Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

"Gniew" - Zygmunt Miłoszewski

Kategoria: kryminał
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Teodor Szacki 
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-280-0935-6
Liczba stron: 404

Moja ocena: 7,5/10

"Gniew" - Zygmunt Miłoszewski

"Bądźcie nieufni wobec wszystkich, którzy dużo mówią o sprawiedliwości". str. 176 

Moja przygoda z prokuratorem Szackim dobiegła końca, tymczasem odczucia, które się we mnie kotłują są nieco ambiwalentne, wobec czego jest mi niezwykle trudno ocenić ostatnią część trylogii Zygmunta Miłoszewskiego

Fabuła zaciekawiła mnie od samego początku, przede wszystkim porusza bardzo ważny i trudny temat, jakim jest przemoc domowa, tym samym skłania do refleksji. Humoru w moim odczuciu jest już znacznie mniej niż w poprzednich tomach, ale w końcu to kryminał, także nie jest to najistotniejszy element tego gatunku. Postać prokuratora w tej części stała się dla mnie trudna do zniesienia, przyznaję się, że z każdą kolejną stroną Szacki irytował mnie coraz mocniej, ale ostatecznie ten fakt nie spowodował, że powieść mnie zmęczyła. Absolutnie nie miało to większego wpływu na moją ocenę tejże książki, bowiem kontrowersyjny i budzący emocje bohater, według mnie świadczy o znakomitym warsztacie autora. Natomiast samo zakończenie kompletnie mnie rozczarowało i to przede wszystkim z jego powodu mam wątpliwości oceniając tę książkę. Zupełnie nie mogłam uwierzyć, że Zygmunt Miłoszewski w taki sposób postanowił zakończyć ową trylogię, nie wiem, jaki był zamysł autora, czy chciał mieć otwartą furtkę, czy też jego zamiarem było całkowite zaskoczenie oraz wzburzenie czytelnika? Ale od początku... 

