moja przygoda z prozą Stephena Kinga nie trwa długo, bowiem nigdy nie byłam zwolennikiem gatunku grozy. Jednakże kolejny raz zaintrygowana bardzo pochlebnymi opiniami postanowiłam poznać powieść, która została okrzyknięta horrorem wszechczasów. Krótki opis mówiący o nawiedzonym hotelu i telepatycznych zdolnościach małego chłopca wydał mi się szalenie ciekawy. Nastawiłam się na dużą dawkę strachu, a nawet przerażenia. Może to zabrzmi kuriozalnie, ale chciałam się bać, odczuwać dreszcz na plecach, doświadczyć sił nadprzyrodzonych, które wprowadzą mnie w stan lęku, zburzą mój spokój i wywołają strach w nocnych ciemnościach. Tymczasem okazało się, że nie jest tak łatwo mnie przestraszyć, albo po prostu jestem już zanadto dorosła na tego typu książki? Ewentualnie nie powinnam zabierać się za gatunek, który nie do końca leży w moim guście czytelniczym? A może to tylko moje oczekiwania były za bardzo wygórowane? Zupełnie szczerze - nie wiem. Miałam ogromną ochotę na tę książkę, a w rezultacie czuję lekki niedosyt, bowiem powieść nie spełniła w pełni moich oczekiwań, jednakże absolutnie nie zawiódł niewątpliwy kunszt autora i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Jest mi niezwykle trudno oceniać tę powieść, bowiem moje odczucia względem niej są dwojakie.

"Lśnienie" opowiada o skomplikowanych perypetiach trzyosobowej rodziny, w której skład wchodzi Jack Torrance, jego żona Wandy oraz syn Danny. Jack uzależniony od alkoholu pisarz, były nauczyciel języka angielskiego, w chwili życiowego niepowodzenia przyjmuje posadę dozorcy w górskim hotelu "Panorama", o który ma zadbać w okresie zimowego przestoju. Jackowi towarzyszy żona oraz jego pięcioletni syn Danny. Chłopiec obdarzony jest niezwykłą umiejętnością, która pozwala mu wnikać w ludzkie myśli, ten fakt chwilami bardzo niepokoi rodziców chłopca. Nawiedzony, odosobniony hotel, osadzony w surowym, górskim klimacie, zasypany śniegiem, zupełnie odcięty od świata wywołuje u Dannego osobliwy niepokój, wzbudza jego ciekawość, natomiast jego ojca doprowadza do niespotykanego obłędu.

Stephen King w tej powieści stworzył niebanalne portrety psychologiczne postaci, poprowadził narrację w taki sposób, aby czytelnik mógł śledzić przedstawioną historię z punktu widzenia różnych bohaterów, ukazał świat widziany okiem zagubionego dziecka, które nie potrafi odnaleźć się w skomplikowanych relacjach dorosłych. Postacią Jacka wprowadził czytelnika w świat osoby uzależnionej od alkoholu, obnażył jego zagmatwaną psychikę, pozwolił czytelnikowi na samodzielne dokonanie diagnozy tej postaci, poprzez ukazanie jego skomplikowanych relacji z rodzicami oraz braku akceptacji. W zasadzie większa część tej powieści to opis życia rodziny Torrence'ów oraz przyczyn ich złożonych relacji, ich wzajemnych uczuć, przemocy i wewnętrznych dylematów. Dopiero mniej więcej od połowy powieść nabiera tempa oraz złowrogiej atmosfery, bohaterowie doświadczają dziwnych omamów, wszystko się komplikuje i wymyka spod kontroli, w życie rodziny wkrada się zupełny chaos, zaczynają prowadzić wewnętrzna walkę z demonami.


Reasumując, "Lśnienie" autorstwa S. Kinga to ciekawa powieść grozy z klaustrofobicznym i złowrogim klimatem, świetnie stworzonymi postaciami oraz dobrze skonstruowaną fabułą. Miłośnicy tego gatunku powinni być w pełni usatysfakcjonowani. Osobiście nie do końca potrafiłam się wczuć w ten klimat, ale wynika to chyba z tego, że nie jestem pasjonatem tego typu literatury, wolę książki o bardziej rzeczywistej treści. Mimo tego nie skreślam twórczości Pana Kinga i nadal małymi kroczkami, bez pośpiechu będę sięgać po kolejne jego dzieła, aby jeszcze lepiej poznać niepodważalny kunszt autora. W najbliższym czasie z pewnością przeczytam drugi tom cyklu. 

