FASCYNUJĄCA
OPOWIEŚĆ O TYM, JAK WIELE JESTEŚMY GOTOWI POŚWIĘCIĆ W IMIĘ TEGO, CO DLA NAS
NAJWAŻNIEJSZE.
Zamordowano uwielbianego przez tłumy
celebrytę. Zatrzymana na miejscu zbrodni szesnastoletnia Martha Honeydew
przyznała się do winy i zajęła miejsce w celi śmierci.
PRZYSZŁA PORA, ABY WYMIERZYĆ SPRAWIEDLIWOŚĆ!
O losie dziewczyny decydują widzowie
reality TV, którzy mają siedem dni na rozstrzygnięcie, czy oskarżona ma żyć,
czy umrzeć. Nie ma już sędziów – jest publiczność z telefonami w ręku. Sprawa
budzi ogromne emocje, bo po raz pierwszy w historii programu w celi śmierci
znalazła się nastolatka.
Martha uparcie twierdzi, że jest
winna, ale czy to ona pociągnęła za spust? A może rzeczywistość bywa bardziej
skomplikowana niż obrazy, którymi karmią nas media?
ISBN 978-83-8057-114-3 / Liczba stron: 472 / Oprawa: Broszurowa / Cena: 29,90
PRAWA DO TYTUŁY JESZCZE PRZED
PREMIERĄ W WIELKIEJ BRYTANII
SPRZEDANO W 13 KRAJACH!
POLSKA PREMIERA już 29 marca!
Kerry Drewery mieszka w
hrabstwie Lincolnshire w Wielkiej Brytanii. Jest autorką dwóch innych
cieszących się dużym uznaniem powieści dla młodzieży, poruszających śmiałą
tematykę. ABrighter Fear (2012) to opowieść love story rozgrywająca się na tle
wojny w Iraku. A Dream of Lights (2013) opowiada historię nastolatki z Korei
Północnej.
Zanim Kerry została pełnoetatową
pisarką, była koordynatorką programu BookStart w brytyjskiej instytucji
charytatywnej BookTrust. Została finalistką organizowanego przez BBC konkursu
na scenariusz oraz otrzymała dyplom ukończenia wyższych studiów w dziedzinie
profesjonalnego pisarstwa.
Kiedy nie pisze, biega, jeździ na
rowerze i pływa, co pozwala jej unikać prac domowych i bez wyrzutów sumienia
zajadać się sernikiem, za którym przepada. Kerry kocha psy, a jej dom jest
pełen książek i filmów.
Można ją znaleźć na Facebookufacebook.com/KerryDrewery,
Twitterze @KerryDrewery, Instagramiekerry.drewery.
Będę miała przyjemność przeczytać i zrecenzować tę powieść. Książka pozycjonowana jest, jako thriller dla młodzieży, jednak liczę na rozrywkę, która dostarczy mi odrobinę niespokojnych emocji. Ciekawi Was ten tytuł?
"Miłość
jest siłą samą w sobie […]. Z miłości ludzie doświadczają tego co
niewyobrażalne… I często dokonują niemożliwego".
Czytelnicy,
którzy zdążyli odrobinę poznać moje upodobania czytelnicze, pewnie będą
zaskoczeni, że sięgnęłam po książkę należącą do nurtu Young Adults. A jednak
bywają takie momenty, kiedy kieruję swoją uwagę na publikacje dedykowane tak
zwanej dorosłej młodzieży. Zwykle przyciąga mnie intrygujący opis, bądź olbrzymia
popularność danej powieści. Czasem kończy się ogromnym rozczarowaniem, ale zdarza
się, że książki z tej serii po prostu kradną moje serce, jak Eleonora & Park Rainbow Rowell, czy Oddam ci słońce Jandy Nelson.
W przypadku powieści Gniew i świt Renée Ahdieh moją uwagę przyciągnęła sentencja
na okładce książki: "Poruszająca wyobraźnię historia inspirowana Księgą
tysiąca i jednej nocy". I o tę księgę chodzi! Wychowałam się na baśniach
Hansa Christiana Andersena i Braci Grimm, jako nastolatka z wypiekami na twarzy śledziłam losy bohaterów wspomnianej Księgi tysiąca i jednej
nocy. Któż nie zna opowieści o Aladynie, Ali Babie, latającym dywanie czy
sprytnej Szecherezadzie? Nie miałam wątpliwości, że chcę jeszcze raz odbyć
niezapomnianą podróż do magicznego świata Orientu, pełnego kalifów, dżinów,
wezyrów, zaklęć i królewskich komnat! I chociaż początek książki nie był
zachwycający to jednak ostatecznie, udało mi się przenieść do wykreowanego przez autorkę świata magii i
zupełnie zatracić w lekturze!
"Sto
istnień za jedno, które odebrałeś. "Jedno życie, jeden świt".