W ostatniej części trylogii przenosimy się wraz z prokuratorem Szackim na mazury, do miasta jedenastu jezior. Olsztyn to kolejne, nieprzyjazne prokuratorowi miasto. Szacki tradycyjnie ma trudności z nawiązaniem pozytywnych relacji z miejscową społecznością. Ponadto ponura, listopadowa pogoda nie rozpieszcza głównego bohatera, daje uczucie nieprzyjemnego zimna i wzbudza jego niechęć do otoczenia. W tych mrocznych, złowieszczych i trudnych okolicznościach, w opuszczonym, poniemieckim bunkrze zostaje odnaleziony ludzki szkielet. Szczątki wydają się być pozostałością z okresu II wojny światowej, jednakże po szczegółowym zbadaniu przez miejscowego patologa sprawa staje się bardziej skomplikowana. Szacki podejmuje się kolejnego wyczerpującego śledztwa, sprawa zaczyna się gmatwać, pojawiają się kolejne pytania bez odpowiedzi. Natomiast, w między czasie prokurator przez swoją nieczułość i znużenie doświadcza niespodziewanej i kompromitującej porażki, która jeszcze bardziej utrudnia jego już i tak zawiłe relacje z otoczeniem.
"Niemcy, mordując Żydów, nie dokonywali zabójstwa, ponieważ Żydzi nie byli ludźmi, tylko Żydami". str. 234 
Zygmuntowi Miłoszewskiemu w tej części w doskonały sposób udało się poruszyć bardzo istotny i kontrowersyjny temat, jakim jest przemoc w rodzinie, ponadto ukazał żałosny system sprawiedliwości oraz obojętność społeczeństwa wobec osób noszących ślady przemocy, odsłonił skomplikowaną ludzką naturę, ukazał lepsze i gorsze cechy człowieczej osobowości. Autor pokusił się również na małą krytykę regionu warmińsko-mazurskiego, ale myślę, że nie wynika to z jego uprzedzeń do tego obszaru, a raczej z natury samego bohatera, który należy do grona osób o krytycznym usposobieniu, bowiem sarkazm, brak empatii i wyrozumiałości oraz ciągła frustracja, to cechy dominujące w osobowości prokuratora Szackiego. W pierwszej części "Gniewu" autor skupił się bardziej na wątku obyczajowym bohaterów i tutaj dostrzegam, iż Zygmunt Miłoszewski doskonale odnajduje się w tej materii, natomiast część druga zawiera już więcej akcji i napięcia. Całość bardzo spójna i przemyślana, odnoszę wrażenie, że autor dokładnie przeanalizował i skonsultował wszystkie aspekty tej powieści, co w rezultacie daje ciekawy i realny obraz przedstawionej historii. Osoba Pana Szackiego w ostatniej części trylogii zupełnie pogrążyła się w moich oczach, z pewnością nie będę tęsknić za tym bohaterem. Tymczasem zupełnie odmienne jest moje odczucie wobec prozy Zygmunta Miłoszewskiego, bowiem styl i fachowe podejście autora bardzo mnie urzekło, wobec tego z przyjemnością będę nadal sięgać po wcześniejsze i kolejne jego powieści.
"Tak czy owak, jakaś część mnie cieszyła się, kiedy bił, bo to oznaczało, że niedługo będzie wspaniale". 
Reasumując, ostatnia część trylogii z prokuratorem Szackim, to bardzo dobry i przemyślany kryminał psychologiczny z solidnym i przyciągającym uwagę wątkiem obyczajowym. Powieść budzi wiele emocji, intryguje, chwilami przeraża, ale także składnia do refleksji i zapada w pamięć. Jednakowoż samo zakończenie tak mocno mnie zaskoczyło i zarazem rozczarowało, że wręcz przeczytałam ostatni rozdział kolejny raz, bowiem nie dowierzałam, że autor pokusił się na takie rozwiązanie tej historii. To zdecydowanie obniżyło moją ocenę tej części, która miała być znacznie wyższa. Ostatecznie najbardziej spodobało mi się "Uwikłanie", "Ziarno prawdy" troszkę mniej od "Gniewu", ale to wyłącznie moje odczucia i z tego, co widzę większość jest innego zdania. Generalnie zachęcam do zapoznania się z całą trylogią, bowiem autor wykazał się niebanalnym warsztatem i zaoferował czytelnikowi rozrywkę na wysokim poziomie, cieszę się, że na rodzimym rynku są tak utalentowani współcześni twórcy. 


środa, 20 maja 2015

"Ziarno prawdy" - Zygmunt Miłoszewski

Kategoria: kryminał
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Teodor Szacki 
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-280-1434-3
Liczba stron: 365

Moja ocena: 7,5/10 



"Ziarno prawdy" - Zygmunt Miłoszewski 


"Ktokolwiek skaleczy bliźniego, będzie ukarany w taki sposób, w jaki zawinił. Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. W jaki sposób ktoś okaleczył bliźniego, w taki będzie okaleczony. Kto zabije zwierzę, będzie obowiązany do zwrotu. Kto zabije człowieka, będzie ukarany śmiercią". Str. 223
Po bardzo udanej przygodzie w towarzystwie prokuratora Teodora Szackiego, którego miałam okazję poznać i obdarzyć sympatią czytając "Uwikłanie" Zygmunta Miłoszewskiego, niezwłocznie postanowiłam przeczytać następny tom cyklu. "Ziarno prawdy" okazało się kolejną świetną rozrywką, natomiast sam prokurator nie wzbudził we mnie już tak wielkiej sympatii, co absolutnie nie przyczyniło się do tego, że lektura tejże książki była dla mnie męcząca. 