"Jack przecknął się z lekkiego, nieprzyjemnego snu, w którym olbrzymie, niewyraźne sylwetki gnały go po śnieżnych, bezkresnych połaciach ku czemuś, co wziął zrazu za kolejny sen: ku rozbrzmiałej nagle w ciemnościach mechanicznej kakofonii - połączeniu brzęków, szczęków, buczenia, trzeszczenia, klekotów i zgrzytów". Str. 342

Moja ocena: 7,5/10


poniedziałek, 2 marca 2015

Wszystkim, których kochałem - M. Gray

Powieść biograficzna - wojenna 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Liczba stron: 416 



"Wszystkim, których kochałem" - Martin Gray 


Martin Gray już na wstępie podaje, iż książka przedstawia jego dzieje, które były wyjątkowo tragiczne i niesłychanie poruszające. 

„… chcę opisać swoje życie, nasze życie. Aby gdy wreszcie któregoś dnia pęknie mi czaszka, inni wiedzieli – i by życie moich bliskich pozostało żywe.” Str. 10

Przedstawione losy głównego bohatera i jego najbliższych w tej powieści rzeczywiście nieustannie mną wstrząsały i powodowały, że odczuwałam niemal fizyczny ból. Przykre, a nawet przerażające jest to, że niektórzy ludzie są zdolni do tak bezdusznych czynów względem drugiego człowieka.  Okres II wojny światowej był dla milionów ludzi czasem niebywale okrutnym. Marcin Grajewski urodził się w Polsce i był Żydem. Do 14 roku życia wiódł poukładane, bezpieczne i szczęśliwe dzieciństwo, które wraz z rozpoczęciem wojny zostało brutalnie przerwane. 

„Trzeba było żyć, nauczyć się walczyć o jedzenie i wodę, jak zwierzęta. Ulice roiły się od bestii.” Str. 16

Spędziłam nad tą książką każdą wolną chwilę. Mimo, iż znane są mi losy Żydów z okresu II wojny światowej byłam niejednokrotnie zdumiona i wstrząśnięta nieludzkim okrucieństwem. Wciąż zdumiewa mnie fakt, że wojna i wszelkie konflikty potrafią wyzwolić w ludziach najgorsze instynkty i całkowicie ich odczłowieczyć. Główny bohater nierzadko, aby ocalić własne życie, musiał znieczulić swoją psychikę na otaczające go bestialstwo względem drugiego człowieka. 

„To prawda, że stałem się nieczuły, że mogę nie zatrzymując się przejść obok umierającego. Bo zrozumiałem, że aby go pomścić, muszę żyć – ażeby żyć, trzeba umieć nie zatrzymywać się, nauczyć się patrzeć, jak on umiera. Znieczulica to jedyna broń, jaką rozporządzam.” Str. 60

Żydzi, to naród wyjątkowo udręczony w okresie II wojny światowej. Najpierw odebrano im wolność, następnie umieszczano w gettach, tam pozbawiano ich godności, traktowano gorzej jak zwierzęta, odebrano im najbliższych, a na koniec pozbawiano ich życia. Miliony Żydów zostało wywiezionych do obozów zagłady, gdzie bez sentymentów masowo ich wymordowano. Kobiety, dzieci, ludzie starsi od razu kierowani byli do komór gazowych, skąd wynoszono ich martwych, ograbiano jeszcze ze złotych zębów, a następnie zakopywano w zbiorowych mogiłach. Czy można gorzej potraktować drugiego człowieka?