Chalid,
osiemnastoletni kalif Chorosanu znany jest wszystkim mieszkańcom królestwa z
bezwzględności i wyjątkowego okrucieństwa. Każdej nocy pojmuje za żonę nową
dziewczynę, a tuż po świcie owija jej szyję jedwabnym szalem, odbierając kolejne
młode życie. Jednak pewnego dnia to nie Chalid wybiera następną ofiarę, tym
razem przychodzi do niego szesnastoletnia Szahrzad, chcąc dobrowolnie zostać
jego oblubienicą. Jest w niej mnóstwo odwagi i determinacji, aby pomścić śmierć
przyjaciółki. Planuje podstępem zwieść kalifa i ujść z życiem po to, aby
wyzwolić królestwo spod rządów bezdusznego władcy. Będąc w pałacu Szahrzad
poznaje prawdziwe oblicze króla, jej plan zemsty zaczyna przybierać odmienną
postać, a krzywda niewinnych istnień nabiera innego znaczenia. Czy dziewczynie
uda się zrealizować zdradziecki pomysł i ujść z życiem, oddając cześć przypadkowym
ofiarom kalifa?
Po lekturze
pierwszych stron czułam w głowie mały chaos, brakowało mi pewnego rodzaju
głębi, która wprowadziłaby mnie w obcy świat Chorosanu. Czułam się zagubiona i nie do końca przekonana
do stylu Renée Ahdieh. Jednakże czym głębiej brnęłam w ten dziwny, ale jakże
niezwykły baśniowy klimat, tym większe było moje zaskoczenie. Zaczęłam się zatracać
w magicznej krainie, po to by zupełnie zapomnieć o złym wrażeniu, którego
doświadczyłam na początku lektury. I tak
na kilka godzin przeniosłam się do świata fantazji, w której swe skrzydła rozpościera wszechobecna
magia i orientalny przepych, gdzie swoim niepowtarzalnym pięknem zachwycają
egzotyczne ogrody, wyobraźnię pobudzają wypełnione bogactwem królewskie komnaty
i stroje, a niepowtarzalny klimat, pełen tajemnic i zaklętych miejsc pozwala
zupełnie oderwać się od rzeczywistości.
Gniew i świt to przede wszystkim
bajka, która opowiada o trudnej miłości, zdradzie, trudnych wyborach, które bez względu na podjętą decyzję, niosą za sobą niepożądane skutki. Ta niepozorna powieść pozwoliła mi wrócić do młodzieńczego świata nasyconego fantazją,
poddałam się jej urokowi i spędziłam z nią niezapomniane chwile. Nie
mogę się doczekać kontynuacji bowiem finał tej historii zupełnie mnie
zaskoczył. I chociaż książka nie jest arcydziełem literackim, to warto po nią
sięgnąć, dać się ponieść jej niewątpliwemu wdziękowi. Nasycić serce baśniowymi realiami, światem wypełnionym księżniczkami, fakirami, dżinami, klątwami i
wielkimi władcami, których serca bywają twarde jak głaz, dopóki nie otuli ich
powiew realnej miłości, wypełnionej zapachem róż i subtelnym dotykiem. Dajcie
się porwać tej opowieści, a poczujecie magię, która na długo nasyci Wasz umysł wyjątkowym klimatem!Polecam!
"[…] niektóre
sekrety są bezpieczniejsze za drzwiami zamkniętymi na klucz".
__________________________________________________________________________________ Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo:Filia
Seria: Gniew i świt / Tom I
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek Rok wydania:2017
"Milczenie wszystko pogarsza. Cierpienie
rośnie w człowieku jak rak i pochłania wszystko, co powinno być przyjemne, tak
że nigdy nie jest się naprawdę szczęśliwym".
Zacznę od tego, że jest mi wyjątkowo trudno oceniać tego typu publikację. Nastoletnia panna młoda Cathy Glass to kolejna historia stworzona przez
życie, niestety w wyjątkowo srogi, nieludzki sposób. Nie jest to,
najbrutalniejsza opowieść, jaką miałam okazję przeczytać, jednak ta refleksja wynika ze sposobu ukazania tej historii. Autorka zachowała pewien umiar,
opisując losy skrzywdzonej Azjatki przy użyciu dosyć subtelnych środków. Nie
zmienia to faktu, że przedstawione zdarzenia z życia małej, bezradnej dziewczynki
szokują i absolutnie nie da się ich zaakceptować. Pisarka nie wdawała się w
detale, jednak czytelnik obdarzony dużą dozą empatii niejednokrotnie poczuje
złość, niechęć i ogromny smutek.