W drugiej części wraz z prokuratorem Szackim przenosimy się w zupełnie nowe miejsce, tym razem mamy okazję przybliżyć sobie zaściankowy i urokliwy Sandomierz, bowiem właśnie w nim toczy się akcja tej powieści. Kiedy znudzony i pełen wewnętrznych rozterek prokurator obejmuje nowe stanowisko w sandomierskiej prokuraturze, wydaje się, że będzie to nudna i żmudna praca, bo i cóż nadzwyczajnego może wydarzyć się w małym i spokojnym mieście, w którym wszyscy się znają i wzajemnie popierają? Teodor Szacki wydaje się być zupełnie wyalienowany, budząc powszechną nieufność każdego dnia zmaga się z własnymi demonami. Cyniczny i zarozumiały, zupełnie pogubiony w sferze uczuciowej, podejmuje próbę rozwikłania zabójstwa, w którym ginie powszechnie szanowana i lubiana działaczka. W trakcie prowadzenia śledztwa na światło dzienne wychodzą miejscowe tajemnice i legendy, prokurator podąża dziwnym śladem, gdzie antysemityzm wydaje się być fundamentalnym czynnikiem zbrodni. Pojawiają się dziwne symbole i wskazówki, niczym z powieści Dana Browna, giną kolejne osoby, a śledztwo grzęźnie w martwym punkcie.

Zygmunt Miłoszewski i tym razem raczy czytelnika ciekawym pomysłem na fabułę, skutecznie wprowadza w umysł odbiorcy wiele wątpliwości, intryguje dozując napięcie, kreuje kilka nowych, wystarczająco barwnych i realnych postaci, wplata w tę historię wiele znaczących i ważnych dla nas treści, tym samym skłania do refleksji, wreszcie zupełnie zaskakuje zakończeniem. Chociaż "Uwikłanie" podobało mi się troszkę bardziej, to jednak "Ziarno prawdy" stanowiło dla mnie absorbującą i zadowalającą rozrywkę. Postać prokuratora w pierwszej części książki trochę mnie drażniła, niemniej jednak ostatecznie pokazał bardziej ludzkie i mniej przykre oblicze. Przyznaję, że początkowo Szacki irytował mnie swoim cynicznym i typowo samczym zachowaniem. Kolejna postać, która wywoływała we mnie wiele skrajnych emocji to prokurator Miszczak, którą ostatecznie obdarzyłam sympatią.
"(…) chciała się jak najwięcej dowiedzieć o swoim Bogu i swojej religii. A im więcej wiedziała, tym mniej stawała się wierząca. (…) Tak, wiedza była najbardziej zajadłym mordercą wiary i czasami żałowała, że ją zdobyła". Str. 147

Reasumując, kolejny tom trylogii Zygmunta Miłoszewskiego okazał się dobrą i niepokojącą rozrywką. Książka budziła we mnie wiele mieszanych uczuć, co ostatecznie według mnie dobrze świadczy o niewątpliwym kunszcie autora, bowiem przecież o to chodzi, aby wykreowane postaci były dla nas czynnikiem wywołującym nie tylko sympatię, ale także irytację. Dodatkowym atutem powieści jest dobry, ale umiarkowanie wpleciony w fabułę humor, co daje uczucie chwilowego odprężenia. Ponadto kryminał, który skłania także do refleksji stanowi dla mnie satysfakcjonującą rozrywkę. Bardzo żałuję, bowiem teraz sięgam już po ostatnią część cyklu i niebawem będę musiała pożegnać się z Szackim, który w tej części mnie wkurzał, ale ostatecznie chyba trochę już przywiązałam się do tego aroganckiego, ale inteligentnego typa. ;) 


niedziela, 10 maja 2015

"Uwikłanie" - Zygmunt Miłoszewski

Kategoria: kryminał
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Teodor Szacki 
Rok wydania: 2014
ISBN 978-83-280-1435-0
Liczba stron: 302

