niedziela, 16 czerwca 2019

[RECENZJA] "Dziewczyna z gór" — Małgorzata Warda




"Jestem dziewczyną z gór, o mnie i o Jakubie od lat mówi całe miasteczko…”.

Dziewczynę z gór Małgorzaty Wardy przeczytałam w marcu tego roku, mimo mijającego czasu nie potrafię przestać o niej myśleć. W moim odczuciu autorce udało się stworzyć frapującą fabułę, szalenie refleksyjną, posiadającą swoistą głębię, która wprowadza czytelnika w magiczny, chwilami surowy, ale przede wszystkim wyjątkowo enigmatyczny klimat. Uważam, że to bardzo oryginalna książka, która idealnie wpasowała się w mój czytelniczy gust. 

Od lat cenię twórczość Małgorzaty Wardy nie tylko za warsztat, ale także za niebanalność zagadnień, z którymi odważnie mierzy się w swoich książkach. Dzięki nim powieści autorki stanowią zarówno świetną rozrywkę, jak i powód skłaniający do przemyśleń. Pisarka w sugestywny sposób zwraca uwagę odbiorcy na świat, który go otacza, a przede wszystkim na ludzi, których codzienność bywa skomplikowana, a bieg wydarzeń nie zawsze zrozumiały i zakończony sukcesem.

Nadia, główna bohaterka niniejszej powieści to jedenastoletnia dziewczynka, wychowująca się w tradycyjnym domu, gdzie nie brakuje poczucia bezpieczeństwa. Jej poukładany świat rozpada się w chwili, kiedy zostaje porywana z przyczepy campingowej — stojącej nieopodal domu rodziców — przez młodego mężczyznę. Rzeczywistość dziewczynki w nieoczekiwany sposób zostaje zupełnie odmieniona. Nadia musi przywyknąć do warunków, w których klimat bywa wyjątkowo surowy. Musi nauczyć się żyć w odosobnieniu, w towarzystwie obcego, dorosłego mężczyzny, a także wśród nieodkrytej przyrody i dzikich zwierząt, których do tej pory nie miała okazji poznać. Jedenastolatka jeszcze nie wie, że jej porwanie jest konsekwencją niefortunnych wydarzeń, mających miejsce w dalekiej przeszłości. Jakie tajemnice skrywają zarówno bliscy dziewczynki, jak i obcy mężczyzna? Wreszcie, jaki los czeka przerażoną Nadię, która trafia do starego, opuszczonego domu, gdzieś daleko w górnych partiach bezlitosnych, jednocześnie bajkowych, zapierających dech w piersiach Bieszczad? Tam niebezpieczeństwo czyha za każdym z drzew, sprzyjając tylko tym, którzy doskonale znają ten osobliwy klimat. Koniecznie przekonajcie się sami i zgłębcie tajemnice, które kryją bohaterowie tejże powieści.

Autorka prowadzi akcję dwutorowo, przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami sprzed lat, powoli odsłaniając przed czytelnikiem tajemnice skrywane przez bohaterów. Czytelnik obserwuje bieżące wydarzenia z perspektywy porwanej Nadii, natomiast retrospekcje z przeszłości ukazane są oczami postaci, których tożsamości nie zdradzę, aby nie uchylić nadto zagadkowej części fabuły.

Co urzekło mnie w tej historii? Po pierwsze, panujący w powieści nietuzinkowy, chwilami zjawiskowy tudzież bajkowy klimat, po drugie szalenie nieprzewidywalna i dająca do myślenia fabuła, po trzecie, wilki, które są nieodzownym elementem tejże publikacji, a nade wszystko, nieoczekiwana relacja między porywaczem a jedenastoletnią dziewczynką. To właśnie ten element zupełnie mnie zaskoczył, wywołując ogrom rozmaitych wrażeń.

"To tak, jakbym była w innym świecie: słyszę tylko szum wody, widzę stłumione światło dnia, czuję przeraźliwe zimno, moje ciało krzyczy ze wszystkich sił, ale usta milczą. Próbuję czegoś się uchwycić, bezradnie drapię paznokciami spękany sufit z lodu. Bąbelki powietrza wypadają z moich ust, gdy szarpię się i młócę rękoma. Już brakuje mi tchu, wariuje mi błędnik, ręce i nogi mam coraz bardziej sztywne, powolne…”.