Cathy Glass, jest brytyjską autorką bestsellerów piszącą pod pseudonimem. Od
ponad dwudziestu pięciu lat prowadzi rodzinę zastępczą dla dzieci
potrzebujących i skrzywdzonych. Na polskim rynku
wydawniczym ukazało się kilkanaście publikacji tejże pisarki, traktujących o
rozległym okrucieństwie względem nieletnich — te książki doskonale obnażają skrajną
bezduszność, surowość ludzkiej duszy. Pisane przez nią opowieści, poruszają do
głębi, bo wywodzą się z prawdziwego życia, czym wzbudzają jeszcze większy
smutek, a nawet swoisty ból i udrękę.
„Prowadzenie rodziny zastępczej to wielkie poświęcenie — przez całą dobę,
siedem dni w tygodniu — a jeśli dziecko wykazuje zaburzenia w zachowaniu —
stres jest ogromny”. (str. 145)
Kolejna historia opowiedziana przez Cathy Glass tym razem ukazuje losy Azjatki imieniem Zeena.
Dziewczynka urodziła się w Wielkiej Brytanii i jest jej pełnoprawną obywatelką,
jednak rodzice Zeeny pochodzą z Bangladeszu, uosabiając bardzo
konserwatywną rodzinę, której korzenie i tradycje mocno tkwią w kulturze
azjatyckiej. Pewnego dnia mała Zeena występuje o rodzinę zastępczą,
stawiając bezwzględny warunek, aby jej przyszli opiekunowie reprezentowali rasę
białą. Dziewczynka trafia pod dach Cathy, która stopniowo odkrywa jej
dotkliwie, głęboko ukrywane tajemnice. Okazuje się, że wczesne małżeństwo Zeeny nie
jest najgorszym, co przytrafiło się jej nowej podopiecznej.
„W tradycyjnej azjatyckiej rodzinie honor i duma często są najważniejsze. […]
Za przyniesienie wstydu rodzinie dziewczęta bywają skazywane na śmierć”. (str.
121).
Kiedy czytałam tę książkę, odnosiłam wrażenie, że siedzę w wygodnym fotelu u
Cathy Glass, a ona, zamiast raczyć mnie pyszną herbatą, przedstawia smutną
opowieść, której bohaterką jest jej kolejna skrzywdzona wychowanka. W mojej opinii autorka
uniknęła wdawania się w szczegóły okrucieństw dokonanych na bezbronnej Zeenie,
co powoduje, że publikacja nie ma bezwzględnego, trudnego do zniesienia wyrazu
— chociaż bez wątpienia bardzo porusza i budzi swoistą niechęć. Dawno temu
czytałam historię porwanych dziewczynek, książka nosi tytuł Uprowadzone i
została napisana przez L. Hoodles, C. Lunnon, oraz opowieść małej Vanessy opisanej
w książce Ukarana przez V. Steel — te dwie publikacje
zupełnie zdruzgotały moją psychikę, od tamtej pory nie miałam odwagi, aby
sięgać po książki, w których ukazana jest krzywda wyrządzana małym, niewinnym,
bezbronnym dzieciom. Po raz pierwszy od tamtego czasu odważyłam się sięgnąć po
tego typu książkę i nie żałuję bowiem C. Glass, potrafi w prosty,
poruszający i mądry sposób ukazywać bolesne historie.
Takie książki mają dla
mnie niebanalny przekaz, dodatkowo wzbudzają mój podziw względem ludzi, którzy
obdarzeni tak wyjątkową empatią, jak pisarka potrafią pomagać, docierać do
odległych zakamarków zranionej duszy, otwierać ją, aby wyzwolić skrzywdzone — małe serduszka dzieci — od bólu i nieustannej udręki. Nie jest to łatwe zadanie,
dlatego niezbędne jest wyjątkowe wyczucie, zaangażowanie, delikatność, cierpliwość oraz
ogromne doświadczenie, tego Cathy Glass z pewnością nie brakuje. Ponadto
książka odsłania nieludzką bezwzględność, gruboskórność, chłód, bestialstwo, w tym wypadku wynikające z kultury
azjatyckiej, która dla mnie jest zupełnie niezrozumiała i niemożliwa do
zaakceptowania.
Czy polecam lekturę Nastoletniej panny młodej? Tak, ale wyłącznie na Waszą
odpowiedzialność. Jeśli macie odwagę sięgać po książki pisane przez życie —
takie, które zapadają w pamięć przez obnażenie okrucieństwa ludzkiej natury,
gdzie krzywda wyrządzana małym dzieciom sięga granicy, której nie powinien
przekraczać nikt — przeczytajcie opowieść Zeeny, ukazaną oczami cenionej
pisarki, jednocześnie wrażliwej, odważnej i mądrej kobiety — Cathy Glass. Zaryzykujecie?