Historia losów Martina Graya jest nieprawdopodobna. Sama książka rzeczywiście wstrząsa i to niezwykle mocno. Jeden człowiek i tyle nieszczęść? To zdecydowanie za dużo. Niemniej jednak Martin Gray przez cały okres trwania II wojny światowej niesamowicie sprytnie i sprawnie potrafił wyswobodzić się z każdej opresji. To istotnie zdumiewa i zakrawa na wyczyny wyjęte z dobrego filmu sensacyjnego z udziałem Jamesa Bonda. Zdania na temat prawdziwości wszystkich przedstawionych zdarzeń są podzielone. Część osób uważa, iż dzieje M. Graya nie do końca są prawdziwe ze względu na niezwykłe nagromadzenie zdarzeń, które wydają się nieprawdopodobne. Sama niejednokrotnie miałam poczucie, że główny bohater wydaje się osobą urodzoną w tzw. czepku, gdyż posiadał niebywałe szczęście w tym całym dramacie, którym była wojna. W moim odczuciu był wręcz superbohaterem, szczególnie wtedy, kiedy opisywał swój pobyt w getcie. Udawało mu się w niezwykły sposób przechytrzyć wszystkich strażników i każdego dnia opuszczać getto, by znów do niego powrócić. Jego ucieczki z Pawiaka, czy Szucha są zadziwiające.  O ile same dzieje M. Graya z okresu II wojny światowej wydają się być fikcją literacką lub połączeniem losów różnych ludzi z tego okresu, o tyle całe przedstawione tło historyczne związane z dziejami Żydów, gettem i obozami zagłady są szalenie prawdziwe, znane nam z lekcji historii czy pamiętników osób, którym udało się przeżyć.

Podsumowując, książka bez wątpienia warta przeczytania. Nie wszystko wydaje się być fikcją, jest w tej historii mnóstwo prawdy, ogromnego bólu i smutku. Ta książka niesłychanie wstrząsa, wręcz szokuje, otwiera oczy i powoduje, że trzeba się na chwilę zatrzymać, aby przemyśleć sens i istotę życia. 

„… psy tej samej rasy, tresowane, by zabijać, rzucały się na ludzi i rozdzierały im podbrzusza. Ale kto był dziką bestią, człowiek czy pies? Z psa, tak jak z człowieka, można zrobić wszystko. Nie ma rasy ani nikczemnych ludzi, ani psów, ale są ludzie, którzy stali się oprawcami, i ci, którzy ich tego nauczyli. Może istnieją społeczeństwa, które produkują więcej ludobójców niż inne.” Str. 168-169

Moja ocena: 7/10

sobota, 28 lutego 2015

Tańcząc na rozbitym szkle - K. Hancock

Kategoria: Literatura współczesna – społeczno-obyczajowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 605


"Tańcząc na rozbitym szkle"
Ka Hancock

"Moim zadaniem jest kochać moją żonę tak mocno, by czuła to przez wieczność. A przede wszystkim muszę być silny. Będzie mnóstwo czasu na to, by się załamać… po wszystkim. Na razie gromadzę każdy znużony śmiech, każdy słabnący dotyk, każdy smutny pocałunek – one wypalają znamię w moim sercu”. Str. 477


Inspiracją do przeczytania tej powieści były zamieszone na portalu lubimyczytac.pl bardzo pochlebne opinie na jej temat. Okazało się, że biblioteka w moim mieście nie posiada tej pozycji w swoim księgozbiorze, nie była ona również dostępna w Księgarniach Internetowych, gdzie zaopatruję się w nowości. Książkę w końcu udało mi się znaleźć w Księgarni Matras online, dzięki uprzejmości innej czytelniczki.  Zamówiłam ją bez zastanowienia i przyznam, że dotarła do mnie w błyskawicznym tempie. Warto było o nią powalczyć, gdyż książka okazała się powieścią, która wydobyła ze mnie całą gamę emocji. Ta pozycja jest niezwykle refleksyjna, piękna, poruszająca i jakże prawdopodobna.

Książka ukazuje bardzo ujmującą i piękną historię, która chwilami wywoływała we mnie gniew, ból i powodowała ogromny żal, a z moich oczu płynęły łzy. Było mi przykro i smutno, ale ta pozycja dała mi też nadzieję i wiarę w ludzi, w ich przyjaźń, ukazała potęgę miłości i rodziny. Bez wątpienia ta pozycja ukazuje najwyższe wartości, jakimi powinien kierować się człowiek.