Sięgając po tę powieść, spodziewałam się zupełnie innych emocji, tymczasem otrzymałam książkę nasyconą nie tylko bardzo sugestywnymi opisami wyjątkowej, bieszczadzkiej przyrody, ale przede wszystkim realnymi emocjami, ludzkimi dylematami, które wyzwoliły we mnie ogrom refleksji, do dziś nieustannie zaprzątających moją głowę. Stało się tak za sprawą bohatera, którego miałam darzyć niechęcią, który miał we mnie wywoływać wstręt, tymczasem z każdą kolejną stroną stawał się dla mnie postacią, której przeżycia mnie poruszyły? I tak o to, oblicze porywacza nieustannie intrygowało mnie przez cały czas trwania powieści, wywołując ambiwalentne odczucia. Autorka w bardzo subtelny sposób przedstawiła jego szokującą historię, tworząc bohatera charakteryzującego się imponującą charyzmą, ale i zadziwiająco tajemniczą osobowością. Nadia również jest świetnie wykreowaną postacią, wnoszącą w tę powieść świeży, delikatny powiew. Tymczasem, jakby mogło się wydawać, zaburzona egzystencja małej dziewczynki — wywołała u mnie przemyślenia, których zupełnie się nie spodziewałam. To, co mnie bezustannie trapi, to rozważania, czy dla samej Nadii porwanie było czymś, co nie powinno się wydarzyć, czy może stało się tym, co otworzyło ją na zupełnie inne, ale czy ostatecznie złe doświadczenia? Ogromnie się cieszę, że Małgorzata Warda pracuje nad kolejną częścią, zżyłam się z bohaterami i jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Reasumując, książkę czyta się jednym tchem, a odbiorca doświadcza emocji, które malują się w jego wyobraźni całą paletą barw. Jeżeli lubicie górskie, surowe klimaty, zajmującą i niebanalną fabułę, która wymusza, aby na chwilę się zatrzymać, zastanowić nad otaczającą rzeczywistością, a przede wszystkim nad tym, co tak naprawdę jest dobrem, a co złem? Obowiązkowo przeczytajcie Dziewczynę z gór

Dodam, że jestem absolutnie zachwycona tą książką, mogłabym rozmawiać o niej godzinami, dywagując nad genialnie wykreowanym światem przez Małgorzatę Wardę! Szczerze polecam!

"Prawda jest jednak taka, że nie ma jednej dobrej odpowiedzi i nigdy jej nie było”.


 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018 
ISBN 978-83-8123-351-4
Liczba stron: 440
Moja ocena: 9/10 


Książka pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki.

[RECENZJA] "Terapia" – Kathryn Perez


„Człowiek nie może być kochany, o ile wcześniej nie pokocha samego siebie”. 



Słyszeliście o Terapii Kathryn Perez? Jeśli nie, to gorąco polecam Waszej uwadze. Mnie podczas lektury tej powieści towarzyszył pełen wachlarz emocji i choć główna bohaterka chwilami potwornie mnie irytowała, całość niejednokrotnie zapierała dech! Ta historia boli, porusza i wprawia w odrętwienie, jednakowoż działa niczym osobliwa kuracja, nieustannie skłaniając odbiorcę do głębszych refleksji. 


Motywem przewodnim powieści są ważne i aktualne dylematy. Samotność, przygnębienie, prześladowanie, samookaleczenie — krótko mówiąc, zatruwająca życie frustracja i odrzucenie, prowadząca do autodestrukcji. To materia, która sączy współczesne społeczeństwo, nie bacząc na granice wiekowe, tym samym dotykając coraz młodszych ludzi. Ofiary szkolnego znęcania, zaburzonych relacji z rodzicami i rówieśnikami płacą wysoką cenę, nie tylko w wieku szkolnym bowiem pokłosiem dziecięcej traumy, bywa skrzywiona przyszłość, która nierzadko zatruwa olbrzymią część dorosłego życia, odbijając piętno na kolejnych pokoleniach. Depresja to wyjątkowo podstępne zaburzenie psychiczne — odbiera radość i chęć życia — i niestety ogromnie trudno ją pokonać. 