„[…] miliony dziewczynek na całym świecie, reprezentujących różne kultury i
religie, zostały zmuszone do wyjścia za mąż jeszcze, jako dzieci, często za o
wiele starszych od siebie mężczyzn. […] związki te zostały zaaranżowane przez
rodziców, a ceremonię prowadziła jakaś osoba duchowna. W niektórych krajach
zmuszano do małżeństwa nawet ośmio- czy dziewięcioletnie dzieci, czego
skutkiem bywały okropne obrażenia wewnętrzne wywołane regularnymi gwałtami
mężowskim…”. (str.225).
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu:
„[…] czasem trudno odróżnić magię od zwykłych złudzeń”.
Magia Świąt Bożego Narodzenia działa w szalenie wyjątkowy sposób na większość
ludzi. Wyzwala swoistą euforię i wprowadza nas w cudowny i błogi nastrój,
czujemy się szczęśliwsi, spokojniejsi, bardziej zrelaksowani — zaczynamy
dostrzegać i doceniać bliskich, kochamy jakby mocniej. Oczywiście są wśród nas
wyjątki — ludzie, dla których święta są przykrym bądź nudnym doświadczeniem —
to bardzo smutne, a nawet bolesne, szczęśliwie są w zdecydowanej mniejszości…
"Jeśli jedno z bliźniąt się zrani, drugie będzie
krwawić".
Noah i Jude to rodzeństwo bliźniacze, które cechuje niezwykle głęboka
więź. Potrafią współodczuwać, przenikać się myślami i doznaniami są w pewien
nieokreślony sposób zależni od siebie, nie mogą bez siebie istnieć, dlatego
rozłąka w ich wypadku może stać się bardzo bolesna, wręcz traumatyczna,
natomiast nagły brak porozumienia popycha ich do kuriozalnych zachowań, które
na zawsze odmienią ich życie.
"Czasami zastanawiam się, co było gorsze… Krzyk czy
cisza, która po nim nastała..."
"Toxic" autorstwa Rachel Van Dyken jest drugim tomem
serii Zatraceni, jednakże po lekturze tej powieści mam wrażenie, że ta część
może być czytana zupełnie odrębnie. "Toxic" nie jest
kontynuacją opowieści z pierwszego tomu, jest oddzielną historią kolejnego bohatera, a
kluczowe postaci "Utraty" są w tej części wyłącznie tłem
przedstawionej fabuły.
Po lekturze drugiego tomu odnoszę wrażenie, że jest odrobinę lepszy od części pierwszej, jednakże seria Zatraceni chyba nie stanie się moją ulubioną, czy nawet
taką, za którą będę szczególnie tęskniła. Ostatecznie nie jest to mój ulubiony
gatunek i przyznam się, że w pewnym momencie czułam się zmęczona infantylnością
niektórych wydarzeń, czy też bohaterów.
"Trudno jest żyć - łatwiej jest umrzeć.
Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic - tyle
tylko, że cholernie trudno zostawić tych, których się kocha..."
Śmierć, nieodwracalny moment, w którym ustają wszelkie czynności życiowe.
Pewnego dnia zawita w progi każdego z nas. To nieuniknione bowiem śmierci nie sposób
przechytrzyć. A jednak, kiedy dopomina się o młodego, nienasyconego życiem człowieka? Wówczas wydaje się, że to nienaturalne i bardzo niesprawiedliwe.
We współczesnym świecie nieustannie umierają coraz młodsi ludzie. Nowotwory są
niczym milczący zabójcy, często atakują po ciuchu, bez najmniejszego
ostrzeżenia, następnie powoli drążą organy wewnętrzne, tylko po to, aby
zupełnie rozszarpać umysł i ciało konsekwentnie doprowadzając do śmierci. Jednakże rak nie
musi wyrażać przepowiedni śmierci. Odpowiednio wcześnie zdiagnozowany, może się
okazać zupełnie niegroźny. Jednakowoż na każdym etapie jego rozwoju należy
podjąć walkę, ale żeby móc stoczyć ten bój niezbędne jest wsparcie, nadzieja,
wiara i silna osobowość. Niestety bywa i tak, że konieczny jest wyłącznie
cud.
Kategoria: literatura młodzieżowa Tytuł oryginału: Don't Eat This Book
Wydawnictwo: JUPI
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-64297-51-9
Liczba stron: 288
Moja ocena: 7/10
Rób z tą książką, co chcesz, tylko jej nie jedz!
Pamiętam, kiedy na rynku wydawniczym pojawiła się publikacja"Zniszcz
ten dziennik"Keri Smith, wtedy pomyślałam sobie, że to jakieś kuriozalne nieporozumienie bowiem jak można
wpaść na pomysł, aby poddawać tak dewastującym praktykom książkę i przede
wszystkim po co? Jakby tego było mało owa publikacja, uchodziła
za dzieło, które pobudza do kreatywności, wyzwala inspiracje, których wynikiem
jest prawdziwy proces tworzenia. Wtedy w mojej głowie kotłowała się tylko jedna
myśl, cóż za bzdura!
