Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reportaż. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 sierpnia 2016

[RECENZJA] "Miłość, zbrodnia, kara" - Helena Kowalik

Kategoria: reportaż / literatura faktu

Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2016
ISBN 978-83-287-0210-3
Liczba stron: 416

Moja ocena: 8/10

Zbiór reportaży Miłość, zbrodnia, kara Heleny Kowalik to publikacja, którą trudno poddawać swobodnej ocenie. Autorka przytacza szereg przestępstw, które na przestrzeni lat srodze zapisały się na kartach akt sądowych. Reportaże zawierają najbardziej sadystyczne, wstrząsające czyny karalne, zeznania ludzi — nierzadko pozbawionych wszelkich emocji — którzy dopuścili się zbrodni wyjątkowo okrutnych, nieprawdopodobnych, a także skrajnie wynaturzonych — słowem karygodnych! Jak poddawać ocenie książkę, która nie stanowi fikcji literackiej, która ukazuje autentyczne, do szpiku zwyrodniałe ludzkie życie?

niedziela, 13 grudnia 2015

"Biały szlak" - Łukasz Czeszumski

Kategoria: literatura faktu / reportaż

Wydawnictwo: CL Media
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-941355-0-8
Liczba stron: 440

Moja ocena: 9/10

„Wir łatwych pieniędzy wciąga szybko, ale uciec z niego jest niezmiernie ciężko”.


Liście koki oprócz toksycznych alkaloidów kokainy, wywołujących krótkotrwały efekt stymulujący zawierają wiele składników odżywczych. Stanowią istotne źródło mikroelementów i witamin, zawierają wapń, fosfor, żelazo i witaminę A. Stymulują płuca do większej absorpcji tlenu i są nieodzownym elementem życia niedożywionych Indian, którzy żuli liście krzewu Erythroxylum coca w celu zwiększenia wydolności fizycznej, zmniejszenia głodu i podniesienia nastroju. Jednakże wszystkie pozytywne właściwości, które zawierają liście koki, ulegają zniszczeniu w procesie ich przerobu na kokainę.

sobota, 21 lutego 2015

Dzisiaj narysujemy śmierć - Wojciech Tochman

Kategoria: Reportaż 
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 144 


"Dzisiaj narysujemy śmierć" - Wojciech Tochman
„Kraj tysiąca wzgórz i miliona uśmiechów zmienił się nagle w kraj miliona śmierdzących trupów”. Str. 15

Kolejny przeczytany przeze mnie reportaż Wojciecha Tochmana okazał się lekturą niezwykle trudną i bardzo okrutną, gdyż zdarzenia przedstawione w tej pozycji są wyjątkowo nieludzkie i wstrząsające. „Dzisiaj narysujemy śmierć” to opowieść przedstawiająca niemiłosierne ludobójstwo, które miało miejsce w Rwandzie wiosną 1994 roku. 

Mieszkańcy Rwandy to w większości katolicy, mniejszość stanowią protestanci i muzułmanie. Przewaga to Hutu (rolnicy) około 85% społeczeństwa, pozostali Tutsi (pasterze) to jakieś 14% ludności oraz Pigmeje Twa (myśliwi) stanowią zaledwie 1% społeczeństwa Rwandy.


6 kwietnia 1994r. zestrzelono samolot, na którego pokładzie znajdował się ówczesny prezydent Rwandy. Sprawcy nie są znani do dnia dzisiejszego, ale winą natychmiast obarczono przedstawicieli plemienia Tutsi, i tak rozpoczęła się niebywała masakra dokonana przez ekstremistów Hutu na ludności z plemienia Tutsi. 

W niespełna godzinę po zestrzeleniu samolotu Hutu zaczęli wyłapywać i mordować ludność Tutsi.  Odnajdywano ich między innymi na podstawie dowodów osobistych, w których zwarta była informacja dotycząca przynależności plemiennej. Rwandyjscy Hutu chwycili za maczety, włócznie i nabijane gwoźdźmi maczugi, tym samym rozpoczynając rzeź w trakcie, której w bezduszny i niehumanitarny sposób wymordowali ponad 800 000 ludności przynależącej do plemienia Tutsi. Zwykli obywatele byli nawoływani do zabijania swoich sąsiadów. W bestialski i okrutny sposób mordowano i gwałcono kobiety oraz dziewczynki, te, które przeżyły zostały zarażone AIDS, palono domy pełne żywych ludzi, zabijano noworodki, rozcinano brzuchy ciężarnych kobiet, zabijano dzieci na oczach matek, gwałcono matki na oczach dzieci, ścinano głowy, obcinano kończyny, okaleczano i masakrowano ciała, zabijano ojców, mężów, nie oszczędzano nikogo. Ci, którzy cudem ocaleli z trudem próbują powrócić do dawnego życia. Ale czy to w ogóle jest możliwe?
„… ciało zgwałcone przez dziesiątki mężczyzn z maczetami w rękach. W tym strzępie jeszcze krew pulsuje, lepi się na kikutach. Bo ciału obcięli ręce, które próbowało chronić podbrzusze. Co taka kobieta , jeśli cudem ocalała, myśli o swoim ciele? Że dzięki niemu mordercy nie zabili jej od razu. Że uratowała ja pochwa, że tylko dzięki pochwie żyje. Jest przedmiotem. Wiadrem na spermę”. Str. 44
„Byłam zgwałcona i zakażona. Imię nieważne, dziś już nie mam imienia. Mój honor został skalany. Jedyne, co mogę z tym zrobić, to dać świadectwo. Byłam piękna, miałam dwadzieścia jeden lat, mamę, tatę, liczne siostry, braci. Patrzyłam jak żołnierze po kolei ich zabijali. Dużo dzieci mieliśmy w rodzinie, śliczne były. […] Związali je wszystkie, jednym sznurem nogi, drugim rączki. Były jak wielkie korale, maleństwa słodkie. Żywe wrzucili je do rzeki, która płynęła za domem. Chciałabym wymazać z głowy ich krzyk. Tylko tego chcę”. Str. 63-64
„Dzisiaj narysujemy śmierć” Wojciecha Tochmana jest niedużych rozmiarów reportażem, ale treść zawarta na kartach tej opowieści szokuje, odbiera mowę, przeraża, boli i wyzwala takie emocje, że chwilami chce się głośno krzyczeć. Ludobójstwo w Rwandzie nie jest fikcją literacką, jest okrutną historią tego kraju, a mimo wszystko czytając ten reportaż momentami nie mogłam uwierzyć, że coś tak barbarzyńskiego wydarzyło się w realnym świecie. Nie mam wątpliwości, że w tym przypadku ludzkie okrucieństwo sięgnęło samego dna, człowiek na tle tych wydarzeń okazał się istotą gorszą od najbardziej drapieżnych zwierząt, istotą cyniczną i wyrachowaną, kierującą się instynktem mordowania, a nie umysłem. Przed chwilą skończyłam czytać tę książkę i brak mi słów, by wyrazić, co w tym momencie czuję, pozostawię to chyba bez komentarza. Nie mam siły, aby oceniać styl i poziom literacki autora, jedno tylko przychodzi mi do głowy, Wojciech Tochman to reporter, który niewątpliwie odznacza się olbrzymią odpornością psychiczną skoro ma odwagę mierzyć się z tak trudnymi kwestami.  A decyzję o sięgnięciu po reportaż Wojciecha Tochmana pozostawiam Wam Drodzy Czytelnicy, sami oceńcie, czy macie siłę, aby poznać wstrząsającą historię tego kraju. 
„Czy to władza decydowała, czy Bóg? Co ja mogę wiedzieć? Co ja rozumiem? Nic nie mogę zrozumieć. Wiem tylko, że władza kazała ludziom ludzi zabijać. Jak władza każe coś zrobić, to robisz. Choć tego nie rozumiesz. 