Kathryn Perez przedstawiła kolejne wątki z perspektywy trzech bohaterów, dwóch mężczyzn i jednej kobiety, ukazując całą historię przy użyciu narracji pierwszoosobowej. Kobieta jest tutaj postacią pierwszoplanową, dodatkowo autorka trafnie wkomponowała w fabułę wiersze, wyrażające bardzo osobiste myśli i emocje bohaterki. Niniejsza książka znakomicie odzwierciedla poczucie odrzucenia, zatruwającą życie odwróconą codzienność, ale i rozkwitającą przyjaźń, przeradzającą się w pełną zamętu miłość, a przede wszystkim to, jak fundamentalna jest akceptacja samego siebie. 



Twarze
Znajome korytarze
Uwięziona w tych ścianach
Drwiących
Jak w pułapce
Śmiech wypełnia korytarz
Jeszcze trochę
Wkrótce się skończy
Nie powiem im
Że wygrali 
Złamana 
Pobita
Ich drwiny
Są wszędzie 
Zablokuj 
Nie dopuść ich do siebie 
Buduj mur
Cegła po cegle
Schowaj za nim emocje 
Obca twarz 
Tylko to widzę w lustrze 
Zagubiona i samotna
Zdesperowana dusza błaga
Chce odnaleźć swój dom

W moim odczuciu to warta uwagi powieść, która zupełnie pochłania umysł odbiorcy, bywa przejmująco autentyczna, a także zmysłowa niczym intymny pamiętnik. Gorąco polecam! Przeczytajcie i oceńcie sami...

„Czasami życie stawia przed nami dziesiątki przeszkód jednocześnie. Możemy wtedy próbować pokonać je wszystkie naraz lub skupić się jedynie na tych, których pokonanie jest dla nas najważniejsze”. Str. 381



 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: NieZwykłe
Rok wydania: 2017 
ISBN 978-83-7889-541-1
Liczba stron: 484
Moja ocena: 8/10 


czwartek, 6 kwietnia 2017

WYNIKI KONKURSU URODZINOWEGO [13-31.03.2017]


Drodzy Czytelnicy, dziś przychodzę z wynikami KONKURSU URODZINOWEGO! Konkurs trwał od 13.03.2017 do 31.03.2017  w tym czasie zgłosiło się 45 uczestników! 


Księgarenka przy ulicy Wiśniowej

10. Ania
11. revqua
17. Ann z
18. Marta Pyziołek



Księgarenka przy ulicy Wiśniowej wędruje do: 
Katriny (nr 4)
******

Nadzieje i marzenia

10. Jania
15. dorota wysocka

Nadzieje i marzenia  Magdaleny Kordel wędrują do: 
Anny Maksymiuk (nr 8)

******


Madonny z ulicy Polanki

12. Monika S


Madonny z ulicy Polanki  Joanny Marat wędrują do: 
Kasi T-J (nr 6)


Serdecznie gratuluję wszystkim Zwyciężczyniom! Pozostałym uczestnikom ogromnie dziękuję za udział w konkursie. 

PS. Na dane do wysyłki, które należy wysłać na adres e-mail: nieterazwlasnieczytam.blog@gmail.com czekam do 11.04.2017, jeżeli w tym czasie nie otrzymam niezbędnych informacji, zmuszona będę wylosować kolejnego Zwycięzcę!

Pozdrawiam serdecznie, 
Agnieszka K. 

sobota, 1 kwietnia 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "Carpe diem" – Diane Rose


„Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść”.