Jednakże, kiedy moja córka zapragnęła, aby posiadać wyżej wymieniony dziennik,
uznałam, że skoro o tym marzy, a jej koleżanki tak bardzo go sobie cenią i do
tego chwalą to, czemu nie? Kupiliśmy naszemu dziecku dzieło zatytułowane"Zniszcz
ten dziennik"i obserwowaliśmy, co z tego wyniknie. I
Wiecie, co? Nasza córka bawiła się wyśmienicie i każdego dnia demonstrowała nam
z ekscytacją i iskrą w oku kolejne wytwory i praktyki, jakim poddawała swój
dziennik! Aktualnie owa publikacja jest w opłakanym stanie i z przykrością
patrzę na to, co z niej zostało, ale trudno, przecież ostatecznie taka była
wizja jej twórców. A moje dziecko? Cóż bawiło się znakomicie i czerpało z
powyższego dziennika wiele radości, a na jej buzi gościł uśmiech. Czegóż więcej mogą pragnąć rodzice?
Dlatego, kiedy w nasze ręce trafiła kolejna tego typu publikacja, nie miałam
obaw, że moja córka poczuje radość, natychmiast złapała za mazaki, kredki oraz
ołówek i zaczęła namiętnie realizować kolejne zadania.
Wydawnictwo JUPI!, które specjalizuje się w wydawaniu książek
dla dzieci, wypuściło w tym roku na rynek, podobną tego typu publikację.
"Nie jedz tej książki", której autorami są David Sinden i Nikalas
Catlow jest propozycją, która początkowo
wydawała mi się zupełnie inna od wspomnianej wcześniej publikacji. Po jej pierwotnym
zlustrowaniu odniosłam wrażenie, że jej celem nie jest całkowita destrukcja.
Jednak po głębszym poznaniu znalazłam mnóstwo zadań, które ostatecznie doprowadzą
i tę książkę do częściowego zniszczenia. Niemniej jednak propozycja Wydawnictwa JUPI! podoba mi się bardziej od wspomnianego wcześniej dziennika, głównym atutem jest przyciągająca uwagę kolorowa i zabawna okładka, jak również więcej pobudzających wyobraźnię i śmiesznych zadań, które w końcowym efekcie stanowią znacznie ciekawszą propozycję.
"Nie jedz
tej książki"to swoisty zbiór zadań skierowany do młodego
czytelnika, ale może także stanowić świetną rozrywkę dla dorosłych, pod
warunkiem, że zasiądą do niej ze swoimi pociechami i wspólnie rozwiążą kilka
zadań, gdzie będą mogli kolorować, uzupełniać i wymyślać odpowiedzi na postawione tam
pytania. Taka forma spędzania wolnego czasu wyzwala wiele pozytywnych uczuć
oraz doświadczeń, pobudza wyobraźnię jednocześnie dając okazję do świetnej zabawy. W końcu nie
samymi książkami człowiek żyje. Młodzież w szkołach nie narzeka na nudę, mają bowiem mnóstwo
nauki i lektur do przeczytania, a owa publikacja może stanowić wspaniałą
rozrywkę, bardziej wartościową niż np.: gry komputerowe, toteż dlaczego im tego zabraniać?
Przecież niniejszy zbiór zadań daje dzieciakom możliwość oderwania się od codziennych
obowiązków, pozwala się odstresować w zabawny i przyjemny sposób, jednocześnie
pobudzając umysł młodego człowieka do kreatywnego działania. Zawiera mnóstwo
różnorodnych zadań, które wspomagają motorykę, są źródłem wielu pozytywnych
emocji i z pewnością motywują do wysiłku bowiem aby sprostać, niektórym
zadaniom należy np.: wyjść na dwór. Może dla dorosłego czytelnika niektóre
ćwiczenia mogę wydawać się odrobinę kontrowersyjne bowiem dziurawienie kartek,
ich wyrywanie, czy też zostawianie na nich śladów opon od roweru nie stanowi
dla dorosłego odbiorcy ciekawej i wartościowej rozrywki. Niemniej jednak uwierzcie mi
nasze dzieci postrzegają to zupełnie inaczej jednocześnie czerpiąc z takiej zabawy wiele uciechy i zadowolenia. Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Mnie
chyba najbardziej przeraziło zadanie, w którym jedna z kartek ma posłużyć do
wydmuchania zawartości nosa, ale bez obaw Drogi Dorosły Czytelniku, w tym zbiorze zadań nasze pociechy znajdą również wiele znacznie kreatywniejszych zadań. Mogą
np.: zaprojektować budynek, w którym chciałyby mieszkać, założyć własny kraj,
wymyślić jego nazwę i prawa, zaprojektować własną flagę, czy też narysować
jakby wyglądali, jako kwiat czy też psiak oraz wiele innych interesujących i śmiesznych zadań. Dzieciaki
znajdą też wiele ćwiczeń, które są zwyczajnie zabawne i wywołują głośny śmiech.