Moja ocena: 8/10



"UWIKŁANIE" - Zygmunt Miłoszewski 

Już od dawna przymierzałam się do lektury głośnej trylogii Zygmunta Miłoszewskiego, ostatecznie ciągle wybierałam inne książki. W pewnym stopniu obawiałam się tej przygody, bowiem cykl z prokuratorem Szackim cieszy się ogromnym uznaniem, wobec czego moje oczekiwania rosły z każdą kolejną pojawiającą się opinią. Chociaż nie zagłębiałam się w nie szczegółowo obawiając się spojlerów, to jednak średnia ocen jest dość wysoka i większość uznaje trylogię za rewelacyjną, jednak ja bałam się rozczarowania. W rezultacie wbrew swoim lękom postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom tejże trylogii, aby się przekonać czy twórczość autora i mnie oczaruje. Po lekturze "Uwikłania" mam niedosyt, bowiem styl, jakim posługuje się Z. Miłoszewski bardzo przypadł do mojego gustu czytelniczego, nie będę również oryginalna, jeżeli napiszę, że postać Teodora Szackiego bardzo mnie zaintrygowała, toteż jestem bardzo ciekawa jego dalszych losów, teraz nie mam innego wyjścia, jak tylko sięgać po kolejne tomy cyklu.
   
W klasztorze w samym centrum Warszawy zbiera się grupa ludzi borykających się z różnorodnymi dylematami natury psychologicznej. Każdy z nich chce uczestniczyć w niekonwencjonalnej terapii ustawień prowadzonej przez psychoterapeutę Cezarego Rudzkiego. Niestety w trakcie terapii dochodzi do zaskakujących wydarzeń, które zmuszają uczestników do przerwania seansu. W tym samym dniu w klasztorze ginie w niezrozumiałych okolicznościach jeden z kuracjuszy. Na miejsce zdarzenia przybywa prokurator Szacki. Okoliczności zbrodni sprawiają wrażenie wielkiej niewiadomej, żaden z uczestników terapii nie potrafi wyjaśnić zaistniałej tragedii. W głowie prokuratora rodzą się pytania: czy istotnie wśród uczestników terapii nie ma mordercy?, czy może jednak to oni są odpowiedzialni za śmierć jednego z nich?, czy też przypadkiem zamordował ktoś z zewnątrz?, a może ofiara popełniła dość nietypowe samobójstwo? W trakcie śledztwa prokurator będzie musiał zmierzyć się z wieloma przeszkodami, odnaleźć klucz, który otwiera drzwi do niewygodnych i toksycznych informacji. Czy podoła z pozoru prostemu śledztwu? O tym przekonajcie się sami, sięgając po ten niewątpliwie niepokojący i tajemniczy kryminał. 
"Śmierć to czyste rozwiązanie. Często o wiele lepsze niż życie" str. 166
W moim odczuciu Zygmunt Miłoszewski wykazał się wspaniałym kunsztem, wykreował wyraziste, ale nieprzerysowane postaci. Bardzo polubiłam prokuratora Szackiego, który w mojej opinii jest postacią bardzo wiarygodną, człowiekiem z krwi i kości, który boryka się z wewnętrznymi dylematami zarówno natury osobistej, jak i zawodowej. Myślę, że wielu czytelników będzie mogło identyfikować się z tą postacią. Ponadto autorowi doskonale udało się ukazać obraz patologii w naszym kraju, odsłonił ciągle pojawiający się temat byłych służb PRL-u, zademonstrował bardzo ciekawą formę terapii ustawień Berta Hellingera i w moim odczuciu zrobił to bardzo rzetelnie. W trakcie lektury tej książki miałam wrażenie, że Zygmunt Miłoszewski solidnie przygotował się do napisania tej powieści, każdy wątek wydaje się być dobrze przemyślany i sprawdzony, dzięki czemu fabuła powieści jest bardzo klarowna i autentyczna. Bardzo podobał mi się także pomysł rozpoczęcia kolejnych rozdziałów krótkim podsumowaniem  ważniejszych wydarzeń na świecie z każdego dnia, to dawało jeszcze większe odczucie realizmu.
"Gwałt był zabójstwem, nawet jeśli zwłoki chodziły potem przez wiele lat po ulicach" str. 163.
Reasumując, "Uwikłanie" autorstwa Zygmunta Miłoszewskiego to inteligentny, pełen tajemnic i interesujących postaci kryminał z szeroko rozwiniętym wątkiem obyczajowym. Ponadto powieść nasycona jest sporą dawką dobrego humoru, dzięki czemu książkę czyta się lekko i przyjemnie. Z pewnością nie jest to kryminał, który charakteryzuje się dużą dozą okrutnych zbrodni i bardzo intensywnej akcji, niemniej jednak intryga jest zajmująca z wystarczającą dawką napięcia i zaskoczenia. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy prokuratora Szackiego, toteż bez wątpienia sięgnę po kolejne części tego cyklu. Cieszę się, bowiem kolejna przygoda z rodzimym, współczesnym twórcą okazała się strzałem w dziesiątkę. 