Sześćset dni życia, a kontrolę nad Waszym dalszym istnieniem przejmuje ślepy los! Taka perspektywa potrafi odebrać nadzieję i zupełnie przewartościować dotychczasowe priorytety. Co zrobić w tak krótkim czasie? Poddać się — zamknąć w czterech ścianach, odliczać każdy dzień — pogrążając się w coraz większym smutku? Czy żyć pełną piersią — stawiać pewne kroki do przodu, dalej realizować marzenia, celebrować każdy dzień — nie patrząc za daleko w przyszłość? Literacki debiut Diane Rose  Carpe diem w bardzo lekkim, ale niepozbawionym trudnych emocji stylu zwraca uwagę na ludzi, którym przyszło żyć z wyrokiem śmierci — w swoistym zawieszeniu — każdego dnia, czekając na przeszczep. Czy mają prawo do szczęścia — miłości, która może mieć intensywny przebieg, ale bardzo krótki, raniąc przy tym rozkochane serce wyjątkowo boleśnie?
„Byłam egoistką. Byłam okrutna, ale chciałam kochać i być kochana. Chciałam go zatrzymać jak najdłużej, chociaż wiedziałam, że na niego nie zasługuję”. 
Diane Rose – blogerka, recenzentka, studentka, miłośniczka róż herbacianych, a przede wszystkim książkoholiczka. Na co dzień ambitna, impulsywna, zadziorna, obdarzona poczuciem humoru i zdeterminowana w dążeniu do celu. Prowadzi stronę autorską: dianerose.pl oraz blog recenzencki: recenzjezpazurem.pl.

Rosalie Hart, 22-letnia studentka prawa, wydaje się pełną energii, mocno stąpającą po ziemi dziewczyną, która z pasją realizuje swoje ambicje, dba o zdrowie i z wielką determinacją walczy o własną niezależność. Rose mieszka ze starszym bratem, jego żoną i ich dwójką dzieci. Rodzeństwo jest bardzo zżyte, łączy ich wyjątkowa nić porozumienia. Razem dźwigają także ogromny balast, którym jest poważna wada serca u Rosalie. Lekarz bowiem postawił diagnozę, która w brutalny, nagły sposób odebrała dziewczynie nadzieje — oferując jej około 600 dni życia. Jeśli w tym czasie nie znajdzie się dawca serca dla Rose, dziewczyna umrze. Mimo tak surowej diagnozy Rosalie nie użala się nad sobą i chociaż pogodziła się z trudnym losem — nie wierząc, że w tak krótkim czasie pojawi się dawca  nadal studiuje, czerpiąc z życia każdą cenną chwilę. Nie rezygnuje z codziennego joggingu, dba o sylwetkę, z jeszcze większym zaangażowaniem uczęszcza na uczelnię, spotyka się z przyjaciółmi, po prostu żyje! Dziewczyna egzystuje w myśl zasady „carpe diem”, chwytając to, co przyniesie kolejny dzień  nie robiąc planów, nie żywiąc nadziei na odległe jutro. Przecież każdy dzień, może być tym ostatnim, po którym nie doczeka kolejnego wschodu słońca. Pewnego dnia na jej drodze pojawia się 27-letni Daniel, młody, pozbawiony empatii lekarz, stojący przed decyzją o wyborze specjalizacji. Tych dwoje, choć pozornie tak różnych połączy niecodzienne uczucie, tylko czy tajemnica Rose pozwoli im cieszyć się tym niepewnym szczęściem?
„Poznałem odpowiednią dziewczynę, w odpowiednim czasie, w cholernie niesprzyjających okolicznościach. Los jest bardzo niesprawiedliwy”.
Diane Rose, większości znana, jako autorka bloga Recenzje z pazurem, wtargnęła na rynek wydawniczy z książką Carpe diem, stawiając sobie od razu wysoką poprzeczkę. W mojej opinii jest to bowiem debiut, obok którego trudno przejść obojętnie. Historia Rosalie i Daniela nasycona jest nie tylko pełną gamą emocji, daje także bardzo realny obraz trudności, z jakimi zmagają się osoby obciążone chorobą, pozostawiającą małe nadzieje na powrót do zdrowia. To książka, która ma w sobie ikrę i z dużą intensywnością zmusza czytelnika do głębszych refleksji nad ulotnością życia.
„Przyjaźń to największy skarb na świecie, ale tylko wtedy, kiedy możesz się nią dzielić”.
Autorka wykreowała postaci pełne temperamentu, charyzmy, zbudowała fabułę, która prowadzi odbiorcę przez kolejne dni życia nie tylko osoby chorej, ale także tych, którzy są obok niej. Rodzina, bliscy, przyjaciele oni też zmagają się z własnymi dylematami, chcą być wsparciem, ale każdy z nich miewa chwile zwątpienia. Czują frustrację, żal, smutek i ogromny strach, jednak nieustannie duszą w sobie negatywne emocje. Patrzeć i mieć świadomość, że bliska nam osoba toczy nierówną walkę z chorobą, to szalenie bolesne i przygnębiające doświadczenie. Jednak Diane Rose udało się w bardzo przystępny, słodko-gorzki, ale pozbawiony patosu sposób ukazać wszystkie aspekty tego zjawiska. Postacią wzbudzającą ogromną sympatię, dającą nadzieję jest brat Rosalie, James. To jego postawa, nacechowana wyrozumiałością, a także pogodnym usposobieniem i niezwykłą troskliwością, nadaje tej historii lekkości. Ta powieść tętni uczuciami, ma w sobie sporą dawkę humoru, eteryczności, ale i potężną porcję wzruszających momentów. Autorka bowiem wystawiła swoich bohaterów na niebanalną próbę, której niezwykle trudno sprostać — śledziłam ich losy z ogromnym zaciekawieniem, zupełnie tracąc przy tym poczucie czasu. To jedna z tych książek, od której trudno oderwać uwagę. 