Ostatecznie wolę, kiedy moje dziecko bawi się tego typu książką, niż gdyby miało
przesiadywać przez wiele godzin przed komputerem czy telewizorem.
Reasumując,"Nie jedz
tej książki"w mojej opinii stanowi idealną propozycję
na wakacje, nudę w podróży, na deszczowe i słoneczne dni, ale także, jako
ciekawe i wcale niegłupie oderwanie od codziennych, szkolnych obowiązków, aby
nasze pociechy nie spędzały wolnego czasu wyłącznie przed telewizorem, czy
komputerem. Ponadto, jeżeli Wasze dzieci lubią się wyżywać artystycznie, czyli
mazać, bazgrać, kolorować i rozwiązywać zadania oraz mają poczucie humoru, kochają dobrą zabawę i odrobinę szaleństwa to z tą książką bez wątpienia, nie
będą mogły narzekać na nudę. Nie jest to książka, którą należy traktować jako twór literacki, ale jako zbiór ciekawych i śmiesznych zadań, przy których nasze pociechy będą się dobrze bawić. Przyznam się Wam zupełnie szczerze, że sama nie mogę uwierzyć, iż tak wysoko oceniam tego typu propozycję. Jednakże wynika to wyłącznie z moich doświadczeń i tego, że kiedy patrzę na moją córkę, widzę jej radość i ogromny zapał do sięgania po niniejszy zbiór zadań, wobec tego moje postrzeganie i ocena takich publikacji jest zgoła odmienna od pierwotnej. Dlatego ja, jako mama dziesięciolatki z czystym
sumieniem polecam!
Za możliwość zaznajomienia się z publikacją "Nie jedz tej książki" autorstwa D. Sinden, N. Catlow
"(…) świat marzeń i iluzji. W prawdziwym świecie ludzie
mają imiona, a nie nicki, i życiorysy dłuższe niż kilka tygodni w grze..."
Współczesny świat niesie za sobą całą gamę różnorodnych
zagrożeń oraz pokus, którym ulegają coraz młodsi ludzie. Jedną z nich jest prężnie
rozwijający się sektor gier komputerowych. Koncerny informatyczne wypuszczają
na rynek kolejne, coraz mocniej zaawansowane oprogramowania, a ich nowoczesne
technologie opierają się na znacznie odważniejszych, epatujących brutalnością
i agresją grafikach, wprowadzają młodego człowieka w świat wirtualny z ogromną
mocą. Przyciągają, nęcą i ostatecznie uzależniają, w pełni zacierając granicę
między światem realnym a tym wirtualnym. Oferują nieograniczony dostęp do
przemocy pod złudnym hasłem zbawiania świata. Pozwalają na to, aby młodzi
ludzie poczuli się znacznie pewniej w nierzeczywistym świecie bowiem, oddają w
ich ręce gry, które zapewniają szereg atrakcji i sprawności, których często
brakuje w życiu codziennym. Coraz więcej młodzieży uwielbia tego typu rozrywkę i często zupełnie
pogrąża się w świecie iluzji, gdzie brak kontroli i konsekwencji złego
zachowania w efekcie poddaje ich umysły zupełnej stagnacji, często doprowadzając do depresji lub całkowitej degeneracji. Kolejny problem to brak kontroli i
zainteresowania ze strony rodziców. Dorośli ludzie mają coraz mniej czasu dla
swych pociech, ciągle podążają za kolejnymi dobrami materialnymi, rozwijają
swoje pasje oraz zdobywają kolejne szczeble kariery zawodowej, jednocześnie
zatracając istotę ludzkiego istnienia. Dokąd zaprowadzi nas tak prężnie
rozwijająca się cywilizacja? Aż strach o tym myśleć!
"Oni tam od nowa budują sobie tożsamość! Tam są kimś, a
tu nikim". Str. 263
Mikkavel Astrid główna bohaterka tej powieści
jest nastolatką o dość skomplikowanej sytuacji rodzinnej bowiem po śmierci
ojca, trafia wraz z siostrą do pogotowia opiekuńczego. Niestety w szybkim czasie siostry
zostają rozdzielone i trafiają do różnych rodzin zastępczych. Zagubiona, samotna i
niedowartościowana dziewczyna, codziennie zmaga się z zakrętami losu, aż pewnego dnia
zostaje świadkiem nieludzkiej strzelaniny na terenie szkoły, do której
uczęszcza. Napastnikiem jest młody chłopak, którego miała okazję poznać jakiś czas
temu, uczestnicząc w konkursie poświęconym grom komputerowym. Czy wspomniana
strzelanina miała jakikolwiek związek z najnowszej generacji grą, która w
zaawansowany sposób pozwala przenieść się do wirtualnego świata KsiężycaIo? Gra, która
działa na narządy zmysłu, pozwala odczuwać ból i niewyobrażalny strach? Gdzie
przemoc podąża w parze ze śmiercią oraz gdzie nie ma kontroli i żadnych
ograniczeń? Tego Wam nie zdradzę, tylko odeślę do fantastycznej i intrygującej powieści Małgorzaty
Wardy!