„Tańcząc na rozbitym szkle” autorstwa K. Hancock jest debiutem literackim autorki, co tym bardziej zdumiewa i budzi mój podziw.  W tej książce autorce udało się wykreować bardzo wiarygodnych bohaterów, stworzyć fabułę, która chwyta czytelnika za serce, nie powodując uczucia przesłodzenia i infantylności, mimo tego, iż historia opiera się o głęboką i niezwykłą miłość dwojga nietuzinkowych ludzi. Przyznam, że bałam się, że właśnie za słodka i banalna okaże się ta powieść. Szczególnie wtedy, kiedy na odwrocie przeczytałam notkę zamieszczoną przez Publishers Weekly: „Poruszająca historia miłosna, która pozostanie w sercach czytelników na długo”. Bałam się, że książka kryje w sobie przeciętny romans, których bardzo nie lubię czytać. Tym czasem powieść okazała się bardzo głęboka i wartościowa, niosąca szalenie ważne przesłanie, które daje nadzieję i wiarę w człowieczeństwo.

Główni bohaterowie tej powieść to Lucy Houston i Mickey Chandler, których dzieje mamy okazję śledzić od momentu, kiedy po raz pierwszy się spotkali, aż do chwili, kiedy jako już małżeństwo próbują stawić czoła przeciwnościom losu, podejmując trudną i niezwykłą walkę o przetrwanie. Od początku wiadomym było, że małżeństwo tych dwojga ludzi niesie za sobą ogromne ryzyko. Lucy jest obciążona genetycznie chorobą nowotworową, w dzieciństwie utraciła ojca oraz matkę. Niemniej jednak w jej życiu przez cały czas uczestniczą dwie siostry, które łączy niezwykła bliskość. Natomiast Mickey zmaga się od wielu lat z cyklofrenią, czyli chorobą afektywną dwubiegunową. Często pobada w stany depresyjno-maniakalne, przez które jest nierzadkim gościem na oddziale psychiatrycznym, gdzie lekarze starają się ustabilizować jego stan.  Mimo tych przeciwności, bohaterów połączyło głębokie i wyjątkowe uczucie. Niestety los okazał się niezwykle okrutny wystawiając na bardzo ciężką próbę i tak już mocno skomplikowane życie dwojga młodych ludzi.

„[…] każde małżeństwo to taniec, czasem kłopotliwy, czasem dający wiele radości, a przez większość czasu po prostu spokojny. Z Mickeyem zaś czasami będzie musiała tańczyć po rozbitym szkle. Pojawi się cierpienie. Pod jego wpływem albo się cofniesz, albo wzmocnisz uścisk, by kontynuować taniec, aż w końcu znów będzie wam łatwo”.  Str. 179

Reasumując, książka „Tańcząc na rozbitym szkle” to bardzo emocjonalna i poruszająca powieść o niezwykłej walce z przeciwnościami losu, o trudnych wyborach, które niosą za sobą nieodwracalne konsekwencje, ale także o nieprzeciętnej miłości  dwojga nietuzinkowych ludzi, miłości, która ma w sobie ogromną siłę. Ta książka ukazuje również, jak ważna w życiu jest bliskość i wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół, bez nich trudno podjąć walkę o przetrwanie. Dodam, że autorka tak skonstruowała tę powieść, aby czytelnik miał możliwość wniknąć w umysły obojga bohaterów, dzięki czemu ta historia stała się bardziej intrygująca.
Ponadto bardzo spodobał mi się styl, jakim posługuje się autorka, który jest bardzo subtelny i  skrupulatny. W tej książce nie ma wulgaryzmów i sztampowości, dzięki czemu lektura tej książki była dla mnie niewątpliwie niezwykłą ucztą, która poruszyła najgłębsze zakamarki mojej duszy. Przyznam, że w trakcie jej czytania chwilami byłam szalenie poruszona, przez, co zdarzyło mi się uronić niejedną łzę.

Książka ukazuje ważny i trudny temat, dlatego warto sięgać po tego typu literaturę, gdyż otwiera ona nasze serca i umysły na otaczający nas, jakże skomplikowany i bezlitosny żywot. Z tą książką najlepiej usiąść, gdzieś w zacisznym i spokojnym miejscu, gdzie można całkowicie poddać się tej opowieści, aby móc w odosobnieniu i równowadze przeżywać tę niezwykłą historię.  Bez wątpienia polecam.

Moja ocena: 9/10