Bohaterowie stanowią mocną stronę tej historii, ich wewnętrzne portrety są wyraziste, ale nie są przerysowane czy pozbawione wad, przez co wywołują różnorodne emocje. Chwilami złoszczą, wzbudzają brak zrozumienia, rodzą też współczucie i sympatię. Ponadto Diane Rose stosuje zajmującą pierwszoosobową narrację, pozwalając czytelnikowi poznać tę opowieść zarówno z perspektywy Rose, jak i Daniela. Carpe diem niesie w sobie także nietuzinkowe zakończenie, które wywołało moje zdziwienie i pozwoliło poczuć pełną satysfakcję z lektury. Słowem, autorka oddała w ręce czytelników powieść, która nie jest wyłącznie kwintesencją dobrego romansu zbudowanego na emocjach, to także książka z konkluzją, każdy czytelnik podczas lektury niejednokrotnie pogrąży się w zadumie, być może wyciągnie wnioski, wyeliminuje błędy i zmieni nastawienie do życia? Jeśli lubicie powieści podążające nurtem New Adults, pełne intensywnych uczuć, bohaterów zmagających się z trudami codzienności, pogubionych w swych niełatwych decyzjach, koniecznie sięgnijcie po literacki debiut Diane Rose! 
„Każdy ma prawo przeżyć miłość, każdy. Nieważne, ile dni mu zostało…”.
Rekomendując:
Carpe diem to napawający nadzieją, swoistym przesłaniem portret ukazujący istotę rodziny, przyjaźni i miłości. To zadziwiająco emocjonalna powieść, skłaniająca do głębszych refleksji. Dzięki historii Rosalie i Daniela czytelnik odbywa fascynującą duchową podróż, ukazującą nie tylko granice strachu, ale także codzienną wewnętrzną walkę o prawo do odrobiny szczęścia, pokrętnie okraszonego egoizmem. Powieść pełna miłosnych rozterek, ale także bólu, nierównej potyczki z chorobą i gasnącej nadziei. Znakomity debiut, który jednocześnie bawi, niepokoi i wzrusza, rozrywając serce odbiorcy na milion drobnych kawałków. Polecam!
„Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nie opuścisz go, gdy zacznie spadać na dno. Będziesz po prostu robił wszystko, by go stamtąd wyciągnąć”.

 ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna /obyczajowa 
Wydawnictwo: Videograf SA
Rok wydania: 2017 / PREMIERA: 6 kwietnia 
ISBN 978-83-65315-97-7
Liczba stron: 464
Moja ocena: 8/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję Diane Rose oraz:


czwartek, 30 marca 2017

[ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA] "Odezwij się" – Magdalena Zimniak

Już 4 kwietnia 2017 roku nakładem Wydawnictwa Prozami ukaże się najnowsza powieść Magdaleny Zimniak  Odezwij się! 

Nagłe zaginięcie, strach, tajemnice. Wszystkie tropy 
prowadzą donikąd... 

W nowym thrillerze psychologicznym autorka Białych róż dla Matyldy serwuje czytelnikom potężny ładunek emocjonalny i zaskakujące zwroty akcji. Trudno oderwać się od tej historii. A potem trudno o niej zapomnieć.