"Tak łatwo wpaść w pułapkę i wmówić sobie, że tu też
dałoby się żyć". Str. 104
"5 sekund
doIo", jest
kolejną powieścią autorki, z którą miałam przyjemność się zmierzyć, aczkolwiek
tym razem, było zupełnie inaczej. Małgorzata Warda oddała w ręce czytelnika
książkę, której fabuła toczy się równorzędnie w dwóch zupełnie odmiennych
światach, mianowicie w świecie realnym oraz wirtualnym. Nie znam się na
fantastyce oraz grach komputerowych, jednakże mam wrażenie, że Małgorzacie
Wardzie udało się podołać tej tematyce i rzetelnie oddać realia współczesnego
świata oraz wyimaginowany świat, w jakim poruszają się młodzi ludzie za pomocą
komputerów, konsol i innych tego typu urządzeń.Przyznam
się, że chwilami miałam pewien problem, aby podołać temu dziełu bowiem nie
jestem zwolenniczką literatury, której akcja toczy się
w nierealnym świecie, a to głównie tam rozgrywa się fabuła tej powieści. Jednakże
po przeczytaniu owej publikacji ostatecznie czuję się usatysfakcjonowana,
książka była dla mnie nowym doświadczeniem i gdyby nie nazwisko autorki pewnie
nie sięgnęłabym po nią z takim zapałem. Z pewnością kiedyś oddam ją w ręce
mojej córki bowiem książka, niesie za sobą cenne przesłanie i może w pewnym
sensie stanowić przestrogę, równocześnie będąc wspaniałą i wartościową rozrywką
dla młodego człowieka. Polecam!
"– Co właściwie można robić w tej grze? [...] Jak daleko można się posunąć w tej iluzji? Czujesz ugryzienie zwierzęcia, silne pragnienie, dotykające cię dłonie... Gdzie leży granica tego, co można poczuć? – Nie ma granicy".
Kiedy sięgałam po tę powieść było we mnie
wiele sprzecznych uczuć, bowiem nie jestem zaciętą miłośniczką literatury
młodzieżowej. Obawiałam się ckliwej historyjki o uczuciu dwojga nastolatków, w
której fabuła będzie się toczyć wyłącznie wokół ich słodkich randek. Nie lubię
czytać książek, w których romans jest jedynym wątkiem. Jednakże
postanowiłam dać szansę tej wysoce ocenianej przez innych czytelników książce,
aby się przekonać, czy i mnie tak mocno oczaruje, tym bardziej, że udało mi się
już wcześniej trafić na kilka perełek w tym gatunku. Urzekła mnie, czy
rozczarowała? O tym opowiem za chwilę…
Eleonora jest nastolatką, która bardzo
wyróżnia się w grupie rówieśników - jest ruda, piegowata, o jasnej karnacji, zawsze
dziwacznie ubrana, nie olśniewa najmodniejszymi ubraniami i młodzieżowymi
gadżetami. Pochodzi z ubogiej rodziny, mieszka w skromnym domu, w jednym pokoju
z pozostałym rodzeństwem. Odtrącona przez ojca, nieakceptowana przez ojczyma,
zastraszona i wyobcowana próbuje odnaleźć swoje miejsce i zrozumieć otaczający
ją świat. Eleonora jest szalenie samotna i nieufna, brakuje jej poczucia
własnej wartości, każdego dnia zmaga się z dyskryminacją wśród rówieśników. Nieustannie wyśmiewana i ignorowana z trudem odnajduje się w szkolnych murach. Pewnego dnia
z pomocą przychodzi chłopak imieniem Park, pozwalając dziewczynie zająć miejsce obok siebie w
szkolnym autobusie. Od tej chwili każdego dnia jeżdżą razem do szkoły, a Park,
jako jedyny zaczyna dostrzegać w Eleonorze coś więcej niż tylko jej dziwaczną
powierzchowność. Odkrywa w niej miłość do literatury i muzyki, coraz mocniej
intryguje go pokręcona osobowość Eleonory. Czy głębsze relacje z tak wyalienowaną i
zbuntowaną nastolatką są w ogóle możliwe? Tego moi Kochani Wam nie zdradzę…
"Zamartwiasz się, bo zrobiłeś coś miłego, podczas gdy inni
się przyglądali." str. 24
Rainbow Rowell w bardzo przystępny i
rzetelny sposób ukazała dylematy i rozterki młodego pokolenia, zwróciła uwagę na
istotny problem związany z odrzuceniem w środowisku rówieśniczym oraz jego wpływ na
rozwój i dalsze życie nastolatków. Ukazała egzystencję w rodzinie dysfunkcyjnej, w której
brak poczucia bezpieczeństwa i wsparcia odbijają się na relacjach w środowisku
rówieśniczym. Autorka pokazała też jak istotną sprawą jest, aby otaczać
wsparciem i zrozumieniem dzieci wychowujące się w domach, gdzie występuje brak miłości,
stabilizacji oraz podstawowych zasad współżycia społecznego.