"Czy wszystko, czego doświadcza w pracy, w nim zostaje? Czy wszystkie te mordy i gwałty unoszą się wokół niego na podobieństwo roju pszczół, kąsając każdego, do kogo się zbliży? Bał się, że jest nosicielem nienawiści, że prątkuje agresją, infekuje swoją żonę i córkę tym, co w świecie najgorsze. Teraz tego nie widać, ale choroba w końcu się ujawni". Str. 168 

środa, 29 kwietnia 2015

"Fosa" - Sylwia Siedlecka

Kategoria: literatura współczesna 
Wydawnictwo: W.A.B. 
Seria: archipelagi
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 192

Moja ocena: 8/10


"Czas zdrowienia nazywa się dochodzeniem do siebie, jakby chory na jakiś czas oddalił się od siebie samego i był kimś innym". 
Niewykluczone, że gdybym nie obserwowała Waszych blogów, nigdy nie dowiedziałbym się o tej książce. W gruncie rzeczy przeczytałam tylko jedną recenzję i od razu, bez większego zastanowienia postanowiłam ją zamówić. Cieszę się, że w moje ręce trafiła "Fosa" Sylwii Siedleckiej, bowiem to niezwykła i tajemnicza książka, bardzo oryginalna, dawno już nie czytałam tak nietuzinkowej publikacji. Zasadniczo to już okładka przyciągnęła moją uwagę, w moim odczuciu wyjątkowa, przesiąknięta tajemnicą, mroczna i nostalgiczna mam wrażenie, że idealnie oddaje charakter tej książki.

Sylwia Siedlecka, autorka tej powieści, nie była mi dotąd znana. Okazuje się, że ma na swoim koncie kilka publikacji, między innymi zbór opowiadań pt.: "Szczeniaki", po który z pewnością sięgnę. "Fosa" ukazała się za sprawą Wydawnictwa W.A.B. i została przydzielona do serii "archipelagi". Autorzy tego cyklu to polska czołówka, twórcy różnorodni i należący do wielu generacji. Okazuje się, że czytałam już jedną, równie nietypową powieść z tej serii, była to książka Brygidy Helbig pt.: "Niebko". Po lekturze "Fosy" jestem bardzo zaiteresowana tą serią, wygląda na to, że kryje w sobie mnóstwo niebanalnych publikacji. Lubię od czasu do czasu przeczytać, coś diametralnie innego, wyróżniającego się zupełną odmiennością.

Autorka w tej powieści snuje nostalgiczną, pełną niedomówień, ale jakże magnetyzującą opowieść. Główną bohaterką i narratorką tej książki jest Luiza, którą poznajemy w chwili, kiedy dziewczyna przygotowuje się do swojego ślubu. Akcja rozgrywa się w małym miasteczku Strzałki, do którego Luiza, wraz z matką powraca po wielu latach życia w trasach koncertowych, bowiem mama dziewczyny jest znaną piosenkarką estradową. Luiza wychowywana w cieniu sławnej matki, której życie jest na ciągłym świeczniku, w blasku fleszy bezustannie odczuwa tęsknotę za normalnym i ustabilizowanym życiem, za poczuciem bezpieczeństwa. Niemal każdego dnia walczy o uwagę matki, o jej miłość oraz o spokojną przystań. W dorosłym już życiu postanawia wyjść za mąż, bowiem małżeństwo wydaje się być drogą do równowagi, swoistym murem, za którym można się ukryć, odciąć od traumatycznych doświadczeń, w końcu stać się przeciętną osobą, na którą nikt nie zwraca uwagi, której życie jest anonimowe. Pewnego dnia Luiza poznaje Annę, która jest bardzo zagadkową i intrygującą osobą, kobiety zaczyna łączyć przyjaźń, która dla Luizy staje się czymś wyjątkowym i ważnym.