OPIS:

Zaginięcie dwójki dzieci spada na z pozoru idealne małżeństwo Mielczarków jak grom z jasnego nieba. Ucieczka? Rodzice są pewni, że porwanie. Policja natomiast sugeruje, że Ada, od lat zmagająca się z nerwicą natręctw, mogła zrealizować „fantazje” i skrzywdzić brata. 

Magdalena Zimniak jest autorką dramatów psychologiczno-obyczajowych, laureatką Nagrody Czytelniczek „Pióro” przyznawanej podczas Festiwalu Literatury Kobiecej „Pióro i Pazur”. Nominowana do nagrody „Srebrny Kałamarz i wyróżniona przez jury w konkursie „Najlepsza książka na Zimę” na portalu literackim Granice.pl. 

Nakładem Wydawnictwa Prozami ukazały się dotychczas dwie jej książki: Jezioro cierni (2013), oraz Białe róże dla Matyldy (2014).


PREMIERA już 4 kwietnia 2017 roku! 



Ogromnie się cieszę bowiem będę miała przyjemność przeczytać i zrecenzować dla Was tę powieść. Doskonale pamiętam Białe róże dla Matyldy Magdaleny Zimniak, które zaskoczyły mnie szalenie oryginalną, emocjonalną i szokującą treścią  tymczasem subtelna okładka sugerowała raczej eteryczną historię... Takich książek się nie zapomina! Skusicie się na najnowszą powieść Autorki? 



WYNIKI KONKURSU FOTOGRAFICZNEGO


Kochani, przyszedł czas na ogłoszenie wyników KONKURSU FOTOGRAFICZNEGO! Konkurs trwał od 14.03.2017 do 24.03.2017.  

Nagroda w postaci audiobooka Odroczone nadzieje Anety Krasińskiej wędruje do Melisy, autorki tej oto pracy:

Melisa dołączyła do swojego zdjęcia piękny opis, który stanowi kwintesencję, tego co chciała wyrazić autorka tej fotografii... 

Moją nadzieję symbolizują te rosnące na straży dawnego gospodarstwa mojej śp. babci topole, które znam od dziecka - są starsze ode mnie i mam nadzieję, że mnie również przeżyją. Obecnie są dla mnie także symbolem mojego odnalezionego miejsca na ziemi, do którego przeprowadziłam się z miasta po złożeniu wypowiedzenia w zakładzie pracy, w którym byłam przez kilkanaście lat ofiarą mobbingu. Nigdy nie sądziłam, że będzie mi dane mieszkać w takim miejscu zamiast w ciasnej, dusznej klitce w brzydkim i pełnym hałasu mieście na brudnym Śląsku. Że będę mogła przygarnąć kilka zwierząt i mieć wokół siebie na co dzień pola, łąki i las. A widok moich drzew napełnia mnie za każdym razem otuchą, nawet gdy w nocy wyglądam przez okno i widzę ich ciemny zarys. Bo choć przeszłości nie wymażę i zdrowia nie odzyskam, to jednak one pozwalają mi mieć nadzieję, że teraz i tutaj nastanie dla mnie lepszy czas - wiatr rozgoni te złowieszcze chmury i ukaże czyste niebo, jak białą kartę na której zapisze się przyszłość, w której ja wreszcie odnajdę swoje Szczęście...”. Melisa 

__________________________________

Ponieważ prac konkursowych nie było dużo, postanowiłyśmy wraz z Anetą Krasińską wyróżnić dwa dodatkowe zdjęcia i nagrodzić je niespodzianką w postaci zakładki z pozdrowieniami od Autorki. Jest to:

zdjęcie nadesłane przez Patrycję Fornal: 


Oraz piękny opis, który doskonale oddaje charakter zdjęcia: 