Moja ocena: 9/10  

Jakbyś kamień jadła - Wojciech Tochman

Kategoria: Reportaż 
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 136

"Jakbyś kamień jadła" - Wojciech Tochman 



Bardzo lubię sięgać po rzetelnie napisany reportaż. „Jakbyś kamień jadła” Wojciecha Tochmana zdecydowanie do takich należy. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i z pewnością nie ostatnie. Wojciech Tochman w tym reportażu niczego nie ubarwia, nie umniejsza, pisze o tym, o czym opowiedzieli mu ludzie oraz o tym, co sam zobaczył. Książka zawiera relacje kilku kobiet, które doświadczyły koszmaru związanego z wojną — ogromną nienawiścią, gwałtami, obozami koncentracyjnymi, masowymi egzekucjami i niezliczonymi ekshumacjami, krótko mówiąc zaznały olbrzymiego ludzkiego cierpienia. 

Ludzie wyciągani z domów, zabijani na podwórkach, gwałcone kobiety, ludzkie ciała porzucane w jaskiniach to koszmar, który wydarzył się wiosną 1992 roku w Bośni i Hercegowinie.
„Tych, co zostali we wsi, wyciągali z domów. Zabijali na podwórkach. Albo tam na skrzyżowaniu, w polu, na łące. Nastolatków też. Kobietom i dzieciom zabronili podchodzić do okien. Strzelali w szyby. Noże wycierali w białe ręczniki, szli dalej  […] Sąsiadkę zaciągnęli na strych. Znali ją z Prijedoru, pracowała w restauracji u Muzułmanina. Zgwałcili, zabili, poszli dalej […] Niektórych jeszcze żywych pakowali na ciężarówki. Odjeżdżali w nieznane. Dziś wiemy, ze do obozów śmierci. Tam ich męczono”. Str. 84
Ta książka to kolejny dowód na to, jakim okrucieństwem jest wojna. Autor w tej pozycji nie opisuje dokładnie samej wojny i jej przyczyn, ale przede wszystkim jej skutki. Ogromne zagubienie, cierpienie z powodu straty najbliższych, biedę, głód, bezdomność, wegetację oraz próby odnalezienia się w nowej, trudnej rzeczywistości to problemy, z jakimi zmagają się ludzie dotknięci potężną traumą, jaką jest wojna. Postacią godną uwagi w tej książce jest doktor Ewa Klonowski, antropolog, która z niezwykłą sumiennością i troską wyłowiła ze studni, wyciągnęła z jaskiń, wygrzebała na śmietniskach tysiące ciał. Dr Ewa pracowała w 1996r. w Bośniackiej Komisji ds. Poszukiwania Zaginionych, wykazała się ogromnym poświęceniem w wydobywaniu i kompletowaniu ludzkich kości, a następnie w ich identyfikacji. Przede wszystkim, po to, aby Ci, którzy przeżyli mogli godnie pochować swoich bliskich.
„Nie opuszczam żadnej ekshumacji. Był wysoki, ubrany w niebieską koszulkę i robocze zielone spodnie. Poznam go, pożegnam. Bo jak długo można tęsknić za człowiekiem, o którym wiesz, że już nigdy do ciebie nie wróci? 
Czytając tego typu literaturę zawsze odczuwam ból, przeraża mnie, że człowiek człowiekowi potrafi wyrządzić tyle krzywdy, to dla mnie niepojęte. Ta niedużych rozmiarów książka to na pewno próba oddania hołdu ofiarom, ale również wielka przestroga dla ludzkości, gdyż autorowi w zdumiewający sposób udało się ukazać okrucieństwo wojny.  

Moja ocena: 7/10