Ponadto autorce idealnie udało się
odzwierciedlić emocje młodych ludzi, wykreowane przez nią postaci są bardzo
autentyczne i w moim odczuciu absolutnie nieprzerysowane. To nie jest para
idealnych nastolatków, Eleonora i Park są zupełnie różni, zarówno pod względem
wyglądu zewnętrznego, jak i cech charakteru, a jednak mocno się przyciągają,
oboje walczą z wewnętrznymi rozterkami, są rozdarci, ale każdy z zupełnie innego powodu.
Historia została ukazana z perspektywy zarówno Eleonory, jak i Parka dzięki czemu
czytelnik ma możliwość poznać emocje obojga bohaterów. W zasadzie tylko
zakończenie nie wywołało we mnie większych emocji, szkoda, bowiem mogła to być
książka idealna. Niemniej jednak pozostaję pod jej niemałym wrażeniem i nie
żałuję ani jednaj chwili spędzonej z tą powieścią.
"Klęczała jeszcze chwilkę przy chłopcach,
głaskała ich i kołysała, a potem wyszła. Eleonora mogłaby przysiąc, że słyszy
przyspieszone bicie pięciu serc. Każde z nich wstrzymywało szloch. Płakało
do środka". Str. 171
Przyznam się Wam zupełnie szczerze, nie
spodziewałam się, że ta powieść zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie. Dzięki
tej książce wróciłam pamięcią do czasów, kiedy sama byłam nastolatką. I chociaż nastolatką nie jestem już od bardzo dawna, to właśnie ta powieść przypomniała mi, nie tylko
jak przyjemnie nią być, ale także jak trudno w tym wieku być rozumianym przez dorosłych, jak mało istotne dla nich wydają się być problemy młodzieży i jak łatwo
zniszczyć ich psychikę. Jak ważnym jest wychowanie w domu pełnym uwagi i
miłości rodziców, jak niebagatelne jest rozmawianie o uczuciach i codziennych
troskach i jak kluczowa jest przyjaźń oraz miłość.
"(…) jej dom to Forteca
Samotności…" str. 204
Pokochałam Eleonorę mimo jej dziwactw i
często nadętego charakteru, polubiłam Parka za jego dojrzałość i wyrozumiałość.
To kuriozalne, ale w trakcie lektury tej książki chwilami miałam "motylki" w
brzuchu i czułam się jak małolata. Spędziłam z nią cudowne chwile, i nawet
przez moment nie żałowałam, że sięgnęłam po tę powieść. Wróciłam do czasów, kiedy
sama byłam nastolatką, ta książka przywołała wiele pogodnych wspomnień. Okazało
się, że nie jest to banalna historia o miłości dwojga młodych ludzi. Według
mnie ta książka jest znacznie głębsza, zwraca uwagę na ważne kwestie, które
coraz częściej pojawiają się we współczesnym świecie, ta historia skłania do
refleksji i mocno zapada w pamięć.
Reasumując, "Eleonora
& Park" autorstwa Rainbow Rowell, to
słodko-gorzka historia dwojga zupełnie różnych nastolatków, których połączyła
miłość do literatury i muzyki. Mimo tego, iż ta opowieść ma w sobie szczyptę
goryczy to jednak czyta się ją z ogromną przyjemnością i lekkością, wywołuje
uśmiech na twarzy, przyjemnie łaskocze serce, wzrusza, chwilami drażni, ale
przywołuje także wspomnienia. Mimo, iż jest to literatura młodzieżowa to jednak
odnajdzie się w niej zarówno nastolatek, jak również osoba dojrzała i z pewnością na każdego z
nich wpłynie w zupełnie inny sposób. Według mnie to bardzo uniwersalna
historia, która w zależności od wieku wywoła zupełnie inne refleksje. Słowem
opowieść, którą zaserwowała mi autorka nie jest nadto gorzka,
ani przesłodzona, wszystkie składniki wydają się być dobrane idealnie,
pozostawiając po sobie przyjemne wrażenie. Przyznaję, że ta książka
przywołała wiele wspomnień i zupełnie skradła moje serce. Szczerze polecam!
"Trzymanie dłoni Eleonory było jak trzymanie
motyla. Albo bijącego serca. Jak trzymanie czegoś doskonałego i pełnego
życia". Str. 85