„... I w końcu przyjdzie, jak co roku – ciepła i słoneczna. Każda pora roku ma niezaprzeczalnie swój urok, wydaje mi się jednak, że zwolenników wiosny jest masa. Bo chyba nie ma człowieka, który nie lubiłby wiosny. Na wiosnę każdy czeka niecierpliwie, a im jest sie starszym, tym mocniej nie tylko widzi wiosnę, ale i ją czuje.
Chce dać się porwać jej delikatnym jak wiosenny wiatr porywom... Patrzeć jak Wokół mnie codziennie budzi się coś do życia, jak natura rozkwita całym swym bogactwem. Jak rozwijają się pąki na drzewach, kwitną kwiaty, śpiewają ptaki, słońce swoimi promieniami coraz cieplej grzeje. Mam nadzieje ze w końcu ja dostrzegę i będę umila się cieszyć tymi chwilami, które przywracają światu zapach i barwy, które witają mnie świeżymi porankami, inspirując mnie do kreatywnego przeżycia kolejnego dnia. Bo wiosna, jak żadna inna pora roku, zawsze sprzyja zmianom i odnowie wszystkiego..
Wiosna to taki zaczarowany okres w przyrodzie i w moim życiu. Może dlatego, że ma w sobie coś magicznego, właśnie ona jest takim „startem” nowej nadziei na odmianę. Bo wiosna to dobry czas, aby zamiast się zamartwiać – odświeżyć, uporządkować swoje życie i poukładać wszystko od nowa w mojej głowie, w moim życiu i W moim świecie
. Patrycja Fornal 

zdjęcie nadesłane przez Kulturalnie z Anką: 



Serdecznie gratuluję! Dziękuję za udział w konkursie i czekam na dane adresowe, które należy wysłać na adres e-mail: nieterazwlasnieczytam.blog@gmail.com

Pozdrawiam serdecznie, 
Agnieszka K. 

środa, 29 marca 2017

[RECENZJA PREMIEROWA] "Marlene" – Hanni Münzer



„[…] człowiek musi wątpić, gdyż poszukiwanie prawdy zaczyna się od stawiania pytań. Kto wątpi, ten myśli”.  

Każda wojna odbija piętno w sercach tych, którzy byli zmuszeni się z nią zmierzyć. Pochłania miliony ofiar, wśród nich jest także ludność cywilna. Zaprząta umysł, wyzwala ogrom emocji, w tym instynkt przetrwania, który prowokuje do zachowań dalekich od przekonań i głęboko zakorzenionego stylu bycia. Łamie psychikę i bardzo mocno wpływa na koleje losu. W obliczu wojny ludzie nabierają pokory, szlachetności, niebywałej odwagi, która pozwala im walczyć i pomagać słabszym, wielu też paraliżuje strach, który zmusza ich do biernej akceptacji okrutnej rzeczywistości. Jednak są również tacy, którym wojna odbiera rozum, popychając do nieludzkich zachowań — zupełnie odczłowieczając!
„Sąd Okręgowy w Zweinrücken skazał młodą kobietę na rok ciężkiego więzienia. Przestępstwo jej polegało na tym, że podarowała kanadyjskiemu jeńcowi pomarańczę”. (str. 45)
Marlene Hanni Münzer stanowi kontynuację bestselerowej powieści Miłość w czasach zagłady, którą jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać. Chociaż pierwszy tom zdobywa różnorakie opinie, mimo tego nadal uważam, że to dobra książka i zupełnie nie rozumiem ocen w postaci jednej gwiazdki. Jednak każdy z nas odbiera książki na swój, indywidualny sposób i jak widać, co jednych zachwyca, innych zupełnie nie przekonuje. Taka nasza natura.