Sylwia Siedlecka stworzyła frapującą opowieść o kobietach, które noszą w sobie wiele ran, skrywają tajemnice, błądzą przez życie w poszukiwaniu stabilizacji. "Fosa" to niesamowita powieść, która wciąga czytelnika bardzo pomału, jak bagno, chwilami wywołuje uśmiech, po to żeby za chwilę zupełnie zaskoczyć, zszokować i wstrząsnąć. Ta opowieść jest nostalgiczna, przepełniona tęsknotą, niezwykle głęboka i refleksyjna, tajemnicza i niedopowiedziana, bardzo niekonwencjonalna. Lektura tej książki zajęła mi kilka godzin, nie mogłam przestać jej czytać, z każdą kolejną stroną zadziwiała mnie coraz mocniej, wzruszała, a pod koniec zupełnie zaskoczyła. Mimo swej nostalgiczności ksiażka zupełnie nie dawała mi uczucia znużenia, wręcz przeciwnie, nie miałam ochotych odkładać jej na bok nawet na moment, chwilami odwracałam od niej wzrok, po to, aby popaść w zadumę i niedowierzenie. W tej powieści jest mnóstwo niedomówień, a postaci bywają mało wyraziste, jednakże mnie zupełnie to nie przeszkadzało, ta książka ma dziwną moc przyciągania, zupełnie zatraciłam się w tej historii.  
"Jedyne, co mam, to ciebie mamo, a to tak jakbym miała pięć matek, bo zmieniasz się co siedem lat, jak koty i psy. Życie jest hojne. Ale muszę chronić ciało. To mój jedyny kapitał". Str. 100-101
Reasumując, "Fosa" autorstwa Sylwii Siedleckiej to niebanalna powieść o miłości, przyjaźni, tęsknocie, o  trudnych i złożonych relacjach między matką i córką, o poszukiwaniu bezpieczeństwa, próbie odbudowania utraconej przeciętności. Nie jest łatwo jednoznacznie ocenić tę książkę, niemniej jednak na mnie wywarła niemałe wrażenie, urzekła mnie swoją oryginalnością, przeniosła w zupełnie inny świat, bardzo tajemniczy, mętny, chwilami niezrozumiały, ale niezwykle prawdziwy. W moim odczuciu to bardzo wartościowa, głęboka i szalenie refleksyjna powieść. Sami zdecydujcie, czy macie ochotę na tego typu literaturę, ja po lekturze tej książki jestem w pełni usatysfakcjonowana. Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce.
"Coś robię, ale nie wychodzi. Może powinnam uchwycić moment, kiedy wszystko zaczyna się psuć. Czuję się jak ścierwo, jak nic, które nie jest przygotowane do życia". Str. 156





czwartek, 5 marca 2015

Niebko - B. Helbig

Kategoria: literatura współczesna
Wydawnictwo: W.A.B. 
seria: archipelagi 
Liczba stron: 320


"Niebko" - Brygida Helbig 

Do przeczytania książki zachęcił mnie znajomy, inaczej pewnie nie sięgnęłabym po tę lekturę. Po zapoznaniu się z tą pozycją mam dosyć mieszane uczucia, dlatego trudno jest mi ją właściwie ocenić. W trakcie jej czytania były chwile, w których miałam nieodpartą ochotę odłożyć książkę na bok, ale jako, że bardzo nie lubię tego robić brnęłam w nią dalej. Po jej skończeniu przyznam, że nie żal mi czasu, który spędziłam na tą książką. Mimo wielu trudności warto było się z nią zapoznać. 

„Niebko” autorstwa Brygidy Helbig to książka napisana bardzo chaotycznie, bez określonej chronologii wydarzeń, przez, co chwilami trudno domyślić się, w jakim roku rozgrywa się akcja tej książki oraz, w jakim miejscu toczą losy bohaterów. Przez ten brak porządku wydarzeń książka początkowo staje się niezrozumiała. Należy być mocno skoncentrowanym, aby nie pogubić się w tej zawiłej historii. Dopiero w dalszej części opowieści fabuła książki zaczyna pomału układać się w głowie w sensowną i zrozumiałą całość. 

Niebko to zabawa w odkrywanie rodzinnych sekretów. To książka o dwóch, zupełnie różnych rodzinach, o dziejach polskiego i niemieckiego pokolenia. Niebko to także książka o trudnościach życia codziennego, o braku właściwych autorytetów, które w konsekwencji prowadzą do popełniania życiowych błędów. 

Zimą 1939 roku rodzina Willika Kellera uciekła do Warthegau (byli tzw. Niemcami ze Wschodu), którzy dla Hitlera (Niemca z Berlina) byli gorszym, trzecim gatunkiem Niemców, materiałem niepełnowartościowym. Nadawali się wyłącznie do tego, aby ich wykorzystać i wycisnąć z nich wszystkie soki. W ówczesnych hierarchia ludzi wyglądała następująco: pierwsi byli Reichsdeutsche, potem Volksdeutsche, za nimi Polacy, a na samym końcu istoty nieposiadające żadnego statusu prawnego, ani ludzkiego, czyli Żydzi i Cyganie. W trakcie pobytu w Niemczech Willik miał możliwość uczęszczać do szkoły, w pracach domowych jego matce pomagał parobek, który był Polakiem. W czasie trwania wojny rodzina Kellerów całkiem dobrze sobie radziła, jednakże w momencie jej zakończenia, kiedy to wielu Niemców musiało uciekać przed Armią Czerwoną, losy, Willika oraz jego rodziny stały się bardzo skomplikowane. 

Rodzina Basi Drzewuckiej została wywieziona przez Rosjan do Kazachstanu. Tam mieszkali w wybudowanej przez siebie glinianej chacie. Anna (matka Basi) wraz z córkami pracowała w Kołchozie, a jej mąż Jakub zarabiał na utrzymanie rodziny, jako przewoźnik. Przeprawiał przez rzekę przede wszystkim Kazachów wraz z wozami i końmi. W okresie II wojny światowej hierarchia w Kazachstanie była zupełnie inna niż w Werthegau: na pierwszym miejscu byli Rosjanie, następnie Polacy, a na końcu folksdojcze. W tym czasie rodzinie Drzewuckich żyło się całkiem znośnie.  Jednakże, kiedy Jakub został powołany do polskiej armii, a głową rodziny musiała zostać Anna, rodzinie zaczęła głodować i zmagać się z trudną rzeczywistością. Udało się im przetrwać, między innymi dzięki życzliwości ludności cywilnej. 

Obie rodziny przebyły zupełnie inną drogę w okresie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu. Po długich latach poszukiwań własnego miejsca Willik i Basia poznają się i pobierają. Z tego związku rodzi się Marzena, która często słucha wspomnień mamy i taty. I, tak kawałek po kawałku Marzena odtwarza losy swoich przodków.  

„Niebko” to zlepek krótkich opowieści, które ukazują niezwykłą historię dwóch zupełnie innych rodzin żyjących w bardzo trudnych czasach, zarówno przed wojną, w trakcie jej trwania, jak również po jej zakończeniu. 

„Młody człowiek, poszukujący sensu, celu, ideałów, mistrzów, drogowskazów, możliwości działania, przekształcania świata, bycia dostrzeżonym. Doskonale wiedzą o tym różne sekty. I wszelkie totalitaryzmy. Wiedział o tym Hitler. Jak wielki kieruje młodymi głód. Jak bardzo pragną uwierzyć”. str.99


Moja ocena: 6,5/10