Po lekturze drugiego tomu odnoszę wrażenie, że autorka poczyniła niemałe postępy, tworząc powieść, która w mojej opinii pochłania uwagę czytelnika od pierwszej strony, nie pozwalając mu się z niej wydostać, dopóki nie pozna do końca historii bohaterów. Mimo sporej objętości — narracji, która zawiera mnóstwo opisów, nie tylko miejsc czy zdarzeń, ale przede wszystkim emocji — tę opowieść pochłania się niczym dobrze skonstruowany thriller. Zżyłam się z bohaterami, śledząc ich losy z dużym zaangażowaniem, niepokojem i napięciem. Według mnie pisarce udało się zbudować bardzo zajmującą, chwilami poruszającą, bolesną, a nawet szokującą intrygę, wciągając bohaterów w odmęty II wojny światowej. Część akcji rozgrywa się za drutami jednego z największych nazistowskich obozów zagłady Auschwitz-Birkenau. To tam, w jednym z „ekskluzywnych” bloków ląduje główna bohaterka wraz z dwudziestoma innymi więźniarkami oraz enigmatyczną madame Jolantą. Pozostałym skazańcom wydaje się, że kobiety rządzą się tam specjalnymi przywilejami, toteż nienawidzą ich i potępiają. Tymczasem one przeżywają prawdziwą gehennę, każdego dnia zaspokajając nieokiełznaną chuć hitlerowskich esesmanów. A jednak w tych dramatycznych okolicznościach rodzi się miłość, która pewnego dnia zmusza Marlene do podjęcia brzemiennej w skutkach decyzji. Bohaterka bowiem staje w obliczu bezwzględnego dylematu. Czy zdecyduje się zabić ukochanego, aby nieodwracalnie zmienić losy fanatycznej wojny i ocalić życie milionów ludzi?
„Dwadzieścia jeden kobiet, które czują, oddychają, żyją. Jeśli spróbujesz uciec, wszystkie zginą. Zostaniemy rozstrzelane, bez wyjątku, każda z nas. Każda odpowiada życiem za pozostałe”. (str. 199).
W moim odczuciu Hanni Münzer napisała kolejną książkę, w której sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką, nadając tej opowieści bardzo realny wymiar. Autorka wplata w fabułę rozdziały, które nazywa „odpryskami wojny”, zamieszczając w nich autentyczne epizody. Świetnie kreśli na kartach obraz nazistowskiej propagandy, społeczeństwa nasyconego hitlerowską indoktrynacją, szerzącym się antysemityzmem, demagogią, która wyzwalała w niemieckim społeczeństwie ogromną nienawiść, ale i strach. Autorka tą książką zwraca też uwagę na ludzi, którzy potrafili znaleźć w sobie odwagę, jednocześnie wykazując się ogromną empatią i altruizmem. To właśnie te jednostki w ramach pogardy przystępowały do oddziałów ruchu oporu, sprzeciwiającego się rządom Adolfa Hitlera, tym samym narażając się na prześladowanie i tortury często prowadzące do śmierci.

Taką postacią jest Marlene, Niemka urodzona w szlacheckiej rodzinie, jako Anna von Dürkheim, to głównie jej losy śledzimy na kartach powieści. Jest odważną, zdeterminowaną, skłonną do poświęceń, silną kobietą. Od chwili wybuchu wojny walczy przeciwko totalitarnemu rządowi, każdego dnia narażając swoje życie w brawurowym stylu. Bez wątpienia wzbudza podziw i sympatię, chociaż chwilami wydaje się, że jej postać wyjątkowo sprawnie wychodzi z pewnych opresji. Niemniej jednak los doświadcza ją w wyjątkowo okrutny sposób, rodząc u czytelnika szereg rozmaitych emocji. Drugi tom można czytać bez zgłębiania pierwszej części, jednak znajomość Miłości w czasach zagłady, z pewnością pozwoli lepiej zrozumieć przesłanki, którymi kierowali się bohaterowie.
„Zło pochłonęło nie tylko ciała pomordowanych, lecz również wyciągnęło ręce po dusze tych, którzy przeżyli. Bo zło jest wiecznie nienasyconym molochem". (str. 467)
Reasumując, nie jest to książka, która stanowi kompendium wiedzy z przebiegi II wojny światowej, jednak z pewnością oddaje jej realia, ukazując przy tym siłę miłości, przyjaźni i hartu ducha, zwraca też uwagę na wartości, których coraz mniej we współczesnym świecie. Zachęcam do lektury!
„[…] prędzej czy później wojna zawsze zaczyna pożerać własny ogon. Ludzie w końcu zaczynają tęsknić za dobrem i pięknem i budzi się to, co stanowi o człowieczeństwie: silniejszy zaczyna pomagać słabszemu, ten, kto ma wiele, dzieli się z tymi, którzy nie mają nic". (str. 43-44)
  ____________________________________________________________________

Kategoria: literatura współczesna / z wojną w tle 
Cykl: Miłość w czasach zagłady / tom II
Wydawnictwo: Insignis
Przekład: Łukasz Kuć
Rok wydania: 2017
ISBN 978-83-65315-97-7
Liczba stron: 552
Moja ocena: 8,5/10 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
serdecznie dziękuję: